Wypracowanie maturalne

Wypowiedź argumentacyjna — zadania maturalne — strona 10

Wypracowania oparte na stanowisku, argumentach, lekturach i kontekstach.

115zadań przypisanych do tematu

Jak odpowiadać

  1. Ustal dokładny zakres polecenia.
  2. Oprzyj odpowiedź na tekście, lekturze albo wskazanym materiale.
  3. Sformułuj wniosek i uzasadnij go konkretną obserwacją.
  4. Porównaj zakres odpowiedzi z zasadami oceniania.

Najczęstsza pułapka

Dobór przykładów bez wyjaśnienia ich związku z problemem.

Pełny zestaw · strona 10 z 11

Zadania, odpowiedzi i kryteria

Na tej stronie znajduje się 11 z 115 zadań. Odpowiedzi oraz zasady oceniania są ukryte do chwili rozwinięcia.

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 14

czerwiec 2012podstawowy50 pkt
Temat 1. Zanalizuj wypowiedzi i zachowania bohaterów ukazane we fragmencie Lalki Bolesława Prusa. W kontekście całej powieści wyjaśnij, co prezentowana scena mówi o Stanisławie Wokulskim. LALKA Punkt o drugiej przyprowadzono dwa piękne wierzchowce. Wokulski stanął przy swoim, a w parę minut ukazała się pani Wąsowska. Miała obcisłą amazonkę, kształty Junony, kasztanowate włosy zebrane w jeden węzeł. Końcem nogi oparła się na ręku stangreta i jak sprężyna rzuciła się na siodło. Szpicrózga drżała w jej ręce. Wokulski tymczasem spokojnie dopasowywał strzemiona. [...] Kilka minut jechali kłusem. Potem pani Wąsowska położyła rękojeść szpicrózgi na ustach, pochyliła się i poleciała galopem. [...] Nagle pani osadziła konia na miejscu, była zarumieniona, zadyszana. [...] – Cóż znowu z tym siodłem! – zawołała nagle. – Mój panie, popręg mi się odpiął... proszę zobaczyć... Wokulski zeskoczył z konia. Zaszedł z prawej strony – popręg był mocno przypasany. – Ależ nie tam... O, tu... Tu coś psuje się, około strzemienia. Zawahał się, lecz odsunął jej amazonkę i włożył rękę pod siodło. Nagle krew uderzyła mu do głowy: wdówka w taki sposób ruszyła nogą, że jej kolano dotknęło twarzy Wokulskiego. – No i cóż?... No i cóż?... – pytała niecierpliwie. – Nic – odparł. – Popręg jest mocny... – Pocałowałeś mnie pan w nogę!... – krzyknęła. – Nie. Wtedy trzasnęła konia szpicrózgą i poleciała cwałem szepcząc: „Głupiec czy kamień!...” Wokulski powoli siadł na konia. Niewysłowiony żal ścisnął mu serce, gdy pomyślał: „Czy i panna Izabela jeździ konno?... I kto też jej poprawia siodło?...” Kiedy dojechał do pani Wąsowskiej, wybuchnęła śmiechem: – Cha! cha! cha!... Jesteś pan nieoceniony!... – W takiej chwili stu innych na pańskim miejscu powiedziałoby, że żyć beze mnie nie mogą, że zabrałam im spokój, i tam dalej... A ten odpowiada krótko: nie!... [...] Już określiłam sobie pana: pan jesteś pedant. Co wieczór, nie wiem o której, ale zapewne przed dziesiątą, robisz pan rachunki, potem idziesz spać, ale przed spaniem mówisz pacierz, głośno powtarzając: Nie pożądaj żony bliźniego twego. Czy tak?... – Niech pani mówi dalej. – Nie będę nic mówić, bo mnie już i rozmowa z panem męczy. [...] Prezesowa przez kilka tygodni tłomaczyła mi, że pan jesteś oryginalny człowiek, zupełnie różny od innych, a tymczasem widzę, że pan jesteś najzwyklejszy pedant. Czy tak? – Tak. – Widzi pan, jak ja się znam na ludziach. Może byśmy jeszcze pojechali galopem. Albo – nie, już mi się nie chce, jestem zmęczona. Ach... gdybym choć raz w życiu spotkała prawdziwie nowego człowieka... – A z tego co by pani przyszło? – Miałby jakiś nowy sposób postępowania, mówiłby mi nowe rzeczy, czasami rozgniewałby mnie do łez, potem sam śmiertelnie obraziłby się na mnie, a potem – naturalnie musiałby przepraszać. O, ten zakochałby się we mnie do szaleństwa! Wpiłabym mu się tak w serce i pamięć, że nawet w grobie nie zapomniałby o mnie... No, taką miłość rozumiem. – A pani co by mu dała w zamian? – spytał Wokulski, któremu robiło się coraz ciężej i smutniej. – Czy ja wiem? Może i ja zdecydowałabym się na jakie szaleństwo... – Teraz ja powiem, co by ten nowy człowiek dostał od pani – mówił Wokulski czując, że zbiera w nim gorycz. – Naprzód, dostałby długą listę wielbicieli dawniejszych, następnie, drugą listę wielbicieli, którzy nastąpią po nim, a w czasie antraktu miałby możność sprawdzania... czy na koniu dobrze leży siodło... – To nikczemne, co pan powiedziałeś! – krzyknęła pani Wąsowska ściskając szpicrózgę. [...] – Za pozwoleniem. Przede wszystkim nie używajmy zbyt silnych wyrazów, które wcale nie odpowiadają spacerowej sytuacji. Między nami nie ma mowy o uczuciach, tylko o poglądach. Otóż, moim zdaniem, w poglądzie pani na miłość istnieją nie dające się pogodzić kontrasty. – Proszę? – zdziwiła się wdówka. – To, co pan nazywasz kontrastami, ja najdoskonalej godzę w życiu. – Mówi pani o częstej zmianie kochanków... – Jeżeli łaska, nazwijmy ich wielbicielami. – A następnie, chce pani znaleźć jakiegoś nowego i nietuzinkowego człowieka, który by nawet w grobie nie zapomniał o pani. Otóż, o ile ja znam ludzką naturę, jest to cel nie do osiągnięcia. Ani pani z rozrzutnej w swoich względach nie stanie się oszczędną, ani człowiek nietuzinkowy nie zechce zająć miejsca pośród kilku tuzinów... – Może o tym nie wiedzieć – przerwała wdówka. – Ach, więc mamy i mistyfikację, dla udania się której potrzeba, ażeby bohater pani był ślepy i głupi. Ale choćby takim był wybrany, czy sama pani miałaby odwagę zwodzić człowieka, który by a ż t a k panią kochał?... – Dobrze, więc powiedziałabym mu wszystko kończąc w ten sposób: pamiętaj, że Chrystus przebaczył Magdalenie... – I to by mu wystarczyło? – Ja sądzę. – A gdyby mu nie wystarczyło? – Zostawiłabym go w spokoju i odeszłabym. – Ale pierwej wpiłaby mu się pani w serce i w pamięć tak, ażeby pani nawet w grobie nie zapomniał!... – wybuchnął Wokulski. – Piękny świat, ten wasz świat... I miłe są te kobiety, przy których, kiedy im człowiek w najlepszej wierze oddaje własną duszę, jeszcze musi spoglądać na zegarek, ażeby nie spotkał swoich poprzedników i nie przeszkadzał następcom. Pani, nawet ciasto, ażeby wyrosło, potrzebuje dłuższego czasu; czy więc podobna wielkie uczucie wyhodować w takim pośpiechu, na takim jarmarku?... Niech pani skwituje z wielkich uczuć, to pozbawia snu i odbiera apetyt. Po co kiedyś zatruwać życie jakiemuś człowiekowi, którego zapewne dziś jeszcze pani nie zna? Po co sobie samej mącić dobry humor? Lepiej trwać przy programie prędkich i częstych zwycięstw, które innym nie szkodzą, a pani jakoś zapełniają życie. [...] – Wszyscy jesteście nędznicy. Kiedy kobieta, w pewnej epoce życia, marzy o idealnej miłości, wyśmiewacie jej złudzenia i domagacie się kokieterii, bez której panna jest dla was nudna, a mężatka głupia. [...] Jadąc o kilka kroków za panią Wąsowską, Wokulski rozmyślał: „Więc to taki świat? Jedne w nim sprzedają się ludziom prawie zgrzybiałym, a inne traktują ludzkie serca jak polędwicę. Dziwna to jednak kobieta z tej pani!... bo złą nie jest, ma nawet szlachetne porywy...” Pani Wąsowska nagle zawróciła konia i bystro patrząc na Wokulskiego spytała: – Między nami pokój czy wojna?... – Czy mogę być szczerym? – Proszę. – Mam dla pani głęboką wdzięczność. W jednej godzinie dowiedziałem się od pani więcej aniżeli przez całe życie. – Ode mnie?... Zdaje się panu. Mam w sobie parę kropli krwi węgierskiej, więc kiedy wsiądę na konia, szaleję i plotę niedorzeczności. [...] A teraz pocałuj mnie pan w rękę; jesteś pan rzeczywiście interesujący. Wyciągnęła rękę, którą Wokulski ucałował, szeroko otwierając oczy ze zdziwienia. Bolesław Prus, Lalka, Warszawa 1991 Temat 2. Analizując podany fragment Ustępu III części Dziadów, porównaj dwa wizerunki władców oraz wyjaśnij, czemu służy ich zestawienie w utworze Adama Mickiewicza. POMNIK PIOTRA WIELKIEGO Z wieczora na dżdżu stali dwaj młodzieńce Że wygnał szpiegów i donosicieli: Pod jednym płaszczem, wziąwszy się za ręce: A kiedy zdzierców domowych poskromił, Jeden, ów pielgrzym, przybylec z zachodu, Gdy nad brzegami Renu i Paktolu Nieznana carskiej ofiara przemocy; Hordy najezdców barbarzyńskich zgromił, Drugi był wieszczem ruskiego narodu1, Do spokojnego wraca Kapitolu. Sławny pieśniami na całej północy. Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło, Znali się z sobą niedługo, lecz wiele – Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa; I od dni kilku już są przyjaciele. Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło Ich dusze wyższe nad ziemskie przeszkody, Miał błogosławić tłum swego poddaństwa, Jako dwie Alpów spokrewnione skały, A drugą rękę opuścił na wodze, Choć je na wieki rozerwał nurt wody: Rumaka swego zapędy ukraca. Ledwo szum słyszą swej nieprzyjaciółki, Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze Chyląc ku sobie podniebne wierzchołki. I krzyczał: „Cesarz, ojciec nasz powraca!” Pielgrzym coś dumał nad Piotra kolosem2, Cesarz chciał z wolna jechać między tłokiem, A wieszcz rosyjski tak rzekł cichym głosem: Wszystkich ojcowskim udarować okiem. Koń wzdyma grzywę, żarem z oczu świeci, „Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda, Lecz zna, że wiezie najmilszego z gości, Druga carowa pamiętnik stawiała3. Że wiezie ojca milijonom dzieci, Już car odlany w kształcie wielkoluda I sam hamuje ogień swej żywości; Siadł na brązowym grzbiecie bucefała Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą. I miejsca czekał, gdzie by wjechał konno. Koń równym krokiem, równą stąpa drogą. Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może, Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności!5 W ojczyźnie jemu nie dosyć przestronno, Po grunt dla niego posłano za morze. Car Piotr wypuścił rumakowi wodze, Posłano wyrwać z finlandzkich nadbrzeży Widać, że leciał tratując po drodze, Wzgórek granitu; ten na Pani4 słowo Od razu wskoczył aż na sam brzeg skały. Płynie po morzu i po lądzie bieży, Już koń szalony wzniósł w górę kopyta, I w mieście pada na wznak przed carową. Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta, Już wzgórek gotów; leci car miedziany, Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały. Car knutowładny w todze Rzymianina, Od wieku stoi, skacze, lecz nie spada, Wskakuje rumak na granitu ściany, Jako lecąca z granitów kaskada, Staje na brzegu i w górę się wspina. Gdy ścięta mrozem nad przepaścią zwiśnie: – Lecz skoro słońce swobody zabłyśnie Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie I wiatr zachodni ogrzeje te państwa, Kochanek ludów, ów Marek Aureli, I cóż się stanie z kaskadą tyraństwa?” Który tam naprzód rozsławił swe imię, Adam Mickiewicz, Dziadów część III Ustęp, Wrocław 1984 1był wieszczem ruskiego narodu – prawdopodobnie Aleksander Puszkin, choć istnieją przypuszczenia, że Mickiewicz mógł mieć na myśli Rylejewa. 2nad Piotra kolosem – monumentalny pomnik Piotra I, dłuta francuskiego rzeźbiarza Falconeta, odsłonięty w roku 1782 3(Adam Mickiewicz, Objaśnienia) Druga carowa pamiętnik stawiała. Na pomniku Piotra jest napis: Petro primo Catharina secunda. – „Piotrowi pierwszemu Katarzyna druga”. 4Pani – carowej Katarzyny II. 5(Adam Mickiewicz, Objaśnienia) Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności! – pomnik konny kolosalny Piotra roboty Falkoneta i posąg Marka Aureliusza stojący teraz w Rzymie w Kapitolium są tu wiernie opisane.
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – Wokulski w relacji z panią Wąsowską: 1. Uporządkuj przebieg konnej przejażdżki i pokaż, jak Wąsowska prowokuje Wokulskiego, bada jego reakcje i próbuje odsłonić prawdę o uczuciu do Izabeli. 2. Przeanalizuj jej swobodę, ironię i pewność siebie oraz opanowanie, dumę i emocjonalną ostrożność Wokulskiego. 3. W kontekście całej Lalki wyjaśnij idealizację Izabeli, podatność bohatera na cierpienie i kontrast między jego energią w interesach a bezradnością w miłości. 4. Zakończ wnioskiem, że scena ujawnia inteligencję i siłę Wokulskiego, ale także jego uczuciowe uwikłanie oraz brak dystansu do własnej obsesji. Temat 2 – dwa wizerunki władców w Ustępie: 1. Rozpoznaj zestawienie pomników Piotra Wielkiego i Marka Aureliusza oraz określ przeciwstawne modele władzy. 2. Przeanalizuj dynamikę konnego posągu Piotra, przemoc, podporządkowanie natury i ludzi oraz monumentalną grozę carskiego projektu. 3. W obrazie Marka Aureliusza pokaż spokój, rozum, troskę o państwo i panowanie nad siłą zamiast jej demonstracji. 4. Wyjaśnij funkcję kontrastu: krytykę despotyzmu i wskazanie etycznego wzorca odpowiedzialnej władzy.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Zanalizuj wypowiedzi i zachowania bohaterów ukazane we fragmencie Lalki Bolesława Prusa. W kontekście całej powieści wyjaśnij, co prezentowana scena mówi o Stanisławie Wokulskim. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Wstępne rozpoznanie i umiejscowienie fragmentu w powieści, np.: 1 p. a. pobyt Wokulskiego w Zasławiu przed zaręczynami z Izabelą, b. spotkanie arystokratów i Wokulskiego w Zasławiu, c. konna przejażdżka hrabiny Wąsowskiej i Wokulskiego w czasie pobytu w Zasławiu. 2. Przedstawienie bohaterów fragmentu, np.: 2 p. a. hrabina Wąsowska, młoda wdowa, b. atrakcyjna, inteligentna kobieta, c. Stanisław Wokulski, specjalny gość prezesowej Zasławskiej, d. kupiec zaproszony do towarzystwa przedstawicieli wyższej sfery. 3. Określenie sądów i zachowań Wąsowskiej, np.: 7 p. a. energiczna, pełna ekspresji, b. okazuje zainteresowanie Wokulskim i prowokuje go, c. szuka rozrywki, d. znakomita aktorka, umiejętnie reżyseruje swoje zachowania, e. bezpośrednia w sposobie zachowania i wypowiadanych sądach, f. inteligentna, g. wnikliwie analizuje osobowość Wokulskiego, h. prowokuje Wokulskiego do refleksji o sobie (o nim samym) i o relacjach z Izabelą, i. ironiczna i szydercza, j. świadoma swojego kobiecego uroku, k. miłość traktuje jak rozrywkę i należny sobie hołd ze strony mężczyzny, l. pragnie spotkać mężczyznę nietuzinkowego, takiego mogłaby pokochać, m. unika trwałych związków, które mogłyby ją rozczarować, n. uważa mężczyzn za hipokrytów, o. kobiecą mistyfikację uważa za konieczność wynikającą z konwenansów, p. sądy Wąsowskiej o Wokulskim są sprzeczne. 4. Określenie sądów i zachowań Wokulskiego, np.: 6 p. a. powściągliwy i opanowany mimo zainteresowania, jakie wzbudza w nim Wąsowska, b. elegancki, swoją postawą wzbudza szacunek, c. słucha uważnie sądów wygłaszanych przez Wąsowską, d. krytyczny wobec poglądów Wąsowskiej, e. uważa, że prawdziwa miłość potrzebuje czasu, f. nie akceptuje kłamstwa i mistyfikacji, g. dystansuje się od świata arystokracji, h. szczery i bezkompromisowy, i. gardzi obłudą, j. próbuje wyobrazić sobie zachowanie Łęckiej w podobnej sytuacji, k. uważa, że poglądy Wąsowskiej na miłość są sprzeczne. Kryteria oceniania odpowiedzi – poziom podstawowy 5. Odpowiedź na pytanie, co prezentowana scena w kontekście całej powieści mówi o Wokulskim, np.: 6 p. a. zakochany w Izabeli, b. uczucia traktuje poważnie, c. wierzy w idealną miłość, d. jest pełen wewnętrznych sprzeczności związanych z miłością do Izabeli, e. miłość nie pozwala mu na trzeźwą ocenę postępowania Izabeli, f. zachowuje wobec Izabeli powściągliwość, mimo że jej zachowania doprowadzają go do wzburzenia, g. żywi nadzieję, że z upływem czasu Izabela odwzajemni jego uczucie, h. poznanie kobiet z arystokracji budzi w nim podejrzliwość, i. nie potrafi wykorzystać w rzeczywistości wiedzy o zachowaniach arystokratek. 6. Podsumowanie, np.: dostrzeżenie, że poglądy Wąsowskiej są niejednoznaczne, stanowią kontrast dla poglądów i zachowań Izabeli Łęckiej oraz jej stosunku do Wokulskiego; postawa Wokulskiego wskazuje na brak akceptacji prezentowanych poglądów i zachowań kobiet z arystokracji, ale równocześnie bezradność spowodowaną uczuciem do Izabeli, 3 p. dostrzeżenie, że scena pozwala charakteryzować Wokulskiego; postawa Wokulskiego wskazuje na brak akceptacji prezentowanych poglądów i zachowań kobiet z arystokracji, ale równocześnie bezradność spowodowaną uczuciem do Izabeli, 2 p. dostrzeżenie, że scena pozwala charakteryzować Wokulskiego. 1 p. Temat 2. Analizując podany fragment Ustępu III części Dziadów, porównaj dwa wizerunki władców oraz wyjaśnij, czemu służy ich zestawienie w utworze Adama Mickiewicza. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Wstępne rozpoznanie utworu, np.: 2 p. a. spotkanie przyjaciół rozdzielonych przemocą (spokrewnione skały, które rozerwał nurt wody), b. spotkanie poetów różnych narodów (ludzi, których łączą wspólne idee i poglądy, a dzieli tyrania władców), c. spotkanie osób należących do różnych kultur rodzi refleksję, d. pomniki władców (Piotra Wielkiego i Marka Aureliusza) ilustrują różnice w sposobie sprawowania władzy. 2. Opis pomnika Piotra Wielkiego, np.: 4 p. a. znajduje się w Petersburgu, b. zbudowany przez carycę, c. zbudowany jako wyraz pychy władczyni, d. wielki (w kształcie wielkoluda), e. postawiony na skale zagrabionej obcej ziemi (wyrwanej z finlandzkich nabrzeży), f. materiał, z którego jest odlany pomnik, nawiązuje do czterech wieków ludzkości (miedzi i brązu), g. przedstawia cara na koniu nieujarzmionym, niebezpiecznym (bucefał), h. gotowego do podboju innych krajów, i. stoi samotnie (daleko od ludu), j. symbol władzy despotycznej. Kryteria oceniania odpowiedzi – poziom podstawowy 3. Opis pomnika Marka Aureliusza, np.: 3 p. a. znajduje się w Rzymie, b. zbudowany przez lud, c. zbudowany z miłości, wdzięczności, d. zwrócony w stronę własnej ziemi (znajduje się w sercu ojczyzny – Kapitol), e. przedstawia Marka Aureliusza na spokojnym, poskromionym koniu, f. ukazuje postać pełną majestatu (mężczyzna o szlachetnych rysach), g. symbol republikanizmu. 4. Przedstawienie wizerunku Piotra Wielkiego jako władcy, np.: 5 p. a. wyniosły, pełen pychy, b. impulsywny, gwałtowny, c. zaborczy (dążenie do podbicia innych krajów – na własnej ziemi stać nie może), d. zniewala lud (żąda bezwzględnego posłuszeństwa), e. stosuje przemoc (despotyczny – knutowładny), f. prowadzi do wojen, g. stwarza pozory rządów ojcowskich, sprawiedliwych (w todze Rzymianina), h. nie zważa na cierpienia innych (poświęca wiele ofiar dla osiągnięcia celu), i. jest zachłanny, j. kieruje się głosem natury (instynktu, nieposkromionych emocji), k. stara się wzbudzać lęk (podtrzymuje lęk), l. nie postępuje zgodnie z zasadami kultury zachodniej, m. prowadzi naród ku zgubie (przepaści). 5. Przedstawienie wizerunku Marka Aureliusza jako władcy, np.: 5 p. a. potępia ludzi działających na szkodę ojczyzny (wygnał szpiegów i donosicieli), b. nie akceptuje wykorzystywania jednych ludzi przez innych, aferzystów (zdzierców domowych), c. odwołuje się do dorobku cywilizacyjnego i kulturowego (występuje przeciwko barbarzyństwu), d. broni ojczyzny, e. jest skuteczny w działaniu, f. dąży do zapewnienia spokoju w państwie, g. otacza czcią to, co stanowi sacrum, h. dąży do zapewnienia szczęścia (pragnie pomyślności obywateli – miał błogosławić tłum), i. sprawiedliwy, j. łączy siłę i szlachetność, k. pełen powagi, dostojeństwa (rękę poważnie wzniósł), l. sprawuje władzę, rządzi (wypełnia obowiązki władcy – rękę opuścił na wodze), m. działa z namysłem, rozwagą (nie działa impulsywnie – łagodne ma czoło), n. okazuje dobroć (łagodność), o. przyjmuje postawę ojcowską, paternalistyczną („ojciec nasz powraca”), p. nie odgradza siebie od innych ludzi (jest wśród ludu, przystępny – chciał z wolna jechać między tłokiem, dzieci przyjść blisko ojca widzieć mogą), q. działa w perspektywie ponadczasowej (nieśmiertelności, duchowości). 6. Odpowiedź na pytanie, czemu służy zestawienie wizerunków władców, np.: 3 p. a. ocenie caratu, b. ocenie cywilizacji i kultury rosyjskiej jako azjatyckiej, c. przeciwstawienie rosyjskiemu despotyzmowi zachodnich ideałów racjonalizmu i wolności, d. wyrażenie wiary w zwycięstwo ideałów kultury zachodniej, e. uniwersalizacji problematyki III cz. Dziadów. Kryteria oceniania odpowiedzi – poziom podstawowy 7. Podsumowanie, np.: dostrzeżenie, że przedstawione we fragmencie dwa pomniki władców wyrażają dwa różne sposoby sprawowania władzy; określenie zasadniczych różnic w sposobach sprawowania władzy w związku z cechami charakteru władców oraz ich postawami; charakterystyka władców jest pretekstem do oceny caratu, 3 p. dostrzeżenie, że przedstawione we fragmencie dwa pomniki władców wyrażają dwa różne sposoby sprawowania władzy; określenie zasadniczych różnic w sprawowaniu władzy w związku z cechami władców lub ich postawami, 2 p. dostrzeżenie, że przedstawione we fragmencie dwa pomniki władców wyrażają dwa różne sposoby sprawowania władzy; dokonanie wartościowania tych sposobów (zły władca – dobry władca). 1 p. II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie; przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym; 5 p. – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części; 3 p. – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, urozmaicona leksyka; 5 p. – zgodny z zastosowana formą wypowiedzi, na ogół jasny, wystarczająca leksyka; 3 p. – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia, fleksja; 12 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja; 9 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia; 6 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, leksykalnych (słownictwo i frazeologia), fleksyjnych; 3 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, leksykalnych. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia, poprawna interpunkcja (nieliczne błędy); 3 p. – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia), na ogół poprawna interpunkcja; 2 p. – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia), interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0–4 p.
Wymagania podstawy programowej
Zakres umiejętności — opracowanie serwisu: Tworzenie informacji. Zadanie sprawdza tworzenie spójnej wypowiedzi argumentacyjnej.

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 14

maj 2011podstawowy50 pkt
Temat 1. Analizując wiersze Gdy tu mój trup… Adama Mickiewicza oraz Światło w ciemnościach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, porównaj ukazane w nich obrazy świata marzeń i rzeczywistości. Wykorzystaj właściwe konteksty. Gdy tu mój trup… Światło w ciemnościach Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada, Na białej poduszce, pod pledem, W oczy zagląda wam i głośno gada, kończą się smutki. Dusza w ten czas daleka, ach, daleka, Tydzień ma całych dni siedem Błąka się i narzeka, ach, narzeka. i siedem nocy zbyt krótkich. Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej, Mary senne, nostalgię kojące, I liczne mam serca mego rodzeństwo; od nieczułej ważniejsze są jawy. Piękniejszy kraj niż ten, co w oczach stoi, Gardzę wami codzienne sprawy, Rodzina milsza niż całe pokrewieństwo. dnie tutejsze, tygodnie, miesiące! Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy, Świat mój własny, bezsilny, bezradny, Uciekam ja, tam siedzę pod jodłami, sny jedynie ma ku pomocy! Tam leżę wśród bujnej i wonnej trawy, W Labiryncie nić Aryjadny Tam pędzę za wróblami, motylami. świeci po nocy… Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa, W głodzie serca, wśród granic i gromów, Jak ku nam w las śród łąk zielonych leci, nieistotną żywię się manną. I wpośród zbóż jak w toni wód się kąpa, Pod poduszką mam świat mój i dom mój – I ku nam z gór jako jutrzenka świeci. Raj – i chustkę na łzę poranną. 1838/1840 Leżysz, Polsko, pod moją poduszką, jak w dzieciństwie ukochana książka. Adam Mickiewicz, Wybór poezyj, Wrocław 1986 Pragnę czytać, czytać całą duszą! I już słowik na Bielanach zakląskał – Już i Wisła – już krakowski klimat – już tramwajem dzwoni Zwierzyniecka – już dom widać, ten, z którym od dziecka – związaniśmy jak muszla i ślimak – Potem budzik – potem światło w oczy – Żegnać muszę odzyskany eden. Dzień mój potrwa do dziesiątej w nocy – Tydzień ma całych dni siedem… Maria Pawlikowska-Jasnorzewska1, Wiersze wybrane, Warszawa 1985 1 Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, urodzona w Krakowie w 1891 roku, córka malarza Wojciecha Kossaka, związana z grupą poetycką Skamander. Po wybuchu II wojny światowej na stałe zamieszkała w Wielkiej Brytanii. Zmarła w Manchesterze w 1945 roku. Wiersz Światło w ciemnościach powstał w okresie pobytu poetki w Anglii. Temat 2. Analizując podane fragmenty powieści Zofii Nałkowskiej Granica, przedstaw obraz Justyny i jej związku z Zenonem w oczach różnych bohaterów powieści. W kontekście całej powieści wyjaśnij, jakie konsekwencje wynikają z zestawienia odmiennych spojrzeń na bohaterów i relacje między nimi. Fragment 1. Z dawnych czasów pamiętał Zenon niezrozumiałą przy jej zasadach tolerancję matki. Trzymała we dworze rozmaite dziewczyny, które były jawnie kochankami ojca. Często, jakby czemuś na przekór, wychwalała nawet rozmaite ich zalety. Może, iż nie chciała być pomówiona o rzecz tak jej niegodną jak zazdrość. [...] Teraz Justyna była po prostu jej ulubienicą, jej „prawą ręką”. Mówiła o niej z Zenonem, jak gdyby nie raczyła wcale dostrzegać, na co się zanosiło. Zenon pochmurniał i nic nie odpowiadał. Nie chciał już dociekać tej sprawy tak niejasnej, tak niepokojącej. Bez zgody na to korzystał jednak z jej dobrych stron. [...] Pani Żancia mówiła, że na Justynie wcale nie znać gminnego pochodzenia, mówiła: „Skąd ta dziewczyna ma tyle rasy”. Jemu to było wszystko jedno. Nie myślał nawet, czy jest ładna. Ale niczego nie chciałby w niej zmienić, niczego nie potrzebował jej wybaczać. W ruchu, w spoczynku, w każdym geście była w obrębie wyznaczonego sobie celu i życiowego zamierzenia fizycznie doskonała. Gdy stała blisko, chciał ją wziąć do rąk, chciał ją po prostu mieć. A wtedy ona mówiła: „Pan nie jest taki, jak drugi, co to nie da dziewczynie przejść spokojnie”. I opowiadała o Franku Borbockim, który ją prześladował i nie wiadomo co sobie wyobrażał. Bo ona nie jest znów taka głupia. Fragment 2. Siedziała przed nim ta sama i jedna, a Zenon właściwie widział ją coraz to inaczej. Przez chwilę wydawała mu się tylko jakąś cudzą służącą, której poufała obecność jest niewytłumaczona i kłopotliwa. Zaraz później była natrętną kochanką, z którą za wszelką cenę trzeba było zerwać. I wreszcie stawała się Justyną, miłą i dobrą dziewczyną z Boleborzy, której los jednak dotąd żywo go obchodził. I on sam, odpowiednio do tych jej zmiennych jakości, stawał się kolejno kimś innym. Jakąś cząstką siebie pamiętał teraz, jak jeszcze tam mówiła: „Dla ciebie, Zenon, ja poszłabym nie wiem na jakie męki, nic mi nie strach, o nic nie dbam”. [...] I tak rzecz cała ułożyła się ściśle według wiadomego schematu: dziewczyna wiejska i panna z mieszczańskiej kamienicy, narzeczona i kochanka, miłość idealna i zmysły. A przecież wyglądało tak tylko z zewnątrz, jakby przez ironię losu, czysty zbieg okoliczności. Zenon bronił się przed tym skonstatowaniem, czuł na pewno, że istotna prawda jest inna. Przede wszystkim nic nie byłoby się stało, gdyby nie to, że Justynie umarła matka i że starej Bogutowej nie wypłacili w Boleborzy całej pensji. Właśnie pierwsze, co byłby jej powiedział, to to, że się zaręczył i że nie mogą się więcej widywać. Jakże miał odepchnąć od siebie płaczącą, „samą na świecie” i witającą go jak jedynego bliskiego człowieka! Następne spotkania były już tylko wynikiem pierwszego. Wszystko było zupełnie inaczej, niż się myśli, że jest u innych. Fragment 3. Musiał mówić. Uczuwał w tym ulgę, gotową łatwość, gorzką przyjemność. Wyznawał Elżbiecie swą zdradę – jakby to było już przewidziane, wiadome z góry. Przypomniał sobie, że tak samo ojciec wyznawał matce swoje winy. Ale wtedy to było śmieszne. [...] – Słuchaj, Elżbieto, nie powinnaś patrzeć na to tak, jak to wygląda. Powiesz, co zechcesz – i tak będzie, jak będziesz chciała. Ale musisz to zrozumieć, ty właśnie musisz, że to nie jest jak zawsze, że to nie jest takie pospolite, że tam ona, a tutaj ty. Tak często bywa, ja wiem, ale to tylko pozór jest taki… A dno jest inne. Nie umiał powiedzieć, na czym polega ta różnica. Chyba że każda rzecz najpospolitsza od wewnątrz jest jedyna. Fragment 4. Justyna siedziała naprzeciw okna, cała w wyraźnym świetle dnia, oczywista, konkretna, obojętnie dająca się widzieć. Ten jej spokój obezwładniał Elżbietę. [...] Była blada, ale patrzyła na nią. I myślała o niej, że to ona. Że jest mu bliska, jest jego, że była przez niego szczęśliwa. Myślała z pretensją do niego, że tak zła jest ta suknia ze sztucznego jedwabiu w kwiatki, i z przykrością, przez którą przelatywała rozkosz, że Justyna nie jest szczupła. I myślała, że wbrew temu, co mogła wnosić ze słów Zenona, Justyna jest jednak prosta i ordynarna. […] Nagle, chcąc jak najlepiej, z lękiem w sercu, Elżbieta powiedziała: – Niech pani nie myśli, że on jest czymś związany. On jest wolny. Ja za niego nie wyjdę. Gdy mówiła te słowa, czuła rosnące przerażenie. Była zdumiona próżnią, w którą staczała się ta jej ofiara. Ale sama znajdowała się jakby wysoko i daleko, jakby już nieobecna. – To dziecko musi żyć – dokończyła szeptem. Teraz dopiero niebieskość w oczach Justyny stała się straszna, jakby przeciwna naturze. I niewiarogodny też wydał się jej krótki krzyk. Zwłaszcza, że zaraz potem powiedziała zwykłym zupełnie głosem: – Nic mi nie potrzeba, proszę pani, nic mi nie potrzeba. […] Co on mówił o tej Justynie? Więc był tak zaślepiony? Czyż jest możliwe się łudzić? Czyż zamiast Justyny fikcyjnej, Justyny Zenona, nie zobaczyła pospolitej, kłamliwej i głupiej prostaczki? Zofia Nałkowska, Granica, Wrocław 1971
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – świat marzeń i rzeczywistości: 1. Ustal, że w obu wierszach marzenie tworzy przestrzeń alternatywną wobec niesatysfakcjonującej codzienności, lecz ma inną wartość i trwałość. 2. W Gdy tu mój trup… przeanalizuj rozdwojenie ciała i duszy, „ojczyznę myśli”, tęsknotę emigranta oraz idealizację utraconej wspólnoty. 3. W Świetle w ciemnościach pokaż sny jako bezsilną pomoc, kontrast jasności i mroku oraz bardziej sceptyczną ocenę ucieczki od codziennych spraw. 4. Porównaj sytuacje podmiotów, obrazy światła, ton i funkcję marzenia; zakończ wnioskiem, czy wyobraźnia ocala, czy jedynie chwilowo łagodzi samotność. Temat 2 – Justyna i jej związek z Zenonem w różnych oczach: 1. Wyodrębnij perspektywy Zenona, jego matki, Elżbiety, Justyny i narratora, nie utożsamiając żadnej z nich z pełną prawdą. 2. Pokaż, jak pochodzenie społeczne Justyny, rodzinne wzorce Zenona i interes każdej postaci wpływają na ocenę romansu. 3. W kontekście całej Granicy przeanalizuj ciążę, aborcję, pogarszający się stan Justyny i unikanie odpowiedzialności przez Zenona. 4. Zakończ wnioskiem, że wieloperspektywiczność demaskuje mechanizmy usprawiedliwienia i pozwala ocenić relację przez jej skutki dla słabszej osoby.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Analizując wiersze Gdy tu mój trup… Adama Mickiewicza oraz Światło w ciemnościach Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, porównaj ukazane w nich obrazy świata marzeń i rzeczywistości. Wykorzystaj właściwe konteksty. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Określenie zasady zestawienia tekstów, np.: 2 p. a. wiersze z różnych epok, podejmujące podobny problem, b. wiersze – wyznania, c. refleksyjny charakter wypowiedzi, d. bohater liryczny – emigrant, e. podmiot mówiący utożsamiony z autorem, f. nostalgiczny charakter utworów. 2. Przedstawienie świata rzeczywistego bohatera w wierszu Gdy tu mój trup…, np.: 3 p. a. nieakceptowany przez bohatera, b. miejsce przebywania, emigracji, c. wywołuje uczucie obcości, d. rodzi poczucie zniechęcenia, e. wymaga zachowania pozorów, konwenansów, f. rodzi poczucie rozdwojenia, 3. Przedstawienie świata marzeń bohatera w wierszu Gdy tu mój trup…,, np.: 5 p. a. miejsce ucieczki duszy, b. miejsce wyimaginowane, c. świat wspomnień, d. ojczyzna myśli, e. strony rodzinne (ganek domu), f. miejsce młodzieńczych przeżyć, przyjaźni i miłości, g. piękny, idylliczny, h. świat natury (pola, łąki, drzewa), i. zapewnia szczęście, j. wyidealizowany (raj, arkadia) 4. Przedstawienie świata rzeczywistego bohaterki w wierszu Światło w ciemnościach, np.: 4 p. a. miejsce przebywania, inne niż ojczyzna, b. świat jawy, w którym życie toczy się w ciągu dnia, c. miejsce codziennych, monotonnych zajęć, nieistotnych spraw, d. zaspokaja potrzeby ciała, e. nie zaspokaja potrzeb duchowych, f. przytłacza, g. świat – labirynt, h. traktowany z pogardą (bezsilnością, bólem), i. powrót ze snu do rzeczywistości jest bolesny (światło w oczy). Kryteria oceniania odpowiedzi 5. Przedstawienie świata marzeń bohaterki w wierszu Światło w ciemnościach, np.: 5 p. a. istnieje w snach, b. konkretny – Polska, c. rodzinne miasto – Kraków (przywołane rzeczywiste nazwy miejsc, ulic), d. miejsce znajome, przyjazne, e. daje poczucie bezpieczeństwa – dom rodzinny, f. eden (biblijny raj) – przestrzeń sacrum, g. jest małą ojczyzną, h. obiekt tęsknoty. 6. Funkcjonalne zastosowanie kontekstów interpretacyjnych, np.: 3 p. a. biograficznego, b. historycznego, c. historycznoliterackiego, d. kulturowego. 7. Podsumowanie, np.: wymienienie podobieństw i różnic w obrazach świata rzeczywistego i świata marzeń (np.: stwierdzenie, że utracona ojczyzna jest ciągle żywa we wspomnieniach poetów, cierpią z powodu oddalenia, rzeczywistość budzi różne uczucia, ucieczka w marzenie i sen) oraz dostrzeżenie ich związków z kontekstami; 3 p. wskazanie podobieństw/ podobieństwa i różnicy; 2 p. wskazanie podobieństwa lub różnicy. 1 p. Temat 2. Analizując podane fragmenty powieści Zofii Nałkowskiej Granica, przedstaw obraz Justyny i jej związku z Zenonem w oczach różnych bohaterów powieści. W kontekście całej powieści wyjaśnij, jakie konsekwencje wynikają z zestawienia odmiennych spojrzeń na bohaterów i relacje między nimi. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Wstępne rozpoznanie fragmentów powieści, np.: 2 p. a. funkcjonalne wobec tematu określenie problematyki powieści, b. umiejscowienie fragmentów w utworze (dotyczą różnych etapów rozwoju romansu Zenona z Justyną), c. przedstawienie bohaterów (przynajmniej Justyny i Zenona), d. dostrzeżenie, że każdy z bohaterów widzi inaczej Justynę i jej związek z Zenonem. 2. Przedstawienie stosunku pani Żanci do Justyny i jej związku z Zenonem, np.: 3 p. a. jest jej ulubienicą, b. jej zdaniem jest ładna („rasowa”), c. chwali ją w rozmowach z synem, d. matka Zenona przenosi na syna swoją tolerancję wobec romansów męża, e. dwuznaczność moralna takiej postawy matki Zenona. 3. Przedstawienie stosunku Zenona do Justyny i jej związku z nim, np.: 5 p. a. jego stosunek do niej się zmienia, b. Justyna pociąga go fizycznie, c. w jego świadomości jest częścią Boleborzy, d. staje się dla niego kłopotem w mieście, e. jest bezradny wobec uczucia litości wobec niej, f. Zenon uważa, że jego związek z Justyną tylko pozornie jest czymś pospolitym, Kryteria oceniania odpowiedzi g. traktuje ją egoistycznie, uwiódł uczciwą dziewczynę, korzystając z jej zakochania, h. szuka usprawiedliwień dla związku z Justyną (jest hipokrytą), i. chce uniknąć odpowiedzialności, nie czuje się winny, j. powtarza „boleborzański schemat”. 4. Przedstawienie opinii Elżbiety o Justynie i związku z Zenonem, np.: 4 p. a. nie jest ładna, b. nie ma gustu, c. jest pospolita (ordynarna, głupia), d. wymaga pomocy, e. Elżbieta traktuje Justynę z wyższością, f. jest zazdrosna o związek Justyny z Zenonem, g. związek Zenona z Justyną jest dla niej zarazem bolesny i upokarzający, h. obraz Justyny ewoluuje w oczach Elżbiety, i. stosunek Elżbiety do Justyny jest niejednoznaczny. 5. Przedstawienie opinii Justyny o sobie i jej związku z Zenonem, np.: 4 p. a. nie uważa się za osobę naiwną, b. ufa Zenonowi (uważa go za wyjątkowego mężczyznę), c. jest gotowa dla niego wszystko poświęcić, d. Zenon jest najważniejszy w jej życiu, e. jej postawa zmienia się (rezygnuje z Zenona), f. jest dumna (nie chce przyjąć pomocy od Elżbiety). 6. Określenie konsekwencji wynikających z zestawienia różnych spojrzeń na bohaterów, np.: 4 p. a. pogłębienie charakterystyki postaci, prezentacja ich motywacji, b. obiektywizm, c. ukazanie złożoności ludzkiej psychiki, d. ukazanie niemożności uzyskania jednoznacznego obrazu człowieka, e. ukazanie wpływu uwarunkowań społecznych na sposób postrzegania świata (wyższe i niższe warstwy, mężczyźni i kobiety…), f. ukazanie znaczenia schematu (wzorów wyniesionych z domu) w życiu człowieka, g. ukazanie różnych postaw etycznych, h. ukazanie wpływu stanu emocjonalnego na sposób postrzegania świata, i. wskazówka do interpretacji tytułu. 7. Podsumowanie, np.: dostrzeżenie złożoności opinii bohaterów o Justynie i jej związku z Zenonem oraz tego, że stosunek do Justyny ujawnia różnorodność osobowości (postaw) bohaterów; dostrzeżenie związku takiego sposobu prezentowania postaci literackiej z problematyką (np.: psychologiczną, społeczną, etyczną, filozoficzną) powieści; 3 p. dostrzeżenie złożoności opinii bohaterów o Justynie i jej związku z Zenonem oraz tego, że stosunek do Justyny ujawnia różnorodność osobowości (postaw) bohaterów; 2 p. dostrzeżenie złożoności opinii bohaterów o Justynie i jej związku z Zenonem lub dostrzeżenie, że stosunek do Justyny ujawnia różnorodność osobowości (postaw etycznych) bohaterów. 1 p. Kryteria oceniania odpowiedzi II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie; przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym; 5 p. – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części; 3 p. – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, urozmaicona leksyka; 5 p. – zgodny z zastosowana formą wypowiedzi, na ogół jasny, wystarczająca leksyka; 3 p. – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia, fleksja; 12 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja; 9 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia; 6 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, leksykalnych (słownictwo i frazeologia), fleksyjnych; 3 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, leksykalnych. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia, poprawna interpunkcja (nieliczne błędy); 3 p. – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia), na ogół poprawna interpunkcja; 2 p. – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia), interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 4 p.
Wymagania podstawy programowej
6. Funkcjonalne zastosowanie kontekstów interpretacyjnych, np.: 3 p. i. wskazówka do interpretacji tytułu.

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 1

maj 2011rozszerzony40 pkt
Temat 1. Zinterpretuj fragment dramatu Sławomira Mrożka Śmierć porucznika. Określając sytuację dramatyczną i sposób jej budowania, odpowiedz na pytanie, jaką rolę odgrywają w tekście nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza i tradycji literackiej romantyzmu. Wykorzystaj odpowiednie konteksty interpretacyjne. ŚMIERĆ PORUCZNIKA (akt II) STARZEC (przechodzi na środek komnaty) – Zamknijcie drzwi od kaplicy! Żadnej lampy, żadnej świcy! (młodzi podnoszą się i otaczają Starca. Pauza) Zamykajcie drzwi na kłódki, stawcie w środku kocioł wódki! CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Drzwi już zamknięte, ale nie ma wódki. STARZEC – Niech księżyca światłość blada szczelinami tu nie wpada. CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Nie wpada. [...] STARZEC – Hej, ty, co z ciężkim duchem jesteś do tego padołu przykuty łańcuchem z ciałem i duszą pospołu, choć cię anioł śmierci woła, z filologicznych katuszy żywot się wydrzeć nie zdoła. Gdy cierpisz karę tak srogą, ludzie też robią, co mogą, choć już dość zamętu mamy, wzywamy cię, zaklinamy… [...] CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Powiedz, czy ci czego braknie? Czy on pragnie czego, łaknie? GŁOS ZA SCENĄ – Hej! Księgi moje, diablice, o, wy przeklęte żarłoki, opuście mnie choć na chwilę, odstąpcie choć na dwa kroki! [...] STARZEC – Wszelki duch! Jakaż potwora! Widzicie tego upiora? POETA (ukazuje się jako swój własny duch, wyciąga ręce do młodzieży) – Dzieci! Nie znacie mnie, dzieci? CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Ktoś nam znany! [...] POETA (do młodzieży) – Jam wasz klasyk, moje dzieci, przypomnijcie tylko sobie. Jak i dawniej, w waszej dobie, ledwo czytać gdy zaczniecie, już wam każą umieć w szkole moje księgi, myśl z nich łuskać. CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Przebóg! Co nas spotyka! Widzicie tego klasyka? POETA – Ach, zbyt ciężka ręka boska! Za to, że każde pacholę musi się dzisiaj wypluskać w idei moich odmęcie, okropne cierpię męczarnie, bo taki jest nieba rozkaz. CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Nie znałeś litości, panie! JEDEN Z MŁODZIEŃCÓW – Nie lubisz literatury! A pomnisz, jak raz w jesieni miałem wypracowanie o tym, jakich odcieni użyłeś w opisach przyrody? CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Nie znałeś litości, panie! JEDNA Z DZIEWCZĄT – Nie lubisz literatury! A pomnisz, gdym, prawie dzieckiem, musiała umieć na pamięć twe pieśni filareckie? CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Nie znałeś litości, panie! STARZEC – Nie lubisz literatury! A pomnisz, gdym wrócił żywy z mej wysadzonej reduty, tyś mówił, żem nieprawdziwy, bo wiersz na mym zgonie osnuty? POETA (zwracając się w stronę starca) – Orson! [...] Po coś mnie wzywał, poruczniku? ORSON – Żebyś zaświadczył. Kiedyś o mojej śmierci świadczyłeś kłamliwie. Dziś twojego ducha ja biorę za świadka, żem jeszcze jest żywy. POETA – Masz więc swoją zemstę. STARZEC – Nie idzie o zemstę, mam ja inne cele. [...] POETA – Więc mam przy dzieciach zaprzeczać sam sobie, głośno poświadczając, żeś wtedy nie zginął? Kłam zadać wierszom, które zna na pamięć zebrana tu młodzież? Gdzie twoje sumienie, gdzie wzgląd wychowawczy? Mógłbyś to załatwić choć nie przy młodzieży. STARZEC – Jedna jest prawda. [...] POETA – Przyznaj się, tylko szczerze, choć mi tak wygrażasz i bluźnisz, czy oddałbyś swą sławę, by żyć nie dla ludzi, lecz z ludźmi? STARZEC – Nie, nie! Nie pozwolę! To jest podstęp, słowne sztuczki. POETA – A więc powiem dla nauczki. Posłuchajcie! Czy widzicie, jak targuje się o życie ze mną, co mu je zabrałem, by je oddać stokroć dłuższe, oprawione w glorię czynu? Choć przekona moją duszę, zna on dobrze smak wawrzynu. Lecz to mało, on mnie wielbi! [...] On mnie wielbi, bom… poeta! [...] STARZEC – Ja mam z tobą pański krzyż, a kysz, a kysz. A kysz! POETA – Ha, więc wielbi! (Muzyka jazzowa, na jej tle deklamacja CHÓRU WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY) CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – Uczniowie, hej uczennice! I my nie znajmy litości! Szarpajmy klasyka na sztuki, niechaj nagie sterczą kości! (puszczają się w tany i szarpią Poetę) STARZEC – Gdyś w takim jest nastroju, zostawże nas w spokoju, a kysz! A kysz! CHÓR WYKOLEJONEJ MŁODZIEŻY – (tańcząc i szarpiąc) Dalej, panowie i panie! Za mękę naszej nauki i my nie znajmy litości! Szarpajmy klasyka na sztuki, a kiedy klasyka nie stanie, szarpajmy jego sztuki, poema i wierszowanie, niechaj nagie świecą kości! POETA (woła odchodząc hieratycznie) – On mnie wielbi! On mnie wielbi! (głos jego niknie przeciągle za sceną) [...]. Sławomir Mrożek, Dramaty, Kraków 1990 Temat 2. Porównaj sposoby kreowania obrazów tańca i jego funkcje we fragmencie poematu Kwiaty polskie Juliana Tuwima i w wierszu Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej. KWIATY POLSKIE1 [część VI] Patrz – właśnie na promieniach słońca Wjeżdża confetti barw sypiąca W centrum bukietu banda pijana „Lwich pyszczków”.2 Przyjrzyj się tym pyszczkom. Rozdziawiły się wszystkie i piszczą Rozgardiaszem weneckiej zabawy W lesie, Gdzie skaczące letniaczki się mizdrzą, Gdzie się Sypią pstre confettiowe kurzawy. Galopada mieszczańska śród sosen, Miotająca farbiarskim bigosem Strojów, W bachanalii się wije i niesie W znoju Pod dyndaniem lampionów po lesie – – Lampionów, festonów, kretonów, pomponów, Krawatów rozwianych, kolorowych balonów, W girlandowym unosi się roju. Już z lwich pyszczków – lwie pyski w orkiestrze: To puzony mosiężne dmą w przestrzeń, Wydymają balony, syfony, Mnożą pstre kotyliony w miliony! Dmą – i z trąb wyfruwają tancerze (Z trąb, co lśnią jak kuchenne moździerze): Płuc wydechem ich trębacz wyrzuca, Potem wdechem znów wchłania ich w płuca, Więc latają jak ptaki na wichrze Straszne pyszczki letników wciąż dziksze… [...] W wirującym kolisku mętnieją Pary Ze studentów, dentystek i apte- karzy, Z pań rozgrzanych, podlotków i „komi- niarzy” Kołujący się zrobił karuzel Szary. 1Swój utwór Tuwim zaczął pisać w listopadzie 1940 r. w Brazylii, kontynuował pracę w Stanach Zjednoczonych (1941-1944) oraz po powrocie do kraju (1946). Fragmenty utworu ukazywały się w londyńskich „Wiadomościach Polskich, Politycznych i Literackich” od 16 lutego 1941 r., a później w londyńskiej „Nowej Polsce” od marca 1942 roku. Tom I utworu, po licznych zmianach w związku z cenzurą, ukazał się w drugiej połowie stycznia 1949 r. 2 lwie pyszczki – zdrobnienie nazwy kwiatów lwie paszcze Ja – wódkę za wódką w bufecie… Oczami po sali drewnianej – I serce mi wali. [...] podchodzę na palcach i zaraz nad głową grzmotnęło do walca i porywam – na życie na śmierć – do tańca G r a n d e V a l s e B r i l l a n t e Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca, Panno, madonno, legendo tych lat? Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca, Świat, co w ramiona mi wpadł? Wylękniony bluźnierca, Dotulałem do serca W utajeniu kwitnące te dwie, Unoszone gorąco, Unisono dyszące, Jak ty cała w domysłach i w mgle [...] Gdy przez sufit przetaczam – Nosem gwiazdy zahaczam, Gdy po ziemi młynkuję, To udaję siłacza. Wątłe mięśnie naprężam, Pierś cherlawą wytężam, Będziesz miała atletę I huzara za męża. [...] A tu noga ugrzęzła, Drzazga w bucie uwięzła, Bo ma dziurę w podeszwie Twój pretendent na męża. Ale szarpnę się, wyrwę – I już wolny, odeszło, I walcuję, szurając Odwiniętą podeszwą. [...] I powolutku w ten las na palcach walca… Julian Tuwim, Kwiaty polskie, Warszawa 1975 NIECH ŻYJE BAL Życie, kochanie, trwa tyle co taniec: fandango, bolero, be-bop, manna, hosanna, różaniec i szaniec i jazda, i basta, i stop. Bal to najdłuższy, na jaki nas proszą, nie grają na bis, chociaż żal, zanim więc serca upadłość ogłoszą – na bal, marsz na bal! Szalejcie aorty, gdy idę na korty, roboto, ty w rękach się pal! Miasta nieczułe mijajcie jak porty, bo życie, bo życie – to bal. Bufet, jak bufet, jest zaopatrzony, zależy, czy tu, czy gdzieś tam. Tańcz, póki żyjesz, i śmiej się do żony i pij zdrowie dam… Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale, niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale. Orkiestra gra, jeszcze tańczą i drzwi są otwarte, dzień wart jest dnia i to życie zachodu jest warte! Chłoporobotnik i boa, grzechotnik z niebytu wynurza się fal, widzi swą mamę i tatę, i żonkę, i rusza, wyrusza – na bal. Sucha kostucha, ta Miss Wykidajło wyłączy nam prąd w środku dnia, pchajmy więc taczki obłędu jak Byron, bo raz mamy bal! Niech żyje bal, bo to życie to bal jest nad bale, niech żyje bal, drugi raz nie zaproszą nas wcale. Orkiestra gra, jeszcze tańczą i drzwi są otwarte, dzień wart jest dnia i to życie zachodu jest warte! Agnieszka Osiecka, Najpiękniejsze wiersze i piosenki, Warszawa 2010
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – romantyczna tradycja w Śmierci porucznika: 1. Rozpoznaj parodystyczne nawiązania do II części Dziadów i legendy Reduty Ordona: rytuał, chór, stylizowany język oraz postać bohatera utrwalonego przez literaturę. 2. Opisz sytuację dramatyczną i pokaż, jak powtórzenia, zderzenie patosu z potocznością oraz anachronizmy budują komizm. 3. Wyjaśnij, że Mrożek konfrontuje żywego człowieka z narzuconym mu romantycznym mitem i pyta o cenę narodowej heroizacji. 4. Zakończ wnioskiem, że tradycja jest zarazem wspólnym kodem kultury i siłą deformującą jednostkową prawdę. Temat 2 – obrazy tańca i ich funkcje: 1. Ustal wspólny problem Kwiatów polskich Juliana Tuwima i Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej: taniec jako intensywny obraz zbiorowego życia poddanego przemijaniu. 2. U Tuwima przeanalizuj nagromadzenia, rytm, kolory, dźwięki i groteskowy obraz mieszczańskiej zabawy. 3. U Osieckiej pokaż bal jako metaforę jednorazowego życia, refreniczność, wezwanie do udziału oraz obecność śmierci wyznaczającej kres zabawy. 4. Porównaj dynamikę, ton i ocenę uczestników; zakończ wnioskiem o tańcu demaskującym chaos wspólnoty albo afirmującym życie mimo jego końca.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Zinterpretuj fragment dramatu Sławomira Mrożka Śmierć porucznika. Określając sytuację dramatyczną i sposób jej budowania, odpowiedz na pytanie, jaką rolę odgrywają w tekście nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza i tradycji literackiej romantyzmu. Wykorzystaj odpowiednie konteksty interpretacyjne. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 26 punktów. 1. Określenie sytuacji dramatycznej, np.: 2 p. a. parodia II części Dziadów, b. czas i miejsce zdarzeń: kaplica, noc (niech księżyca światłość blada szczelinami tu nie wpada), c. postacie uczestniczące w obrzędzie: Starzec, Chór Wykolejonej Młodzieży, Poeta, d. cel spotkania bohaterów: wywołanie ducha Poety. 2. Określenie sposobu budowania sytuacji dramatycznej, np.: 8 p. a. rozbijanie stereotypów szkolnej lektury, b. ujęcie literatury jako źródła cierpień, c. cierpienie autora (odbiorcy go nie rozumieją, Orson jest niewdzięczny…), d. cierpienie bohatera (Orson chce być człowiekiem, nie mitem – chce uciec z literatury), e. cierpienie odbiorców literatury (chcą się przestać zmagać z literaturą), f. dominująca kategoria estetyczna – komizm (groteska), g. kontrast kultury wysokiej i niskiej (np.: w języku), h. różne typy komizmu, i. skontrastowanie rzeczywistości z różnych epok, j. hiperbola, k. parodystyczne nawiązania do stylistyki utworu Mickiewicza (pastisz), l. wykrzyknienia, m. powtórzenia, n. pytania, o. rytm (rym). 3. Dostrzeżenie nawiązań do twórczości Mickiewicza: 6 p. do zdarzeń a. to samo miejsce i czas zdarzeń: (kaplica, noc), te same rekwizyty (kocioł wódki), b. problem winy i kary, do bohaterów c. Starzec – Orson, postać odsyłająca do Reduty Ordona, d. podobna rola Starca i Guślarza z II cz. „Dziadów” (np. wywołują duchy, wypowiadają zaklęcia), e. inna rola Chóru Wykolejonej Młodzieży niż chóru w „Dziadach” cz. II, f. duch Poety kreowany w konwencji WIDMA – „Złego Pana” – z dramatu Mickiewicza, do języka g. używanie słownictwa odsyłającego do „ Dziadów” cz. II, np.: A kysz, wszelki duch, jaka potwora, nie znałeś litości panie, h. aluzje, Kryteria oceniania odpowiedzi i. cytaty, j. kryptocytaty, k. nawiązania do innych utworów Mickiewicza. 4. Określenie funkcji nawiązań do twórczości Adama Mickiewicza i tradycji literackiej romantyzmu, np.: 5 p. a. polemika ze szkolnym stereotypem lektury, b. burzenie mitu poety romantycznego i jego roli, c. rewizja romantycznej roli poezji d. ukazanie rozdźwięku między wrażliwością romantyczną i współczesną, e. stawianie pytań o rolę literatury, f. ukazanie dwuznaczności mitotwórczej roli literatury. 5. Funkcjonalne wykorzystanie różnych kontekstów interpretacyjnych, np.: 2 p. a. nawiązania do innych utworów romantycznych, b. nawiązania do konwencji romantycznej, c. nawiązania do utworów z innych epok, podejmujących polemikę z tradycją romantyczną, d. nawiązania do Ferdydurke, e. nawiązania do innych utworów Mrożka, f. nawiązanie do tradycji groteski. 6. Podsumowanie, np. dostrzeżenie aluzyjnego i groteskowego charakteru sytuacji dramatycznej; demaskatorski charakter nawiązań do twórczości A. Mickiewicza oraz polemika z mitami romantycznymi uzyskana dzięki zastosowanej przez S. Mrożka parodii, 3 p. odczytanie aluzyjnego i groteskowego charakteru sytuacji dramatycznej; zinterpretowanie utworu S. Mrożka jako parodii dramatu A. Mickiewicza, 2 p. odczytanie aluzyjnego i groteskowego charakteru sytuacji dramatycznej lub odczytanie utworu S. Mrożka jako polemiki Mickiewiczem (tradycja romantyczną). 1 p. Temat 2. Porównaj sposoby kreowania obrazów tańca i jego funkcje we fragmencie poematu Kwiaty polskie Juliana Tuwima i wierszu Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej. 1. Odkrycie zasady zestawienia tekstów, np.: 1 p. a. obraz balu, b. rytm walca dominujący w tekstach, c. dosłowność i metaforyczność obrazów tańca. 2. Przedstawienie obrazu tańca we fragmencie utworu Kwiaty polskie, np.: 3 p. a. bal w lesie, na łonie natury, b. żartobliwy charakter obrazu, c. barwny jak wenecki karnawał, d. żywiołowy, dynamiczny i ekstatyczny (bachanalia), e. wirujące w kole pary (motyw karuzeli), f. uczestnicy – letnicy, ludzie różnych zawodów, zbiorowość, g. para bohaterów wyodrębniona spośród tańczących. 3. Określenie sposobów kreacji obrazu tańca we fragmencie utworu Kwiaty polskie, np.: 5 p. a. pierwszoosobowy podmiot mówiący (bohater), b. bezpośredni zwrot do adresata, c. wspomnienie połączone z opisem chwili bieżącej, d. idealizacja partnerki (madonna, legenda), e. odrealnione przedstawienie tancerzy, f. subiektywizm, Kryteria oceniania odpowiedzi g. metaforyka (np.: dźwięk kreuje tancerzy), h. kontrast: realia a wyobraźnia i emocje, i. wyliczenia i porównania tworzące dynamiczny obraz, j. epitety określające przeżycia tancerzy, k. autoironia w wypowiedziach bohatera, l. terminologia muzyczna, m. muzyczność, rytmika wydobyta przez np.: – graficzny układ tekstu – nieregularność budowy wersyfikacyjnej – składnię eliptyczną – bogaty układ rymów (wewnętrzne, zewnętrzne). 4. Określenie funkcji tańca we fragmencie utworu Kwiaty polskie, np.: 3 p. a. taniec źródłem indywidualnych doznań duchowych i zmysłowych, b. taniec (wielki brylantowy walc) staje się tańcem całego świata, c. odkrywa charaktery uczestników, d. taniec jako możliwość pokazania się lepszym niż w rzeczywistości, e. źródło doznań zmysłowych (w tym erotycznych)pretekst do uwodzenia partnerki, f. źródło przeżyć estetycznych. 5. Przedstawienie obrazu tańca w utworze Niech żyje bal, np.: 3 p. a. różnorodność tańców w czasie balu, b. uczestnicy – wszyscy ludzie, obcy i bliscy, c. konieczność uczestnictwa w tańcu (marsz na bal!), d. zdarza się tylko raz, nie może być powtórzony, e. może być przerwany w nieoczekiwanym momencie (wyłączy nam prąd w środku dnia), f. towarzyszą mu emocje. 6. Określenie sposobów kreacji obrazu tańca w utworze Niech żyje bal, np.: 5 p. a. liryka zwrotu do adresata, b. bohater liryczny – uczestnik opisywanych zdarzeń, c. paralelizm rytmu tańca i bicia serca, d. taniec ukazany jako paradoks (musimy w nim uczestniczyć, mimo że się źle kończy), e. bufet jako metafora, f. Miss Wykidajło – metafora śmierci, pospolitej i bezwzględnej, g. bal jako cierpienie, h. kolokwializmy wzmacniające powszechność i pospolitość kreacji balu-życia, i. apostrofy jako przesłanie skierowane do wszystkich, j. rola wykrzyknień i trybu rozkazującego, k. dwuznaczność sformułowania: życie zachodu jest warte, l. muzyczność, rytmika wydobyta przez np.: – onomatopeje – refren – powtórzenia i wyliczenia – składnię eliptyczną – bogaty układ rymów (wewnętrzne, zewnętrzne). 7. Określenie funkcji tańca w utworze Niech żyje bal, np.: 3 p. a. bal jako metafora życia, b. ukazanie uniwersalizmu ludzkich doświadczeń, c. podkreślenie powszechności śmierci (dance macabre), d. wyeksponowanie dramatyzmu życia, e. uzmysłowienie wartości życia ludzkiego. Kryteria oceniania odpowiedzi 8. Podsumowanie, np.: dostrzeżenie podobieństw (np. rytmizacja tekstów, emocjonalny charakter wypowiedzi) i różnic (np. eksponowanie przeżyć jednostki u Tuwima i zbiorowości u Osieckiej, walc jako taniec wiodący u Tuwima, różnorodność tańców u Osieckiej), taniec jako metaforyczny obraz przeżyć indywidualnych i uniwersalnych, 3 p. dostrzeżenie różnicy lub podobieństwa w obrazach tańca; określenie istoty ich metaforyczności, 2 p. dostrzeżenie różnicy lub podobieństwa w obrazach tańca, lub określenie istoty ich metaforyczności. 1 p. II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 2 punkty) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym; 2 p. – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 2 punkty) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka; 2 p. – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 8 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia, fleksja, 8 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 6 p. – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia, 4 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, leksykalnych (słownictwo i frazeologia), fleksyjnych, 2 p. – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, leksykalnych. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 2 punkty) – bezbłędna ortografia, poprawna interpunkcja (nieliczne błędy), 2 p. – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia), na ogół poprawna interpunkcja. 1 p. Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 4 p.
Wymagania podstawy programowej
Temat 1. Zinterpretuj fragment dramatu Sławomira Mrożka Śmierć porucznika. Określając literackiej romantyzmu. Wykorzystaj odpowiednie konteksty interpretacyjne. 5. Funkcjonalne wykorzystanie różnych kontekstów interpretacyjnych, np.: 2 p. zinterpretowanie utworu S. Mrożka jako parodii dramatu A. Mickiewicza, 2 p.

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 15

sierpień 2010podstawowy50 pkt
Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop scharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ, jak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica. POTOP Fragment 1. Po kwadransie czasu wszedł Kmicic wprowadzony przez czterech trabantów szkockich. Książę kazał odejść żołnierzom. Przez chwilę milczeli obaj. Przemówił pierwszy książę: – Przysiągłeś na krucyfiksie, że nie opuścisz mnie! – Potępiony będę, gdy tej przysięgi nie dotrzymam; potępiony będę, gdy jej dotrzymam! – rzekł Kmicic. – Wszystko mi jedno! – Nim wyjdziesz z tej komnaty, będziesz się czuł rozgrzeszony ze wszystkich swych win dawniejszych – rzekł książę.[…] Po chwili tak mówił dalej: Nadeszły czasy gniewu bożego, czasy takich klęsk i takiego upadku, że zwykłymi sposoby już nam się nie podnieść z tej choroby, a gdy ja chcę użyć nowych, jedynie salutem przynieść mogących, tedy mnie opuszczają nawet ci, na których gotowość liczyłem, którzy powinni mi byli ufać, którzy mi ufność na krucyfiksie zaprzysięgli... Przez krew i rany Chrystusa! Zali ty myślisz, że ja na wieki poddałem się pod protekcję Karola Gustawa, że ja ten kraj naprawdę myślę ze Szwecją połączyć, że ten układ, za który zdrajcą mnie okrzyknięto, dłużej jak rok trwać będzie?... Czegoż to spoglądasz zdumionymi oczyma?... Więcej się jeszcze zdumiejesz, gdy wszystkiego wysłuchasz... Więcej się przerazisz, bo tu stanie się coś takiego, czego nikt się nie domyśla, nikt nie przypuszcza, czego umysł zwyczajnego człeka objąć nie zdoła. Ale mówię ci, nie drżyj, bo w tym zbawienie tego kraju, nie cofaj się, bo gdy nikogo nie znajdę do pomocy, tedy może zginę, ale ze mną zginie Rzeczpospolita i wy wszyscy – na wieki ! Ja jeden uratować ją mogę, ale na to muszę zgnieść i zdeptać wszystkie przeszkody. [...] To rzekłszy książę wyciągnął obie ręce do góry, jakby naprawdę chciał podeprzeć walące się sklepienia, i było w nim coś tak olbrzymiego, że Kmicic otworzył szeroko oczy i patrzył nań, jakby go nigdy dotąd nie widział – a na koniec spytał zmienionym głosem: – Dokąd wasza książęca mość dążysz?... Czego chcesz?... – Chcę... korony! – zakrzyknął Radziwiłł. – Jezus Maria!... – Słuchaj – rzekł książę – czas powiedzieć ci wszystko... Rzeczpospolita ginie... i zginąć musi. Nie masz dla niej na ziemi ratunku. Chodzi o to, by naprzód ten kraj, tę naszą ojczyznę bliższą, ocalić z rozbicia... a potem... potem wszystko odrodzić z popiołów, jako się feniks odradza... Ja to uczynię... i tę koronę, której chcę, włożę jako ciężar na głowę, by z onej wielkiej mogiły żywot nowy wyprowadzić...[ ...] Oddałem ten kraj Szwedom, aby ich orężem drugiego nieprzyjaciela pohamować, wyżenąć go z granic, odzyskać, co stracone, i w jego własnej stolicy mieczem traktat wymusić...[...] – Wasza książęca mość! – zakrzyknął Kmicic – umysł objąć tego nie może, głowa pęka, oczy boją się patrzyć przed siebie! [...] Tu książę rozłożył ręce i oczy podniósł do góry: – Ty mnie widzisz! Ty mnie sądzisz!...[...] Kmicic rzucił się na kolana przed Radziwiłłem. – Mości książę! ja z tobą do śmierci! ojcze ojczyzny! zbawco! Fragment 2. Książę Bogusław stanął przed zwierciadłem i począł się przyglądać starannie własnej postaci, [...] nie zważając wcale na Kmicica, który siedział w cieniu, odwrócony plecami do okna. [...] – Czego tedy życzysz, panie kawalerze, a raczej, piękny kuzynie? – spytał książę. – O naukę waszej książęcej mości proszę. Nie wiem, czy wasza książęca mość raczysz mi szczerze odpowiedzieć? – To będzie zależało od twego pytania i od mego humoru – odrzekł Bogusław nie przestając patrzeć w lustro. Oczy Kmicica błysnęły przez chwilę, lecz mówił dalej spokojnie: – Owóż tak jest: książę wojewoda wileński wszystkie swe postępki dobrem i zbawieniem Rzeczypospolitej osłania. [...] Raczże mi wasza książęca mość szczerze powiedzieć: pozoryli to tylko konieczne czyli naprawdę książę hetman ma tylko dobro Rzeczypospolitej na celu?... Bogusław rzucił bystre, przelotne spojrzenie na pana Andrzeja. – Słuchaj, panie Kmicic! Gdybyśmy, Radziwiłłowie, żyli w Hiszpanii, we Francji albo w Szwecji, gdzie syn po ojcu następuje i gdzie prawo królewskie z Boga samego wypływa, tedy, pominąwszy jakieś wojny domowe, jakieś rodu królewskiego wygaśnięcie, jakieś nadzwyczajne zdarzenia, służylibyśmy pewnie królowi i ojczyźnie, kontentując się jeno najwyższymi urzędami, które nam się z rodu i fortuny przynależą. Ale tu, w tym kraju, gdzie król nie ma za sobą bożego prawa, jeno go szlachta kreuje, gdzie wszystko in liberis suffragiis, słusznie czyniliśmy sobie pytanie: dlaczego to Waza, a nie Radziwiłł ma panować?... Nic to jeszcze Waza, boć oni z królów dziedzicznych ród wiodą, ale kto nam zaręczy, kto nas upewni, że po Wazach nie przyjdzie szlachcie fantazja do głowy posadzić na stolcu królewskim i wielkoksiążęcym choćby pana Harasimowicza albo jakiego pana Mieleszkę, albo jakiego pana Piegłasiewicza z Psiej Wólki. Tfu! czy ja wiem wreszcie kogo?... A my? Radziwiłłowie [...] mamyże po staremu przystępować do całowania jego królewskiej – piegłasiewiczowskiej ręki?... Tfu! do wszystkich rogatych diabłów, kawalerze, czas z tym skończyć!... [...] Kmicic coraz był bledszy i resztkami sił trzymał na wodzy wybuch szaleństwa; ale książę, cały zatopiony w swej mowie, upajał się własnymi słowami, własnym rozumem, i nie zważając na słuchacza tak dalej mówił: – Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej. Ale że siła drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo. Jeśli zaś nie przemówiłem ci tym porównaniem do głowy i nie zdołałem w sedno utrafić, tedy powiem inaczej. Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy. Niechaj Chmielnicki przy Ukrainie się ostaje, niech Szwedzi z Brandenburczy– kiem o Prusy i wielkopolskie kraje się rozprawiają, niech Małopolskę bierze Rakoczy czy kto bliższy. Litwa musi być dla księcia Janusza, a z jego córką – dla mnie! Kmicic wstał nagle. – Dziękuję waszej książęcej mości, to tylko chciałem wiedzieć! Henryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1966 r. Temat 2. Na podstawie podanego fragmentu dramatu Sławomira Mrożka Tango porównaj Artura i Edka jako przywódców. Zwróć uwagę na motywy ich działania. TANGO (akt III, fragment) ARTUR Trzeba tylko być silnym i zdecydowanym. Ja jestem silny. Spójrzcie na mnie, jam jest koroną waszych marzeń! Wuju, będzie porządek! Ojcze, ty zawsze się buntowałeś, ale twój bunt prowadził tylko do chaosu, aż sam siebie strawił. A spójrz na mnie! Czy władza nie jest także buntem? Buntem w formie porządku, buntem góry przeciwko dołom, wyższości przeciwko niższości? Szczyt potrzebuje niziny, nizina szczytu, aby nie przestały być sobą. I tak we władzy zanika sprzeczność między przeciwieństwami. Nie jestem ani syntezą, ani analizą, jestem czynem, jestem wolą, jestem energią! Siłą jestem! Znajduję się ponad, wewnątrz i obok wszystkiego. Dziękujcie mi, ja spełniłem waszą młodość. To dla was! A dla siebie też mam coś w podarunku: formę, jaką tylko zechcę, nie jedną, ale tysiąc możliwych, mogę stworzyć i zburzyć, co zechcę. Wcielić się, wycielić, odcielić. Wszystko jest we mnie, tu! (uderza się w pierś. Zebrani patrzą na niego z przerażeniem) EUGENIUSZ A więc do tego już doszło? STOMIL E tam, nie ma się czym przejmować. To tylko szczeniackie zabawy. Słowa, słowa, słowa. Jaką on ma władzę nad nami? EUGENIUSZ Słusznie. Na czym on opiera to swoje gadanie? Łączą nas tylko więzy krwi, a nie jakaś abstrakcja. Nic nam nie może zrobić. ARTUR Mogę was zabić. Stomil (unosząc się z fotela i opadając z powrotem) Zabraniam ci… wszystko ma swoje granice! ARTUR Granice można przekroczyć. Czyście mnie tego nie uczyli? Władza nad życiem i śmiercią, co może dać mi większe panowanie? Odkrycie proste i genialne.[...] Edek, ty mój posępny aniele boskiej abstrakcji, czy jesteś gotowy? EDEK Gotowy, szefku. ARTUR No to bierz go! EUGENIUSZ (cofając się ku wyjściu) Co chcesz zrobić? ARTUR Na początek rozwalimy wujcia. [...] EUGENIUSZ (uciekając) Szaleniec, zbrodniarz! ARTUR (wstaje z krzesła i wznosi rękę) Nie! Tylko człowiek, który się nie cofa przed jedyną możliwością. Jestem czysty jak sama natura. Czuję się wolny! Wolny! ALA Artur... ARTUR Poczekaj. Najpierw zbawienie świata. ALA Ja cię zdradziłam z Edkiem.[...] ARTUR (płaczliwie) Dlaczego mi to zrobiłaś?.... ALA Co ci jest, skarbie? Powiedziałam już: byłam przekonana, że ci na tym nie zależy. Doprawdy, dziwię się tobie. Takie historie to drobiazg. Żałuję nawet, że ci powiedziałam. [...] ARTUR (czepiając się Eleonory) Mamo, powiedz jej, że tak nie można. Zrób coś, pomóż mi, przecież ja tak nie mogę, powiedz jej ... Za co ona mnie tak traktuje, za co... (płacze) ELEONORA (wyrywając mu się) Odejdź ode mnie, ty głupcze. ARTUR (odepchnięty, zatacza się na środek sceny, mówi płaczliwie) Ja chciałem was uratować, ja już byłem blisko... Wszystko psujecie, świat jest zły, zły, zły! ALA Chodź do mnie Arturku. (zbliża się do niego) Moje biedactwo, tak mi ciebie żal.... ARTUR (odtrąca ją) Mnie? Żal? Ty śmiesz mnie żałować? Nie potrzebuję niczyjej litości! Wy mnie jeszcze nie znacie, ja wam wszystkim pokażę! Dobrze, nie chcieliście mojej idei, podeptaliście mnie! (do Ali) Obrzuciłaś błotem najszlachetniejszy zamysł, jaki był w historii, ty kuro! O, ślepoto! Nie wiesz, kogo straciłaś. I to z kim? Z tym debilem, z tym plugawym symptomem rozkładu naszych czasów! Odchodzę, ale nie zostawię was na ziemi. I tak nie wiecie, po co żyć. Gdzie ten zgniły brzuch? Niech ja go wypatroszę, twego rannego ptaszka. (kręci się rozpaczliwie po pokoju, szukając po omacku na stole, na stolikach, nawet na sofie) Rewolwer! Gdzie jest rewolwer?! Przez te przeklęte porządki nie można niczego znaleźć. Mama nie widziała gdzieś rewolweru. (Edek zakrada się do niego od tyłu, wyjmuje z zanadrza rewolwer i kolbą z rozmachem uderza Artura w kark. Artur osuwa się na kolana)[...] ARTUR (osuwając się na podłogę, dobitnie) Ja chciałem! Ja chciałem! (pauza) ALA (wstając z klęczek, mówi rzeczowo) Nie żyje. EUGENIUSZ Może to i lepiej dla niego. O mało co nie został wujobójcą. STOMIL Wybaczcie mu, bo nie był szczęśliwy. EUGENIUSZ (wielkodusznie) Nie chowam do niego urazy. I tak nic mi już nie zrobi. STOMIL Chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość. Żył rozumem, ale zbyt namiętnie. Za to zabiło go uczucie, zdradzone przez abstrakcję. EDEK Myślał dobrze, tylko był za nerwowy. Taki się nie uchowa. (Pozostali odwracają się ku niemu.) STOMIL Milcz, kanalio, i opuść ten dom. Ciesz się, że nie żądamy od ciebie rachunku. EDEK A dlaczego miałbym teraz sobie pójść? Powtarzam: on myślał dobrze. Ja tu zostanę. STOMIL Po co? EDEK Teraz moja kolej. Wy będziecie mnie słuchać. STOMIL My? Ciebie? EDEK A dlaczegóż by nie? Widzieliście, jaki mam cios. Ale nie bójcie się, byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze, zobaczycie. Ja jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być. EUGENIUSZ Ładnieśmy wpadli. EDEK Panie Genek, co to za niegrzeczna mowa? Lepiej zdejm mi pan buty... EUGENIUSZ Ulegam przemocy, ale w duszy będę nim gardził. EDEK A gardźże sobie pan, tylko zdejmuj. No, ruszać się, raz-dwa! (Eugeniusz przyklęka i zdejmuje buty Edkowi) [...] EUGENIUSZ Zdaje mi się, Arturku, że już nikomu nie jesteś potrzebny. (Eugeniusz stoi nad Arturem, medytując. Edek wychodzi i zaraz wraca, niosąc magnetofon. Kładzie aparat na stole i uruchamia. Rozlega się, od razu bardzo ostro i głośno, tango La Cumparsita, koniecznie to, a nie inne) EDEK Panie Geniu, zatańczymy sobie? EUGENIUSZ Z panem... A wie pan, że nawet i zatańczę. (kładzie buty koło Artura i udaje się w objęcia Edka. Ustawiają się w prawidłowej pozycji, czekają na takt i ruszają. Edek prowadzi. Tańczą. Eugeniusz siwy, dostojny, w czarnym żakiecie, sztuczkowych spodniach, z czerwonym goździkiem w butonierce. Edek w zbyt ciasnej marynarce Artura, z rękawów za krótkich wystają jego potężne ręce, obejmuje Eugeniusza wpół. Tańczą klasycznie, z wszystkimi figurami i przejściami tanga popisowego. Tańczą, dopóki nie spadnie kurtyna. A potem jeszcze przez jakiś czas słychać ,,La Cumparsitę" - nawet kiedy zapalą się światła na widowni – przez głośniki w całym teatrze). Sławomir Mrożek, Tango, Kraków 1973 r.
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – rozmowy kształtujące decyzje Kmicica: 1. W pierwszym fragmencie scharakteryzuj Janusza Radziwiłła jako sprawnego manipulatora, który odwołuje się do przysięgi, religii i rzekomego dobra Rzeczypospolitej; pokaż moralne rozdarcie Kmicica. 2. W rozmowie z Bogusławem przeanalizuj próżność, cynizm i szczere wyznanie rodowego egoizmu księcia oraz narastające oburzenie słuchacza. 3. Odwołując się do całej powieści, wyjaśnij, że pierwsza rozmowa chwilowo wiąże Kmicica z Radziwiłłami, a druga ostatecznie ujawnia zdradę i rozpoczyna drogę odkupienia win. 4. Zakończ wnioskiem o przemianie bohatera od lojalności osobistej ku świadomej odpowiedzialności za ojczyznę. Temat 2 – Artur i Edek jako przywódcy: 1. U Artura przeanalizuj pragnienie przywrócenia formy, deklarowaną wyższość intelektualną i stopniowe przejście od reformy obyczaju do fascynacji nagą władzą. 2. U Edka pokaż prostotę motywów, sprawność fizyczną, brak ideowego programu i wykorzystanie chaosu dla zdobycia dominacji. 3. Porównaj język, źródło autorytetu i stosunek do rodziny; zaznacz, że abstrakcyjny projekt Artura przegrywa z brutalną skutecznością Edka. 4. Zakończ wnioskiem, że finał Tanga ostrzega: rozpad norm i nieskuteczność elit otwierają drogę władzy opartej wyłącznie na sile.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop scharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ, jak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów) Punktacja 1. Wstępne rozpoznanie fragmentów, np.: 0–2 Bohaterowie a. Janusz Radziwiłł – magnat, hetman wielki litewski, wojewoda wileński; Bogusław Radziwiłł – magnat, kuzyn Janusza; Andrzej Kmicic – chorąży orszański, pułkownik wojsk Janusza Radziwiłła, Sytuacje b. rozmowa Janusza Radziwiłła z Kmicicem po uczcie w Kiejdanach, aresztowaniu pułkowników i poddaniu Litwy Szwedom, c. rozmowa Kmicica z Bogusławem Radziwiłłem, która spowodowała zrozumienie prawdziwych intencji księcia Janusza. 2. Janusz Radziwiłł, np.: 0–5 a. zdrajca, b. wyrafinowanie i przebiegłość (rola przysięgi), c. hipokryzja i obłuda, poza patriotyczna, d. duma i pycha, przekonanie o własnej wyjątkowości i nieprzeciętnej inteligencji (umysł zwyczajnego człeka tego objąć nie zdoła), przekonanie, że jedynie Bóg ma prawo go osądzić, e. pragnienie wyniesienia własnego rodu, prywata (uzależnienie losów ojczyzny od swego upadku lub zwycięstwa), f. żądza władzy (pragnienie korony), g. pewność własnych racji (mentorski ton), h. kreowanie się na męczennika, patriotę – przedstawia zdradę jako ofiarę i poświęcenie, i. manipulacja Kmicicem (odwoływanie się do jego emocji i honoru), podłość wobec Kmicica. 3. Bogusław Radziwiłł, np.: 0–5 a. zdrajca, b. próżność, pycha, c. żądza władzy (pragnienie panowania na Litwie), d. pragnienie splendorów dla swojego rodu, e. egoizm, lekceważenie dobra publicznego, f. pogarda dla Polski i Polaków, g. traktowanie ojczyzny w sposób przedmiotowy (planowanie „rozbioru”), h. cynizm, i. poczucie bezkarności, j. lekceważenie rozmówcy. 4. Kmicic 0-4 a. patriota, b. wierny złożonej przysiędze, c. uwikłany w zdradę Radziwiłłów, d. ma świadomość, że znalazł się w potrzasku (chce dotrzymać przysięgi, ale nie chce być zdrajcą), e. ma ogromny szacunek (uwielbienie) dla księcia Janusza Radziwiłła, f. podejrzewa, że Radziwiłłowie mówią nieprawdę, g. jest przerażony prawdą, h. w trudnej sytuacji potrafi zapanować nad sobą. 5. Reakcje Kmicica i wynikające z nich decyzje 0-6 po rozmowie z Januszem Radziwiłłem, (0-3) np.: a. zaufanie zdrajcy wynikające z pewności co do jego szczerych zamiarów, b. deklaracja wierności Radziwiłłowi, c. służba Radziwiłłowi w imię wiary w szlachetność jego intencji, d. odcięcie się od tych, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo księciu, e. poparty znajomością tekstu przykład działań Kmicica na rzecz Janusza Radziwiłła, po rozmowie z Bogusławem Radziwiłłem, (0-3) np. f. odkrycie własnej naiwności, gniew i chęć zemsty na zdrajcy, g. porwanie Bogusława (w wyniku rozpaczy i zawiedzionego zaufania), h. zmiana nazwiska jako wyraz zmiany postawy, i. walka za ojczyznę w ramach rehabilitacji, j. poparty znajomością tekstu przykład działań Kmicica w celu rehabilitacji. 6. Podsumowanie: 0-3 Pełne – np.: dostrzeżenie podobieństw w postawach magnatów i różnic w przywoływanych przez nich argumentach. Określenie wpływu zdrajców na postawę Kmicica, dostrzeżenie jego dramatycznej sytuacji, która tłumaczy jego późniejsze decyzje. (3) Częściowe – dostrzeżenie podobieństw lub różnic w postawach magnatów oraz wpływu zdrajców na postawę Kmicica (2) Próba podsumowania – dostrzeżenie podobieństw lub różnic w postawach magnatów lub wpływu zdrajców na postawę Kmicica. (1) Temat 2. Na podstawie podanego fragmentu dramatu Sławomira Mrożka Tango porównaj Artura i Edka jako przywódców. Zwróć uwagę na motywy ich działania. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów) punktacja 1. Prezentacja bohaterów 0-2 Artur, np.: (0-1) a. przedstawiciel młodego pokolenia, b. student trzech fakultetów, c. buntuje się przeciwko brakowi norm w rodzinie, Edek, np.: (0-1) d. służący, e. prostak bez wykształcenia, f. początkowo posłuszny rodzinie. 2. Podobieństwa postaw bohaterów jako przywódców, np.: 0-3 a. postrzegają siebie w roli przywódców, b. przekonani, że podstawą władzy jest siła, c. postrzegają władzę jako tyranię, d. przekonani, że władza daje prawo do niszczenia, zabijania. Różnice między postawami bohaterów jako przywódców 3. Artur, np.: 0-6 a. niekonsekwentny, deklaruje siłę i zdecydowanie (jestem czynem, jestem energią, gotowy zabić wuja), potem płacze, szuka pocieszenia, b. reaguje emocjonalnie (popada z podniosłego, pełnego patosu nastroju w smutek, żal, wreszcie pogardę), c. idealista, d. myli się w samoocenie (nie wie, jaki jest), e. nie jest zdolny do deklarowanego czynu (słaby i wrażliwy), f. domaga się zrozumienia własnej postawy, g. tłumaczy zebranym swoje motywy, usprawiedliwia zachowania racjami wyższego rzędu, h. postrzega siebie jako uosobienie pragnień innych (jam jest koroną waszych marzeń), i. zdrada Ali pozbawia go siły. 4. Motywy działania Artura, np.: 0-2 a. buntuje się przeciwko chaosowi, b. pragnie naprawy świata, c. pragnie szczęścia dla innych, stawia je ponad własnym (Poczekaj. Najpierw zbawienie świata), d. ślub z Alą, sięgnięcie po władzę jako próby przywrócenia norm, porządku świata. 5. Edek, np.: 0-6 a. prymitywny, wulgarny, sprytny, b. bezwzględny, pozbawiony skrupułów (zabija Artura i traktuje to jako czyn naturalny), c. niezdolny do refleksji, d. nie jest związany emocjonalnie z żadnym z bohaterów, e. nie ma wyrzutów sumienia, f. dumny ze swojej siły fizycznej (Widzieliście, jaki mam cios), g. oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa, a nie akceptacji, h. po przejęciu władzy nie tłumaczy się, tylko jasno przedstawia obowiązujące odtąd zasady: […] byle cicho siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię […]. Tylko posłuch musi być., i. narzuca swoją wolę rodzinie Stomila, 6. Motywy działania Edka, np.: 0-2 a. działa pod wpływem impulsu, b. pragnienie upokorzenia tych, którym wcześniej służył, c. rola służącego, romanse z Eleonorą i Ala, sięgnięcie po władzę jako próby wyciągnięcia z zaistniałych sytuacji jak największych korzyści dla siebie. 7. Funkcjonalne wykorzystanie utworu 0-1 8. Podsumowanie 0-3 pełne (np.: dostrzeżenie podobieństw i różnic w koncepcji władzy ujawniające się w wypowiedziach, zachowaniach i motywacjach. Artur przegrywa, jest zdolny jedynie do tworzenia idei. Wygrywa prostak Edek, który siłą wymusił posłuszeństwo. (3) częściowe (np. dostrzeżenie podobieństw i różnic w postawach bohaterów) (2) próba podsumowania (np. stwierdzenie, ze są to różni przywódcy. (1)
Wymagania podstawy programowej
c. rozmowa Kmicica z Bogusławem Radziwiłłem, która spowodowała zrozumienie

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 15

maj 2010podstawowy50 pkt
Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów komedii Moliera Świętoszek scharakteryzuj głównego bohatera oraz omów postawy Orgona, Kleanta i Elmiry wobec tytułowej postaci. Świętoszek Akt I, Scena 6. Orgon, Kleant Kleant Jakież czary znalazłeś dziwne w tym przybłędzie, Że poza nim nic zgoła nie chcesz mieć na względzie? Że przyjąwszy w dom własny, dobywszy go z nędzy, Teraz jeszcze... Orgon Mój szwagrze, nie sądź rzeczy prędzej, Aż sam poznasz człowieka, o którego chodzi! Kleant Nie znam go dotąd, prawda, lecz mniemać się godzi, Że nie trudno jest zgadnąć, co to za jegomość... Orgon Mój bracie, rozkosz sprawi ci jego znajomość, Dziwne uczucie szczęścia w twą duszę zawita. Bo też to człowiek... człowiek... no, człowiek i kwita. Kto z nim żyje, błogiego zażywa spokoju, Na cały świat spogląda jak na kupkę gnoju; Przy nim cała się moja odradza istota, On wyzwala mą duszę z doczesnego błota, Dzięki niemu, z przywiązań ziemskich oczyszczony, Mógłbym na zgon dziś patrzeć matki, dzieci, żony I nie uczułbym w sercu, ot, nawet ukłucia. Kleant A, to niezwykle ludzkie w istocie uczucia! Orgon Ach, gdybyś wiedział, jak go poznałem niechcący, Nie dziwiłbyś się mojej przyjaźni gorącej! Każdego dnia biedaczek ten o słodkiej twarzy Opodal mnie pokornie klękał u ołtarzy, A zapał, z jakim wznosił do nieba swe modły, Oczy wszystkich obecnych wciąż ku niemu wiodły: To wzdychał, to się krzyżem rozkładał na ziemi, Aby dotknąć posadzki usty pokornemi, A gdym wychodził, za mną pospieszał w zawody, Aby w drzwiach jeszcze podać mi święconej wody. Że zaś mnie sługa jego objaśnił czym prędzej, Kto on zacz, i wyjawił, że jest w srogiej nędzy, Chciałem go wspomóc, ale on, skromny bez miary, Zwracał mi nieodmiennie część mojej ofiary. „To za wiele — powiadał — połowa dość będzie, I tak łaski twej nadto doznaję w tym względzie”. Gdym zaś wzbraniał się przyjąć, zgadnij, co on pocznie: Resztę biednym w mych oczach rozdzielał bezzwłocznie. Słowem, niebo go wwiodło w domu mego progi, A z nim weszła pomyślność wszelka, spokój błogi. On o wszystko się troszczy, nawet o mą żonę — O mój honor starania ma nieocenione — Jego straże każdemu do niej wstępu bronią I bardziej niż ja stokroć zazdrosny jest o nią. A przy tym sam dla siebie, ach, jakiż surowy! W lada drobnostce grzechu już dojrzeć gotowy, Za rzecz najbłahszą żąda pokuty i kary: Wszakci sam się obwinił, skruszony bez miary, Że kiedyś w uniesieniu grzesznym, Bóg mi świadkiem, Pchłę zabił, przy pacierzu schwyconą przypadkiem. Kleant Czyś ty oszalał, bracie, czy też od godziny Bajaniem takim stroisz sobie ze mnie drwiny? Co ty chcesz wmówić we mnie? Czy myślisz, że można... Orgon Mój bracie, twoja mowa jest wielce bezbożna Wiem, że brat ku tym błędom chętnie ucha skłania, I nigdy nie taiłem o tym mego zdania, Że ci to niedowiarstwo nie wyjdzie na zdrowie. Kleant Oto, jakiego ćwieka każdy z was ma w głowie: Żądacie, aby wszyscy ludzie byli ślepi, I bezbożnikiem dla was jest, kto widzi lepiej! Kto przed waszym bałwanem nie uchyli czoła, Dla tego już na świecie nic świętego zgoła! Nie, bracie, twych pogróżek głos mnie nie poruszy. Wiem, co mówię, a Pan Bóg czyta w mojej duszy. Mów, co chcesz, ja przy swoim sądzie pozostanę: Są udane świętoszki, jak zuchy udane; Tak jak na polu walki nie tego człowieka Mam za najdzielniejszego, co najgłośniej szczeka, Tak samo i pobożność szczerą w sercu kryje Nie ten, co leżąc krzyżem, skręca sobie szyję. Cóż u licha! Rozróżnić czyliż to tak trudno Między świątobliwością szczerą a obłudną? […] Tak znów nic mnie nie mierzi bardziej na tej ziemi Niż fałsz, co się pozory barwi nabożnemi, Niż owi obłudnicy, nędzne szarlatany, Którzy podłych grymasów dewocji udanej Używają bezkarnie, by ciągnąć korzyści Z tego, co ludzie w sercu swym wielbią najczyściej. […] I gdy chcą kogoś zgubić, osłonią, gdy trzeba, Swoją własną nienawiść interesem nieba — […] Takich w świecie szalbierzy wielu brat obaczy, Lecz szczera bogobojność wygląda inaczej. AKT IV, Scena 5. Tartuffe, Elmira, Orgon pod stołem Tartuffe Lecz skoro hołd mój widzisz okiem tak łaskawem, Czemuż nie chcesz obdarzyć bardziej słodkim prawem? Elmira Lecz jakże mogę chęci okazać łaskawsze, Nie obrażając nieba, którym grozisz zawsze? Tartuffe Jeżeli tylko niebo nam na drodze stoi, Usunąć tę zawadę leży w mocy mojej: Przeszkodą to nie będzie szczęśliwości naszej. Elmira Lecz kara niebios wieczna, którą pan nas straszy? Tartuffe Mogę rozproszyć pani dziecinne obawy, W zwalczaniu tych skrupułów mam bo nieco wprawy. Prawda, że w oczach nieba rzecz to nieco zdrożna Lecz i z niebem dać rady jakoś sobie można: Jest sztuka, która wedle potrzeby przemienia, Rozluźnia, ścieśnia węzły naszego sumienia I która umie zmniejszyć złych czynów rozmiary, Jeżeli czyste dla nich wynajdzie zamiary. Na zgłębienie tajemnic tych nadejdzie kolej, Niech mi się tylko pani prowadzić pozwoli! Chciej spełnić me pragnienia, a ja w tej potrzebie Odpowiadam za wszystko, grzech biorę na siebie! […] Słowem, brać tych skrupułów nie trzeba dosłownie: Wszak wiedzieć nikt nie będzie, a niech pani wierzy, Że zło naszych postępków w ich rozgłosie leży. Zgorszenie świata — oto, co sumienie gniecie, I wcale ten nie grzeszy, kto grzeszy w sekrecie. […] Elmira Zechciej pan drzwi otworzyć i spojrzeć dokoła, Czy mój mąż w jaki sposób zajść tu nas nie zdoła! Tartuffe Skądże ta troska w pani dziś się mogła zrodzić? Wszak to człowiek stworzony, by go za nos wodzić. tłum. T. Żeleński-Boy Molier, Świętoszek, Kraków 2008 Temat 2. Na podstawie podanego fragmentu utworu Hanny Krall Zdążyć przed Panem Bogiem przedstaw przemyślenia Marka Edelmana o możliwościach godnego życia w czasach Zagłady i różnych poglądach na temat godnej śmierci. Zdążyć przed Panem Bogiem Teodozja Goliborska mówiła mi, że w szpitalu domyślali się jego (Marka Edelmana) innych zajęć, o które nie należało pytać, więc nie wymagali od niego wiele, tyle że codziennie odnosił do stacji sanitarno-epidemiologicznej krew chorych na tyfus, a później mógł już zająć miejsce przy wejściu na Umschlagplatz i stać tam codziennie przez sześć tygodni, aż te czterysta tysięcy ludzi przejdzie obok niego w drodze do wagonów. […] Krzyczy (Marek Edelman), że ja (Hanna Krall) pewnie uważam biegnących do wagonu za gorszych od tych, którzy strzelają. Jasne, na pewno uważam, przecież tak uważają wszyscy, nawet ten profesor amerykański, który go niedawno odwiedził, mówił mu: „Szliście jak barany na śmierć.” Amerykański profesor wylądował gdzieś na francuskiej plaży, biegł czterysta czy pięćset metrów pod morderczym ogniem, nie schylając się i nie padając, i był ranny, a teraz uważa, że jak ktoś przebiegnie taką plażę, to może później mówić – „człowiek powinien biec” albo „człowiek powinien strzelać”, albo – „szliście na śmierć jak barany.” Żona profesora dodała, że strzały są potrzebne przyszłym pokoleniom. Śmierć ludzi ginących w milczeniu jest niczym, bo nic nie pozostawia po sobie, a ci, co strzelają, pozostawiają legendę – jej i jej amerykańskim dzieciom. Doskonale rozumiał, że profesor, który ma blizny po ranach, ordery i katedrę, pragnie jeszcze mieć i te strzały w swojej historii, próbował jednak wytłumaczyć mu różne rzeczy – że śmierć w komorze gazowej nie jest gorsza od śmierci w walce i że niegodna śmierć jest tylko wtedy, kiedy się próbowało przeżyć cudzym kosztem – ale nie udało mu się niczego wytłumaczyć, bo znowu zaczął krzyczeć i jakaś pani, która tam była, starała się go usprawiedliwić: „Wybaczcie mu”, prosiła z zażenowaniem, „jemu trzeba wybaczyć…” – Moje dziecko – mówi – musisz to wreszcie zrozumieć: ci ludzie szli spokojnie i godnie. To jest straszna rzecz, kiedy się idzie tak spokojnie na śmierć. To jest znacznie trudniejsze od strzelania. Przecież o wiele łatwiej się umiera, strzelając, o wiele łatwiej było umierać nam niż człowiekowi, który idzie do wagonu, a potem jedzie wagonem, a potem kopie sobie dół, a potem rozbiera się do naga… Już to rozumiesz? – pyta. – Tak – mówię. – To tak. – Bo przecież o tyle łatwiej nam patrzeć na ich śmierć, kiedy strzelają, niż na człowieka, który kopie sobie dół. – Widziałem kiedyś na Żelaznej zbiegowisko. Ludzie tłoczyli się na ulicy dookoła beczki – zwyczajnej drewnianej beczki, na której stał Żyd. Był stary, niski i miał długą brodę. Przy nim stało dwóch niemieckich oficerów. (Dwóch pięknych, rosłych mężczyzn przy małym, zgarbionym Żydzie.) I ci Niemcy wielkimi krawieckimi nożycami obcinali Żydowi po kawałeczku jego długą brodę, zaśmiewając się do rozpuku. Tłum, który ich otaczał, też się śmiał. Bo obiektywnie to naprawdę było śmieszne: mały człowieczek na drewnianej beczce z coraz krótszą brodą, ginącą pod krawieckimi nożycami. Jak gag filmowy. Nie było jeszcze getta, więc w tej scenie nie czuło się grozy. Z Żydem przecież nic strasznego się nie działo: tyle że można go było bezkarnie na tej beczce postawić, że ludzie zaczynali rozumieć, że to jest bezkarne i że budził śmiech. Wiesz co? Wtedy zrozumiałem, że najważniejsze ze wszystkiego jest nie dać się wepchnąć na beczkę. Nigdy, przez nikogo. Rozumiesz? Wszystko, co robiłem potem – robiłem dlatego, żeby nie dać się wepchnąć. […] Przed wojną byłeś nikim. Więc jak się to stało, że trzy lata później byłeś członkiem komendy ŻOB-u? Byłeś jednym z pięciu ludzi wybranych spośród trzystu tysięcy… – To nie ja powinienem tam być. Tam miał być… No, wszystko jedno. Nazwijmy go „Adam”. Skończył przed wojną podchorążówkę, brał udział w kampanii wrześniowej, w obronie Modlina. Wszyscy znali jego odwagę. Przez długie lata był moim prawdziwym bożyszczem. Pewnego dnia szliśmy razem Lesznem, na ulicy były tłumy ludzi i nagle jacyś esesowcy zaczęli strzelać. Tłum rzucił się do ucieczki. On też. Wiesz, ja sobie w ogóle przedtem nie wyobrażałem, że on się może czegokolwiek bać. A on, mój idol, uciekał. Bo on był przyzwyczajony do tego, że zawsze miał broń: w podchorążówce, w Warszawie, we Wrześniu, w Modlinie. Tamci mieli broń i on miał broń, więc był odważny. A kiedy stało się tak, że tamci strzelali, a on nie mógł strzelać – był już innym człowiekiem. Nastąpiło to właściwie bez słowa, z dnia na dzień; po prostu przestał działać. I kiedy miało być pierwsze posiedzenie Komendy, on już się nie nadawał do tego, żeby tam iść. Więc ja poszedłem. Miał taką dziewczynę, Anię. Zabrali ją na Pawiak – później wydostała się zresztą, ale jak ją zabrali, on się załamał zupełnie. Przyszedł do nas, oparł się rękami o stół i zaczął mówić, że i tak jesteśmy straceni, i że nas wyrżną, że jesteśmy młodzi i powinniśmy uciekać do lasu… Nikt mu nie przerwał. Już wyszedł – ktoś powiedział: „To dlatego, że ją zabrali. Teraz nie ma już po co żyć. Teraz zginie.” Każdy musiał wtedy mieć kogoś, wokół kogo kręciło się jego życie, dla kogo mógł działać. Bierność oznaczała pewną śmierć. Działanie było jedyną szansą przetrwania. Trzeba było coś robić, gdzieś iść. Ta krzątanina nie miała żadnego znaczenia, bo i tak wszyscy ginęli, ale człowiek nie czekał na swoją kolej bezczynnie. Ja krzątałem się wokół Umschlagplatzu – miałem dzięki naszym ludziom z policji wyprowadzać tych, którzy byli nam najbardziej potrzebni. Jednego dnia wyciągnąłem chłopaka z dziewczyną – on był z drukarni, a ona była dobrą łączniczką. Zginęli wkrótce oboje, on w powstaniu, ale zdążył jeszcze wydrukować przedtem jedną gazetkę, a ona na Umschlagplatzu, ale zdążyła jeszcze przedtem ją rozkolportować. Jaki to miało sens, chcesz zapytać? Żadnego. Nie stało się dzięki temu na beczce. To wszystko. Hanna Krall, Zdążyć przed Panem Bogiem, Warszawa 1992
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – Tartuffe i postawy wobec niego: 1. Scharakteryzuj Tartuffe’a przez sprzeczność między deklarowaną pobożnością a interesownością, pożądaniem, manipulacją i dążeniem do przejęcia majątku. 2. U Orgona pokaż bezkrytyczne uwielbienie, utratę rozsądku i gotowość poświęcenia rodziny w imię fałszywego autorytetu. 3. Zestaw racjonalną krytykę Kleanta z praktycznym sposobem działania Elmiry, która demaskuje obłudnika za pomocą przygotowanej próby. 4. Zakończ wnioskiem, że komedia przeciwstawia łatwowierność rozumowi i doświadczeniu, a śmiech służy obronie przed religijną hipokryzją. Temat 2 – godne życie i godna śmierć w Zagładzie: 1. Odtwórz sprzeciw Marka Edelmana wobec hierarchizowania ofiar według sposobu umierania; droga do wagonu nie jest dowodem mniejszej odwagi niż walka z bronią. 2. Pokaż realia Umschlagplatzu, skrajnie ograniczony zakres wyboru oraz znaczenie ratowania pojedynczych osób. 3. Wyjaśnij, że godne życie może oznaczać zachowanie odpowiedzialności za innych, bliskości i działania nawet wtedy, gdy nie można ocalić wszystkich. 4. Zakończ wnioskiem, że godność zależy od ludzkiej solidarności, a nie od efektownego modelu śmierci narzuconego przez późniejszych oceniających.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów komedii Moliera Świętoszek scharakteryzuj głównego bohatera oraz omów postawy Orgona, Kleanta i Elmiry wobec tytułowej postaci. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Przedstawienie postaci i relacji między nimi, np.: 2 p. a. Tartuffe – tytułowy Świętoszek, b. zwolennicy Tartuffe’a: Orgon (pan domu, głowa rodziny; zamożny mieszczanin), c. przeciwnicy Tartuffe’a: żona Orgona – Elmira, szwagier – Kleant. 2. Dostrzeżenie cech postawy Tartuffe’a „dla świata”, np.: 3 p. a. dobroć, łagodność, wrażliwość, b. pobożność, c. pokora, d. surowość wobec siebie, asceza, e. wdzięczność i szacunek dla dobroczyńcy, f. otaczanie opieką żony swojego dobroczyńcy, g. skromność, h. szczodrość. 3. Dostrzeżenie cech prawdziwej postawy Tartuffe’a, np.: 5 p. a. niewdzięczność dla dobroczyńcy, odpłacanie złem za dobro, b. ostentacyjna pobożność jako kamuflaż, gra pozorów, c. lubieżność (uwodzenie Elmiry), d. lekceważenie religii („i z niebem dać rady jakoś sobie można”), e. pycha, pogarda wobec ludzi (lekceważy Orgona, do Elmiry zwraca się z wyższością), f. niemoralność; kierowanie się zasadą „cel uświęca środki”, g. traktowanie własnych przyjemności jako dobra nadrzędnego, h. chciwość, i. relatywizacja pojęcia grzechu, j. perfidia, wyrachowanie, intrygowanie, k. manipulowanie ludźmi, l. cynizm. 4. Dostrzeżenie cech Orgona i jego postawy wobec Tartuffe’a, np.: 6 p. a. fascynacja osobą Tartuffe’a, b. ocenianie bohatera w kontekście jego „bogobojności”, c. szczodrość, d. naiwność, e. gotowość do poświęceń dla Tartuffe’a, f. duma ze znajomości, g. odczuwanie niebiańskiej radości, „błogiego spokoju” w jego obecności, h. utrata zdrowego rozsądku (zaślepienie, bezkrytyczność), i. uznawanie Tartuffe’a za wzór cnót (nauczyciela życia), j. przedkładanie Tartuffe’a nad rodzinę. Klucz punktowania odpowiedzi – poziom podstawowy 5. Dostrzeżenie cech postawy Kleanta wobec Tartuffe’a, np.: 4 p. a. zdrowy rozsądek, b. wyciąganie wniosków z obserwacji, c. zaniepokojenie siłą wpływu Tartuffe’a na Orgona, d. odraza wobec obłudy i hipokryzji, e. pogarda dla „przybłędy”, f. nieufność wobec ostentacyjnej pobożności, g. szacunek dla szczerej religijności. h. próba zdemaskowania obłudy „świętoszków”, i. złość, bunt przeciw hipokryzji, j. wyśmiewanie Tartuffe’a. 6. Dostrzeżenie cech postawy Elmiry wobec Tartuffe’a, np.: 2 p. a. dostrzeganie hipokryzji, b. obojętność na zaloty Tartuffe’a (lojalność wobec męża), c. chęć zdemaskowania Tartuffe’a przed mężem, d. podjęcie gry z Tartuffe’em. 7. Podsumowanie Dostrzeżenie hipokryzji Tartuffe’a i różnych postaw bohaterów oraz ich interpretacja w kontekście przesłania utworu. 3 p. Dostrzeżenie hipokryzji Tartuffe’a i różnych postaw bohaterów. 2 p. Dostrzeżenie obłudy Tartuffe’a lub różnych postaw bohaterów. 1 p. Temat 2. Na podstawie podanego fragmentu utworu Hanny Krall Zdążyć przed Panem Bogiem przedstaw przemyślenia Marka Edelmana o możliwościach godnego życia w czasach Zagłady i różnych poglądach na temat godnej śmierci. I. ROZWINIĘCIE TEMATU Za rozwinięcie tematu można uzyskać maksymalnie 25 punktów. 1. Wstępne rozpoznanie fragmentu, np.: 3 p. a. rozpoznanie gatunku (wywiad Hanny Krall z Markiem Edelmanem), b. przedstawienie bohatera (Marek Edelman – jeden z przywódców powstania w getcie, świadek i uczestnik opisywanych wydarzeń), c. dostrzeżenie retrospektywności relacji. 2. Przedstawienie kontekstu historycznego (czas Zagłady), kształtującego postawę i przemyślenia Marka Edelmana, np.: 3 p. a. łapanki, aresztowania, więzienie, b. Umschlagplatz, Żydzi idący do wagonów, c. groza masowej śmierci (komory gazowe, strzelanie do tłumu), d. upokorzenie Żydów, e. bezsilność Żydów, f. bezkarność Niemców, g. obojętność świata, h. samotność ginących. 3. Przedstawienie przemyśleń Marka Edelmana o możliwościach godnego życia, np.: 8 p. a. nie dać się upokorzyć (np. wepchnąć na beczkę), b. mieć po co żyć, c. mieć dla kogo żyć, d. być odważnym, Klucz punktowania odpowiedzi – poziom podstawowy e. działać (aby nie myśleć o śmierci), f. ratować innych, g. uczestniczyć w ruchu oporu (np. wydawanie i kolportaż gazety), h. walczyć z bronią w ręku, i. podjąć się przywództwa (on już się nie nadawał (…) więc ja poszedłem), j. być wyrozumiałym dla ludzkich słabości (strachu, bierności), k. współczuć krzywdzonym i upokarzanym. 4. Przedstawienie różnych poglądów na temat godnej śmierci, np.: 3 p. profesora i jego żony a. utożsamienie godnej śmierci ze śmiercią w otwartej walce, b. pogarda dla bierności, rezygnacji Żydów (szliście jak barany na śmierć), c. konieczność nadania śmierci sensu, „Adama” d. strach przed śmiercią w sytuacji bezbronnego (nie mógł strzelać – był już innym człowiekiem), e. brak wiary w sens nierównej walki (i tak jesteśmy straceni (…) nas wyrżną). 5. Przedstawienie przemyśleń Marka Edelmana o możliwościach godnej śmierci, np.: 3 p. a. śmierć w komorze gazowej nie jest gorsza od śmierci w walce, b. zgoda na śmierć, przyjęcie strasznego losu, c. spokój ginących (ci ludzie szli spokojnie i godnie), d. interpretacja słów: niegodna śmierć jest tylko wtedy, gdy się próbowało przeżyć cudzym kosztem, e. śmierć godna – gdy do końca czyni się coś dla innych (związek godnej śmierci z godnym życiem). 6. Dostrzeżenie w wypowiedzi Edelmana cech wyrażających jego stosunek do problemu godności, bohaterstwa, np.: 2 p. a. demitologizacja wojennych bohaterów, b. pomniejszenie wagi bohaterskich czynów, c. pomniejszenie dramatyzmu cierpień (jak gag filmowy; obiektywnie to naprawdę było śmieszne), d. rezygnacja z patosu, e. brak komentarza, f. ironia, g. emocjonalność. 7. Podsumowanie 3 p. a. zachowanie godności jest najważniejsze, b. bohater przewartościowuje tradycyjne rozumienie godnej postawy jako walki zbrojnej (umożliwiają ją również, np. miłość, spokój, współczucie, pogodzenie się ze śmiercią), c. przemyślenia Edelmana są zderzone z poglądami stereotypowymi (profesora), d. tragizm i heroizm ludzkich postaw jest podkreślony poprzez unikanie patosu w wypowiedzi. za uogólnienie trzech problemów 3 p. za uogólnienie dwóch problemów 2 p. za uogólnienie jednego problemu 1 p. Klucz punktowania odpowiedzi – poziom podstawowy II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie; przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym; 5 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części; 3 – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, urozmaicona leksyka; 5 – zgodny z zastosowana formą wypowiedzi, na ogół jasny, wystarczająca leksyka; 3 – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia, fleksja; 12 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja; 9 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia; 6 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, leksykalnych (słownictwo i frazeologia), fleksyjnych; 3 – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, leksykalnych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia, poprawna interpunkcja (nieliczne błędy); 3 – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia), na ogół poprawna interpunkcja; 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia), interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0–4
Wymagania podstawy programowej
Dostrzeżenie hipokryzji Tartuffe’a i różnych postaw bohaterów oraz ich interpretacja d. interpretacja słów: niegodna śmierć jest tylko wtedy, gdy się próbowało przeżyć b. bohater przewartościowuje tradycyjne rozumienie godnej postawy jako walki zbrojnej

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 8

maj 2008rozszerzony40 pkt
Temat 1. Zanalizuj i zinterpretuj opowiadanie Sławomira Mrożka Lolo, zwracając uwagę na sposób kreowania bohaterów i paraboliczny charakter sytuacji przedstawionej w tekście. Sławomir Mrożek Lolo Ach, ten Lolo. Jak on umie naciskać klawisze. To znaczy odpowiednie klawisze, bo naciskać, tylko naciskać, umiem nawet ja. Ale nie po to nas tutaj trzymają, Lola i mnie, żebyśmy naciskali byle co i byle jak. Gdyby tylko o to chodziło, w ogóle nie byłoby o czym mówić, to znaczy gdyby tu były tylko same odpowiednie albo tylko same nieodpowiednie klawisze. Ale pomysł tego pana z brodą na tym właśnie polega (i chyba chodzi mu tylko o to, żeby mnie upokorzyć, a wywyższyć Lola), że klawisze są dwojakiego rodzaju. Te, które należy naciskać i te, których nie należy naciskać. Co gorsza, niczym nie różnią się one między sobą. To znaczy .... dopóki ich się nie naciśnie. Potem różnica ... ach, aż nazbyt jest widoczna. Mianowicie, kiedy naciśnie się odpowiedni klawisz (to znaczy, kiedy Lolo naciśnie, bo mnie nie udaje się to nigdy), otwiera się klapa i wyskakuje kawałek słoninki, którą zjada ten, kto nacisnął (to znaczy Lolo). Kiedy zaś naciśnie się nieodpowiedni klawisz (ten, który ja zawsze naciskam, choć zawsze chcę nacisnąć inny) – nic się nie otwiera. [...] Pan z brodą, który to wszystko urządził, zostawił nam swobodę naciskania, wybór więc należy do mnie. Co więcej, ten pan zdaje się oczekiwać, a nawet wymagać ode mnie, abym naciskał klawisz odpowiedni. Czym wytłumaczyć, że ja nie naciskam jak trzeba, a Lolo naciska? Tylko tym, że Lolo umie, a ja nie umiem. To znaczy, że ja jestem głupszy od Lola. Aby nie zginąć z głodu, muszę sobie radzić inaczej. Oto jak: Właśnie już Lolo nacisnął i ja nacisnąłem, ze skutkami odmiennymi, które opisałem powyżej. Lolo trzyma w przednich łapkach kawałek smakowicie pachnącej słoninki (mnie ona pachnie smakowiciej niż jemu, bo ja jestem głodny, a on nie), ja mam łapki puste i burczy mi w brzuchu. On nie zabiera się jeszcze do jedzenia (bo jest nażarty, bestia), ja bym chętnie się zabrał, ale nie mam do czego. Słoninka jest w łapkach Lola. Więc mówię: – Wiesz, Lolo, podziwiam cię. Jesteś taki mądry, taki inteligentny, że zaledwie wystarczy mi ta odrobina głupiego rozumu, którą posiadam, żeby to pojąć i ocenić. Jeżeli mam jakikolwiek rozum, to chyba tylko po to i tylko na tyle, żeby cię podziwiać. – Hm, hm... – mruczy Lolo. – Jaki jestem? Dobra nasza, myślę sobie i powtarzam: – Jesteś mądry, inteligentny, wybitny, doprawdy niezwykły. – Niezwykły, powiadasz? – podejmuje Lolo z lubością i ma taką minę, jakby jadł najpyszniejszą słoninkę na świecie. – Niezwykły? – Oczywiście. Weźmy na przykład mnie. Ja nic nie potrafię, bo jestem głupi, ograniczony i tępy. Ty natomiast jesteś genialny. – Hm, no to masz – powiada Lolo i oddaje mi słoninę. [...] I dodaje z pogardą: – Tylko się nie udław. Uwaga jest na miejscu. Jestem tak wygłodzony, że rzucam się na słoninkę doprawdy zbyt łapczywie. Ale nie mogę się powstrzymać, mimo pogardy Lola. Zresztą moje łakomstwo sprawia mu przyjemność. – O, tak, je...steś wielki... potężny... mniam-mniam... Niesłychany... mlask-mlask... Cudowny.... Trudno jest jeść i przemawiać jednocześnie, ale wiem, że muszę mówić, jeżeli mam zadowolić Lola. Trzeba żyć. Chociaż gdyby mnie ktoś zapytał: „Dlaczego trzeba?” – nie umiałbym odpowiedzieć na to pytanie. Lolo chętnie dyskutuje na tematy ogólne. Ma ku temu chęć i swobodną głowę, bo zawsze jest nażarty. Ja myślę przede wszystkim o jedzeniu, ale nie mogę mu odmówić, kiedy się jemu zechce pogadać o abstrakcjach. Jego prawo. Przeważnie rozmawiamy wieczorem, kiedy laboratorium jest już zamknięte, klawisze nie działają i nikt nas nie obserwuje. Wtedy Lolo zaczyna: – Moja misja to udowodnić, że jesteśmy zdolni do objęcia władzy nad światem. Szczur – to brzmi dumnie. Jestem niesłychanie inteligentny, ale to jeszcze nic. W miarę jak ćwiczę moją inteligencję, rozwijam ją i pogłębiam, zbliżam się do rezultatów, o których nam się nie śniło. – Ależ Lolo – próbuję oponować nieśmiało – na razie jesteśmy zamknięci w klatce. On ignoruje moje spostrzeżenie. – Moja wybitność świadczy, że jesteśmy rasą wyjątkową. Moim powołaniem jest ewolucja, która postawi mnie na czele gatunku, a nasz gatunek na czele wszystkich innych gatunków. Musimy sprostać temu zadaniu. – Ty na pewno sprostasz. Ale ja nie. – Nie martw się. Ostatecznie jesteś także szczurem, chociaż głupim. Należysz do tej samej rasy, co ja. Lolo rozwija skrzydła swojej fantazji. Mówi o wynalazkach, jakich dokona, choć, oczywiście, ich nie precyzuje, bo nie wie jeszcze, jakie będą. Ale ma intuicję, wizję i natchnienie. Zwierza mi się na przykład: – Już coś mi świta. Wynajdziemy coś... Coś takiego... Nie mogąc się wysłowić, robi okrężny gest łapkami. – Masz na myśli koło? – Tak, tak, koło! – ucieszył się. – Wynalazek koła otworzy nam drogę do innych wynalazków. – Oczywiście – zgadzam się nieszczerze. – Opanujemy kosmos. Słoninka. – Co? – Nic, nic, wymknęło mi się. I tak sobie gwarzymy. Od pewnego czasu ogarnia mnie niepokój.[...] Mówię Lolowi: – Nie umiem tego określić, jestem tylko prostym, głupim szczurem. Ale słyszę głos, który mi mówi: „Przegryź klatkę, wydostań się poza mury. Skocz do wody.” – Co za głupstwa – śmieje się Lolo. – Przerwać doświadczenia? Gryźć? I po co do wody? – Nie wiem. To głos tajemny, który nie raczy mi się przedstawić. Nie wiem, skąd pochodzi. Wiem tylko, że brzmi rozkazująco. – Tym mniej należy zwracać na niego uwagę. Nie rozmawiaj z nieznajomymi. Naciskaj. I Lolo naciska, dostaje słoninkę, je. Ja nie mam ochoty naciskać. Nawet już nie dlatego, że i tak mi nic z tego nie przyjdzie. Głos nie milknie, powtarza się, nie daje mi spokoju. Ten głos mi mówi, że ta klatka, to pomieszczenie, w którym się ona znajduje, i to, w czym znajduje się pomieszczenie – są zagrożone. Że trzeba opuścić to wszystko, wydostać się poza obręb tego wszystkiego i uciekać. Nie wiem, dokąd, ale uciekać, uciekać, uciekać... Śni mi się ocean, ja i Lolo przebierając łapkami płyniemy w tym oceanie i oddalamy się od niebezpieczeństwa. Ale on nie chce słyszeć o niczym. – Jaki ocean, po co ocean, zwariowałeś? Właśnie na oceanie jest niebezpiecznie. – Tak, ale tam jeszcze mamy szanse. A tutaj... – Co tutaj? – Tutaj zginiemy. – Może ty zginiesz, ale nie ja – obraził się – ja, z moją inteligencją... Ma rację. On ze swoją inteligencją świetnie tu sobie radzi. I co on by robił na oceanie? Tam ani klawiszy, ani naciskania, koniec z jego prestiżem. Tutaj on nie zginie i ja przy nim nie zginę. Więc czemu się niepokoję? Z tomu: Dwa listy i inne opowiadania, Paryż 1970 Temat 2. Rola słów w relacjach międzyludzkich. Analizując i interpretując fragment powieści Wiesława Myśliwskiego Kamień na kamieniu oraz wiersz Tadeusza Różewicza Słowa, zwróć uwagę na przedstawione sytuacje i sposoby kreowania podmiotu mówiącego. Wiesław Myśliwski Kamień na kamieniu (fragment) Postanowiłem napisać list do Antka i Staśka w sprawie tego grobu. Poszedłem do spółdzielni, kupiłem papier, obsadkę, stalówkę, atrament. Bo kiedy ja do kogo list pisałem? Nie umiałbym sobie nawet przypomnieć. Ani do szkoły z domu nikt teraz nie chodził, to nie były potrzebne. Gdzieś się jeszcze pusty kałamarz walał z czasów, kiedy matka jeszcze żyła i do nich pisała. Bo ja ani do nich, choć bracia, nie pisałem, odkąd z domu wyszli. Ani oni do mnie. Tak się jakoś układało. Oni w mieście, ja na wsi. Oni swoje życie, ja swoje. To o czym tu pisać? Co we wsi, miałem im pisać, kiedy może nie bardzo chcieli już wsi pamiętać? A pchać się ze swoim życiem w czyjeś życie, choćby brat bratu, co to komu pomoże? Zresztą raz na dwa, trzy lata któryś wpadał, to się mniej więcej wiedziało, co u niego. Ten był za granicą, a ten kupił samochód. Ten dostał mieszkanie, ma trzy pokoje z kuchnią, a ten się z żoną rozszedł i drugi raz się ożenił. Ten ma córkę i syna, a ten tylko syna, ale nie chce się coś uczyć. A co u mnie, no, to kiedy umarła matka, wysłałem im telegram: „Matka umarła. Przyjeżdżajcie”. A za parę lat drugi: „Ojciec umarł. Przyjeżdżajcie.” I to wszystko, co u mnie. Zresztą, gdyby nawet więcej, czy chcieliby słuchać? […] Ale grób to grób, raz na całe życie się buduje, to musiałem ich spytać, czy chcą razem ze wszystkimi leżeć, bo zaplanowałem osiem kwater, żeby dla nich też było. Czy może wolą tam, u siebie, to bym sobie kosztów darmo nie robił i mniejszy bym postawił. A choć życzę im, niech żyją jak najdłużej w szczęściu, zdrowiu, to przecież kiedyś wszyscy muszą umrzeć, bo wszyscy, co żyjemy, umrzemy. I niech mi zaraz odpiszą, bo mam miejsce wykupione, cement załatwiłem, i z Chmielem jestem ugadany. […] Chyba po miesiącu przyszedł list od nich, że przyjeżdżają w najbliższą niedzielę. Nie wiedziałem, wierzyć, czy nie wierzyć. Ale wysprzątałem izbę. Oblekłem pościel. Przyniosłem ze strychu pierzynę po matce, bo była największa. A choć w jednym łóżku mieli spać, to dwie poduszki im dałem, żeby głowy mieli osobno. I słomę w sienniku zmieniłem. Dwa snopki cepami wymłóciłem, żeby mieli nie zmierzwioną. Choć mi z trudem przyszło ustać na tych moich kulasach. Musiałem sobie sieczkarnię pod plecy przyciągnąć i się na niej oprzeć, bo nie dałbym rady. I nawet im suszonej macierzanki przeciw pchłom pod prześcieradło pokładłem, jak robiła to matka. […] Przyjechali. Ale ledwo co w próg weszli, dzień dobry, dzień dobry i od razu zaczęli się ze mną kłócić. A to, że nie ma u mnie na czym usiąść, tylko wciąż ta sama stara ława i jedno krzesełko. Że stół ten sam od wojny jeszcze. Że podłogi czego sobie nie sprawię? Czego sadu nie założę? Czego się nie żenię? Gospodyni mi potrzebna! Na księżniczkę czekam? Czego to, czego tamto? Czego? Czego? A o śmierci ani słowa. Jakbym w ogóle do nich listu nie napisał. Tak mnie to ścięło, że mało co się odzywałem. I z tego wszystkiego zapomniałem ich się nawet spytać, co u nich? I te pół litra wódki, co kupiłem na ich przyjazd, nie przyznałem się, że mam. Bo i po co? Pić pod kłótnię? Może zdarzyć się kiedyś jakaś lepsza okazja. Wtedy się i napijemy, i pogadamy jak bracia. Bo gdy się bracia raz na tyle czasu z sobą spotykają, powinni mieć o czym pogadać. O, niejeden dzień, niejedną noc można by przegadać. Gdyby nawet się nie chciało, to od czego są słowa? Słowa same poprowadzą. Słowa wszystko na wierzch wywleką. Słowa i z najgłębszej głębi wydrą, co gdzieś boli i skowycze. Słowa krwi upuszczą i od razu lżej się robi. I nie tylko obcych, ale i rodzonych braci słowa potrafią odnaleźć dla siebie, że się znów braćmi poczują. Choćby się roznieśli w różne i dalekie strony, słowa ich zawrócą z powrotem do tego jednego ich życia, z którego, jak ze źródła, się poczęli. Bo słowa to wielka łaska. Cóż ma tak naprawdę człowiek więcej prócz słów dane? I tak nas wszystkich czeka kiedyś wielkie milczenie, to się jeszcze namilczymy. Może przyjdzie nam ściany z bólu drapać za najmarniejszym słowem. I każdego słowa niewypowiedzianego na tym świecie do siebie będziemy jak grzechów żałować. Tylko że będzie za późno. A ileż takich słów niewypowiedzianych zostaje w każdym człowieku i umiera razem z nim, i gnije z nim, i ani mu potem w cierpieniu nie służy, ani w pamięci. To po co jeszcze sami sobie zadajemy milczenie? Choć może to była moja wina. Bo kiedy ich zobaczyłem, nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć, i powiedziałem zwyczajnie: – O, przyjechaliście. Jakby z pola przyjechali, z jarmarku w mieście, z drugiej wsi. A przecież ze świata przyjechali. Wiesław Myśliwski, Kamień na kamieniu, Warszawa 1984 Tadeusz Różewicz Słowa słowa zostały zużyte przeżute jak guma do żucia przez młode piękne usta zamienione w białą bańkę balonik osłabione przez polityków służą do wybielania zębów do płukania jamy ustnej za mojego dzieciństwa można było słowo przyłożyć do rany można było podarować osobie ukochanej teraz osłabione owinięte w gazetę jeszcze trują cuchną jeszcze ranią ukryte w głowach ukryte w sercach ukryte pod sukniami młodych kobiet ukryte w świętych księgach wybuchają zabijają 2004 z tomu Wyjście, Wrocław 2004
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – paraboliczny sens Lolo: 1. Odtwórz sytuację eksperymentu: bohaterowie są oceniani według naciskania właściwych klawiszy, których znaczenie ujawnia dopiero nagroda albo kara. 2. Scharakteryzuj narratora przez zazdrość, poczucie niższości i próby usprawiedliwiania porażek, a Lola przez skuteczność oraz przystosowanie do reguł systemu. 3. Zwróć uwagę na ograniczoną perspektywę opowiadającego, komizm powtórzeń i stopniowe odsłanianie rzeczywistego statusu bohaterów. 4. Wyjaśnij parabolę jako opowieść o konformizmie, rywalizacji i władzy, która arbitralnie definiuje sukces; zakończ wnioskiem o cenie podporządkowania nieprzejrzystym zasadom. Temat 2 – rola słów w relacjach: 1. Ustal wspólny problem Kamienia na kamieniu Wiesława Myśliwskiego i Słów Tadeusza Różewicza: potrzeba porozumienia zderza się z nieporadnością, milczeniem albo zużyciem języka. 2. U Myśliwskiego przeanalizuj przygotowania do napisania listu, oddalenie braci, stylizację na mowę potoczną i narratora, który dopiero szuka właściwych słów. 3. U Różewicza pokaż refleksję podmiotu nad utratą znaczeń, odpowiedzialnością za wypowiedź i możliwością odbudowania więzi przez prosty język. 4. Porównaj sytuacje komunikacyjne i kreacje mówiących; zakończ wnioskiem, że słowa mogą przekraczać samotność tylko wtedy, gdy wynikają z rzeczywistej potrzeby kontaktu i zachowują wiarygodność.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Zanalizuj i zinterpretuj opowiadanie Sławomira Mrożka Lolo, zwracając uwagę na sposób kreowania bohaterów i paraboliczny charakter sytuacji przedstawionej w tekście. Sławomir Mrożek Lolo Ach, ten Lolo. Jak on umie naciskać klawisze. To znaczy odpowiednie klawisze, bo naciskać, tylko naciskać, umiem nawet ja. Ale nie po to nas tutaj trzymają, Lola i mnie, żebyśmy naciskali byle co i byle jak. Gdyby tylko o to chodziło, w ogóle nie byłoby o czym mówić, to znaczy gdyby tu były tylko same odpowiednie albo tylko same nieodpowiednie klawisze. Ale pomysł tego pana z brodą na tym właśnie polega (i chyba chodzi mu tylko o to, żeby mnie upokorzyć, a wywyższyć Lola), że klawisze są dwojakiego rodzaju. Te, które należy naciskać i te, których nie należy naciskać. Co gorsza, niczym nie różnią się one między sobą. To znaczy .... dopóki ich się nie naciśnie. Potem różnica ... ach, aż nazbyt jest widoczna. Mianowicie, kiedy naciśnie się odpowiedni klawisz (to znaczy, kiedy Lolo naciśnie, bo mnie nie udaje się to nigdy), otwiera się klapa i wyskakuje kawałek słoninki, którą zjada ten, kto nacisnął (to znaczy Lolo). Kiedy zaś naciśnie się nieodpowiedni klawisz (ten, który ja zawsze naciskam, choć zawsze chcę nacisnąć inny) – nic się nie otwiera. [...] Pan z brodą, który to wszystko urządził, zostawił nam swobodę naciskania, wybór więc należy do mnie. Co więcej, ten pan zdaje się oczekiwać, a nawet wymagać ode mnie, abym naciskał klawisz odpowiedni. Czym wytłumaczyć, że ja nie naciskam jak trzeba, a Lolo naciska? Tylko tym, że Lolo umie, a ja nie umiem. To znaczy, że ja jestem głupszy od Lola. Aby nie zginąć z głodu, muszę sobie radzić inaczej. Oto jak: Właśnie już Lolo nacisnął i ja nacisnąłem, ze skutkami odmiennymi, które opisałem powyżej. Lolo trzyma w przednich łapkach kawałek smakowicie pachnącej słoninki (mnie ona pachnie smakowiciej niż jemu, bo ja jestem głodny, a on nie), ja mam łapki puste i burczy mi w brzuchu. On nie zabiera się jeszcze do jedzenia (bo jest nażarty, bestia), ja bym chętnie się zabrał, ale nie mam do czego. Słoninka jest w łapkach Lola. Więc mówię: – Wiesz, Lolo, podziwiam cię. Jesteś taki mądry, taki inteligentny, że zaledwie wystarczy mi ta odrobina głupiego rozumu, którą posiadam, żeby to pojąć i ocenić. Jeżeli mam jakikolwiek rozum, to chyba tylko po to i tylko na tyle, żeby cię podziwiać. – Hm, hm... – mruczy Lolo. – Jaki jestem? Dobra nasza, myślę sobie i powtarzam: – Jesteś mądry, inteligentny, wybitny, doprawdy niezwykły. – Niezwykły, powiadasz? – podejmuje Lolo z lubością i ma taką minę, jakby jadł najpyszniejszą słoninkę na świecie. – Niezwykły? – Oczywiście. Weźmy na przykład mnie. Ja nic nie potrafię, bo jestem głupi, ograniczony i tępy. Ty natomiast jesteś genialny. – Hm, no to masz – powiada Lolo i oddaje mi słoninę. [...] I dodaje z pogardą: – Tylko się nie udław. Uwaga jest na miejscu. Jestem tak wygłodzony, że rzucam się na słoninkę doprawdy zbyt łapczywie. Ale nie mogę się powstrzymać, mimo pogardy Lola. Zresztą moje łakomstwo sprawia mu przyjemność. – O, tak, je...steś wielki... potężny... mniam-mniam... Niesłychany... mlask-mlask... Cudowny.... Trudno jest jeść i przemawiać jednocześnie, ale wiem, że muszę mówić, jeżeli mam zadowolić Lola. Trzeba żyć. Chociaż gdyby mnie ktoś zapytał: „Dlaczego trzeba?” – nie umiałbym odpowiedzieć na to pytanie. Lolo chętnie dyskutuje na tematy ogólne. Ma ku temu chęć i swobodną głowę, bo zawsze jest nażarty. Ja myślę przede wszystkim o jedzeniu, ale nie mogę mu odmówić, kiedy się jemu zechce pogadać o abstrakcjach. Jego prawo. Przeważnie rozmawiamy wieczorem, kiedy laboratorium jest już zamknięte, klawisze nie działają i nikt nas nie obserwuje. Wtedy Lolo zaczyna: – Moja misja to udowodnić, że jesteśmy zdolni do objęcia władzy nad światem. Szczur – to brzmi dumnie. Jestem niesłychanie inteligentny, ale to jeszcze nic. W miarę jak ćwiczę moją inteligencję, rozwijam ją i pogłębiam, zbliżam się do rezultatów, o których nam się nie śniło. – Ależ Lolo – próbuję oponować nieśmiało – na razie jesteśmy zamknięci w klatce. On ignoruje moje spostrzeżenie. – Moja wybitność świadczy, że jesteśmy rasą wyjątkową. Moim powołaniem jest ewolucja, która postawi mnie na czele gatunku, a nasz gatunek na czele wszystkich innych gatunków. Musimy sprostać temu zadaniu. – Ty na pewno sprostasz. Ale ja nie. – Nie martw się. Ostatecznie jesteś także szczurem, chociaż głupim. Należysz do tej samej rasy, co ja. Lolo rozwija skrzydła swojej fantazji. Mówi o wynalazkach, jakich dokona, choć, oczywiście, ich nie precyzuje, bo nie wie jeszcze, jakie będą. Ale ma intuicję, wizję i natchnienie. Zwierza mi się na przykład: – Już coś mi świta. Wynajdziemy coś... Coś takiego... Nie mogąc się wysłowić, robi okrężny gest łapkami. – Masz na myśli koło? – Tak, tak, koło! – ucieszył się. – Wynalazek koła otworzy nam drogę do innych wynalazków. – Oczywiście – zgadzam się nieszczerze. – Opanujemy kosmos. Słoninka. – Co? – Nic, nic, wymknęło mi się. I tak sobie gwarzymy. Od pewnego czasu ogarnia mnie niepokój.[...] Mówię Lolowi: – Nie umiem tego określić, jestem tylko prostym, głupim szczurem. Ale słyszę głos, który mi mówi: „Przegryź klatkę, wydostań się poza mury. Skocz do wody.” – Co za głupstwa – śmieje się Lolo. – Przerwać doświadczenia? Gryźć? I po co do wody? – Nie wiem. To głos tajemny, który nie raczy mi się przedstawić. Nie wiem, skąd pochodzi. Wiem tylko, że brzmi rozkazująco. – Tym mniej należy zwracać na niego uwagę. Nie rozmawiaj z nieznajomymi. Naciskaj. I Lolo naciska, dostaje słoninkę, je. Ja nie mam ochoty naciskać. Nawet już nie dlatego, że i tak mi nic z tego nie przyjdzie. Głos nie milknie, powtarza się, nie daje mi spokoju. Ten głos mi mówi, że ta klatka, to pomieszczenie, w którym się ona znajduje, i to, w czym znajduje się pomieszczenie – są zagrożone. Że trzeba opuścić to wszystko, wydostać się poza obręb tego wszystkiego i uciekać. Nie wiem, dokąd, ale uciekać, uciekać, uciekać... Śni mi się ocean, ja i Lolo przebierając łapkami płyniemy w tym oceanie i oddalamy się od niebezpieczeństwa. Ale on nie chce słyszeć o niczym. – Jaki ocean, po co ocean, zwariowałeś? Właśnie na oceanie jest niebezpiecznie. – Tak, ale tam jeszcze mamy szanse. A tutaj... – Co tutaj? – Tutaj zginiemy. – Może ty zginiesz, ale nie ja – obraził się – ja, z moją inteligencją... Ma rację. On ze swoją inteligencją świetnie tu sobie radzi. I co on by robił na oceanie? Tam ani klawiszy, ani naciskania, koniec z jego prestiżem. Tutaj on nie zginie i ja przy nim nie zginę. Więc czemu się niepokoję? Z tomu: Dwa listy i inne opowiadania, Paryż 1970 Temat 2. Rola słów w relacjach międzyludzkich. Analizując i interpretując fragment powieści Wiesława Myśliwskiego Kamień na kamieniu oraz wiersz Tadeusza Różewicza Słowa, zwróć uwagę na przedstawione sytuacje i sposoby kreowania podmiotu mówiącego. Wiesław Myśliwski Kamień na kamieniu (fragment) Postanowiłem napisać list do Antka i Staśka w sprawie tego grobu. Poszedłem do spółdzielni, kupiłem papier, obsadkę, stalówkę, atrament. Bo kiedy ja do kogo list pisałem? Nie umiałbym sobie nawet przypomnieć. Ani do szkoły z domu nikt teraz nie chodził, to nie były potrzebne. Gdzieś się jeszcze pusty kałamarz walał z czasów, kiedy matka jeszcze żyła i do nich pisała. Bo ja ani do nich, choć bracia, nie pisałem, odkąd z domu wyszli. Ani oni do mnie. Tak się jakoś układało. Oni w mieście, ja na wsi. Oni swoje życie, ja swoje. To o czym tu pisać? Co we wsi, miałem im pisać, kiedy może nie bardzo chcieli już wsi pamiętać? A pchać się ze swoim życiem w czyjeś życie, choćby brat bratu, co to komu pomoże? Zresztą raz na dwa, trzy lata któryś wpadał, to się mniej więcej wiedziało, co u niego. Ten był za granicą, a ten kupił samochód. Ten dostał mieszkanie, ma trzy pokoje z kuchnią, a ten się z żoną rozszedł i drugi raz się ożenił. Ten ma córkę i syna, a ten tylko syna, ale nie chce się coś uczyć. A co u mnie, no, to kiedy umarła matka, wysłałem im telegram: „Matka umarła. Przyjeżdżajcie”. A za parę lat drugi: „Ojciec umarł. Przyjeżdżajcie.” I to wszystko, co u mnie. Zresztą, gdyby nawet więcej, czy chcieliby słuchać? […] Ale grób to grób, raz na całe życie się buduje, to musiałem ich spytać, czy chcą razem ze wszystkimi leżeć, bo zaplanowałem osiem kwater, żeby dla nich też było. Czy może wolą tam, u siebie, to bym sobie kosztów darmo nie robił i mniejszy bym postawił. A choć życzę im, niech żyją jak najdłużej w szczęściu, zdrowiu, to przecież kiedyś wszyscy muszą umrzeć, bo wszyscy, co żyjemy, umrzemy. I niech mi zaraz odpiszą, bo mam miejsce wykupione, cement załatwiłem, i z Chmielem jestem ugadany. […] Chyba po miesiącu przyszedł list od nich, że przyjeżdżają w najbliższą niedzielę. Nie wiedziałem, wierzyć, czy nie wierzyć. Ale wysprzątałem izbę. Oblekłem pościel. Przyniosłem ze strychu pierzynę po matce, bo była największa. A choć w jednym łóżku mieli spać, to dwie poduszki im dałem, żeby głowy mieli osobno. I słomę w sienniku zmieniłem. Dwa snopki cepami wymłóciłem, żeby mieli nie zmierzwioną. Choć mi z trudem przyszło ustać na tych moich kulasach. Musiałem sobie sieczkarnię pod plecy przyciągnąć i się na niej oprzeć, bo nie dałbym rady. I nawet im suszonej macierzanki przeciw pchłom pod prześcieradło pokładłem, jak robiła to matka. […] Przyjechali. Ale ledwo co w próg weszli, dzień dobry, dzień dobry i od razu zaczęli się ze mną kłócić. A to, że nie ma u mnie na czym usiąść, tylko wciąż ta sama stara ława i jedno krzesełko. Że stół ten sam od wojny jeszcze. Że podłogi czego sobie nie sprawię? Czego sadu nie założę? Czego się nie żenię? Gospodyni mi potrzebna! Na księżniczkę czekam? Czego to, czego tamto? Czego? Czego? A o śmierci ani słowa. Jakbym w ogóle do nich listu nie napisał. Tak mnie to ścięło, że mało co się odzywałem. I z tego wszystkiego zapomniałem ich się nawet spytać, co u nich? I te pół litra wódki, co kupiłem na ich przyjazd, nie przyznałem się, że mam. Bo i po co? Pić pod kłótnię? Może zdarzyć się kiedyś jakaś lepsza okazja. Wtedy się i napijemy, i pogadamy jak bracia. Bo gdy się bracia raz na tyle czasu z sobą spotykają, powinni mieć o czym pogadać. O, niejeden dzień, niejedną noc można by przegadać. Gdyby nawet się nie chciało, to od czego są słowa? Słowa same poprowadzą. Słowa wszystko na wierzch wywleką. Słowa i z najgłębszej głębi wydrą, co gdzieś boli i skowycze. Słowa krwi upuszczą i od razu lżej się robi. I nie tylko obcych, ale i rodzonych braci słowa potrafią odnaleźć dla siebie, że się znów braćmi poczują. Choćby się roznieśli w różne i dalekie strony, słowa ich zawrócą z powrotem do tego jednego ich życia, z którego, jak ze źródła, się poczęli. Bo słowa to wielka łaska. Cóż ma tak naprawdę człowiek więcej prócz słów dane? I tak nas wszystkich czeka kiedyś wielkie milczenie, to się jeszcze namilczymy. Może przyjdzie nam ściany z bólu drapać za najmarniejszym słowem. I każdego słowa niewypowiedzianego na tym świecie do siebie będziemy jak grzechów żałować. Tylko że będzie za późno. A ileż takich słów niewypowiedzianych zostaje w każdym człowieku i umiera razem z nim, i gnije z nim, i ani mu potem w cierpieniu nie służy, ani w pamięci. To po co jeszcze sami sobie zadajemy milczenie? Choć może to była moja wina. Bo kiedy ich zobaczyłem, nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć, i powiedziałem zwyczajnie: – O, przyjechaliście. Jakby z pola przyjechali, z jarmarku w mieście, z drugiej wsi. A przecież ze świata przyjechali. Wiesław Myśliwski, Kamień na kamieniu, Warszawa 1984 Tadeusz Różewicz Słowa słowa zostały zużyte przeżute jak guma do żucia przez młode piękne usta zamienione w białą bańkę balonik osłabione przez polityków służą do wybielania zębów do płukania jamy ustnej za mojego dzieciństwa można było słowo przyłożyć do rany można było podarować osobie ukochanej teraz osłabione owinięte w gazetę jeszcze trują cuchną jeszcze ranią ukryte w głowach ukryte w sercach ukryte pod sukniami młodych kobiet ukryte w świętych księgach wybuchają zabijają 2004 z tomu Wyjście, Wrocław 2004 WYPRACOWANIE na temat nr 1 Opowiadanie Sławomira Mrożka pt. Lolo wpisuje się w nurt satyry antysystemowej lat 60.-70. XX wieku, przyjmującej formułę paraboli. Doświadczenia totalitaryzmu, przetworzone przez Mrożkowską wyobraźnię i poczucie humoru, przynoszą opowieść uniwersalną, prostą, a mimo to pełną ukrytych znaczeń. Przyzwyczajeni jesteśmy odczytywać historyjki o zwierzętach w kontekście tradycji literackiej (bajka ezopowa) i poszukujemy pouczającej puenty. Tym razem jednak puenta nie brzmi jak morał. Jest raczej próbą refleksji nad światem, na co wskazuje niepokojące pytanie, kończące opowiadanie: „Tutaj on nie zginie i ja przy nim nie zginę. Więc czemu się niepokoję?” Głównym bohaterem opowiadania i narratorem zarazem jest szczur, zamknięty z innym szczurem o imieniu Lolo w laboratoryjnej klatce. Zabieg personifikacji bohatera stwarza sytuację komiczną, gdy mowa jest o naciskaniu klawiszy i wyskakującej w nagrodę słonince. Sytuacja narratora jednak jest niedobra. Nie umie naciskać odpowiednich klawiszy, więc zwykle przymiera głodem. W tej rzeczywistości należy zachowywać się tak, jak życzy sobie pan z brodą, twórca laboratorium. Klawisze niczym się nie różnią, narrator stara się, ale nie może dobrze trafić, Lolo natomiast opływa w dostatki. Zatem przyczyna niepowodzeń narratora tkwi zapewne w różnicy między nim a Lolem. Oto trafił do systemu, w którym promuje się uległość, nieświadomość, posłuszeństwo. Szczury to inteligentne zwierzęta, mówi nauka. Z drugiej strony w tradycji literackiej, np. w bajkach Krasickiego, szczury były alegorią pychy i zarozumiałości. Być może Mrożek wybiera takich niejednoznacznych bohaterów do swojego opowiadania, aby prawdziwie portretowali postawy ludzi. Dwa szczury to dwie postawy: człowieka łatwo odnajdującego się w rzeczywistości zniewolenia (Lolo) i człowieka, który nie umie się przystosować (narrator). Lolo jest głupcem i pyszałkiem, wygłaszającym nadęte tyrady, a mimo to świetnie funkcjonuje w laboratoryjnej rzeczywistości. Narrator jest sprytny i zaradny, ale nie może sprostać „klatkowemu systemowi”. Aby nie zginąć z głodu, muszę sobie radzić inaczej – mówi narrator i uczy się wykorzystywać próżność Lola, zasypując go pochlebstwami. Jego zdanie „Trzeba żyć” brzmi jak próba usprawiedliwienia płaskich metod, które wybiera, aby jakoś zaspokoić głód. Współpraca z tym, kto głupi i prostak, byłaby wstydem i hańbą w normalnym świecie, ale sytuacja w klatce jest nadzwyczajna. Inteligencja to przecież umiejętność radzenia sobie i przystosowywania się do trudnych warunków. Narrator nie zastanawia się nad poczuciem godności, która każe imponderabilia postawić wyżej niż życie w upodleniu, on pragnie jedynie zaspokoić dojmujący głód. Pochlebstwa przynoszą pożądany efekt. Próżny i syty Lolo oddaje swoją słoninkę, aby usłyszeć kolejną porcję pochwał. Wydaje mu się, że w tym miejscu i czasie to on dominuje. Snuje plany podboju świata, wybicia się na przywódcę szczurzego ludu, ustanowienia szczurów na szczycie zwierzęcej hierarchii. Przy okazji kompromituje się swoją niewiedzą o stanie techniki i wynalazków (chce wynaleźć koło), ujawnia swoje ogólne prostactwo posługując się ubogim językiem opisu. („Już coś mi świta. Wynajdziemy coś... Coś takiego...”) W tej konfrontacji postawy podporządkowania okazuje się istotą zdolną do autorefleksji i autooceny; ma lęki i niepokoje, a przede wszystkim ma przeczucie zagrożenia, które objawia się w snach i w tajemnym głosie, nakazującym mu ucieczkę z laboratorium. Klatka jest zamkniętym światem, całkowicie zależnym od pana z brodą. Istoty zamknięte wewnątrz niej nie mają nawet namiastki wolności. Lolo nie pragnie wolności, gdyż jego głupota nigdzie nie dałaby mu takiej pozycji, jaką ma w laboratorium. Narrator rozumie swoją zależność od prostaka i głupca, marzy więc o oceanie, który jest oczywistym symbolem niełatwej wolności. Klatka to miejsce względnie bezpieczne (choć nie wiadomo jak długo), jednak upodlające. Ocean to przestrzeń dzika i nieznana. Tam można sprawdzić swoją wartość, ale można też zginąć. To świat dla odważnych i mocnych. Wewnętrzny głos, nakazujący narratorowi ucieczkę, zostaje wyśmiany przez Lola i zagłuszony przez słabości narratora: tchórzostwo, wygodnictwo, lęk przed nieznanym. Potrzeba wolności umiera, z nią godność narratora. Jest on jednostką inteligentną i zapewne zdaje sobie z tego sprawę. Stąd niepokój wyrażony w ostatnim zdaniu, które stanowi swoistą klamrę kompozycyjną razem z pierwszym zdaniem (Ach, ten Lolo! – Więc czemu się niepokoję?) Opowiadanie można zatem odczytać jako wewnętrzne rozliczenie inteligenta, który zgodził się na zniewolenie i totalitarne reguły gry: uległość, posłuszeństwo, postawę zależności i podporządkowania wobec głupszych od siebie. Możemy zastanawiać się, czy brzmi tu poczucie wstydu, czy tylko próba usprawiedliwienia. Rzeczywistość ukazana w parabolicznym opowiadaniu Mrożka była motywem obsesyjnie powracającym w twórczości tego pisarza. Prymat prostactwa w świecie, relacja inteligenta i chama to na przykład temat „Tanga” i „Emigrantów” Mrożka. Jego autobiograficzna spowiedź, utwór pt. „Baltazar”, który miał być terapeutycznym powrotem do przeszłości, ukazuje samotność pisarza, niedopasowanie do świata i – z całą szczerością przedstawione – sposoby radzenia sobie w świecie totalitarnych reguł. Podział na inteligentów (wrogów systemu) i przodującą klasę robotniczą stawiał go zawsze w sytuacji podejrzenia. Donosy, nakazy, cenzura, przydział stypendiów były instrumentami łamania niepokornych. Powojenna bieda sytuowała inteligenckie rodziny na skraju ubóstwa, a system państwowej manipulacji dodatkowo upokarzał. Mrożek ma osobiste porachunki z systemem, który odcisnął piętno na jego młodości. Komizm i groteska w jego opowiadaniach i dramatach to forma krytyki i satyra na system. „Lolo” jest opowiadaniem nie tylko rozliczającym z systemem PRL-u, jest także opowiadaniem uniwersalnym, parabolą ujawniającą mechanizmy działania sytemu zniewolenia wobec tych, którzy mogliby stanowić dla niego zagrożenie. Jest to opowiadanie o inteligencie, który poddaje się władzy głupszego od siebie, schlebia mu i wysługuje się, aby w ogóle przeżyć. Parabola odwołuje się do znanego nam z historii najnowszej świata socjalizmu, nasyconego treściami ideologicznymi, bo Lolo sam mianuje się ideologiem nowego wspaniałego świata. Wymowa opowiadania jest pesymistyczna. Ostatecznie jesteśmy świadkami rezygnacji narratora z walki o wolność, o godność, o realizację swoich planów czy ideałów. Narrator to człowiek przegrany, którego stać jedynie albo na lojalność, albo na ucieczkę. Pesymistyczna wymowa krótkiego parabolicznego opowiadaniu wynika z potrzeby rozliczenia. Wybór postaci zwierzęcych, mało sympatycznych szczurów, jest z jednej strony wykorzystaniem tradycji literackiej, z drugiej – krytyką bierności inteligencji oraz jej lojalistycznej postawy w sytuacji zagrożenia wartości fundamentalnych, takich jak wolność i godność. WYPRACOWANIE na temat nr 2 „Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami, Dał nam rozum, dał mowę, a nikomu z nami.” Jan Kochanowski Człowiek został wyróżniony spośród wszystkich Boskich stworzeń w taki sposób, że dostał język jako narzędzie porozumiewania się i prawo nazywania bytów. Słowo stało się najważniejszym instrumentem budującym relacje międzyludzkie i panowanie nad światem. Jak człowiek ten niezwykły dar wykorzystał? Przyjął je jako nieograniczone prawo czy zobowiązanie? Kwestie związane z językiem, z rolą słów w relacjach międzyludzkich stały się przedmiotem rozważań dwóch współczesnych pisarzy – Wiesława Myśliwskiego i Tadeusza Różewicza. Pierwszy z nich we fragmencie powieści „Kamień na kamieniu” podejmuje problem niemożności porozumienia się bliskich sobie ludzi. Narratorem, a zarazem bohaterem analizowanej prozy jest mieszkaniec wsi, człowiek o typowo chłopskiej mentalności i tradycyjnej postawie wobec rzeczywistości. To jego pamięć jest zasadą porządkującą świat przedstawiony, a osobiste doświadczenia, o których opowiada, dopełnione zostają filozoficzną refleksją. Z relacji wiejskiego gawędziarza wyłania się zasmucający obraz chłopskiej rodziny, dotkniętej wyraźnym kryzysem. Rodzinna wspólnota rozpadła się – dwaj bracia wyjechali do miasta, tam zamieszkali i ograniczyli kontakty z domem, rodzice umarli. Bohater nie ożenił się, gospodarzy w pojedynkę, gorzkniejąc pod ciężarem samotności i kalectwa. W analizowanym tekście widzimy go w momencie rozpaczliwej próby odbudowania braterskich więzi. Bohater postanawia wybudować rodzinny grobowiec, wysyła więc list do braci z zapytaniem, „czy chcą razem ze wszystkimi leżeć”. W ten oto sposób, skoro koleje życia i odmienność doświadczeń rozdzieliły bliskich sobie ludzi, wspólny grób znów ich ze sobą pojedna i rozproszonych po świecie braci przywróci ojcowiźnie. Oryginalny pomysł bohatera doprowadza do rodzinnego spotkania, ale szybko okazuje się ono klęską. Nie ma możliwości porozumienia, jak w biblijnej przypowieści pomieszały się ludzkie języki – powitanie zamienia się w kłótnię, do głosu dochodzą zadawnione pretensje, zamiast braterskiej, serdecznej rozmowy pojawia się wrogie milczenie i rodzeństwo rozstaje się w przekonaniu o wzajemnej obcości. Paradoksalnie, przedstawiona sytuacja staje się dla autora podstawą do sformułowania pięknych myśli na temat znaczenia słów i ta refleksja może być dla wszystkich źródłem pocieszenia. Bohater wypowiada bowiem żarliwą pochwałę słów, nazywa je łaską, co łączy ludzi, uwalnia człowieka od złych emocji i lęków, współtworzy ludzką rodzinę, a także podtrzymuje nadzieję („i rodzonych braci słowa potrafią odnaleźć dla siebie, że się znów braćmi poczują”). Ten Boski dar bohater przeciwstawia milczeniu, które zamyka nas w samotności, bólu i cierpieniu, zapowiada śmierć. Na uwagę zasługuje niezwykle plastyczny język prozy Wiesława Myśliwskiego. W pierwszej części analizowanego fragmentu powieści niemal widzimy, jak bohater mozoli się na listem, niemal odczuwamy fizyczny wysiłek, z jakim przygotowuje się do wizyty braci. Język narracji jest żywy, wartki, bardzo emocjonalny, co uwydatniają krótkie zdania, pytania i wykrzykniki. Potoczny styl wypowiedzi podkreślają liczne kolokwializmy, a obecne w tekście elementy stylizacji środowiskowej wskazują na wiejskie pochodzenie bohatera. Język tekstu wyraźnie zmienia się w części, która uogólnia refleksję na temat roli słów – proza Myśliwskiego nabiera charakteru sentencjonalnego, a jej wewnętrzny rytm, liczne powtórzenia i paralelizm składniowy zbliżają ją do poezji. Wiesław Myśliwski we fragmencie powieści „Kamień na kamieniu” przedstawił proces rozpadu więzi międzyludzkich i towarzyszącą mu niemożność porozumienia się na przykładzie wiejskiej rodziny, natomiast Tadeusz Różewicz w wierszu „Słowa” ukazuje kryzys języka w szerszym wymiarze, bo w życiu społecznym. Poeta oszczędnie operuje słowem. Podmiot mówiący ujawnia się w trzeciej całostce wiersza i trzeba go traktować jako porte parole autora. Wspomniana trzecia całostka ma szczególne znaczenie w całym utworze – jest najbardziej osobista, odnosi się do przeszłości i dzieli tekst na dwie części. W pierwszej – ukazany został dokonujący się nieustannie proces dewaluacji słów, druga część odsłania, tragiczne dla współczesnego świata, skutki tego zjawiska. Tadeusz Różewicz koncentruje uwagę na podejściu do języka dawniej i na zmianach, jakie dzisiaj dokonały się w naszych postawach wobec słów. W przeszłości („za mojego dzieciństwa” – pisze stary poeta) słowo szanowano, traktowano jako dar i lek, ufano mu, bo było ono wyrazem szczerych uczuć i dobrych intencji, bo budowało więzi i służyło porozumieniu. Autor wiersza ukazuje tę pozytywną rolę słowa, wykorzystując dosłowne i przenośne znaczenia związków frazeologicznych, które przekształca, łączy, zestawia („dać słowo”, „że do rany przyłóż”, „być po słowie”, „dobre słowo”). We współczesnym świecie języka używa się instrumentalnie, często do maskowania złych zamiarów (świat polityki), słowami manipuluje się, by sterować ludźmi, zaszczepiać im fałszywą świadomość, odpowiednio programować ich zachowania (świat reklam). Słowa, traktowane jak towar, „przeżute jak guma do żucia”, „osłabione przez polityków”, zmanipulowane przez media, całkowicie się zdewaluowały, zamieniły w nic nieznaczącą papkę. A co gorsze, język pozbawiony walorów estetycznych (niechlujny, brutalny, pełen wulgaryzmów) i używany do osiągania nieetycznych celów, przestał służyć komunikacji, raczej truje, szkodzi, wywołuje konflikty. Te negatywne procesy zachodzą, zdaniem Tadeusza Różewicza, równocześnie – współczesny świat doświadcza rozpadu międzyludzkich więzi i pogłębiającego się kryzysu języka. Konsekwencją takiego stanu rzeczy są akty agresji, które paraliżują życie społeczne. Poeta mówi o tych niepokojących zjawiskach w charakterystyczny dla siebie sposób, a więc powściągając emocje, umiejętnie i oszczędnie dozując środki wyrazu, posługując się wierszem wolnym. Dodatkowo efekt surowości wzmocniony jest brakiem rymów. Treść poetyckiej wypowiedzi uwydatniona została przez składnię, gdyż poszczególne wersy zawierają całe zdania lub jego cząstki (skupienia), będące logiczną całością. Jednak w kilku przypadkach (głównie w strofie 1. i 2.) nastąpiło rozbicie tego charakterystycznego skupienia – wyraz przeniesiono do następnego wersu, dzięki czemu poeta osiągnął efekt zaskoczenia, a „przerzucone” słowo nabrało szczególnych znaczeń. Warto również zwrócić uwagę na brzmieniowe walory utworu, na przykład w 1. całostce wiersza przez zastosowanie instrumentacji głoskowej przedstawione zostało zjawisko swoistego bezmyślnego użycia słów („przeżuwanie”). Środki stylistyczne, które tak umiejętnie dozuje autor, wyrażają przede wszystkim negatywną ocenę świata. Zauważyć to można choćby w drugiej części wiersza, w której odpowiednie uszeregowanie czasowników: „jeszcze trują cuchną/ jeszcze ranią”, „wybuchają/ zabijają” podkreśla gradację efektów niszczącego działania słów. Diagnoza, jaką Tadeusz Różewicz stawia współczesnemu światu, jest przerażająca i nie daje najmniejszej nadziei. Poeta przygląda się postępującemu upadkowi słów, które obumierając, jeszcze wydzielają trujące miazmaty w postaci nietolerancji, fanatyzmu, zaślepienia. Zamykając rozważania nad fragmentem powieści Wiesława Myśliwskiego i wierszem Tadeusza Różewicza, na pewno warto podkreślić to, co łączy obu pisarzy. W obu tekstach widoczna jest przede wszystkim tęsknota za słowami, które nie niszczą, lecz budują, za utraconą harmonią, za światem, w którym była szansa na udaną komunikację. Ponadto w przypadku obu twórców rozważania nad sytuacją języka są zarazem analizą kondycji współczesnego człowieka i rzeczywistości społecznej. W spojrzeniu pisarzy na te zagadnienia dostrzegamy jednak pewne różnice. Wiesław Myśliwski zajmuje się przede wszystkim zmianami cywilizacyjnymi, jakie zaszły na wsi polskiej po II wojnie światowej i ich konsekwencjami: odejściem od tradycyjnych wartości, rozpadem chłopskiej rodziny i idącą w parze z tymi zjawiskami niemożnością porozumienia się ludzi. Jego proza jest niezwykle sugestywna, pozyskuje czytelnika autentyzmem, siłą ekspresji, gawędziarskim wdziękiem. Tadeusz Różewicz mówi wprost o kryzysie języka i, ukazując agonię słów, surowo ocenia współczesny nam świat – zdeformowany przez media i politykę, pogrążony w duchowej pustce, odhumanizowany. Patrzy na te niepokojące zjawiska z pewnego dystansu, nie pozwala sobie na nadmierną ekspresję, a „rozgadanej”, „rozbuchanej” rzeczywistości przeciwstawia swój wiersz o ascetycznej formie, w którym każde słowo waży.
Wymagania podstawy programowej
Temat 1. Zanalizuj i zinterpretuj opowiadanie Sławomira Mrożka Lolo, zwracając Analizując i interpretując fragment powieści Wiesława Myśliwskiego Kamień przecież umiejętność radzenia sobie i przystosowywania się do trudnych

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 16

maj 2008podstawowy50 pkt
Temat 1. Analizując fragment Ody do młodości Adama Mickiewicza i wiersz Któż nam powróci Kazimierza Przerwy–Tetmajera, porównaj przedstawione w nich obrazy młodego pokolenia oraz stosunek młodych do pokolenia ojców. Wykorzystaj konteksty historycznoliterackie. Adam Mickiewicz Oda do młodości Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy; Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem W rajską dziedzinę ułudy: Kędy zapał tworzy cudy, Nowości potrząsa kwiatem, I obleka w nadziei złote malowidła. Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy. Młodości! ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca. Patrz na dół – kędy wieczna mgła zaciemia Obszar gnuśności zalany odmętem: To ziemia! Patrz, jak nad jej wody trupie Wzbił się jakiś płaz w skorupie. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu, To się wzbija, to w głąb wali: Nie lgnie do niego fala ani on do fali; A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu: Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby: To samoluby! Młodości! tobie nektar żywota Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę: Serca niebieskie poi wesele, Kiedy je razem nić powiąże złota. Razem, młodzi przyjaciele!... W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele; Jednością silni, rozumni szałem, Razem, młodzi przyjaciele!... I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, Jeżeli poległym ciałem Dał innym szczebel do sławy grodu. Razem, młodzi przyjaciele!... Choć droga stroma i śliska, Gwałt i słabość bronią wchodu: Gwałt niech się gwałtem odciska, A ze słabością łamać uczmy się za młodu! Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury. Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga; Łam, czego rozum nie złamie: Młodości! orla twych lotów potęga, Jako piorun twoje ramię. Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy Opaszmy ziemskie kolisko! Zestrzelmy myśli w jedno ognisko I w jedno ognisko duchy!... Dalej, bryło, z posad świata! Nowymi cię pchniemy tory, Aż opleśniałej zbywszy się kory, Zielone przypomnisz lata. Grudzień 1820 Adam Mickiewicz, Wybór pism, Warszawa 1952 Kazimierz Przerwa-Tetmajer Któż nam powróci... Któż nam powróci te lata stracone bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Wołają na nas, że w złą idziem stronę, precz o świat troskę rzucając powinną, a czy pytają się nas, co nam trzeba i czyśmy mogli obrać drogę inną? Kto z was policzył te gorzkie godziny daremnych pragnień, żrących naszą duszę? Kto zmierzył smutku naszego głębiny bez dna i brzegu? Kto wie, jakie ducha niepodległego straszne są katusze, gdy zerwać swego nie może łańcucha? Spójrzcie nam w mózgi – – zgryzły je, strawiły wrodzone ludziom daremne pragnienia. Wołacie na nas: „Jesteśmy bez siły, dajcie nam słowa wiary i otuchy” – – a nam któż daje słowa pocieszenia? A któż mdlejące nasze wzmacnia duchy? Któż nam powróci te lata stracone bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Chcecie w nas widzieć dźwignię i obronę, żądacie od nas zbawień i pomocy, lecz my, z waszego wykarmieni chleba, jak wy, nie mamy odwagi i mocy. 1894 Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Poezje, Warszawa 1980 Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej. Analizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij, co marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej życiu osób – ojca i Wokulskiego. Bolesław Prus Lalka (fragment) Już mrok ogarnął ziemię... Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła na szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[...] Co za straszne położenie!... Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty... Wygrać można; panowie wygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież – nie od kupców. Ach, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi, a przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze pieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego pana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja za zaciągnięte długi. Ale czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?... „Wokulski?... Wokulski?... – szepce panna Izabela. – Któż to jest ten Wokulski, który dziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma do czynienia z jej ciotką, z ojcem?...”[...] Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok. „Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność?...” – zapytała się panna Izabela. Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i – marzyć. Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się do niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to po wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna posuwa się w tył. Zresztą słychać turkot... To turkot dorożki na ulicy?... Nie, to turkoczą machiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole, jakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności. Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi pierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle, wolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu drażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” – pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę... Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia; w lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł nad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia powozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu. „Co on robi, ojcze?” – pyta się zalękniona panna Izabela. „Gra ze mną w pikietę” – odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty. „Ależ to straszny człowiek, papo!” „Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” – odpowiada pan Tomasz. Teraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś szczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie, chwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich – nie ma go. Tylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę i – kartę. „Co znaczy ta karta, papo?..” – zapytuje ojca. Ale ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział. „Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca?...” Ale choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni widać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i – kartę. Pannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie myśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?.. Czy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył Towarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę, a może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego?... Także nie; to wszystko nie niepokoiłoby jej. Stopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś niedawno wykupił?... W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług najpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż patrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może... Ach!... Panna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma dzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach spotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem: – Co tobie, Belciu?... Światło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się. – Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest? – Przed chwilą wyjechał. – A Mikołaj? – Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? – pyta panna Florentyna. – Nie – śmieje się panna Izabela – tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło. Bolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – dwa obrazy młodego pokolenia: 1. Ustal kontrast między Odą do młodości Adama Mickiewicza a Któż nam powróci Kazimierza Przerwy-Tetmajera: romantyczna wiara w pokoleniową zmianę zderza się z młodopolskim poczuciem utraty sił i ideałów. 2. U Mickiewicza przeanalizuj apostrofy, symbole lotu i światła, wspólnotowe wezwanie do działania oraz krytykę skostniałego świata ojców. 3. U Tetmajera pokaż świadomość przedwczesnego znużenia, tęsknotę za energią poprzedników i ambiwalentny stosunek do dziedzictwa starszego pokolenia. 4. Porównaj ton, obraz przyszłości i relację między generacjami; zakończ wnioskiem o historycznych źródłach optymizmu romantyków i dekadenckiego kryzysu modernistów. Temat 2 – sen Izabeli Łęckiej: 1. Oddziel sytuację poprzedzającą sen od jego symbolicznej treści: kryzys finansowy rodziny i rosnąca zależność od Wokulskiego uruchamiają lęki bohaterki. 2. Przeanalizuj deformację postaci, przestrzeni i zdarzeń, wskazując, jak sen ujawnia emocje wypierane przez Izabelę na jawie. 3. W stosunku do ojca pokaż opiekuńczość połączoną z idealizacją i niezdolnością przyjęcia prawdy o jego nieodpowiedzialności. 4. W obrazie Wokulskiego wskaż lęk przed kupcem naruszającym arystokratyczny porządek, ale też świadomość jego siły i znaczenia; zakończ wnioskiem o dumie, zależności i ukrytej fascynacji bohaterki.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Analizując fragment Ody do młodości Adama Mickiewicza i wiersz Któż nam powróci Kazimierza Przerwy–Tetmajera, porównaj przedstawione w nich obrazy młodego pokolenia oraz stosunek młodych do pokolenia ojców. Wykorzystaj konteksty historycznoliterackie. Adam Mickiewicz Oda do młodości Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy; Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem W rajską dziedzinę ułudy: Kędy zapał tworzy cudy, Nowości potrząsa kwiatem, I obleka w nadziei złote malowidła. Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy. Młodości! ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca. Patrz na dół – kędy wieczna mgła zaciemia Obszar gnuśności zalany odmętem: To ziemia! Patrz, jak nad jej wody trupie Wzbił się jakiś płaz w skorupie. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu, To się wzbija, to w głąb wali: Nie lgnie do niego fala ani on do fali; A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu: Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby: To samoluby! Młodości! tobie nektar żywota Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę: Serca niebieskie poi wesele, Kiedy je razem nić powiąże złota. Razem, młodzi przyjaciele!... W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele; Jednością silni, rozumni szałem, Razem, młodzi przyjaciele!... I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, Jeżeli poległym ciałem Dał innym szczebel do sławy grodu. Razem, młodzi przyjaciele!... Choć droga stroma i śliska, Gwałt i słabość bronią wchodu: Gwałt niech się gwałtem odciska, A ze słabością łamać uczmy się za młodu! Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury. Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga; Łam, czego rozum nie złamie: Młodości! orla twych lotów potęga, Jako piorun twoje ramię. Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy Opaszmy ziemskie kolisko! Zestrzelmy myśli w jedno ognisko I w jedno ognisko duchy!... Dalej, bryło, z posad świata! Nowymi cię pchniemy tory, Aż opleśniałej zbywszy się kory, Zielone przypomnisz lata. Grudzień 1820 Adam Mickiewicz, Wybór pism, Warszawa 1952 Kazimierz Przerwa-Tetmajer Któż nam powróci... Któż nam powróci te lata stracone bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Wołają na nas, że w złą idziem stronę, precz o świat troskę rzucając powinną, a czy pytają się nas, co nam trzeba i czyśmy mogli obrać drogę inną? Kto z was policzył te gorzkie godziny daremnych pragnień, żrących naszą duszę? Kto zmierzył smutku naszego głębiny bez dna i brzegu? Kto wie, jakie ducha niepodległego straszne są katusze, gdy zerwać swego nie może łańcucha? Spójrzcie nam w mózgi – – zgryzły je, strawiły wrodzone ludziom daremne pragnienia. Wołacie na nas: „Jesteśmy bez siły, dajcie nam słowa wiary i otuchy” – – a nam któż daje słowa pocieszenia? A któż mdlejące nasze wzmacnia duchy? Któż nam powróci te lata stracone bez wiosennego w wiośnie życia nieba?... Chcecie w nas widzieć dźwignię i obronę, żądacie od nas zbawień i pomocy, lecz my, z waszego wykarmieni chleba, jak wy, nie mamy odwagi i mocy. 1894 Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Poezje, Warszawa 1980 Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej. Analizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij, co marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej życiu osób – ojca i Wokulskiego. Bolesław Prus Lalka (fragment) Już mrok ogarnął ziemię... Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła na szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[...] Co za straszne położenie!... Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty... Wygrać można; panowie wygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież – nie od kupców. Ach, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi, a przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze pieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego pana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja za zaciągnięte długi. Ale czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?... „Wokulski?... Wokulski?... – szepce panna Izabela. – Któż to jest ten Wokulski, który dziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma do czynienia z jej ciotką, z ojcem?...”[...] Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok. „Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność?...” – zapytała się panna Izabela. Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i – marzyć. Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się do niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to po wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna posuwa się w tył. Zresztą słychać turkot... To turkot dorożki na ulicy?... Nie, to turkoczą machiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole, jakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności. Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi pierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle, wolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu drażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” – pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę... Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia; w lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł nad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia powozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu. „Co on robi, ojcze?” – pyta się zalękniona panna Izabela. „Gra ze mną w pikietę” – odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty. „Ależ to straszny człowiek, papo!” „Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” – odpowiada pan Tomasz. Teraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś szczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie, chwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich – nie ma go. Tylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę i – kartę. „Co znaczy ta karta, papo?..” – zapytuje ojca. Ale ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział. „Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca?...” Ale choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni widać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i – kartę. Pannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie myśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?.. Czy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył Towarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę, a może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego?... Także nie; to wszystko nie niepokoiłoby jej. Stopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś niedawno wykupił?... W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług najpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż patrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może... Ach!... Panna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma dzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach spotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem: – Co tobie, Belciu?... Światło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się. – Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest? – Przed chwilą wyjechał. – A Mikołaj? – Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? – pyta panna Florentyna. – Nie – śmieje się panna Izabela – tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło. Bolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998 WYPRACOWANIE na temat nr 1 Konflikt pokoleń to temat często występujący w literaturze; czasami przedstawiany jest jako niezgoda w rodzinie (Witold i Benedykt Korczyńscy), innym razem jako konflikt pokoleń literackich albo całych generacji. Zawsze wynika ze sprzeczności postaw wobec świata właściwych dla „młodych” i „starych”. Bunt wobec zastanego porządku, pragnienie i gotowość zmieniania świata, „synowie” przeciwstawiają zachowawczości „ojców”. Problem ten przedstawiony jest w analizowanych wierszach. Zarówno „Oda do młodości” Adama Mickiewicza, jak i utwór Kazimierza Przerwy – Tetmajera „Któż nam powróci...” zostały napisane w XIX wieku: klasycystyczna w formie a romantyczna w treści „Oda...” na początku (w 1820 roku), dekadencki wiersz u jego schyłku (w 1894). Tworząc te teksty, obaj poeci mieli ponad dwadzieścia lat, obaj wypowiedzieli się w imieniu swojego pokolenia (zastosowana forma liczby mnogiej: „ze słabością łamać uczmy się”, „Opaszmy ziemskie kolisko!/ Zestrzelmy myśli...”, „któż nam...”, „czy pytają nas”), obaj przedstawili w wierszach pokolenie swoje i generację ojców. Pomimo tak ważnych zbieżności są to utwory diametralnie różne, co uwidacznia się już podczas pierwszej lektury. Czy wynika to tylko z czasu, w którym żyli? Początek wieku zazwyczaj nastraja optymistycznie, niesie nadzieję na korzystne zmiany i wiarę w ich realizację, koniec wieku to czas podsumowań, często przynoszących rozgoryczenie i przeświadczenie o zmarnowanych szansach. „Oda do młodości” jest bardzo dynamiczna, pełna zapału do działań zmieniających świat i wiary w ich skuteczność. Przedstawiciel młodego pokolenia stawia sobie i innym wysokie wymagania, tylko pozornie nie do zrealizowania. Ma bowiem poczucie nieograniczonych możliwości i siły, które daje młodość („Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga / Łam, czego rozum nie złamie: / Młodości! Orla twych lotów potęga.”). Siła ta przezwycięży racjonalne podejście do świata i przeciwstawi się doświadczeniu. Poeta wzywa więc młodych do pracy nad sobą, by zmienić świat. Pragnie uszczęśliwić całą ludzkość, chce razem z rówieśnikami „ruszyć bryłę z posad świata”, jak nazywa Ziemię. Działaniem młodych chce objąć cały kosmos. Tym szlachetnym celom towarzyszy radość wspólnego działania, gotowość do poświęceń. Tej determinacji i wiary w skuteczność podejmowanych działań brak młodym z końca wieku, w których imieniu wypowiada się Tetmajer („nie mamy odwagi i mocy”). Wyznaniu światopoglądowemu towarzyszy odpowiedni nastrój, inny w każdym utworze. U Mickiewicza aż skrzy się od zdań wykrzyknikowych wyrażających wielkie emocje i przekonanie o możliwościach realizacji wszystkich zamierzeń, u Tetmajera dominują niedopowiedzenia, pytania retoryczne, wprowadzające atmosferę rezygnacji, rozczarowania i niemocy. Ramę kompozycyjną wiersza Tetmajera tworzy powtórzenie, które wyraża poczucie straconej młodości. W „wiośnie życia” jego rówieśnicy nie widzieli „wiosennego nieba”, będąc młodymi nie odczuwali radości, energii, pragnienia zmiany świata. Pytania retoryczne ujawniają świadomość bezpowrotnej straty. Poczuciu straty towarzyszy żal adresowany do starszego pokolenia, które obarczyło młodych niechcianym dziedzictwem braku siły i odwagi. Młodzi w wierszu Tetmajera są osamotnieni, nieakceptowani, niezrozumiani. Świadomie odrzucili powinność „troski o świat”, nie podjęli działań społecznych i politycznych. Z wiersza nie dowiemy się, jakie idee zastąpiły stare. Jeśli uwzględnimy światopogląd końca XIX wieku, kształtowany przez obsesje katastroficzne i filozofię Schopenhauera, możemy stwierdzić, że młodzi nie wskazali kierunku swoich działań. Tetmajer wyjaśnia w wierszu przyczyny postawy zdominowanej przez rezygnację. Takie zwroty, jak: „gorzkie godziny daremnych pragnień”, „smutku głębiny”, „straszne katusze ducha niepodległego” hiperbolizują wizję życia zdeterminowanego przez los, życia skazanego na cierpienie. Z bezsilności wobec przeznaczenia wynika postawa dekadencka. Młodzi z końca XIX wieku odżegnują się od swej tradycyjnej misji i o to ma do nich żal pokolenie odchodzące. Z perspektywy młodych przyszłość jawi się jako katastrofa. Jednak młodzi dekadenci nie mają poczucia winy. Wybór drogi donikąd jest w ich przekonaniu koniecznością wyrosłą z niewiary ojców. Odchodząca generacja oczekuje, że młodzi uczynią świat lepszym, rozwiążą jego problemy, dodadzą ojcom siły i otuchy. Te oczekiwania pozostaną niespełnione. „Młodzi” – karmieni chlebem niemocy – również są bezsilni. Młodzi z końca XIX wieku w istocie nie różnią się od starych. O ile w tekście Tetmajera znajdujemy zacytowane poglądy starszej generacji, o tyle w wierszu Mickiewicza pokoleniu „starych” nie został oddany głos. Jest ono charakteryzowane tylko przez młodych, do których adresowana jest wypowiedź młodego romantyka. W niezwykle ekspresywnych słowach zarzucił on pokoleniu klasyków oświeceniowych konserwatyzm, marazm, skostnienie. Bierność poprzedniej generacji utrwala stary, niedobry porządek w świecie. Rzeczywistość ta skazana jest na rozkład, obumieranie. Nadszedł czas młodych, których zapał, bezinteresowność, zaangażowanie pozwoli zmienić świat. Oba wiersze w różny sposób pokazują odwieczny konflikt pokoleń: Mickiewicz nadał swojemu wierszowi kształt dynamicznego manifestu, Tetmajer – formę żalu i skargi. Postawa przedstawiciela romantyków jest aktywna i pełna optymizmu i wiary w skuteczność działania, natomiast reprezentant młodych z końca wieku jest bierny, pesymistyczny i przekonany o własnej bezsilności. Przed pokoleniem początku XIX wieku jest piękna przyszłość, pokolenie schyłku wieku jest w swoim mniemaniu stracone. WYPRACOWANIE na temat nr 2 Twórca powieści realistycznej dysponował rozmaitymi sposobami kreowania postaci literackiej. Przede wszystkim do głosu dopuszczał wszechwiedzącego narratora, który prezentował nie tylko bohatera, ale także stosunek autora do stworzonej postaci. Często postać literacka charakteryzowana była poprzez działanie, wypowiedzi innych bohaterów oraz wypowiedzi własne. Typowe dla powieści realistycznej było opisywanie wnętrz, w którym bohater przebywał i czuł się dobrze. Charakter przestrzeni odzwierciedlał potrzeby, obyczaje, przyzwyczajenia bohatera. Wykorzystanie mowy pozornie zależnej pozwalało przeniknąć serce i umysł postaci. W kreowaniu bohatera literackiego Prus wykorzystuje także marzenie senne. Zabieg ten nie był nowością w literaturze. Od czasów Biblii sen był stanem, w którym człowiek otrzymywał od sił nadprzyrodzonych informacje o sobie i swojej przyszłości (np. bohaterowie Starego i Nowego Testamentu, Więzień z III cz. „Dziadów”). W powieści Prusa marzenie senne dotyczy spraw, o których myślimy w ciągu dnia i które są źródłem udręki i niejasnych przeżyć, a ponadto przekazują pewną informację o człowieku. Bohaterka powieści Bolesława Prusa – arystokratka Izabela Łęcka śni sen, który odzwierciedla jej niepokoje po pierwszym spotkaniu z kupcem Stanisławem Wokulskim. Pierwszy akapit podkreśla osamotnienie i wyobcowanie panny Izabeli. Świat, w którym o wartości człowieka decydują arystokratyczne tytuły, zapomniał o niej – „znowu siedzi sama w swoim gabinecie”. Za oknem zapada zmrok, nadchodzi pora dnia, która skłania do refleksji nad sobą i swoim losem. Narrator (usytuowany poza światem przedstawionym) w formie mowy pozornie zależnej odtwarza nastrój chwili i opisuje stany emocjonalne bohaterki. Ma o niej nieograniczoną wiedzę – zna jej myśli i uczucia, wkrada się nawet do jej snu. Młoda kobieta uświadamia sobie dramatyzm położenia. Pan Tomasz zadłuża się u swego lokaja, wygrywa pieniądze w karty od kupców, a panna Izabela jest zmuszona sprzedać posagowy serwis. Cóż za upokarzająca sytuacja dla dumnej arystokratki! (wykrzyknienie: „Cóż za straszne położenie!”). Jej los zależy od lokajów i kupców. Nie miałaby za złe ojcu, gdyby uprawiał hazard dla sportu i przyjemności. Panowie przecież „wygrywają tysiące”. Ale ona wie i bardzo nad tym boleje, że ojciec w tak poniżający sposób „zarabia” pieniądze na utrzymanie domu, „to już nawet nie upadek, to hańba”. Nachodzą ją czarne myśli, czarne jak zapadający za oknem zmierzch. Jest sama, więc może zrzucić maskę konwenansu, „wypaść” z roli i zajrzeć w głąb swojej udręczonej duszy (upada na szezlong, zasłania oczy obiema rękami – w towarzystwie nie mogłaby się tak zachować; musi stwarzać pozory, by nikt się nie domyślił, że majątek Łęckich znajduje się na granicy bankructwa). Narastający niepokój bohaterki o los swój i ojca oddają niedopowiedzenia zakończone wielokropkiem, wykrzyknienia, pytania retoryczne i słowa o silnym zabarwieniu emocjonalnym („straszne”, „upadła na szezlong”, „błagać go”). Gdy wymawia nazwisko Wokulskiego, mówi szeptem, jakby bała się własnych myśli, które wypowiedziane głośno mogłyby sprowadzić nieszczęście. Ten człowiek ją intryguje, ale i przeraża. Gdy zobaczyła go po raz pierwszy, ukazał się jej „pod rozmaitymi postaciami” (filantrop, powiernik ojca, przyjaciel domu, partner do gry w pikietę. Oszust to czy uczciwy człowiek?) Była zaskoczona tym, że Wokulski ma do czynienia z jej ciotką i ojcem. Ale jeszcze nie umie sobie wytłumaczyć, co ją w tym człowieku niepokoi. Tymczasem w gabinecie jest już ciemno. Uliczne latarnie rzucają cień na ściany i firanki, układają się w złowróżbny znak krzyża. Ten obraz wywołuje w pannie Izabeli niejasne skojarzenia i wspomnienia. Jawa miesza się ze snem, a oniryczna rzeczywistość, w którą wchodzi Izabela, zaczyna się rządzić swoimi prawami. Sen ujawnia jej nie do końca uświadomione lęki. Podróż powozem „na krawędzi pierścienia” symbolizuje upokarzające położenie panny, przywiązanie do klasowych przesądów, niemożność wyjścia poza konwenans i stereotypy myślowe arystokracji. Pierścień to tajemniczy krąg, z którego panna Izabela nie może i nie chce się wyrwać. Bohaterka należy do hermetycznego świata ludzi uprzywilejowanych, którzy sądzą, że z tytułu pochodzenia przysługuje im lepszy los, a zwykli ludzie istnieją tylko po to, by im służyć (opozycja: pierścień – jezioro). W takim świecie czuje się bezpiecznie, „jedzie przez jakąś znaną miejscowość”. Czas i przestrzeń zostały zestawione na zasadzie kontrastu. Czas podlega ruchowi (upływa) – promienie słoneczne przesuwają się do tyłu po „lakierowanym skrzydle powozu”, przestrzeń pozostaje nieruchoma – powóz „ani zbliża się do niczego, ani od niczego nie oddala”. Ten obraz oddaje pozorny ruch w przestrzeni (słychać turkot, pojazd „jedzie w dół, a tak jakby stał w miejscu”) i zapowiada zgubę, czyli społeczną degradację rodu Łęckich (jazda po krawędzi pierścienia, jazda na dół). Rozdrażniona „utajonym ruchem powozu” i obojętnością ojca zadaje sobie pytanie: „czy my jedziemy, czy stoimy?” Zastosowana forma liczby mnogiej pozwala przypuszczać, że obraz odnosi się nie tylko do położenia ojca i córki, ale i arystokracji. Pozorny ruch pojazdu symbolizuje stagnację, marazm i konserwatyzm grupy społecznej, która nie umie przystosować się do nowej rzeczywistości (nadchodzi czas ludzi pracy i czynu), która kurczowo trzyma się krawędzi pierścienia. Opis zachowania pana Tomasza jest tego potwierdzeniem. Nie odpowiada na pytanie córki, ogląda sobie paznokcie i od czasu do czasu zerka na okolicę, co można interpretować jako egoizm, niezaangażowanie się, zamknięcie w świecie własnych potrzeb. W środku pierścienia znajduje się jezioro „czarnych dymów i białych par”, skąd dochodzą odgłosy furkoczących maszyn. W sen panny Izabeli wkracza świat rzeczywisty. Śpi ona niespokojnie, jeszcze jakiś czas pozostaje na granicy tego, co świadome i podświadome. Potem senne majaki pochłoną ją całkowicie. Istnienia jeziora bardziej się domyśla niż je widzi (widać je jakby). Ona należy do świata „zieloności”. Obydwa światy, zestawione na zasadzie kontrastu, mają symboliczną wymowę. We śnie arystokratki zieloność gór i lasów można odczytać jako izolowanie się od prawdziwej rzeczywistości, trwanie w świecie fałszywych ideałów. Jezioro to obrazowy ekwiwalent prawdziwego życia, które toczy się gdzieś tam, „na dole”, gdzie zło miesza się z dobrem, piekło z niebem (symbolika kolorów: czerń – biel), gdzie wre codzienna praca (turkot machin) i toczy się walka o przetrwanie. I właśnie z tej rzeczywistości wyłania się człowiek – potwór. To Wokulski – wszak o nim myślała po zapadnięciu zmroku. Zapamiętała jego czerwone ręce przy pierwszym spotkaniu. Opis galanteryjnego kupca jest bardzo plastyczny i sugestywny. Wszystkie elementy tego obrazu ujawniają myśli i lęki Izabeli. Wyłonił się nagle z podziemi (niskie pochodzenie), ma krótko ostrzyżone włosy, opaloną twarz i czerwone ręce (symbol prostactwa i niskiego pochodzenia). Nosi zasmoloną koszulę z zawiniętymi do łokci rękawami (człowiek pracy i czynu), ma posturę gladiatora (symbol siły). Ona boi się takich ludzi, oni są ulepieni z innej gliny. Wokulski gra z panem Tomaszem w karty. Z wachlarza kart (symbol potencjalnych możliwości podsuniętych przez los) wyciąga jedną, by rzucić ją na przednie siedzenie powozu. Wszystko stawia na tę kartę (symbol poświęcenia się jednej idei – idei miłości do kobiety). Ten senny majak budzi lęk i przerażenie Izabeli. „To straszny człowiek” mówi do ojca. „Straszny człowiek” znika w oparach dymu, ale w pamięci panny utrwalają się dwa niepokojące obrazy: obnażona ręka z kartą i „szczególny” wzrok jej prześladowcy. Wyliczenia w formie pytań retorycznych uporządkowanych anaforycznie, rozpoczynające się od partykuł: „czy”, „może” urzeczywistniają rozpaczliwe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o znaczenie sennych omamów. Symboliczny język snu przemawia bowiem do człowieka wieloznacznymi obrazami. Konstatacja Izabeli oparta na zasadzie antytezy (może to – nie to) oddaje nawarstwiające się w niej przerażenie i poczucie osaczenia. Ona już wie, że Wokulskiemu nie chodzi o pana Tomasza i ciotkę („człowiek pogrążony w dymie wciąż patrzy jej w oczy i karty nie rzuca”). Już ich omotał i podporządkował sobie, żeby nie powiedzieć „kupił”, zdobył ich zaufanie („nawet tacy nie robią nic złego kobietom.”). Odkrywa prawdę („Więc może... Ach!). Stawką w tej grze jest ONA! Młoda kobieta troszcząca się o los i honor ojca jest zawiedziona jego postawą; jego biernością i zgodą na plany Wokulskiego. Sen tłumaczy jej intuicyjną niechęć do Wokulskiego. Odkrywa, że to wytrawny gracz, zdobywca, człowiek majętny i wpływowy, który nie spocznie dopóty, dopóki nie osaczy jej ze wszystkich stron. Izabela stawia się w roli ofiary uciekającej przed myśliwym – zrywa się z szezlonga, wybiega do przedpokoju. Prosi pannę Florentynę o wniesienie lampy do jej gabinetu. Światło przepędza czarne myśli i wyznacza granicę między snem i jawą. Izabela wraca do bezpiecznego świata. Lęki spycha do podświadomości (śmieje się: „tak mi się coś majaczyło”). Sen Izabeli wiele powiedział o bohaterce. Z jednej strony ujawnił jej marzycielskie usposobienie, z drugiej pokazał, że nie jest naiwną panną, która nie rozumie ekonomicznej sytuacji rodziny. Sen potwierdził jej wrażliwość, honor i niemożność oderwania się od myślenia kategoriami swojej klasy. Ponadto odkrył przed czytelnikiem motywy postępowania Łęckiej w relacjach z Wokulskim, ujawnił skrywaną niechęć i odrazę („zasmolona koszula”, „czerwone ręce”) do człowieka „nie jej gatunku”. Odsłonił jej charakter (nieco neurotyczne usposobienie), wydobył nieuświadomione lęki i niepokoje. Pełni sen wreszcie funkcję proroctwa – zapowiada „zjeżdżanie w dół” – z Kwirynału do sklepu. Obawy panny Izabeli są uzasadnione, intuicyjnie przeczuwa, że nie będzie umiała obronić się przed człowiekiem takim jak Wokulski.
Wymagania podstawy programowej
Analizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij, sobie paznokcie i od czasu do czasu zerka na okolicę, co można interpretować

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 17

maj 2007podstawowy50 pkt
Temat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens męczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów Adama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy. Adam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty) ŻEGOTA6 Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą; A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą? Milczycie, – wytłumaczcież, co się tutaj dzieje, O co nas oskarżono, jaki powód sprawy? TOMASZ7 Powód – że Nowosilcow przybył tu z Warszawy. Znasz zapewne charakter pana Senatora. [...] pomimo największych starań i zabiegów Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić; Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić, I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów. Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić, Musi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować I nowych wiele ofiar carowi poświęcić. 6 Żegota – Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był w najbliższym otoczeniu Mickiewicza. 7 Tomasz Zan – współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy i zesłanie do Orenburga. 8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych. ŻEGOTA Lecz my się uniewinnim – TOMASZ Bronić się daremnie – I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie; Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony, Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony; On gwałtem chce nas karać – nie unikniem kary. […] ŻEGOTA Wy długo tu siedzicie? FREJEND9 Skądże datę wiedzieć? Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze; To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [...] ADOLF10 Jan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście, Ale milczy i smutny; – i jak widać z miny, Nie ma ochoty gadać: KILKU Z WIĘŹNIÓW No, Janie! Nowiny? JAN SOBOLEWSKI ponuro Niedobre – dziś – na Sybir – kibitek dwadzieście Wywieźli. […] Wszystkich, – do jednego. Sam widziałem. […] Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci Z golonymi głowami; – na nogach okuci. Biedne chłopcy! – najmłodszy, dziesięć lat, nieboże, Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może; I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […] Wywiedli Janczewskiego; – poznałem, oszpetniał, Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […] On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy, Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. A wtem zacięto konia – kibitka runęła – On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył, I trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. – Wpadli w tłum; – ale długo ta ręka ku niebu, Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu, Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna, Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna, Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […] 9 Frejend Antoni – filomata, zginął w powstaniu listopadowym. 10 Adolf Januszkiewicz – student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir. 11 Jan Sobolewski – filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r. w Archangielsku. Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku, I zostaną w mej myśli, – i w drodze żywota Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […] Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim Kibitki; – ich wsadzano jednego po drugim. Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie, Po wojsku, – wszystkie twarze pobladły jak trupie; A w takim tłumie taka była cichość głucha, Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […] Wywiedli ostatniego; – zdało się, że się wzbraniał, Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał, Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi Szczebel stąpił, stoczył się jak długi; To Wasilewski, [...] Nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał, Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [...] Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [...] Kibitka w tłum wjechała; – nim bicz tłumy przegnał, Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili. Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską, I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata, Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną, Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną. Długie milczenie JÓZEF12 Czytałem ja o wojnach; – w dawnych, dzikich czasach, Piszą, że tak okropne wojny prowadzono, Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach I że z drzewami na pniu zasiewy palono. Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi, On nawet ziarna zboża zabiera i dławi; Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…] ŻEGOTA Józef nam coś o ziarnkach mówił, – na te mowy Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć. Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie, Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu; Pan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie. JEDEN Z WIĘŹNIÓW Jaki Antoni? 12 Józef Kowalewski – filomata, zesłany do Kazania. 13 Antoni Gorecki (1787–1863) – autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże. ŻEGOTA Znacie bajkę Goreckiego? A raczej prawdę? KILKU Jaką? Powiedz nam, kolego. ŻEGOTA Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu, Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu; I rozkazał aniołom zboże przysposobić I rozsypać ziarnami po drodze człowieka. Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka I odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić. Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze: „Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta, Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta; Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.” Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem, Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; – Dumny i rad, że Boże zamiary przeniknął, Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął. Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie, Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie. O wy! co tylko na świat idziecie północą, Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą; Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie, Myśli Boga oszukać – oszuka sam siebie. [1832] Adam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984 Temat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ wzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość utworów. Stefan Żeromski Przedwiośnie Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [...] To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne, złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był osobą – ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy! Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą niedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak na złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał. Słyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama wtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę białego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt i patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i – patrząc tak na niego – o nim marzyć!... Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij i zawalidroga! Co mu się też śni – co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła? Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [...] A patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: "Któż to jest, na Boga! ten chłopiec? Oto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny – kruszyna cielesna, byt zależny jedynie od niej – cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka lub noga... Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach, w jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się kończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje i złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna miłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego. Gdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał! Ale on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy". Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984 Zofia Nałkowska Granica Elżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która nie pielęgnowała jej nigdy w chorobie. Och, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła jeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką na dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się, a teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka – bez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była tylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe! Nie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko męczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu – i także te ręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi. Ale nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu – lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego kurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan – nie były dla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz przyjść któryś z jej mężczyzn. Nie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna pochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był nie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci. Dlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra? Zofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – symbolika ziarna i męczeństwo młodzieży: 1. Odtwórz sytuację filomatów: bezpodstawne oskarżenia, śledztwo Nowosilcowa, więzienie i groźbę zesłania służą carskiej polityce terroru. 2. Porównaj postawy studentów: odpowiedzialność Tomasza za innych, solidarność grupy, lęk nowo przybyłego Żegoty i próby podtrzymywania nadziei. 3. Wyjaśnij bajkę o ziarnie zakopanym przez diabła, które nie ginie, lecz wyrasta i przynosi plon; wskaż chrześcijański oraz narodowy sens symbolu. 4. Zakończ wnioskiem, że cierpienie niewinnych ma ujawnić moralną klęskę prześladowców i stać się początkiem przyszłego odrodzenia wspólnoty. Temat 2 – dwie kreacje matek: 1. Ustal kontrast między Jadwigą Barykową z Przedwiośnia a matką Elżbiety z Granicy: ofiarna opieka zostaje zestawiona z emocjonalną nieobecnością. 2. U Żeromskiego przeanalizuj osamotnienie matki w Baku, ciężar nowych obowiązków, bezwarunkową troskę o Cezarego i jego początkową niewdzięczność. 3. U Nałkowskiej pokaż piękno, skupienie na własnym życiu i mężczyznach oraz perspektywę Elżbiety, która widzi w matce raczej obcą kobietę niż opiekunkę. 4. Porównaj wpływ relacji na dzieci; zakończ wnioskiem, że macierzyństwo definiują obecność i odpowiedzialność, nie sam biologiczny związek.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens męczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów Adama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy. Adam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty) ŻEGOTA6 Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą; A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą? Milczycie, – wytłumaczcież, co się tutaj dzieje, O co nas oskarżono, jaki powód sprawy? TOMASZ7 Powód – że Nowosilcow przybył tu z Warszawy. Znasz zapewne charakter pana Senatora. [...] pomimo największych starań i zabiegów Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić; Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić, I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów. Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić, Musi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować I nowych wiele ofiar carowi poświęcić. ŻEGOTA Lecz my się uniewinnim – TOMASZ Bronić się daremnie – I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie; Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony, Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony; On gwałtem chce nas karać – nie unikniem kary. […] ŻEGOTA Wy długo tu siedzicie? FREJEND9 Skądże datę wiedzieć? Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze; To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [...] ADOLF10 Jan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście, 6 Żegota – Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był w najbliższym otoczeniu Mickiewicza. 7 Tomasz Zan – współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy i zesłanie do Orenburga. 8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych. 9 Frejend Antoni – filomata, zginął w powstaniu listopadowym. 10 Adolf Januszkiewicz – student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir. Ale milczy i smutny; – i jak widać z miny, Nie ma ochoty gadać: KILKU Z WIĘŹNIÓW No, Janie! Nowiny? JAN SOBOLEWSKI ponuro Niedobre – dziś – na Sybir – kibitek dwadzieście Wywieźli. […] Wszystkich, – do jednego. Sam widziałem. […] Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci Z golonymi głowami; – na nogach okuci. Biedne chłopcy! – najmłodszy, dziesięć lat, nieboże, Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może; I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […] Wywiedli Janczewskiego; – poznałem, oszpetniał, Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […] On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy, Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. A wtem zacięto konia – kibitka runęła – On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył, I trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. – Wpadli w tłum; – ale długo ta ręka ku niebu, Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu, Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna, Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna, Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […] Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku, I zostaną w mej myśli, – i w drodze żywota Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […] Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim Kibitki; – ich wsadzano jednego po drugim. Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie, Po wojsku, – wszystkie twarze pobladły jak trupie; A w takim tłumie taka była cichość głucha, Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […] Wywiedli ostatniego; – zdało się, że się wzbraniał, Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał, Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi Szczebel stąpił, stoczył się jak długi; To Wasilewski, [...] Nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał, Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [...] Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [...] Kibitka w tłum wjechała; – nim bicz tłumy przegnał, 11 Jan Sobolewski – filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r. w Archangielsku. Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili. Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską, I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata, Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną, Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną. Długie milczenie JÓZEF12 Czytałem ja o wojnach; – w dawnych, dzikich czasach, Piszą, że tak okropne wojny prowadzono, Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach I że z drzewami na pniu zasiewy palono. Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi, On nawet ziarna zboża zabiera i dławi; Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…] ŻEGOTA Józef nam coś o ziarnkach mówił, – na te mowy Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć. Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie, Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu; Pan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie. JEDEN Z WIĘŹNIÓW Jaki Antoni? ŻEGOTA Znacie bajkę Goreckiego? A raczej prawdę? KILKU Jaką? Powiedz nam, kolego. ŻEGOTA Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu, Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu; I rozkazał aniołom zboże przysposobić I rozsypać ziarnami po drodze człowieka. Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka I odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić. Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze: „Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta, Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta; Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.” Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem, Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; – Dumny i rad, że Boże zamiary przeniknął, 12 Józef Kowalewski – filomata, zesłany do Kazania. 13 Antoni Gorecki (1787–1863) – autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże. Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął. Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie, Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie. O wy! co tylko na świat idziecie północą, Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą; Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie, Myśli Boga oszukać – oszuka sam siebie. [1832] Adam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984 WYPRACOWANIE na temat nr 1 III część „Dziadów” napisał Adam Mickiewicz w Dreźnie, w którym zatrzymał się wraz z powstańcami listopadowymi uchodzącymi na emigrację po klęsce powstania listopadowego. Dramat zadedykował swoim przyjaciołom, którzy (tak jak on sam) byli prześladowani za miłość do Ojczyzny. To oni są bohaterami powyższej sceny dramatu, tzw. więziennej. Studenci z Litwy, filomaci i filareci zostali osadzeni w celach klasztoru przekształconego na więzienie. Jakich dopuścili się przestępstw? Nie uczynili nic złego. Chcieli się uczyć, pracować. Byli patriotami. Ale to właśnie okazało się niebezpieczne dla caratu reprezentowanego przez bezwzględnego Nowosilcowa, który, jak mówi Tomasz Zan, aby odzyskać utraconą łaskę cara „musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnować/ I nowych wiele ofiar carowi poświęcić”. Przyjechał więc na Litwę, aby prześladować Polaków. Działania jego są przerażające. Studentom porwanym z domów i aresztowanym nie zostaną przedstawione zarzuty, nie dowiedzą się, jak długo będą uwięzieni, nie będą znać przebiegu i efektów śledztwa w swojej sprawie ani uczestniczyć w wytoczonym im procesie. Młodzi, niewinnie oskarżani studenci są traktowani jak najgroźniejsi przestępcy. Niektórzy z nich, np. Żegota, wierzą w uczciwość prawa i mają nadzieję, że udowodnią swą niewinność. Ale ci, którzy w celi spędzili więcej czasu, wiedzą, że obrona na nic się nie zda, bo nikt nie będzie chciał słuchać studentów. Cień nadziei na uwolnienie rozwiewa Sobolewski, który opowiada o tym, co widział, gdy prowadzono go na przesłuchanie. Z bólem mówi o swoim koledze Janczewskim, znajdującym się w grupie młodych ludzi wywożonych kibitkami na Syberię. Janczewski, który „sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał”, nie ugiął się, nie uznał władzy cara. Odważnie i godnie manifestuje swój patriotyzm. [„zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,/I trzykroć krzyknął: „jeszcze Polska nie zginęła”.] Tak pożegnał się z przerażonym tłumem ludzi zebranym przed kościołem, który musiał minąć ciąg kibitek wywożących polskie dzieci na Sybir. W kościele właśnie odprawiana była msza święta. Sobolewski, widząc „rękę kapłańską ... podnoszącą ciało i krew Pańską”, porównuje męczeństwo młodzieży polskiej z męczeństwem Chrystusa i tym samym objaśnia sens martyrologii młodych skazańców. Młodzi Polacy są tak samo niewinni jak Chrystus. Tak jak poprzez ból na krzyżu Jezus miał odkupić ludzkość, tak cierpiący Polacy mają przyczynić się do zmartwychwstania zniewolonych narodów. Uwięzieni studenci są świadomi swojej ofiary. Wiedzą też, jakie będą efekty działań cara, któremu sam szatan podpowiada metody niszczenia narodu polskiego. Wyjaśnia to Mickiewicz, cytując bajkę Goreckiego o diable i ziarnie. Sens ogólny bajki wskazuje na klęskę zła. Car jest porównany do szatana, który chciał pokrzyżować plany Boga opiekującego się człowiekiem wypędzonym z Raju. Szatan podejmuje działania, które obrócą się przeciwko niemu. Zamiast zaplanowanego przez niego dzieła zniszczenia, mamy do czynienia z odrodzeniem się życia. Kiełkujące, wschodzące, rosnące, zakwitające i wydające plon ziarno symbolizuje odrodzenie. Tak jak zło w konfrontacji z dobrem może odnieść tylko chwilowe zwycięstwo, tak car na krótko może czuć się „zwycięzcą nad dziatwą”. Niewinna ofiara młodych Polaków jest według przekonanego o mesjanistycznej historiozofii Mickiewicza wpisana w Boży plan zbawienia świata. Naród polski został przez Boga wybrany po to, by być Mesjaszem zniewolonych narodów. Tak objaśniając męczeństwo swoich rodaków, Mickiewicz nie tylko leczy ich dusze zbolałe po klęsce powstania listopadowego, ale także nadaje sens cierpieniu, daje nadzieję i siłę do przetrwania. Temat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ wzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość utworów. Stefan Żeromski Przedwiośnie Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [...] To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne, złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był osobą – ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną. Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy! Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą niedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak na złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał. Słyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama wtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę białego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt i patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i – patrząc tak na niego – o nim marzyć!... Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij i zawalidroga! Co mu się też śni – co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła? Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [...] A patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: "Któż to jest, na Boga! ten chłopiec? Oto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny – kruszyna cielesna, byt zależny jedynie od niej – cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka lub noga... Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach, w jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się kończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje i złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna miłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego. Gdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał! Ale on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy". Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984 Zofia Nałkowska Granica Elżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która nie pielęgnowała jej nigdy w chorobie. Och, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła jeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką na dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się, a teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka – bez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była tylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe! Nie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko męczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu – i także te ręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi. Ale nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu – lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego kurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan – nie były dla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz przyjść któryś z jej mężczyzn. Nie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna pochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był nie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci. Dlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra? Zofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984 WYPRACOWANIE na temat nr 2 Ani w „Przedwiośniu”, ani w „Granicy” matki nie są postaciami głównymi. Ich kreacje służą przede wszystkim charakteryzowaniu dorosłych już dzieci, objaśnianiu ich decyzji i relacji z ludźmi. Powyższe fragmenty pokazują bardzo różne, wręcz kontrastowe portrety matek. W obydwu fragmentach narracja poprowadzona jest z punktu widzenia bohaterek (z wykorzystaniem mowy pozornie zależnej), z tą różnicą, że w pierwszym fragmencie mamy perspektywę matki myślącej o jedynym dziecku, w drugim natomiast – dorosłej jedynaczki wspominającej spotkanie z matką. Na kreację tak różnych portretów musiała mieć wpływ biografia obojga twórców: Żeromski bardzo wcześnie stracił matkę i tęsknił za nią długo, Nałkowska natomiast miała bardzo dobry kontakt tylko z ojcem. Jadwiga Barykowa, bohaterka „Przedwiośnia”, była Polką zamieszkałą w Rosji, do której wyjechała wraz z mężem poszukującym pracy i kariery urzędniczej. Nieznająca języka i obyczajów w rosyjskim mieście czuła się obco. Wszystko w nim było dla niej nowe i groźne, wszystkiego się bała. Ponadto była kobietą niepewną swego miejsca w świecie i dlatego całkowicie uzależnioną od męża. Samotność i lęk przed życiem zaczęły jej doskwierać szczególnie wtedy, gdy Seweryn Baryka wyjechał na wojnę, a ona została w Baku tylko z synem. Teraz musiała przejąć obowiązki głowy rodziny, być aktywną, organizować życie własne i syna. Dotychczas żyjąca w cieniu męża i podporządkowana jego woli, z trudnością odnajdywała się w nowej rzeczywistości. Osamotniona, i zagubiona, martwiła się o swojego jedynaka, którego przyszło jej wychowywać w niespokojnych i groźnych czasach rewolucji. Kochała go nad życie i drżała z lęku, gdy tylko znikał jej z oczu. Z synem czuła więź szczególną, zrozumiałą dla matek pielęgnujących swoje małe dzieci i obserwujących, jak rosną, dojrzewają, stają się samodzielne. [Żeromski tak pięknie, tak poetycko o tym pisze: „Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew.”] Bolało ją to, że dojrzewanie dziecka zbiegło się z działaniami rewolucjonistów, którzy mieli ogromny wpływ na jej syna. Pod wpływem komunistów chłopiec stawał się „obcy i złowieszczy”. Cierpiała, że nie może znaleźć z nim porozumienia, że syn ją odtrąca. Wielka, wszystko wybaczająca, cierpliwa miłość, którą Cezary był otoczony, wydała plon. Cezary, zbuntowany, egoistyczny, często impertynencki wobec matki i nieczuły, z czasem zaczął patrzeć na matkę tak, jak ona patrzyła na niego, czyli z troską i niepokojem. Zauważył, że jego matka wygląda na dużo więcej lat niż ma. Dostrzegł, że schudła i jest coraz słabsza. To spowodowało, że poświęcał jej więcej czasu i wreszcie nie tylko z uwagą słuchał, co mówiła, ale zastanawiał się na jej sądami o nowej rzeczywistości. Docenił jej przenikliwość w opiniach, mądrość wynikającą z szacunku dla drugiego człowieka i jego dorobku. Boleśnie odczuł jej śmierć i zbezczeszczenie zwłok. Trudno było mu pogodzić się z jej brakiem. W drugim fragmencie („Granica”) postać matki jest inna. Przede wszystkim należy powiedzieć o tym, co głównie boli córkę, czyli brak matki podczas choroby. Dla niej jako dorosłej kobiety matka jest po prostu inną kobietą. Elżbieta postrzega matkę jako piękną, elegancką, zadbaną kobietę niecierpliwie oczekującą na mężczyznę, który nie nadchodzi. Córka dostrzega niepokój matki, wysiłek zmierzający do ukrycia irytacji i obaw związanych z nieobecnością owego mężczyzny. Pomiędzy nią i matką nie ma porozumienia i uczuć, jakie zwykle są między tak bliskimi sobie osobami. Bo pani Biecka – Niewieska wcale nie jest bliska Elżbiecie. Na pewno bliższa jej jest pani Kolichowska, ciotka, która ją wychowywała, gdy matka ją odtrąciła. I chociaż teraz Elżbieta więcej rozumie z zachowań i decyzji matki, to jednak ma żal, że nie była ukochaną jedynaczką, z troską i niepokojem pielęgnowaną w chorobie. Nawet gdy dostrzega pełen dobroci uśmiech matki, nie może stłumić w sobie przekonania, że jest niedobra. Jednak potrzebowała matki, szukała jej, pragnęła jej się zwierzyć z kłopotów związanych z przeszłością narzeczonego Zenona. Odwiedziny u matki nic nie zmieniły w ich stosunkach. Pani Biecka – Niewieska – zajęta przede wszystkim sobą – nie umiała i nie chciała zaangażować się w sprawy dorosłej córki. Tak jak w dzieciństwie nie otoczyła jej miłością, tak teraz nie jest zainteresowana jej życiem. Nieobdarzona matczyną miłością Elżbieta, nie potrafi kochać matki. Nadal są to zdystansowane wobec siebie kobiety, zajęte swoimi problemami. Pomimo tego Elżbieta w trudnej sytuacji życiowej nieświadomie powiela wzór matki i pozostawia swoje dziecko pod opieką rodziny, a sama wyjeżdża do Warszawy. Z porównania dwóch różnych portretów matek i ich relacji z dziećmi wynika, że to, co dziecko otrzyma w dzieciństwie od matki, determinuje jego przyszły los i postawy wobec ludzi. Cezary, nauczony miłości, będzie bardzo wrażliwy na krzywdę innych ludzi, Elżbieta wychowywana bez matczynej miłości będzie zdystansowana i pełna rezerwy wobec innych. Chociaż zdarzy się, że zareaguje na nieszczęście innych, będą to sytuacje sporadyczne, najczęściej w jakiś sposób związane z jej życiem. Wybierając teksty nieliterackie i literackie na egzamin maturalny, kierujemy się nie tylko kryteriami opublikowanymi w Informatorze maturalnym; zwracamy także uwagę na to, aby były to teksty, w których podjęte są tematy ważne dla młodego człowieka. Nie mniej ważnym kryterium są możliwości sprawdzenia umiejętności, którymi powinien się wykazać maturzysta. Przed podjęciem ostatecznej decyzji zasięgamy opinii nauczycieli akademickich z różnych uczelni. Oto fragmenty wypowiedzi profesorów o tekście Barbary Skargi O obywatelstwie. „Bardzo mądry, pięknie napisany tekst o ogromnych walorach wychowawczych i poznawczych. Klarowna kompozycja umożliwia skuteczne śledzenie argumentacji na rzecz dobitnie sformułowanej tezy. Umiarkowana erudycyjność nie przytłacza odbiorcy, lecz właśnie sprzyja utrzymaniu jego uwagi. Odniesienia do współczesności i potocznych doświadczeń są dla ucznia całkowicie zrozumiałe, a jednocześnie związane z odległą genezą demokracji, postawy obywatelskiej, wartości współuczestnictwa. Nadzwyczaj udana propozycja egzaminacyjna. W zestawie zadań widać równie trafną realizację zasady „czytania ze rozumieniem”: pytania kierują uwagę na idee i retorykę tekstu, analizują sposób argumentacji, wymuszają selekcję elementów kompozycyjnych i znaczeniowych tekstu; nie ma tu poleceń zbyt trudnych, ale i nadmiernie prostych.” „Tekst trafnie dobrany, przejrzysty, nie powinien sprawiać trudności maturzyście. Posiada walory nie tylko merytoryczne, lecz także stylowe. Dotyczy wartości podstawowych, powszechnie akceptowanych.” Znajdujące się w arkuszu egzaminacyjnym teksty literackie należą do kanonu lektur szkolnych.
Wymagania podstawy programowej
W zestawie zadań widać równie trafną realizację zasady „czytania ze rozumieniem”:

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 11

maj 2007rozszerzony40 pkt
Temat 1. Dwa obrazy prowincji. Porównaj sposoby ich kreacji w podanych fragmentach Pani Bovary Gustawa Flauberta i Republiki marzeń Brunona Schulza. Gustaw Flaubert Pani Bovary Yonville-Opactwo to spore osiedle nazwane tak od starego opactwa kapucynów, po którym zaginął nawet ślad ruin. Leży ono o osiem mil od Rouen, między drogą do Abbeville a drogą do Beauvais. Jesteśmy tu na pograniczu Normandii, Pikardii i Île-de-France, w kraju pozbawionym własnego oblicza, gdzie język nie ma żadnego akcentu, a pejzaż jest bez charakteru. Do 1835 roku nie było żadnej znośnej drogi do Yonville. Ale w tym okresie przeprowadzono drogę komunalną, która połączyła gościńce wiodące do Abbeville i do Amiens. Korzystają z niej czasem dyliżanse jadące z Rouen do Flandrii. Ale mimo tych nowych możliwości Yonville pozostało osiedlem martwym. Zamiast podnieść uprawę roli, mieszkańcy jego upierają się przy pastwiskach, mimo że są one zupełnie bezwartościowe, i leniwe miasteczko odsuwając się od pól ciąży ku rzece. U stóp pagórka, za mostem, aleja wysadzana młodą osiczyną prowadzi wprost do pierwszych domków miasteczka. Domki te, ogrodzone żywopłotem, otaczają rozmaitego rodzaju zabudowania gospodarskie, tłoczarnie, wozownie, destylarnie. Na otynkowanych ścianach, po których przebiegają ukośnie sczerniałe belki, rozpięta bywa czasem mizerna grusza, a drzwi wejściowe mają u dołu małą obrotową furteczkę dla ochrony przed kurczętami, które przychodzą na próg dziobać okruszyny czarnego chleba. Podwórza stają się jednak coraz węższe, domy zbliżają się do siebie, znikają żywopłoty. Mija się kuźnię, a potem domek kołodzieja. Same hale, to znaczy szopa, pokryta dachówką i wsparta na dwudziestu słupach, zajmują prawie połowę głównego placu Yonville. Merostwo w stylu greckiej świątyni, zbudowane według rysunku architekta z Paryża, tworzy narożnik sąsiadujący z domem aptekarza. [...] Poza tym nie ma już w Yonville nic do zobaczenia. Ulica (jedyna zresztą), długa na odległość wystrzału, przy której stoi kilka sklepików, urywa się nagle na zakręcie. [...] Od czasu wydarzeń, o których tu opowiemy, nic się w istocie nie zmieniło w Yonville. Na szczycie dzwonnicy obraca się blaszana, trójkolorowa chorągiewka, a nad sklepem galanteryjnym powiewają dwie perkalowe wstęgi. Embriony aptekarza, podobne do białej hubki, psują się coraz bardziej w zmętniałym spirytusie, a nad wielką bramą wjazdową oberży wypłowiały od deszczu, stary złoty lew ukazuje przechodniom fryzowaną jak u pudla grzywę. 1857 (Gustaw Flaubert, Pani Bovary, przeł. Aniela Micińska, Warszawa 1976) Bruno Schulz Republika marzeń Tam gdzie mapa kraju staje się już bardzo południowa, płowa od słońca, pociemniała i spalona od pogód lata, jak gruszka dojrzała – tam leży ona, jak kot w słońcu – ta wybrana kraina, ta prowincja osobliwa, to miasto jedyne na świecie. Daremnie mówić o tym profanom! Daremnie tłumaczyć, że tym długim falistym językiem ziemi, którym dyszy ten kraj w skwarze lata, tym kanikularnym7 przylądkiem ku Południowi, tą odnogą wsuniętą samotnie między smagłe węgierskie winnice – oddziela się ten partykularz8 od zespołu krainy i idzie samopas, w pojedynkę, nie wypróbowaną drogą, próbuje na własną rękę być światem. Miasto to i kraina zamknęły się w samowystarczalny mikrokosmos, zainstalowały się na własne ryzyko na samym brzegu wieczności. Ogródki przedmiejskie stoją jakby na krawędzi świata i patrzą poprzez parkany w nieskończoność anonimowej równiny. Tuż za rogatkami mapa kraju staje się bezimienna i kosmiczna, jak Kanaan9. Nad tym skrawkiem ziemi wąskim i straconym otworzyło się raz jeszcze niebo głębsze i rozleglejsze niż gdzie indziej, niebo ogromne jak kopuła, wielopiętrowe i chłonące, pełne niedokończonych fresków i improwizacyj, lecących draperyj i gwałtownych wniebowstąpień. Jak to wyrazić? Gdy inne miasta rozwinęły się w ekonomikę, wyrosły w cyfry statystyczne, w liczebność – miasto nasze zstąpiło w esencjonalność. Tu nie dzieje się nic na darmo, nic nie zdarza się bez głębokiego sensu i bez premedytacji. Tu zdarzenia nie są efemerycznym fantomem na powierzchni, tu mają one korzenie w głąb rzeczy i sięgają istoty. [...] Teraz na przykład podwórza toną w pokrzywach i chwastach, szopy i komórki krzywe i omszone zapadają po pachy w ogromne łopuchy spiętrzone aż po okapy gontowych dachów. Miasto stoi pod znakiem zielska, dzikiej, żarliwej, fanatycznej wegetacji, wystrzelającej tanią i lichą zieleniną, trującą, zjadliwą i pasożytniczą. To zielsko pali się zażegnięte słońcem, tchawki liści dyszą płonącym chlorofilem – armie pokrzyw, wybujałe i żarłoczne, pożerają kultury kwiatowe, wdzierają się do ogrodów, zarastają przez noc tylne nie dozorowane ściany domów i stodół, plenią się w rowach przydrożnych. [...] W te dni cóż robić, dokąd uciec od żaru, od ciężkiego snu, który wali się zmorą na piersi w gorącej godzinie południa? W te dni, bywało, matka wynajmowała powóz i wyjeżdżaliśmy wszyscy stłoczeni w jego czarnym pudle za miasto [...]. W tych dniach dalekich powzięliśmy po raz pierwszy z kolegami ową myśl niemożliwą i absurdalną, ażeby powędrować jeszcze dalej poza zdrojowisko, w kraj już niczyj i boży, w pogranicze sporne i neutralne, gdzie gubiły się rubieże państw, a róża wiatrów wirowała błędnie pod niebem wysokim i spiętrzonym. Tam chcieliśmy się oszańcować, uniezależnić od dorosłych, wyjść poza obręb ich sfery, proklamować republikę 7 kanikuła (łac.) – u starożytnych Rzymian pora roku, w której Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Psa (od 22 czerwca do 23 sierpnia); okres największych upałów 8 partykularz (łac.) – miejscowość lub kraina odcięta od świata, zapadły kąt 9 Kanaan – biblijna kraina, w której mieszkał Jakub i jego ród młodych. [...] Miało to być życie pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień. [...] Miała to być forteca opanowująca okolicę – na wpół twierdza, na wpół teatr, na wpół laboratorium wizyjne. Cała natura miała być wprzęgnięta w jego orbitę. Jak u Szekspira, teatr ten wybiegał w naturę, niczym nie odgraniczony, wrastający w rzeczywistość, biorący w siebie impulsy i natchnienie z wszystkich żywiołów, falujący z wielkimi przypływami i odpływami naturalnych obiegów. Tu miał być punkt węzłowy wszystkich procesów przebiegających wielkie ciało natury, tu miały wchodzić i wychodzić wszystkie wątki i fabuły, jakie majaczyły się w jej wielkiej i mglistej duszy. Chcieliśmy, jak Don Kichot, wpuścić w nasze życie koryto wszystkich historyj i romansów, otworzyć jego granice dla wszystkich intryg, zawikłań i perypetyj, jakie zawiązują się w wielkiej atmosferze przelicytowującej się w fantastycznościach [...] – jesteśmy wszak wszyscy z natury marzycielami, braćmi spod znaku kielni, jesteśmy z natury budowniczymi... (Bruno Schulz, Opowiadania. Wybór esejów i listów, BN 1998) Temat 2. Obraz małej ojczyzny w początkowym fragmencie poematu Tomasza Różyckiego10 Dwanaście stacji. Jaką rolę odgrywają w tym tekście nawiązania do Pana Tadeusza? Tomasz Różycki Dwanaście stacji Był marzec, bardzo ciemny i bardzo szalony, taki, jakie bywają często w tej części Europy nad Odrą, w przedwcześnie poszarzałym mieście, które nazywało się Opole, po niemiecku Oppeln. To miasto, choroba moja! Prątek czarnej żółci, smutny tumor11 Rozrastający się w duszy – jakże cię nienawidzę, miasto! Zostawić cię, wyjechać, opuścić na zawsze! Namolny koszmarze, potworze bez duszy, bez twarzy zarazku! Zgiń, przepadnij, zły duchu, smogu marnych życzeń, porzuconych planów, marzeń, przekleństwo każdego ranka, przepadnij na wieki! Ach, miasto – to miasto, wszelkich mych uniesień świadek i mych zgryzot! Miasto-Bohater, odznaczone po trzykroć Śląskim Orderem Błyskotliwości i dwakroć Medalem Miasta Stu Banków i Jednej Księgarni! Miasto o Wapiennym Licu, położone w Kotlinie Siedmiu Cementowni, gdzieś na granicy pomiędzy Durnym oraz Polnym Śląskiem, na Śląsku zwanym czasami Podolskim, z uwagi na dużą liczbę ekspatriantów12, nad zaczarowaną, gęstą rzeką o barwie sinobrunatnej, z pięknym rtęciowym poblaskiem w te dni pogodne, nad spienioną rzeką, po której pływały fantastyczne mazutowe figury, a detergentowe piany opatulały przęsła mostów i oblepiały idących górą na spacer przechodniów; nad niezgłębioną rzeką, zamieszkaną przez rzeczne potwory, wodniki, rybole i zmutowane karpie. Miasto rodzinne, otoczone przez doskonale urządzone lasy z zasadzonymi równym szeregiem drzewami, salutującymi 10 Tomasz Różycki (ur. 1970) – współczesny poeta i tłumacz; w 2004 r. otrzymał Nagrodę Kościelskich za Dwanaście stacji 11 tumor – nowotwór, guz 12 ekspatriant – człowiek, który przymusowo lub dobrowolnie opuścił ojczyznę już z dala pędzącym trasą przelotową autokarom; miasto okalane przez lasy papierkowe, naturalne ubikacje setek wędrowców, miasto porosłe wapiennym kołnierzem, zasypane popiołem, z pięknymi archaicznie spękanymi blokowiskami piętrzącymi horyzont, ze staropolską hurtownią z falistej blachy, ze śmiejącym się zgiełkiem plansz, reklam, szyldów, słupów, kabli, ze swoim niewymuszonym błotem, ze swym krwiobiegiem autobusów, taksówek, ciężarówek, przesłonięte ołowiową mgłą, pod spalinową tęczą co dzień wstające, żywe, żywe miasto. Ach, jakże chciałbym ci powiedzieć: „Żegnaj!”. Właśnie w tym mieście, we wschodniej dzielnicy, nieopodal torów kolejowych i trzech barów piwnych, pośród kałuż i wielkich błotnych zagonów, stała kamienica, do której dostęp był od trzech ulic trzema bramami, a przy nich stróżowały gromady pijaków i miejscowych meneli. […] Tam to właśnie, klucząc pośród kałuż, szedł nasz Bohater, nie tak już młody jak niegdyś, ale jeszcze chyży. Wszedł zatem przez otwarte na oścież drzwi klatki schodowej i potem dalej, prosto do mieszkania na parterze. Najpierw zapukał, tak, zapukał i odczekał chwilę, ale nie słysząc żadnej odpowiedzi, nacisnął klamkę. […] Nasz Bohater chodził po mieszkaniu z westchnieniem żałosnym, wciąż się rozglądając po różnych kątach i różnych pokojach za panią domu. Ach, jakże wiele się łączyło wspomnień z tymi ścianami, tego nie uniesie pióro żadnego literata ni jego komputer tego nie zrozumie! Oto słynny prastary fotel wielogarbny, na którym usiąść było niewidzianą sztuką i który zrzucał zaraz niebacznych intruzów niby nieokiełznany wielbłąd – tak sprężyny w nim pracowały […]. Oto i szuflada, w której chowane były najróżniejsze sprzęty, papiery, klucze, młotek i obcążki, drewniane linijki, gumki od słoików, zakrętki, ołówki oraz niepojęte w istocie, przeznaczeniu oraz pochodzeniu części czegoś większego. […] Oto na półkach postawione Ciężkie księgi, które zawierały wszelkie tajemnice istnienia i życia, w ciemnych, zdobionych bogato oprawach, zapisane szyfrem, sekretnym pismem zwanym też gotykiem. […] W drugim tomie księgi retuszowane zdjęcia, opatrzone w dole kabalistycznym pismem, prezentowały niezwykle okazałych przedstawicieli rasy białej, aryjskiej, w najczystszym swym nordyckim wydaniu, o włosach w kolorze słomy, oczach niebieskich albo bez koloru, z płcią swą przysłoniętą listkiem figowym jakby od niechcenia, prężących się w pozycjach greckich herosów z pierwszej olimpiady. Kobiety przy tym występowały jako boginie z odsłoniętym biustem. Gimnastyczne pozycje, przybrane z powagą, podkreślaną niezwykle dramatycznym wyrazem twarzy i groźnym spojrzeniem, zdawały się więc być całkiem niemożliwe do przyjęcia przez zwykłych śmiertelnych. Był tam groźny rozkrok, był bieg dostojny, poważny; było bohaterskie napinanie łuku oraz rzut oszczepem, dyskiem, pchnięcie kulą; było sześć rodzajów morderczych przyklęków; był w końcu mniej przystojny karkołomny przysiad, któremu tragizmu jednak przydawała straszna mina herosa wyznająca grozę. Z tejże księgi, pozostawionej w mieszkaniu przez wcześniejszych jego lokatorów, państwa Petersów, przedstawicieli narodu germańskiego Rzeszy Niemieckiej w wersji Tysiącletniej, nasz skromny Bohater uczył się życia i szacunku dla jego objawów. Stąd też w nim się wzięła później wyjawiona trwoga wobec gwałtownych wysiłków cielesnych, które wymagały przynajmniej boskiej postaci i nieludzkiej odwagi, jak uczyła księga, wobec czego wolał wybrać karierę intelektualną, nad wszystkie wysiłki przedkładając poruszanie gałkami w momencie czytania […]. Wreszcie wszedł do pokoju szczególniej znanego i przez to też jakby cichą mgłą owianego wspomnieniami z dzieciństwa. Tam, ciężko sapiąc, stanął tuż przy oknie, które wychodziło na mały ogródek, spoczynek dla oka. Zanim jednak zdążył obejrzeć jabłonkę, zobaczył na parapecie znajomą wystawę: w pudełkach z tworzyw sztucznych, plastikowych miskach i w wypełnionych ziemią głębokich doniczkach rosły małe trawki, nad wyraz ostrożnie kierując się ku światłu. I tak w pojemniku po margarynie wyśmienitej do smarowania rosły niepowstrzymanie olbrzymie pomidory, już prawie gotowe do zmiany miejsca zamieszkania, w kubku po jogurcie selery, pory i dalej boćwinka w pudełku po śledziu i słonych rolmopsach, potem kwiatki: tulipan, który się rozwinął i inne, mało znane, ale już dojrzałe, oczekujące na przesadzenie w inne okolice. Ta wiosna, ten widok na roślinny mikrokosmos nagle napotkany we wnętrzu pokoju zupełnie już z naszego wędrowca zdjął zmęczenie i przywrócił przyrodzoną mu wesołość oraz optymizm, co się objawiały szczerymi wybuchami wilgotnego śmiechu. Tak też i teraz pewnie by się mogło zdarzyć, gdyby nasz Bohater nagle nie zobaczył wreszcie pani domu, Babci, która właśnie z ganku wracała do kuchni, niosąc pustą rynkę – tak tu nazywano garnki oraz rondle – z której zrzuciła na schody resztki pozostałe z obiadu, kartofle i stary gulasz dla kotów przybiegłych na znajomy odgłos ze wszystkich okolicznych piwnic. Nastąpiło witanie, niezwykle radosne […]. Tomasz Różycki, Dwanaście stacji, Kraków 2004
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – dwa obrazy prowincji: 1. Ustal kontrast między Yonville z Pani Bovary Gustawa Flauberta a przestrzenią Republiki marzeń Brunona Schulza: realistyczna martwota zostaje zestawiona z kreacyjną potęgą wyobraźni. 2. U Flauberta przeanalizuj precyzję topograficzną, wyliczenia, ironię narratora, brak własnego oblicza i społeczną stagnację miasteczka. 3. U Schulza pokaż metaforyzację, mityzowanie codzienności, rozrost obrazów i projekt wspólnoty tworzonej przez marzenie. 4. Porównaj narrację, język, nastrój i stosunek do prowincji; zakończ wnioskiem o przestrzeni ograniczającej człowieka albo otwieranej przez sztukę. Temat 2 – mała ojczyzna w Dwunastu stacjach: 1. Opisz ambiwalentny obraz Opola: miejsce własne i bliskie zostaje nazwane chorobą, przekleństwem, ale też bohaterem osobistej opowieści. 2. Przeanalizuj hiperbole, groteskowe tytuły miasta, mieszaninę patosu z potocznością oraz nagromadzenie lokalnych konkretów. 3. Wskaż nawiązania do inwokacji Pana Tadeusza: apostroficzną formę, temat utraconej ojczyzny i podniosły wzorzec przywołany w przewrotnym, współczesnym wariancie. 4. Zakończ wnioskiem, że dialog z Mickiewiczem pozwala jednocześnie ośmieszyć idealizację i nadać prywatnej, nieheroicznej przestrzeni rangę literackiej ojczyzny.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Dwa obrazy prowincji. Porównaj sposoby ich kreacji w podanych fragmentach Pani Bovary Gustawa Flauberta i Republiki marzeń Brunona Schulza. Gustaw Flaubert Pani Bovary Yonville-Opactwo to spore osiedle nazwane tak od starego opactwa kapucynów, po którym zaginął nawet ślad ruin. Leży ono o osiem mil od Rouen, między drogą do Abbeville a drogą do Beauvais. Jesteśmy tu na pograniczu Normandii, Pikardii i Île-de-France, w kraju pozbawionym własnego oblicza, gdzie język nie ma żadnego akcentu, a pejzaż jest bez charakteru. Do 1835 roku nie było żadnej znośnej drogi do Yonville. Ale w tym okresie przeprowadzono drogę komunalną, która połączyła gościńce wiodące do Abbeville i do Amiens. Korzystają z niej czasem dyliżanse jadące z Rouen do Flandrii. Ale mimo tych nowych możliwości Yonville pozostało osiedlem martwym. Zamiast podnieść uprawę roli, mieszkańcy jego upierają się przy pastwiskach, mimo że są one zupełnie bezwartościowe, i leniwe miasteczko odsuwając się od pól ciąży ku rzece. U stóp pagórka, za mostem, aleja wysadzana młodą osiczyną prowadzi wprost do pierwszych domków miasteczka. Domki te, ogrodzone żywopłotem, otaczają rozmaitego rodzaju zabudowania gospodarskie, tłoczarnie, wozownie, destylarnie. Na otynkowanych ścianach, po których przebiegają ukośnie sczerniałe belki, rozpięta bywa czasem mizerna grusza, a drzwi wejściowe mają u dołu małą obrotową furteczkę dla ochrony przed kurczętami, które przychodzą na próg dziobać okruszyny czarnego chleba. Podwórza stają się jednak coraz węższe, domy zbliżają się do siebie, znikają żywopłoty. Mija się kuźnię, a potem domek kołodzieja. Same hale, to znaczy szopa, pokryta dachówką i wsparta na dwudziestu słupach, zajmują prawie połowę głównego placu Yonville. Merostwo w stylu greckiej świątyni, zbudowane według rysunku architekta z Paryża, tworzy narożnik sąsiadujący z domem aptekarza. [...] Poza tym nie ma już w Yonville nic do zobaczenia. Ulica (jedyna zresztą), długa na odległość wystrzału, przy której stoi kilka sklepików, urywa się nagle na zakręcie. [...] Od czasu wydarzeń, o których tu opowiemy, nic się w istocie nie zmieniło w Yonville. Na szczycie dzwonnicy obraca się blaszana, trójkolorowa chorągiewka, a nad sklepem galanteryjnym powiewają dwie perkalowe wstęgi. Embriony aptekarza, podobne do białej hubki, psują się coraz bardziej w zmętniałym spirytusie, a nad wielką bramą wjazdową oberży wypłowiały od deszczu, stary złoty lew ukazuje przechodniom fryzowaną jak u pudla grzywę. 1857 (Gustaw Flaubert, Pani Bovary, przeł. Aniela Micińska, Warszawa 1976) Bruno Schulz Republika marzeń Tam gdzie mapa kraju staje się już bardzo południowa, płowa od słońca, pociemniała i spalona od pogód lata, jak gruszka dojrzała – tam leży ona, jak kot w słońcu – ta wybrana kraina, ta prowincja osobliwa, to miasto jedyne na świecie. Daremnie mówić o tym profanom! Daremnie tłumaczyć, że tym długim falistym językiem ziemi, którym dyszy ten kraj w skwarze lata, tym kanikularnym7 przylądkiem ku Południowi, tą odnogą wsuniętą samotnie między smagłe węgierskie winnice – oddziela się ten partykularz8 od zespołu krainy i idzie samopas, w pojedynkę, nie wypróbowaną drogą, próbuje na własną rękę być światem. Miasto to i kraina zamknęły się w samowystarczalny mikrokosmos, zainstalowały się na własne ryzyko na samym brzegu wieczności. Ogródki przedmiejskie stoją jakby na krawędzi świata i patrzą poprzez parkany w nieskończoność anonimowej równiny. Tuż za rogatkami mapa kraju staje się bezimienna i kosmiczna, jak Kanaan9. Nad tym skrawkiem ziemi wąskim i straconym otworzyło się raz jeszcze niebo głębsze i rozleglejsze niż gdzie indziej, niebo ogromne jak kopuła, wielopiętrowe i chłonące, pełne niedokończonych fresków i improwizacyj, lecących draperyj i gwałtownych wniebowstąpień. Jak to wyrazić? Gdy inne miasta rozwinęły się w ekonomikę, wyrosły w cyfry statystyczne, w liczebność – miasto nasze zstąpiło w esencjonalność. Tu nie dzieje się nic na darmo, nic nie zdarza się bez głębokiego sensu i bez premedytacji. Tu zdarzenia nie są efemerycznym fantomem na powierzchni, tu mają one korzenie w głąb rzeczy i sięgają istoty. [...] Teraz na przykład podwórza toną w pokrzywach i chwastach, szopy i komórki krzywe i omszone zapadają po pachy w ogromne łopuchy spiętrzone aż po okapy gontowych dachów. Miasto stoi pod znakiem zielska, dzikiej, żarliwej, fanatycznej wegetacji, wystrzelającej tanią i lichą zieleniną, trującą, zjadliwą i pasożytniczą. To zielsko pali się zażegnięte słońcem, tchawki liści dyszą płonącym chlorofilem – armie pokrzyw, wybujałe i żarłoczne, pożerają kultury kwiatowe, wdzierają się do ogrodów, zarastają przez noc tylne nie dozorowane ściany domów i stodół, plenią się w rowach przydrożnych. [...] W te dni cóż robić, dokąd uciec od żaru, od ciężkiego snu, który wali się zmorą na piersi w gorącej godzinie południa? W te dni, bywało, matka wynajmowała powóz i wyjeżdżaliśmy wszyscy stłoczeni w jego czarnym pudle za miasto [...]. W tych dniach dalekich powzięliśmy po raz pierwszy z kolegami ową myśl niemożliwą i absurdalną, ażeby powędrować jeszcze dalej poza zdrojowisko, w kraj już niczyj i boży, w pogranicze sporne i neutralne, gdzie gubiły się rubieże państw, a róża wiatrów wirowała błędnie pod niebem wysokim i spiętrzonym. Tam chcieliśmy się oszańcować, uniezależnić od dorosłych, wyjść poza obręb ich sfery, proklamować republikę młodych. [...] Miało to być życie pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień. [...] Miała to być forteca opanowująca okolicę – na wpół twierdza, na wpół teatr, na wpół laboratorium wizyjne. Cała natura miała być wprzęgnięta w jego orbitę. Jak u Szekspira, teatr ten wybiegał w naturę, niczym nie odgraniczony, wrastający w rzeczywistość, biorący w siebie impulsy i natchnienie z wszystkich żywiołów, falujący z wielkimi przypływami i odpływami naturalnych obiegów. Tu miał być punkt węzłowy wszystkich procesów przebiegających wielkie ciało natury, tu miały wchodzić i wychodzić wszystkie wątki i fabuły, jakie majaczyły się w jej wielkiej i mglistej duszy. Chcieliśmy, jak Don Kichot, wpuścić w nasze życie koryto wszystkich historyj i romansów, otworzyć jego granice dla wszystkich intryg, zawikłań i perypetyj, jakie zawiązują się w wielkiej atmosferze przelicytowującej się w fantastycznościach [...] – jesteśmy wszak wszyscy z natury marzycielami, braćmi spod znaku kielni, jesteśmy z natury budowniczymi... (Bruno Schulz, Opowiadania. Wybór esejów i listów, BN 1998) 7 kanikuła (łac.) – u starożytnych Rzymian pora roku, w której Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Psa (od 22 czerwca do 23 sierpnia); okres największych upałów 8 partykularz (łac.) – miejscowość lub kraina odcięta od świata, zapadły kąt 9 Kanaan – biblijna kraina, w której mieszkał Jakub i jego ród WYPRACOWANIE na temat nr 1 Prowincja to miejsce oddalone od centrum kulturalnego, politycznego, gospodarczego. Ale nie każdy mieszkaniec prowincji jest prowincjuszem, który wstydzi się swojego miejsca zamieszkania, zakładając, że przydaje mu ono kompleksu niższości. Tymczasem prowincjonalność to nie jest określenie miejsca, to cecha sposobu myślenia i stosunku do świata. Prowincjuszem się pozostaje nawet w kulturalnym centrum świata, natomiast człowiek twórczy w oddaleniu od centrum dostrzega szansę poznawania świata i jego współtworzenia. Takie rozumienie prowincji ilustrują fragmenty utworów autorstwa Flauberta i Schulza. Obrazy prowincji w obu utworach są różne. W opisie Yonville dominuje słownictwo nacechowane negatywnie – przejmuje nuda, bezsens, stagnacja. U Schutza jest zgoła inaczej; owa prowincja to „wybrana kraina”, wszechświat, sakralizowany i osadzony w kulturze kosmos. Skąd taka różnica? Wynika ona i z konwencji artystycznej zastosowanej przez autorów, i z kreacji narratora. „Pani Bovary” to utwór realistyczny, prekursorski wobec naturalizmu. Ukazuje świat brzydki, którego składniki są „bez akcentu” i „bez charakteru”, bezwartościowe, mizerne. Mieszkańcy o mentalności prowincjuszy są bierni i nie chcą nic zmieniać. Wszystko się psuje, rozpada – belki są sczerniałe, drzewa mizerne, podwórza ciasne. Życie tu się snuje, a Yonville jest osiedlem martwym. Jedyny godny obejrzenia obiekt to merostwo „w stylu greckiej świątyni”. Stoi on w rażącym kontraście z otoczeniem, ale nic dziwnego, bo projekt pochodzi z wielkiego świata, z Paryża. Miejscowa twórczość nawet lwa sprowadza do roli pudla. Tak bowiem wygląda ozdoba bramy wjazdowej oberży. W „Republice marzeń” jest inaczej. Ten mały prowincjonalny świat mikrokosmosu staje się w mityzowanym utworze Schulza kosmosem – to brzeg wieczności, to sens, premedytacja, korzenie w głąb rzeczy; istota. Świat ten jest sakralizowany, porównany z Kanaan, biblijną krainą „mlekiem i miodem płynącą”, a niebo nad nim jest jak kopuła, „pełne niedokończonych fresków”. Domki w „Pani Bovary” przytłoczone są różnymi zabudowaniami gospodarczymi; mizerna grusza ledwie się przez nie przebija, podwórza są coraz węższe. Przestrzeń jest niemal pozbawiona natury, zatrzaśnięta, klaustrofobiczna. Schulz natomiast kreuje świat ogródków otwierający się w anonimową równinę – otwartą przestrzeń. Podwórza toną w wybujałej zieleni. W opisie natury stosuje pisarz typowe dla siebie animizacje, mówiąc, jak „tchawki liści dyszą”, personifikowane „armie pokrzyw pożerają kultury kwiatowe”, a wszystko pleni się, wybuchając swoją gwałtownością. Wszak zielenina jest trująca, zjadliwa i pasożytnicza, ale jak zwycięska w swym istnieniu. Typowo poetycka metaforyka obrazu również uwzniośla ten sposób opisywania świata – nietypowy dla prozy. Ulica w „Pani Bovary” – jedyna zresztą – urywa się nagle i to, co dalej poza nią, nie jest już ważne. W „Republice marzeń” wprost przeciwnie – wyjeżdżanie za miasto otwiera to, co najważniejsze. Tam wyruszali mieszkańcy – ”w kraj już niczyj i boży”. I tu dochodzimy do rzeczy istotnej dla owego porównania, czyli kreacji narratora. Narrator w powieści Flauberta mówi o sobie w liczbie mnogiej – „od czasu wydarzeń, o których tu opowiemy...”. Nie uczestniczy w tych zdarzeniach, relacjonuje je – wnikliwie i szczegółowo, choć niezupełnie bezstronnie. Posługując się słownictwem nacechowanym negatywnie, akcentuje wady miasteczka, jego zaniedbanie, nijakość. U Schulza narratorem jest mieszkaniec owej prowincji, który wraz z kolegami wyjeżdża za miasto, a właściwie do republiki marzeń, w której wszyscy oni są „marzycielami, braćmi spod znaku zieleni, z natury budowniczymi”. Oni wszyscy jak Demiurg, boski budowniczy świata, są artystami i jak artyści tworzą świat wyobraźni. Aby nie było wątpliwości, Schulz stosuje wyraźną opozycję między światem filistrów – miast ekonomii, cyfr statystycznych a światem jego bohatera wzbijającym się ponad rzeczywistość, którego nie rozumieją profani. Wyobraźnia młodych ludzi jest imaginacją, nierzeczywistością, literaturą. To wizja rodem z Szekspira, któremu udało się odtworzyć naturę w teatrze. Bohater – narrator zestawia siebie i swych kolegów z Don Kichotem. Chłopcy, tak jak wielki marzyciel z La Manchy, chcieli wejść w fantastyczność wszelkich historii, romansów, intryg i perypetii i stworzyć te światy w sobie. Tam – za miastem – miał powstać świat młodych w opozycji do dorosłych – „pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień”. Schulz używa określenia: „chcieliśmy się oszańcować”, co niewątpliwie pokazuje, jak silną trzeba stworzyć granicę między tymi ekonomiczno-filisterskimi dorosłymi a młodymi artystami. Ta granica widzenia w gruncie rzeczy istnieje. Nawet forteca, twierdza – miejsce pozornie zamknięte (jak Yonville w utworze Flauberta) nie musi być ograniczeniem, a wręcz przeciwnie, może otworzyć świat w nieskończoność i metafizyczność. Prowincja u Schulza to axis mundi przeszyty osią łączącą sacrum z profanum. Jak mizernie wygląda na jej tle ciasny i duszny, płaski i nudny światek Yonville. Dwa opisy prowincji i dwa różne światy. Świat prowincjuszy, którzy nie lubią swojego miejsca, naśladują wielkie miasto z mizernym efektem, którym nie chce się nic zmienić wokół siebie i świat ludzi twórczych, kreujących rzeczywistość według swoich marzeń. Oba przedstawione w różnych konwencjach artystycznych – realistycznej i kreacyjnej. Pokazują, że w gruncie rzeczy nie ma prowincji w świecie (w sensie geograficznym), prowincja może być tylko w człowieku. To jego energia, sposób postrzegania świata, moce twórcze, chęć życia stanowią o wszystkim, co się dookoła niego dzieje. Temat 2. Obraz małej ojczyzny w początkowym fragmencie poematu Tomasza Różyckiego10 Dwanaście stacji. Jaką rolę odgrywają w tym tekście nawiązania do Pana Tadeusza? Tomasz Różycki Dwanaście stacji Był marzec, bardzo ciemny i bardzo szalony, taki, jakie bywają często w tej części Europy nad Odrą, w przedwcześnie poszarzałym mieście, które nazywało się Opole, po niemiecku Oppeln. To miasto, choroba moja! Prątek czarnej żółci, smutny tumor11 Rozrastający się w duszy – jakże cię nienawidzę, miasto! Zostawić cię, wyjechać, opuścić na zawsze! Namolny koszmarze, potworze bez duszy, bez twarzy zarazku! Zgiń, przepadnij, zły duchu, smogu marnych życzeń, porzuconych planów, marzeń, przekleństwo każdego ranka, przepadnij na wieki! Ach, miasto – to miasto, wszelkich mych uniesień świadek i mych zgryzot! Miasto-Bohater, odznaczone po trzykroć Śląskim Orderem Błyskotliwości i dwakroć Medalem Miasta Stu Banków i Jednej Księgarni! Miasto o Wapiennym Licu, położone w Kotlinie Siedmiu Cementowni, gdzieś na granicy pomiędzy Durnym oraz Polnym Śląskiem, na Śląsku zwanym czasami Podolskim, z uwagi na dużą liczbę ekspatriantów12, nad zaczarowaną, gęstą rzeką o barwie sinobrunatnej, z pięknym rtęciowym poblaskiem w te dni pogodne, nad spienioną rzeką, po której pływały fantastyczne mazutowe figury, a detergentowe piany opatulały przęsła mostów i oblepiały idących górą na spacer przechodniów; nad niezgłębioną rzeką, zamieszkaną przez rzeczne potwory, wodniki, rybole i zmutowane karpie. Miasto rodzinne, otoczone przez doskonale urządzone lasy z zasadzonymi równym szeregiem drzewami, salutującymi już z dala pędzącym trasą przelotową autokarom; miasto okalane przez lasy papierkowe, naturalne ubikacje setek wędrowców, miasto porosłe wapiennym kołnierzem, zasypane popiołem, z pięknymi archaicznie spękanymi blokowiskami piętrzącymi horyzont, ze staropolską hurtownią z falistej blachy, ze śmiejącym się zgiełkiem plansz, reklam, szyldów, słupów, kabli, ze swoim niewymuszonym błotem, ze swym krwiobiegiem autobusów, taksówek, ciężarówek, przesłonięte ołowiową mgłą, pod spalinową tęczą co dzień wstające, żywe, żywe miasto. Ach, jakże chciałbym ci powiedzieć: „Żegnaj!”. Właśnie w tym mieście, we wschodniej dzielnicy, nieopodal torów kolejowych i trzech barów piwnych, pośród kałuż i wielkich błotnych zagonów, stała kamienica, 10 Tomasz Różycki (ur. 1970) – współczesny poeta i tłumacz; w 2004 r. otrzymał Nagrodę Kościelskich za Dwanaście stacji 11 tumor – nowotwór, guz 12 ekspatriant – człowiek, który przymusowo lub dobrowolnie opuścił ojczyznę do której dostęp był od trzech ulic trzema bramami, a przy nich stróżowały gromady pijaków i miejscowych meneli. […] Tam to właśnie, klucząc pośród kałuż, szedł nasz Bohater, nie tak już młody jak niegdyś, ale jeszcze chyży. Wszedł zatem przez otwarte na oścież drzwi klatki schodowej i potem dalej, prosto do mieszkania na parterze. Najpierw zapukał, tak, zapukał i odczekał chwilę, ale nie słysząc żadnej odpowiedzi, nacisnął klamkę. […] Nasz Bohater chodził po mieszkaniu z westchnieniem żałosnym, wciąż się rozglądając po różnych kątach i różnych pokojach za panią domu. Ach, jakże wiele się łączyło wspomnień z tymi ścianami, tego nie uniesie pióro żadnego literata ni jego komputer tego nie zrozumie! Oto słynny prastary fotel wielogarbny, na którym usiąść było niewidzianą sztuką i który zrzucał zaraz niebacznych intruzów niby nieokiełznany wielbłąd – tak sprężyny w nim pracowały […]. Oto i szuflada, w której chowane były najróżniejsze sprzęty, papiery, klucze, młotek i obcążki, drewniane linijki, gumki od słoików, zakrętki, ołówki oraz niepojęte w istocie, przeznaczeniu oraz pochodzeniu części czegoś większego. […] Oto na półkach postawione Ciężkie księgi, które zawierały wszelkie tajemnice istnienia i życia, w ciemnych, zdobionych bogato oprawach, zapisane szyfrem, sekretnym pismem zwanym też gotykiem. […] W drugim tomie księgi retuszowane zdjęcia, opatrzone w dole kabalistycznym pismem, prezentowały niezwykle okazałych przedstawicieli rasy białej, aryjskiej, w najczystszym swym nordyckim wydaniu, o włosach w kolorze słomy, oczach niebieskich albo bez koloru, z płcią swą przysłoniętą listkiem figowym jakby od niechcenia, prężących się w pozycjach greckich herosów z pierwszej olimpiady. Kobiety przy tym występowały jako boginie z odsłoniętym biustem. Gimnastyczne pozycje, przybrane z powagą, podkreślaną niezwykle dramatycznym wyrazem twarzy i groźnym spojrzeniem, zdawały się więc być całkiem niemożliwe do przyjęcia przez zwykłych śmiertelnych. Był tam groźny rozkrok, był bieg dostojny, poważny; było bohaterskie napinanie łuku oraz rzut oszczepem, dyskiem, pchnięcie kulą; było sześć rodzajów morderczych przyklęków; był w końcu mniej przystojny karkołomny przysiad, któremu tragizmu jednak przydawała straszna mina herosa wyznająca grozę. Z tejże księgi, pozostawionej w mieszkaniu przez wcześniejszych jego lokatorów, państwa Petersów, przedstawicieli narodu germańskiego Rzeszy Niemieckiej w wersji Tysiącletniej, nasz skromny Bohater uczył się życia i szacunku dla jego objawów. Stąd też w nim się wzięła później wyjawiona trwoga wobec gwałtownych wysiłków cielesnych, które wymagały przynajmniej boskiej postaci i nieludzkiej odwagi, jak uczyła księga, wobec czego wolał wybrać karierę intelektualną, nad wszystkie wysiłki przedkładając poruszanie gałkami w momencie czytania […]. Wreszcie wszedł do pokoju szczególniej znanego i przez to też jakby cichą mgłą owianego wspomnieniami z dzieciństwa. Tam, ciężko sapiąc, stanął tuż przy oknie, które wychodziło na mały ogródek, spoczynek dla oka. Zanim jednak zdążył obejrzeć jabłonkę, zobaczył na parapecie znajomą wystawę: w pudełkach z tworzyw sztucznych, plastikowych miskach i w wypełnionych ziemią głębokich doniczkach rosły małe trawki, nad wyraz ostrożnie kierując się ku światłu. I tak w pojemniku po margarynie wyśmienitej do smarowania rosły niepowstrzymanie olbrzymie pomidory, już prawie gotowe do zmiany miejsca zamieszkania, w kubku po jogurcie selery, pory i dalej boćwinka w pudełku po śledziu i słonych rolmopsach, potem kwiatki: tulipan, który się rozwinął i inne, mało znane, ale już dojrzałe, oczekujące na przesadzenie w inne okolice. Ta wiosna, ten widok na roślinny mikrokosmos nagle napotkany we wnętrzu pokoju zupełnie już z naszego wędrowca zdjął zmęczenie i przywrócił przyrodzoną mu wesołość oraz optymizm, co się objawiały szczerymi wybuchami wilgotnego śmiechu. Tak też i teraz pewnie by się mogło zdarzyć, gdyby nasz Bohater nagle nie zobaczył wreszcie pani domu, Babci, która właśnie z ganku wracała do kuchni, niosąc pustą rynkę – tak tu nazywano garnki oraz rondle – z której zrzuciła na schody resztki pozostałe z obiadu, kartofle i stary gulasz dla kotów przybiegłych na znajomy odgłos ze wszystkich okolicznych piwnic. Nastąpiło witanie, niezwykle radosne […]. Tomasz Różycki, Dwanaście stacji, Kraków 2004 WYPRACOWANIE na temat nr 2 Mała ojczyzna, czyli rodzinne strony, prywatna ojczyzna to motyw pojawiający się w literaturze polskiej już w poezji Jana Kochanowskiego. Był to Czarnolas. Do zapisanej w pamięci Litwy, krainy lat dziecinnych powracał w „Panu Tadeuszu” Adam Mickiewicz. Współcześnie czytamy o Lwowie w poezji Zagajewskiego, Wilnie w prozie Konwickiego, Gdańsku w twórczości Chwina albo razem z Rymkiewiczem oglądamy „Zachód słońca w Milanówku.” Obraz miejsca zakorzenienia w twórczości pisarzy wypędzonych ma tę szczególną cechę, że jest idealizowany i nasycony nostalgią. Powrót do gniazda rodzinnego jest zawsze wielkim przeżyciem, bo to jest także powrót do czasów dzieciństwa i młodości. Scena powrotu otwiera utwór Różyckiego. Jak ze szkoły do rodowego dworku w Soplicowie wracał Tadeusz Soplica, tak do opuszczonej pod przymusem przez Niemców kamienicy w Opolu, zamieszkałej następnie przez przesiedleńców z Podola, wraca bohater współczesnego poematu. Jak Bohater postrzega to miasto, jakich uczuć doznaje? Mówi on przede wszystkim o tym, co wstrętne i odrażające. Zamiast pięknych i wzniosłych słów: „Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie/ Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,/ Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie/ Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie...” mamy następujące „Jakże cię nienawidzę, miasto”. Powracający już nie najmłodszy człowiek doznaje bardzo silnych, negatywnych emocji, bo dostrzega przede wszystkim brzydotę miasta. W ostrym marcowym słońcu widać w rzece brudną wodę o barwie sinobrunatnej, „zamieszkanej przez rzeczne potwory, wodniki, rybole i zmutowane karpie”. Jest to miejsce zniszczone, posypane popiołem i upstrzone krzykliwymi reklamami, „przesłonięte ołowiową mgłą”. W Mieście Stu Banków i Jednej Księgarni bardziej dba się o finanse niż rozwój duchowy i intelektualny. Liczne epitety nacechowane emocjonalnie, synonimiczne ciągi określeń, peryfrastyczne przybliżenia są próbą nazwania tego miejsca. To choroba duszy, powracający koszmar, upiorne dziedzictwo, z którym zmaga się bohater monologu. Mała ojczyzna w poemacie Różyckiego nie przypomina ukochanego Soplicowa z „Pana Tadeusza”. W przeciwieństwie do uporządkowanego gospodarstwa Sędziego, jest to przestrzeń chaotyczna, brzydsza, mniejsza, nie „wśród pól”, ale „nieopodal torów kolejowych i trzech barów piwnych”, nie „nad brzegiem ruczaju”, ale „pośród kałuż” i nie do dworu szlacheckiego wraca bohater, ale „do mieszkania na parterze”. Jest to miejsce pełne ułomnych pamiątek po pierwszych i wypędzonych stąd mieszkańcach, wywołujących w bohaterze ambiwalentne uczucia. Nie ma nic z radości Tadeusza pociągającego „za sznurek,/ by stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”. Przez nikogo niedostrzeżony bohater chodził po mieszkaniu „z westchnieniem/ żałosnym”, szukając gospodyni. Posługując się przerzutnią Różycki akcentuje różne w stosunku do Tadeusza Soplicy uczucia, jakich doznaje współczesny bohater. Patrzy on nie na portrety narodowych bohaterów, zegar z kurantem z Mickiewiczowskiego eposu, ale na księgi, które kiedyś wprowadzały w „tajemnice istnienia i życia”, zdezelowane meble, zdjęcia nazistów. Tamte budziły pozytywne, aprobowane uczucia patriotyczne Tadeusza, podczas gdy te z poematu Różyckiego przypominają groźne, skompromitowane idee nacjonalizmu niemieckiego. Nawet piękny ogród i sad z księgi „Gospodarstwo” tu zostały zdegradowane do „małych trawek” „w pudełkach z tworzyw sztucznych” oraz rosnących „w kubku po jogurcie selerów, porów i dalej boćwinki/ w pudełku po śledziu i słonych rolmopsach”. Paradoksalnie to miejsce bliskie sercu, bo będące częścią duszy powracającego do rodzinnego domu dorosłego mężczyzny, przywróciło mu dobry nastrój i zdjęło z niego zmęczenie. Powrócił do korzeni i z radością przywitał Babcię. Nawiązania do „Pana Tadeusza” mają tu znaczenie kluczowe. Nie są tylko aluzją, która podkreśliłaby uznanie dla Mickiewicza i osadziła poemat w tradycji literackiej. Przede wszystkim zdeterminowały one sposób opisywania świata i posłużyły jego ocenie. Poprzez odwrócenie motywów zaczerpniętych z „Pana Tadeusza” (motyw powrotu do rodzinnego domu, rodzinnych pamiątek, ogrodu, karmienia zwierząt) Różycki uzyskał w poemacie ironiczny dystans i ostrość opisu. Mała ojczyzna w poemacie Różyckiego to przestrzeń zarazem brzydka i piękna, przeklęta i święta. To mikrokosmos pełen sprzeczności, sacrum i profanum jednocześnie. Ta ambiwalencja w ocenie świata może wskazywać na to, że dla młodego Europejczyka dziedzictwo, ale i wydziedziczenie – są bolesnymi problemami. Docieranie do korzeni zmusza do zapoznania się z historią i polityką XX wieku, wejrzenia w przykrą przeszłość przesiedleń, uchodźstwa i repatriacji. „Dwanaście stacji” Różyckiego może więc bardziej przypominać drogę krzyżową niż kolejne księgi „Pana Tadeusza” odkrywające piękno i niepowtarzalność Litwy. Wybierając teksty nieliterackie na egzamin maturalny, kierujemy się nie tylko kryteriami opublikowanymi w Informatorze maturalnym; zwracamy także uwagę na to, aby były to teksty, w których podjęte są tematy ważne dla młodego człowieka. Dbamy o to, aby wypracowanie maturalne pisane było w związku z tekstem o dużej wartości literackiej. Nie mniej ważnym kryterium są możliwości sprawdzenia umiejętności, którymi powinien się wykazać maturzysta. Przed podjęciem ostatecznej decyzji zasięgamy opinii nauczycieli akademickich z różnych uczelni. Oto fragmenty wypowiedzi profesorów: Dziennikarstwo – zawód czy wyzwanie? (fragment) „Znów tekst bardzo interesujący dla młodego odbiorcy, atrakcyjny także ze względu na humanistyczne wybory maturzystów piszących rozszerzoną maturę z języka polskiego, można bowiem przypuszczać, że część maturzystów podejmujących trud napisania matury z języka polskiego na poziomie rozszerzonym, będzie pracowała w szeroko pojętych mediach i dziennikarstwie. Zadania są tak sformułowane, że wymagają od maturzysty przetworzenia odebranych wiadomości, co na poziomie rozszerzonym wydaje się słuszne.” Temat 1. Dwa obrazy prowincji. Porównaj sposoby ich kreacji w podanych fragmentach Pani Bovary Gustawa Flauberta i Republiki marzeń Brunona Schulza. „Zadanie sprawdzające umiejętność odczytywania konwencji, która zapisana jest w formule „porównaj sposoby ich kreacji”. W związku z tym, że analogiczna formuła dotycząca porównania konwencji pojawiała się wcześniej w sylabusach (np. sposób kreacji ogrodu w „Panu Tadeuszu” i w tekście Brunona Schulza) należy sądzić, że temat powinien być zrozumiany. Model odpowiedzi jest klarowny.” „Trafne zestawienie tekstów o dwóch odmiennych poetykach. To daje możliwość popisu dobrze przygotowanemu maturzyście.” Temat 2. Obraz małej ojczyzny w początkowym fragmencie poematu Tomasza Różyckiego13 Dwanaście stacji. Jaką rolę odgrywają w tym tekście nawiązania do Pana Tadeusza? „Świetny przykład innowacyjnego traktowania kanonu lektur – aktualny, dobry utwór współczesny pozwala podjąć zarówno najważniejszy dla powojennej literatury motyw „małej ojczyzny”, jak i potwierdzić żywą (a niekiedy przecież kwestionowaną) obecność tradycji. Mickiewiczowskie odniesienia stosunkowo łatwo tu rozpoznać (można też inne), czytelna i wielofunkcyjna ironia nie unieważnia rangi arcydzieła, lecz wpisuje je w nowe konteksty. Realizacja tego tematu sprzyja weryfikacji różnorodnych umiejętności i kompetencji – od znajomości lektur po sprawność analityczną, daje też możliwość formułowania wniosków ogólniejszych na temat tradycji. Punktacja w rozwinięciu tematu celna.” „Zadanie świetnie sprawdza znajomość kanonicznego dzieła, jakim jest „Pan Tadeusz” oraz umiejętność wykorzystania tej wiedzy w interpretacji utworu współczesnego. Zasadne jest ograniczenie pola refleksji ucznia (zbadanie odniesień do „Pana Tadeusza”), ponieważ w utworze można odnaleźć nawiązania do innych dzieł.” 13 Tomasz Różycki (ur. 1970) – współczesny poeta i tłumacz; w 2004 r. otrzymał Nagrodę Kościelskich za Dwanaście stacji
Wymagania podstawy programowej
Takie rozumienie prowincji ilustrują fragmenty utworów autorstwa „Zadanie sprawdzające umiejętność odczytywania konwencji, która zapisana jest w formule Tadeusz” oraz umiejętność wykorzystania tej wiedzy w interpretacji utworu

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 15

styczeń 2006podstawowy50 pkt
Temat 1. Analizując dany fragment powieści, zwróć uwagę na prezentowane przez bohaterów racje. Wnioski z analizy wykorzystaj w pracy: Przedwiośnie jako powieść – dyskusja nad kształtem odrodzonej Polski. Trzeba jednak było iść na robotę, do Gajowca. Cezary miał nadzieję, że „starego" nie zastanie o tej porze w domu, więc można będzie spokojnie pracować, można będzie doprowadzić do ładu imaginację sflaczałą. Jak na złość, Gajowiec s t e r c z a ł w domu. Ujrzawszy go Baryka, zamiast pożądanego uspokojenia sflaczałej imaginacji, poczuł najpiekielniejszą zaciekłość. Ledwie się przywitał, rzekł z diabelską uciechą: — Wracam z zebrania komunistów. — Powinszować znajomości! [...] — Ja teraz od komunistów pobieram lekcje wiedzy o Polsce. — Uczył Piotr Marcina. — Nie! — zawołał Cezary. — Nie! Gdyby nie oni, byłbym ciemny jak tabaka w rogu. Pan także nie wiesz całej prawdy. — Od was się jej dowiem! — Tak! Moja matka umarła nie z biedy i nie z bicia, i nie z samych chorób, lecz z tęsknoty za Polską. Mój ojciec... Mój ojciec i moja matka! A wy, wielkorządcy, coście zrobili z tego utęsknienia umierających? Katownię! Biją! Biją na śmierć w więzieniach! Katują! Policjant uzbrojony w narzędzie tortur — to jedyna ostoja Polski! — Bluźnisz, młodzieńcze! — Nie bluźnię. Mówię prawdę. Jeślibym zaczął „bluźnić", to już do pana nie wrócę. [...] Pytam się, czemu nie dajecie ziemi ludziom bez ziemi? — Nie mamy pieniędzy na wykup. — Wykup! Nie stać was na złamanie magnaterii, która już raz pchnęła Polskę w niewolę. Nie ma w was duszy Ludwika XI, żeby złamać szlachecką przemoc i przemienić ten kraj w gminę ludzi pracowitych. Czemu gnębicie w imię Polski nie-Polaków? Czemu tu tyle nędzy? Czemu każdy załamek muru utkany jest żebrakami? Czemu tu dzieci zmiatają z ulic mokry pył węglowy, żeby się wśród tej okrutnej zimy troszeczkę ogrzać? — Czekaj! Zaraz! Za dużo na raz pytań! Po kolei! — Na wszystko pan znajdzie wytłumaczenie! Wiem! Ale ja nie chcę, nie chcę pańskich tłumaczeń. Ja chcę zaprzeczeń w czynie! — Dajemy co dzień, z wolna, w trudzie, mało — ale dajemy. — Ja teraz stawiam pytania! I pytam się: na co wy czekacie? Dał wam los w ręce ojczyznę wolną, państwo wolne, królestwo Jagiellonów! Dał wam ludy obce, ubogie, proste, ażebyście je na sercu tej Mocarki, tej Pani, tej Matki ogrzali i do serca jej przytulili. Stolicę wolności dał wam w tym mieście! Czekacie! Czekacie! Czekacie, aż wam jarzmo znowu nałożą. — Nie nałożą! Zginiemy, zanim jarzmo nam nałożą! Niedoczekanie ich, żebyśmy na to patrzyli! — Nie wierzę! Wyrajcujecie przyczyny swojej nowej niewoli. Podacie przyczyny wszystkiego i uwidocznicie skutki. Ginąć będzie za was, mądralów, jak zawsze — młodzież. Ja przecie wiem, co mówię, bom również za piecem nie siedział, gdy młodzi szli ginąć. To wy pobijecie znowu tę młodzież — swoją mądrością, bo jedyną waszą mądrością jest policjant, no — i żołnierz. — Tak, żołnierz! A ty co jeszcze masz na obronę? — Ja mam jeszcze na obronę — reformy! Reformy, które by przewyższyły bolszewickie i niemieckie, które by ludy okrainne odwróciły twarzą ku Polsce, a nie ku Rosji. [...] Boicie się wielkiego czynu, wielkiej reformy agrarnej, nieznanej przemiany starego więzienia. Musicie iść w ogonie „Europy". Nigdzie tego nie było, więc jakżeby mogło być u nas? Macież wy odwagę Lenina, żeby wszcząć dzieło nieznane, zburzyć stare i wszcząć nowe? Umiecie tylko wymyślać, szkalować, plotkować. Macież wy w sobie zawzięte męstwo tamtych ludzi — virtus1 niezłomną, która może być omylną jako rachuba, lecz jest niewątpliwie wielką próbą naprawy ludzkości? Nikt nie myśli o tym, żebyście się stać mieli wyznawcami, naśladowcami, wykonawcami tamtych pomysłów, żebyście byli bolszewikami, lecz czy posiadacie ich męstwo? — „Pewnym męstwem ja się nigdy nie pochlubię, ja przed bliźnich drżę męczeństwem, w otchłań spychać ja nie lubię"... — To są stare, magnackie, romantyczne teksty, którymi się w potrzebie zamazuje stawiane dzisiejsze zarzuty. Pan jakoby wyzbył się już romantyzmu, a jednak, gdy chodzi o odparcie zarzutu, używa pan tekstu romantycznego, zupełnie jak kapłan naginający wersety Pisma do potrzeby obronienia danej tezy. [...] Nie o męczeństwo chodzi, lecz o męstwo, o męstwo postawienia nowej idei. Jaką wy macie ideę Polski w tym świecie nowoczesnym, tak nadzwyczajnie nowym? Jaką? — Prosiłem cię, żebyś ze mną pracował. Te stosy papierów zawierają nową ideę Polski. — To są stosy papierów i nic więcej. Lud zgłodniały po wsiach, lud spracowany po fabrykach, lud bezdomny po przedmieściach. Jak zamierzacie ulepszyć życie Żydów stłoczonych w gettach? Nic nie wiecie. Nie macie żadnej idei. — Nie o to nam też idzie, jaką ideę marzyciel wydłubie ze swego mózgu, pasującą do życia jak pięść do nosa, lecz o mądre urządzenie istotnego życia na zasadach najmądrzejszego współżycia. — Nie! Polsce trzeba na gwałt wielkiej idei! Niech to będzie reforma rolna, stworzenie nowych przemysłów, jakikolwiek czyn wielki, którym ludzie mogliby oddychać jak powietrzem. Tu jest zaduch. Byt tego wielkiego państwa, tej złotej ojczyzny, tego świętego słowa, za które umierali męczennicy, byt Polski — za ideę! Waszą ideą jest stare hasło niedołęgów, którzy Polskę przełajdaczyli: „Jakoś to będzie”! — Zbyt wielu mamy wrogów dookoła i na szerokim świecie, wewnątrz i na zewnątrz, ażebyśmy dziś i na długie lata mogli wypracować i ustawić na naszych drogach ideę. Gdy mnie kto w nocy napadnie, to moją wtedy ideą jest — obronić się! Gdy mi wciąż grozi, że mnie z domu mojego wygoni i na niewolnika mię weźmie, to oczywiście muszę przygotować sobie coś do obrony. Obronić się przed straszną koalicją wrogów — otóż pierwsza idea. Nie dać świętej Polski, nie dać Lwowa, nie dać Poznania, nie dać brzegu morskiego, nie dać Wilna — Moskalom, Niemcom, Litwinom, nikomu, kto po ziemie nasze ręce wyciąga. Jeszcze ziemie nie odkupione jęczą pod wrogiem. Nie dać ludów pokrewnych na zmoskwicenie... — Zasiec je na śmierć, a nie dać! — Jeżeli u nas zasiekają, jak ty mówisz, na śmierć, to za zmoskwicenie się, za zaprzedanie się Moskwie, za służbę Moskwie przeciw Polsce. Jest to krwawa i podła metoda naszych wrogów, którą stosujemy z musu. [...] — U nas nie powinno być niżej, nie tak samo, lecz wyżej! — U nas będzie wyżej. W granicach tej Polski, które los dał naszemu pokoleniu, stworzone będą stany zjednoczone, wolne i równe. Wypracujemy wszystko. Zbudujemy dom wspólny. Ale musimy zacząć od przyciesi, a przede wszystkim musimy mieć za co budować. Bez pieniędzy budować nie można. — Wiem — „złoty"... — Właśnie. Z ust mi wyjąłeś. Nie możemy oddać w niewolę czyjąkolwiek naszych rodaków na Rusi. To zazębienie ludów ruskich, polskich, litewskich musi żyć w Rzeczypospolitej Polskiej. Gdy zbudujemy nasz dom, damy „bratu Rusinowi pokłon, braterstwo i równe we wszystkim prawo", damy „każdej rodzinie rolę domową pod opieką gminy". Wszystko będzie! Wynagrodzimy krzywdy, zapogodzimy się, podźwigniemy się... Temat 2: Dwa modele rodziny. Porównaj rodzinę przedstawioną w podanym fragmencie Tanga Sławomira Mrożka z rodziną Borynów ukazaną w Chłopach Władysława Reymonta. Zwróć uwagę na relacje między różnymi pokoleniami i scenerię, w której bohaterowie zostali umieszczeni. Sławomir Mrożek Tango ARTUR – Ja nie mogę żyć w takim świecie! Z drzwi na wprost, po lewej stronie, wchodzi Eleonora, kobieta w apogeum wieku średniego, w tak zwanych pajacykach5. ELEONORA – W jakim świecie? Co wy tu robicie? [...] Co to, babcia znowu na katafalku? EUGENIA – Dobrze, żeś przyszła. Sama widzisz, co on wyprawia. ARTUR – Ja wyprawiam? Musiałem babcię ukarać. EUGENIA – On mnie wychowuje. ARTUR – Babcia przekracza granice. 5 pajacyki – właśc. pajacyk; lekkie ubranko dla dziecka rozpinane z przodu, będące połączeniem koszulki i rajstop lub spodenek ELEONORA – Jakie granice? ARTUR – Już ona wie, o co chodzi. ELEONORA – Ale po co zaraz na katafalk? ARTUR – Niech pomyśli chociaż o wieczności. Niech poleży, niech się opamięta. [...] Ja oszaleję. Wracam do domu, zastaję jakichś podejrzanych osobników, rozprzężenie, chaos, dwuznaczne stosunki, i okazuje się, że mama też... Nie, nie, skąd się to bierze, do czego to wszystko prowadzi...[...] ELEONORA – Ja sypiam z Edkiem od czasu do czasu. [...] ARTUR – Co? Co mama powiedziała?[...] Wchodzi Stomil, ojciec Artura, mąż Eleonory, zaspany, w piżamie, poziewając i drapiąc się.[...] ARTUR (z obrzydzeniem) – Niechże się ojciec chociaż pozapina. STOMIL – Dlaczego?[...] ARTUR – Bo... bo... nie wypada. STOMIL [...] – No widzisz. Twoja odpowiedź nic nie znaczy, nie wytrzymuje analizy intelektualnej. Jest typową odpowiedzią konwencjonalną. ARTUR – Czy to nie wystarcza? STOMIL – Nie dla mnie. Jestem człowiekiem myślącym głębiej. Jeżeli już mamy dyskutować, to musimy sięgnąć do imponderabiliów6. ARTUR – Na litość boską, czy ojciec nie może się teraz zapiąć, a potem porozmawiamy?[...] STOMIL – Nie. Zresztą nic z tego, mój synku: brakuje guzików. [...] (Patrzy na katafalk) Czy wreszcie ktoś usunie to pudło? ELEONORA – A po co? STOMIL – Formalnie nie mam nic przeciwko niemu. Nawet, powiedziałbym, wzbogaca rzeczywistość, pobudza wyobraźnię. Ale ta wnęka by mi się przydała do eksperymentów.[...] ARTUR (bije pięścią w stół) – Właśnie! W tym domu panuje bezwład, entropia7 i anarchia! Kiedy umarł dziadek? Dziesięć lat temu. I nikt nie pomyślał od tego czasu, żeby usunąć katafalk! To nie do pojęcia! Dobrze żeście usunęli chociaż dziadka! EUGENIUSZ – Dziadka nie dało się dłużej trzymać. ARTUR – Nie chodzi mi o szczegóły, ale o zasadę. [...] (zrywa się i biega po scenie) – Co tu mówić o dziadku! Urodziłem się dwadzieścia pięć lat temu, a do tej pory mój wózek dziecinny jest tutaj! (kopie wózek) Dlaczego nie na strychu? A to, co to jest? Suknia ślubna mojej ciotki. (wyciąga zakurzony welon ze stosu rupieci) Dlaczego nie w szafie? [...] Żadnego porządku, żadnej zgodności z dniem bieżącym. Żadnej skromności ani inicjatywy. Tutaj nie można oddychać, chodzić, żyć! [...] STOMIL – [...] Sam widzisz, że nie przywiązujemy żadnej wagi do tych pomników przeszłości, do tych nawarstwień naszej rodzinnej kultury. Ot, tak sobie to wszystko leży. Żyjemy swobodnie. [...] (do Eleonory) Nie ma już kawy? ELEONORA – Może być, ale pojutrze. STOMIL – Dlaczego dopiero pojutrze? ELEONORA – Sama nie wiem.[...] ARTUR – Słuchajcie, mnie nie chodzi akurat o tę tradycję. Tu już nie ma w ogóle żadnej tradycji ani żadnego systemu, są tylko fragmenty, proch! Bezwładne przedmioty. Wyście wszystko zniszczyli i niszczycie ciągle, aż zapomnieliście sami, od czego się właściwie zaczęło.[...] STOMIL – [...] Sam nie wiesz, co mówisz! Gdybyś żył w tamtych czasach, wiedziałbyś, ile zrobiliśmy dla ciebie. [...] Czy wiesz, ile trzeba było odwagi, żeby zatańczyć tango? [...] A przy jedzeniu nie wolno było trzymać łokci na stole. Pamiętam manifestację młodzieży. Dopiero w tysiąc dziewięćset którymś co śmielsi zaczęli nie ustępować miejsca osobom starszym. My twardo wywalczyliśmy sobie te prawa i jeżeli dzisiaj możesz sobie robić z babcią, co chcesz, to dzięki nam. [...] I pomyśleć, że po tośmy walczyli, żeby ci stworzyć tę swobodną przyszłość, którą ty teraz pogardzasz. [...] Czego ty chcesz właściwie? [...] ARTUR – Porządku świata! (Sławomir Mrożek, Dzieła zebrane, Warszawa 1998) 6 imponderabilia – rzeczy nieuchwytne, nienależące do sfery zjawisk fizycznych, mogące jednak mieć znaczenie lub wywierać wpływ na ludzkie działanie 7 entropia – chaos, bezład, zagłada WYPRACOWANIE
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Plan dyskusji o kształcie odrodzonej Polski: 1. Odtwórz racje Gajowca: stopniowe reformy, budowa instytucji, cierpliwa praca państwowa i uwzględnienie trudnych warunków po odzyskaniu niepodległości. 2. Przeanalizuj zarzuty Cezarego: nędzę robotników i chłopów, nieskuteczność powolnych zmian, rozczarowanie rzeczywistością oraz gniew wynikający z osobistych doświadczeń. 3. Umieść spór w konstrukcji całej powieści: skonfrontuj mit szklanych domów, nawłocką nierówność społeczną, program Gajowca i propozycję komunistów. 4. Pokaż, że Cezary słucha różnych projektów, ale nie przyjmuje bez zastrzeżeń żadnego z nich; jego pytania ujawniają braki każdego programu. 5. Zakończ wnioskiem, że Przedwiośnie pozostaje powieścią-dyskusją, która domaga się odpowiedzialnej reformy, lecz nie podaje łatwej recepty na Polskę.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Analizując dany fragment powieści, zwróć uwagę na prezentowane przez bohaterów racje. Wnioski z analizy wykorzystaj w pracy: Przedwiośnie jako powieść – dyskusja nad kształtem odrodzonej Polski. I ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów) punktacja Analiza i interpretacja fragmentu 1. Wprowadzenie do analizy sceny, 0-2 np.: a. prezentacja postaci, b. umiejscowienie fragmentu w całości utworu, c. relacja ze spotkania Cezarego z Gajowcem, d. konfrontacja poglądów bohaterów (dominacja formy dialogu - dyskusja), e. narracja z perspektywy głównego bohatera. 2. Racje Baryki (charakterystyka jego postawy), 0-5 np.: a. wyeksponowanie zła dotychczasowego porządku (perspektywa komunistów). b. bieda warstw najniższych, c. nieposzanowanie mniejszości narodowych i religijnych, d. prześladowania polityczne, e. system policyjny, f. ojczyzna jako zaprzeczenie marzeń z okresu niewoli, g. powielanie przez rządzących dawnych błędów, h. przekonanie o konieczności znalezienia „wielkiej idei”, i. zmiana dotychczasowego porządku społecznego, j. reforma agrarna i przemysłowa, k. postulat odwagi, bezkompromisowości działań. 3. Racje Gajowca (charakterystyka jego postawy), 0-5 np.: a. reformy wymagają wyrzeczeń; zło to stan przejściowy, b. ojczyzna - najważniejsza wartość, uzasadniająca doznane krzywdy, c. konieczność liczenia się z realiami, d. obrona niepodległości jako pierwsze zadanie, e. ustalenie granic, f. wzmocnienie armii, g. stopniowa odbudowa potęgi państwa, h. reforma walutowa (podstawy ekonomiczne kraju), i. budowa nowego ładu społecznego („stany zjednoczone”), j. prorządowy punkt widzenia (perspektywa antykomunistyczna). 4. Wnioski z analizy sceny, 0-3 np.: a. skrajna, rewolucyjna postawa Cezarego, b. reformatorska, ewolucyjna postawa Gajowca, c. rozmówców łączy troska o losy Ojczyzny, d. brak możliwości kompromisu. 5. Wykorzystanie całości utworu oraz kontekstów, 0-6 np.: a. po odzyskaniu niepodległości – czas na pytania o przyszłość państwa, b. utopia (szklane domy), c. rewolucja (komuniści), d. ewolucja (Gajowiec), e. konfrontacja Polski marzeń z rzeczywistością (przynajmniej 1 konkretny przykład: przygraniczne miasteczko, Chłodek, dzielnica żydowska, relacje komunistów), f. niebezpieczeństwo rewolucji (Baku, stosunek komunistów do niepodległości), g. powolność programu rządowego, nieliczenie się z nastrojami społecznymi, h. funkcjonalne wskazanie kontekstu historycznego: kryzys ekonomiczny, społeczny i polityczny, 6. Wnioski 4 pełne, np.: podkreślenie dyskusyjnego charakteru powieści: zderzenie racji różnych stron, ich cząstkowość; brak ostatecznego rozstrzygnięcia (otwarte zakończenie powieści); wezwanie do znalezienia zadowalających rozwiązań. częściowe, (2) np.: spór racji, określenie stanowisk bohaterów. próba podsumowania, (1) np.: określenie stanowisk bohaterów. Temat 2. Dwa modele rodziny. Porównaj rodzinę przedstawioną w podanym fragmencie Tanga Sławomira Mrożka z rodziną Borynów ukazaną w Chłopach Władysława Reymonta. Zwróć uwagę na relacje między różnymi pokoleniami i scenerię, w której bohaterowie zostali umieszczeni. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można przyznać maksymalnie 25 punktów) Punktacja: Obraz rodziny w Tangu 1. Inteligencka, wielopokoleniowa rodzina z II p. XX w. 0-1 2. Bohaterowie 0-5 pokolenie dziadków a. starsi państwo usiłujący odnaleźć się we współczesności, b. nieadekwatne do wieku zachowanie Eugenii, pokolenie rodziców c. twórcy współczesności (nowoczesności), d. odrzucenie tradycyjnej kultury (konwencji obyczajowych i artystycznych), e. brak nowych zasad porządkujących świat, f. niedbały lub nieadekwatny do wieku ubiór odzwierciedlający lekceważenie konwencji, pokolenie dzieci g. Artur pragnący porządku świata. 3. Relacje w rodzinie, 0-4 np.: a. odwrócenie tradycyjnych ról w relacji babcia-wnuk (wnuk wychowuje babcię), b. odwrócenie tradycyjnych ról w relacji rodzice-dziecko (syn usiłuje przywołać rodziców do porządku), c. konflikt pokoleń – o idee, d. zlekceważenie przez Eleonorę roli żony i pani domu (np. zdrada, brak kawy, bałagan), e. zlekceważenie przez Stomila roli męża i ojca (zainteresowanie eksperymentami a nie rodziną), f. brak emocjonalnej więzi między członkami rodziny. 4. Sceneria, 0-1 np.: a. mieszkanie w mieście, b. chaos w przestrzeni salonu, c. sceneria odzwierciedlająca rozpad świata. 5. Skutek: rozpad tradycyjnego modelu rodziny. 0-1 Obraz rodziny Borynów w Chłopach 6. Zamożna, wielopokoleniowa chłopska rodzina z przełomu XIX i XX w. 0-1 7. Bohaterowie: 0-2 a. pokolenie rodziców (np.: ojciec gospodarz, głowa rodziny), b. pokolenie dzieci (np.: syn buntownik, synowa, córka). 8. Relacje w rodzinie, 0-4 np.: a. ściśle przestrzegana hierarchia, b. wyraźnie określone role, c. konieczność współdziałania jako czynnik jednoczący rodzinę, d. konflikt pokoleń – o ziemię, e. gwałtowne emocje (np. miłość, nienawiść, zazdrość) łączące bohaterów, f. zachowania regulowane przez tradycję (rytuały). 9. Sceneria, 0-1 np.: a. wiejskie gospodarstwo (związek z naturą), b. porządek, c. sceneria odzwierciedlająca ład świata (praktyczne i symboliczne funkcje gospodarstwa). 10. Skutek: tradycyjny (patriarchalny) model rodziny. 0-1 11. Wnioski pełne, 4 np.: podobieństwa i różnice między przedstawionymi modelami rodziny oraz ich interpretacja w kontekście np. historycznym, historycznoliterackim lub teoretycznoliterackim, częściowe, (2) np. podobieństwa i różnice między przedstawionymi modelami rodziny, próba podsumowania, (1) np.: lakoniczne stwierdzenie różnic między przedstawionymi modelami rodziny II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 5 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części, 3 – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, 5 – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka, 3 – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia i fleksja, 12 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 9 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne składnia, słownictwo i frazeologia, 6 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, słownikowych, frazeologicznych i fleksyjnych, 3 – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, słownikowych i frazeologicznych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy) ; 3 – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia); na ogół poprawna interpunkcja; 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0 – 4
Wymagania podstawy programowej
Analiza i interpretacja fragmentu interpretacja w kontekście np. historycznym, historycznoliterackim lub

Wypowiedź argumentacyjna

Zadanie 1

styczeń 2006rozszerzony40 pkt
Temat 1. Opisz i porównaj dwa sposoby uzyskiwania efektu groteskowości w przytoczonych fragmentach dramatów Stanisława Ignacego Witkiewicza i Sławomira Mrożka. Stanisław Ignacy Witkiewicz Szewcy SAJETAN O gołąbeczko moja! Ty nie wiesz, jak szczęśliwą jesteś, że pracować możesz! Jak się nam rwą do pracy te gicale i paluchy śmierdzące, jak się syćko w nas do tej jedynej pocieszycielki wypina, jaze do pęknięcia. A tu nic. Patrz w szarą, chropawą do tego ścianę, wariuj, ile chcesz. Myśli lazą jak pluskwy do łóżka. I puchną te bolące wątpia z nudy tak strasznej, jak góra Gauryzankar jaki, a śmierdzącej jak Cloaca Maxima, jak Mount Excrement z powieści fantastycznej pisarza Buldoga Myrke [...] – znowu, psiachyl, słów mi brak, a gadać się chce jak czego innego. E – co tu gadać; i tak nikt tego nie zrozumie. Już mi nawet zabrakło samej przedsłownej mazi. I po co tu co wyrażać? Po co ryczeć i łkać, po co flaki pruć, po prostu i na wspak? Po co? po co? po co? To okropne słowo „po co?”. To wcielenie najboleśniejszej nicości – a więc po co? Kiedy pracy ni ma i nic z tego być nie może. (pełznie do K s i ę ż n e j) Jasna pani: ukochana, jedyna moja pieszczotko, koteczko transcendentalna, metampsychiczne cielątko boże, bogoziemne a tak przyjemne, zmyślne i pojętne jak myszka jaka czy co – ty nie wiesz, jak szczęśliwą jesteś, że pracę masz! – to jedyne usprawiedliwienie stworu żywego w jego nędzy ograniczeń wszelakich, od czaso-przestrzennych począwszy. KSIĘŻNA Umetafizycznienie pracy jest przejściowym okresem tej kwestii. Wielcy panowie egipscy tego nie potrzebowali, jak również nie będą potrzebować ludzie przyszłości. Ten wyje o pracę, która mnie wprost w dwójnasób, i duchowo, i fizycznie, łamie. Oto jest względność wszystkiego – to wpływ tego Einsteina – ja dawno już... I CZELADNIK A dyć to je wstyd, psiokrew zapowietrzona! To je inteligencka trajdocha! Taż ja to wiem już, że teoria względności w fizyce nic nie ma do czynienia ze względnością etyki i estetyki, i dialektyki, i tak dalej! – tamda-lamda, tramda-lambda! Nie bedem gadał – rzygać się od tej gadaniny ino chce. Hej, hej! – Sajetanie – [...] takośmy se ta wtedy gadali – a tera co? Ileśmy tych niepotrzebności nagadali, a pracę nam dali obejrzeć z takiej strony, że nikiej landryga podmiejska w niedzielę ponętną nam się stała. Takie dałem porównanie, bo na te prawdziwie ładne panny ze świata to ja nawet nie reaguję, wicie, płciowo zupełnie – za ładne są, suka ich rwań zachlebiona – za ładne i za nie-dostępne! [...] (1934 r.) (Stanisław Ignacy Witkiewicz, Dramaty, Warszawa 1972) Sławomir Mrożek Męczeństwo Piotra Ohey’a URZĘDNIK Mam polecenie oznajmić państwu, że w waszej łazience zagnieździł się straszliwy tygrys ludojad. Wstęp grozi wielkim niebezpieczeństwem! OHEY He! He! A toś pan dopiero!... URZĘDNIK Pan się śmieje? Proszę, oto oficjalne zawiadomienie. OHEY Pieczęć się zgadza: Zarząd Ogrodów Miejskich. Ale skąd tygrys u mnie?! URZĘDNIK To nie moja sprawa. Wyjaśnienie otrzyma pan później, w miarę postępu odpowiednich badań. Wszystko, co dotychczas wiadomo, to – że z przyczyn jeszcze dokładnie nie rozpoznanych przez naukę w pańskiej łazience zagnieździł się dorosły tygrys. We dnie ukrywa się najprawdopodobniej w rurach z gorącą wodą, która bardziej mu odpowiada ze względu na jego przyzwyczajenie do tropikalnego klimatu, bądź też w piecyku. Nie jest wykluczone, że ukrywa się na zasadzie specjalnych praw zoofizycznych. Wszelkie korzystanie z łazienki, kąpiel, a także samo przebywanie w niej grozi śmiercią. [...] OHEY Więc jeśli pan ma rację, to... mój mały w przebraniu księdza Kordeckiego poszedł do łazienki! OHEY’OWA Boże, na śmierć zapomniałam! A taki był słodki w tym habicie, taki inteligentny. JAŚ OHEY (wpadając) Nie damy Częstochowy! OHEY Jasiu, widziałeś tygrysa? Powiedz panu. JAŚ OHEY Widziałem. OHEY Chcesz, żebym cię palnął? [...] JAŚ OHEY Widziałem. Siedział w wannie i miał takie duże wąsy. OHEY Ja oszaleję! [...] OHEY’OWA Mógłbyś go chociaż zastrzelić, zaczaiwszy się koło umywalni. Czytałam, że podobno w Indiach Anglicy umyślnie wciągali tygrysy do łazienki, aby potem, odciąwszy im odwrót korkiem od wanny, strzelać do nich jak do kaczek. [...] OHEY [...]Może by mu podrzucić zatrute mydło? NAUKOWIEC (ukazując się w drzwiach) Bardzo przepraszam, gdzie tu można umyć ręce? OHEY W łazience. Ale tam jest ten... wie pan... NAUKOWIEC Ach, słusznie [...] OHEY Niech no pan powie szczerze: skąd on mógł się wziąć? NAUKOWIEC Są różne hipotezy: od samorództwa – do ewolucji. Ta ostatnia mianowicie, teoria ewolucji, przewiduje możliwość rozwinięcia się niektórych gatunków wysoko rozwiniętej pasty do zębów – w któregoś z większych czy mniejszych drapieżników. Najprawdopodobniejsza jednak wydaje się teza, że natura, w pewnych chwilach swojego niezmierzonego trwania, czuje się bardzo zmęczona tymi wszystkimi niezwykłymi, a przecież logicznymi prawidłami, którymi się posługuje. Występuje wtedy u niej moment jakiegoś osunięcia się wewnętrznego, opadu, niepoczytalności natury – względnie jej zadumy, podczas której nie kontroluje ona, zajęta dociekaniem swojego sensu – ogólnego biegu spraw. Zdarzają się wtedy wypadki zaskakujące, jak na przykład nasz. (Sławomir Mrożek, Męczeństwo Piotra Ohey’a, w: Wybór dramatów i opowiadań, 1975) Temat 2. Zanalizuj i zinterpretuj wiersz W. H. Audena Musée des Beaux Arts. W. H. Auden Musée des Beaux Arts1 Co do cierpienia ci Starzy Mistrzowie Nie mylili się nigdy. Jak dobrze poznali Jego miejsce w życiu człowieka: to, że się zdarza, Gdy ktoś inny je lub otwiera okno lub idzie przed siebie ospale; To, że kiedy starsi czekają w żarliwej obawie Na cudowne narodziny, zawsze muszą być Dzieci, które nie chcą, by się wydarzyło, i jeżdżą na łyżwach Gdzieś pod lasem, na stawie. Nie zapomnieli nigdy, Że nawet przerażające męczeństwo, by się spełnić, musi Mieć kąt jakikolwiek, zaśmieconą dziurę, Gdzie psy wiodą psie życie i koń kata Ociera o drzewo swą niewinną skórę. Na przykład w „Ikarze” Breughla: jak wszystko spokojnie Odwraca się od nieszczęścia; może tylko rolnik Usłyszał plusk i krzyk zapomniany, Lecz dla niego nie był to wypadek ważny; słońce Oświetlało, jak oświetlać winno, białe nogi znikające W zielonej wodzie; a delikatny i kosztowny okręt, z którego na pewno widziano Rzecz zdumiewającą, chłopca lecącego z nieba, Musiał żeglować dalej i płynął, gdzie trzeba. (Przełożył Jarosław Marek Rymkiewicz W.H. Auden Poezje, Kraków 1988, wydanie dwujęzyczne) 1 Musée des Beaux Art. – Muzeum Sztuk Pięknych WYPRACOWANIE
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – groteskowość w Szewcach i dramacie Mrożka: 1. Ustal wspólną zasadę: groteska powstaje przez łączenie patosu z trywialnością, deformację postaci, absurd sytuacji i rozpad logicznego języka. 2. U Witkacego przeanalizuj mieszaninę gwary, terminów filozoficznych i fizjologii, hiperbole, nadmiar wypowiedzi oraz karykaturalne pragnienie pracy. 3. U Mrożka pokaż oszczędniejszy dialog, mechaniczne zachowania, paradoks i zderzenie abstrakcyjnej idei z banalnym konkretem. 4. Porównaj tempo, styl i sposób kreowania bohaterów; zakończ wnioskiem, że groteska demaskuje kryzys ideologii, komunikacji i społecznych ról. Temat 2 – interpretacja Musée des Beaux Arts W. H. Audena: 1. Postaw tezę o cierpieniu, które jest dla jednej osoby katastrofą, a dla otoczenia zdarzeniem pobocznym wobec zwyczajnego biegu życia. 2. Przeanalizuj odwołanie do dawnych mistrzów, zestawienie męczeństwa z jedzeniem, spacerem i zabawą oraz spokojny, refleksyjny ton. 3. W obrazie Upadek Ikara Pietera Bruegla pokaż rolnika, okręt i słońce niewstrzymujące swoich czynności mimo śmierci chłopca. 4. Zwróć uwagę na ironię, wyliczenia i przesunięcie tragedii na margines kompozycji; zakończ wnioskiem o ograniczonej empatii i obojętności świata wobec jednostkowego bólu.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1.: Opisz i porównaj dwa sposoby uzyskiwania efektu groteskowości w przytoczonych fragmentach dramatów Stanisława Ignacego Witkiewicza i Sławomira Mrożka. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można przyznać maksymalnie 26 punktów) Punktacja 1. Wyjaśnienie pojęcia „groteska” – nazwanie cech, 0-4 np.: a. fantastyka, b. wyolbrzymienie, c. karykatura, d. sprzeczność w normalności, e. nielogiczność, f. przemieszanie porządków, g. prowokacja, h. paradoks, i. absurd. 2. Sposoby uzyskiwania efektu groteskowości w Szewcach, 0-7 np.: a. dostrzeżenie, że groteska realizuje się na poziomie języka – przez: b. nonsensowne lub znaczące humorystyczne nazwy własne (np.: Gauryzankar, Cloaca Maxima, Mount Excrement, Buldog Myrke), c. absurdalne przekleństwa (np.: suka ich rwań zachlebiona), d. liczne neologizmy (np.: psiachyl, bogoziemne, trajdocha, landryga podmiejska), e. przekształcanie utrwalonych związków frazeologicznych (np.: po prostu i na wspak), f. absurdalne połączenia wyrazów (np.: przedsłowna maź), g. łączenie spójnikiem „i” wyrazów o sprzecznej barwie uczuciowej (np.: ryczeć i łkać), h. łączenie różnych stylów (np.: koteczka transcendentalna, lazą jak pluskwy do łóżka i czaso- przestrzenne ograniczenia), i. nieadekwatność języka szewców do ich kondycji społecznej (obecność terminów naukowych), j. wykorzystanie dialektyzmów (np.: syćko, psiokrew, nie bedem gadał), k. zabawa językiem, np.: wyrazy dźwiękonaśladowcze (tamda-lamda, tramda-lambda), powtórzenia wykrzyknień i pytań (hej, hej! Po co? po co? po co?), l. archaizowanie składni, np.: inwersje, formy fleksyjne (szczęśliwą jesteś), m. nadmiar słów, n. hiperbola (np.: nagromadzenie pochwał pracy w wypowiedzi Sajetana). 1. Sposoby uzyskiwania efektu groteskowości w Męczeństwie Piotra Ohey’a, 0-7 np.: a. dostrzeżenie, że groteska realizuje się na poziomie ukazanej sytuacji przez: b. stworzenie absurdalnej sytuacji wyjściowej (w łazience zagnieździł się tygrys ludojad), c. piętrzenie absurdalnych sytuacji na zasadzie logicznego wynikania (właściciele mieszkania nie zauważyli tego – powiadamia ich urzędnik – bo tygrys ukrywa się w rurach z gorącą wodą), d. tworzenie kolejnych sytuacji na zasadzie logicznego wynikania (propozycja, by tygrysowi odciąć odwrót korkiem do wanny lub podrzucić zatrute mydło), e. wyjaśnienie sytuacji w sposób nasilający jej absurdalność (hipoteza naukowa, że drapieżniki wykształciły się – na drodze ewolucji – z pasty do zębów), f. dysonans w pomyśle zabawy dziecka (mój mały w przebraniu księdza Kordeckiego), g. zachowanie pozorów prawdopodobieństwa sytuacji (dostosowanie stylu do osoby mówiącej: Urzędnik, Naukowiec, przeciętny człowiek; potwierdzenie faktu przez naocznego świadka – Jasia; reakcje rodziców na zachowanie dziecka). 2. Znajomość i umiejętne stosowanie terminologii teoretycznoliterackiej. 0-1 3. Wykorzystanie kontekstów, 0-3 np.: a. znajomość Szewców Stanisława Ignacego Witkiewicza – funkcja groteski, b. znajomość wybranego dramatu Sławomira Mrożka – funkcja groteski w twórczości pisarza, c. inne. 6. Wnioski pełne, 4 np.: dwa odmienne sposoby uzyskania groteskowości: u Witkacego nieskomplikowana sytuacja (bohaterowie rozmawiają), groteskowy język; u Mrożka normalny język, a groteskowa sytuacja; dwie różne funkcje: uzyskanie komiczności (efekt estetyczny) i ukazanie absurdalności świata (efekt ideowy), częściowe, (2) np.: dwa zupełnie różne sposoby uzyskania groteskowości: u Witkacego przez groteskowy język, u Mrożka przez groteskową sytuację, próba podsumowania, (1) np.: lakoniczne stwierdzenie, że groteskowość została uzyskana w utworach w różny sposób. Temat 2. Zanalizuj i zinterpretuj wiersz W. H. Audena Musée des Beaux Arts. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można uzyskać maksymalnie 26 punktów) Punktacja: 1. Wstępne rozpoznanie utworu, 0-2 np.: a. wskazanie tematyki wiersza (cierpienie, los, rola sztuki w obrazowaniu ludzkiego życia i stawianiu ważnych pytań), b. powiązanie tytułu wiersza z tematyką, c. dostrzeżenie roli sztuki – obrazuje ludzkie życie i jest pretekstem do ogólnej refleksji filozoficznej. 2. Ukształtowanie wypowiedzi, 0-4 np.: a. podmiot liryczny (odbiorca sztuki, erudyta, koneser, myśliciel), b. sytuacja liryczna – reakcja na dzieła sztuki, liryka sytuacyjna, c. liryka refleksyjna, d. kompozycja wiersza, e. nazwanie i określenie funkcji wybranych środków stylistycznych (celowych dla wypracowania), 3. Miejsce cierpienia w życiu człowieka i reakcja człowieka na cierpienie, 0-7 np.: a. cierpienie jest przypadkowe, paradoksalne, nieuchronne, spotyka nas w najbardziej niespodziewanych momentach; b. dostrzeżenie przypadkowości towarzyszącej cierpieniu uchwyconej na obrazach poprzez gest: otwieranie okna, jedzenie, chodzenie, c. autorytet Starych Mistrzów (nie mylili się nigdy), d. interpretacja cudownych narodzin(każde narodziny są cudowne, bożonarodzeniowa atmosfera świąt), e. starsi są pełni obaw, bo z faktem narodzin związane jest późniejsze cierpienie, f. narodziny Jezusa zapowiadają przyszłą nieuchronność jego cierpienia i śmierci, g. zabawa jako zapomnienie o cierpieniu, biedzie, trudzie, (np. dzieci na łyżwach), obojętność wobec cierpienia, h. każdym narodzinom towarzyszy ból, cierpienie (dostrzeżenie sakralnego i fizycznego wymiaru cierpienia) 4. Rola Mistrzów; związek poezji z malarstwem, 0-5 np.: a. spostrzeżenie, że w malarstwie cierpienie ma swoje miejsce na obrazie (fragment niezamalowanego płótna przeznacza się na cierpienie), b. w życiu cierpienie samo znajduje sobie miejsce i czas (nie decydujemy o tym, jak Starzy Mistrzowie), c. interpretacja metafory „zaśmiecona dziura” jako miejsca zwykłego, banalnego, d. interpretacja metafory: „psy wiodą psie życie” (ludzie określają swoje życie jako psie, jeżeli jest nieszczęśliwe), e. interpretacja „przerażającego męczeństwa”(zwrócenie uwagi na rolę epitetu), f. interpretacja „koń kata ociera o drzewo swą niewinną skórę (zgodna z ogólną wymową wiersza), 5. Poetycka refleksja o obrazie Breughla, 0-2 np.: a. odczytanie obrazu Breughla (spokój, odwrócenie od nieszczęścia, obok tragedii trwa spokojne życie), b. reakcja rolnika (zajęty ziemią, brak zainteresowania morzem, niebem), c. interpretacja oświetlenia słonecznego (z punktu widzenia kosmosu, nic się nie stało), d. upadek Ikara określony jako „rzecz zdumiewająca, chłopiec lecący z nieba”, e. Ikar z obrazu to nie mitologiczny bohater, symbol, ale zwykły chłopiec, 6. Funkcjonalne wykorzystanie kontekstów, 0-2 np.: a. plastycznego b. innych. 8. Wnioski pełne, 4 np.: odniesienie się do problematyki filozoficznej (motyw cierpienia) i estetycznej (rola sztuki), częściowe, (2) np.: dostrzeżenie jednego z aspektów problematyki (filozoficznej lub estetycznej), próba podsumowania, (1) np.: wskazanie różnych postaw ludzi wobec cierpienia. II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 2 punkty) Punktacja Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 2 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 2 punkty) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, 2 – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 8 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia i fleksja, 8 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 5 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne składnia, słownictwo i frazeologia. 3 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 2 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy), 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); na ogół poprawna interpunkcja. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0-4
Wymagania podstawy programowej
b. stworzenie absurdalnej sytuacji wyjściowej (w łazience zagnieździł się tygrys ludojad), d. tworzenie kolejnych sytuacji na zasadzie logicznego wynikania (propozycja, by tygrysowi odciąć Temat 2. Zanalizuj i zinterpretuj wiersz W. H. Audena Musée des Beaux Arts. d. interpretacja cudownych narodzin(każde narodziny są cudowne, bożonarodzeniowa c. interpretacja metafory „zaśmiecona dziura” jako miejsca zwykłego, banalnego, d. interpretacja metafory: „psy wiodą psie życie” (ludzie określają swoje życie jako psie, e. interpretacja „przerażającego męczeństwa”(zwrócenie uwagi na rolę epitetu), f. interpretacja „koń kata ociera o drzewo swą niewinną skórę (zgodna z ogólną wymową
Mateusz Będkowski — wydawca serwisu Nie każ mu liczyć

Nie każ mu liczyć! — opracowanie

Baza matury z języka polskiego

Bazę zadań z języka polskiego opracowano na podstawie publicznych arkuszy i zasad oceniania CKE. Redakcja dodaje podział tematyczny, wskazówki do rozwiązania i odnośniki do źródeł. Poznaj moje podejście →

Ostatnia aktualizacja: 2026-10-04