Mateusz Będkowski
Uczę matematyki — ale nie takiej, jaką wiele osób pamięta ze szkoły: z lękiem, czerwonym długopisem i poczuciem, że jeden błąd oznacza koniec świata.
Jeśli ktoś jest słaby z matematyki, to nie koniec świata. To informacja. Punkt wyjścia — miejsce, od którego można zacząć szukać lepszej metody.
Po co jest Nie Każ Mu Liczyć?
Stworzyłem Nie Każ Mu Liczyć po to, żeby odczarować matematykę. Ale nie tylko matematykę. Chcę tworzyć przestrzeń do innego myślenia o edukacji, bo wiele metod, które przez lata uznawaliśmy za „normalne”, zwyczajnie przestało działać.
Nie wierzę w edukację opartą na strachu, zawstydzaniu i wiecznym porównywaniu dzieci. Nie wierzę w system, który nagradza głównie wynik, a nie progres. Nie wierzę w proste hasło: „jak się bardziej postarasz, to zrozumiesz”.
Bo czasem dziecko naprawdę się stara. Tylko nikt nie zauważył, gdzie dokładnie się gubi.
Dla dzieci, które się boją
Piszę dla uczniów, którzy słyszą, że nie mają głowy do matematyki, boją się tablicy albo za wcześnie uwierzyli, że „matematyka nie jest dla nich”.
Dla rodziców
Dla tych, którzy chcą pomóc dziecku, ale nie chcą kolejnej awantury przy lekcjach i kolejnego wieczoru zakończonego płaczem.
Dla nauczycieli
Dla nauczycieli, którzy czują, że sama podstawa programowa, oceny i kartkówki nie wystarczą, żeby naprawdę wspierać młodych ludzi.
Matematyka często nie jest problemem. Problemem jest strach.
Po latach pracy z uczniami widzę bardzo wyraźnie, że problem rzadko zaczyna się od samego działania, wzoru albo równania. Bardzo często zaczyna się wcześniej: od lęku przed błędem, wstydu, porównywania się z innymi i doświadczenia, że przy tablicy trzeba „wiedzieć od razu”.
Czasem uczeń przychodzi na matematykę nie po to, żeby od razu uczyć się funkcji, procentów albo ułamków. Najpierw trzeba odbudować poczucie bezpieczeństwa. Pokazać, że błąd nie jest końcem rozmowy. Że można nie wiedzieć. Że można zapytać. Że można wrócić do podstaw bez wstydu.
Nie zaczynam od pytania: „czemu tego nie umiesz?”
Wolę zapytać: „gdzie dokładnie to się rozsypuje?”
Moja droga do matematyki była kręta
Po maturze trafiłem na matematykę na Politechnice Wrocławskiej. Brzmi logicznie, prawda? Problem w tym, że szybko zorientowałem się, że coś tu nie gra. Nie matematyka — z nią nie miałem problemu. Problemem było wszystko dookoła.
Perspektywa skończenia studiów tylko po to, żeby zdobyć dobrze płatną pracę, której będę nienawidził, wydała mi się absurdem. Więc przerwałem.
Poszedłem na kulturoznawstwo z realizacją i produkcją muzyki. I właśnie tam zaczęło się coś, co mocno wpłynęło na moje późniejsze nauczanie: zainteresowałem się samym procesem uczenia się — tym, jak działa pamięć, uwaga, emocje, ruch, obraz, rytm, skojarzenia, powtarzanie i sens.
Szybkie czytanie, zapamiętywanie i biofeedback
Jeszcze zanim trafiłem do szkoły, przez rok prowadziłem zajęcia z szybkiego czytania i lepszego zapamiętywania przy wsparciu biofeedbacku. Pracowałem wtedy razem z Gabrielą — świetną specjalistką i osobą, od której bardzo dużo nauczyłem się o uważności, koncentracji i pracy z napięciem.
Prowadziliśmy również zajęcia Matematyka + Biofeedback. Uczestnicy najpierw pracowali nad koncentracją i regulacją, a później przychodzili na matematykę. Przygotowywałem autorskie materiały, własne zadania i ćwiczenia dopasowane do sposobu pracy konkretnych uczniów.
Efekty były widoczne, atmosfera rewelacyjna, a ja coraz mocniej utwierdzałem się w przekonaniu, że edukacja działa najlepiej wtedy, gdy traktuje się ucznia jak człowieka, a nie jak wynik w dzienniku.
Wróciłem do matematyki, ale już z innej strony
Ukończyłem studia podyplomowe z matematyki i przygotowania pedagogicznego, a później studia magisterskie z pedagogiki ze specjalnością terapia pedagogiczna.
Pracę magisterską poświęciłem szybkiemu czytaniu i mnemotechnikom jako sposobom optymalizacji procesu uczenia się. Nie pisałem o tym zza biurka — prowadziłem eksperyment i badania, sprawdzając, jak konkretne techniki wpływają na zapamiętywanie, tempo pracy i skuteczność uczenia się.
Przy okazji: szybkie czytanie może działać, ale niekoniecznie to, które wciska się ludziom na drogich kursach jako magiczny sposób na przeczytanie książki w kilkanaście minut. W edukacji nie chodzi o sztuczki. Chodzi o rozumienie, uwagę, dobrą metodę i sens.
Dziś mam za sobą 13 lat pracy z uczniami indywidualnie i na kursach oraz 7 lat pracy w szkole. Na co dzień pracuję z młodymi ludźmi w V Liceum Ogólnokształcącym im. Jana III Sobieskiego w Kaliszu oraz w Wolnej Szkole Jagiellończyk. I mówię to z dumą, bo obie te przestrzenie są dla mnie ważne.
Jak pracuję?
Prowadzę zajęcia, skupiając się na drugim człowieku, nie tylko na materiale. Nie interesuje mnie udawanie, że każdy uczeń powinien uczyć się tak samo.
Jedno dziecko potrzebuje obrazu. Drugie ruchu. Trzecie rozmowy. Czwarte spokojnego rozpisania procedury krok po kroku. Piąte potrzebuje najpierw usłyszeć, że może się pomylić i nic złego się nie stanie.
W nauczaniu matematyki korzystam z multisensoryki, mentoringu, mnemotechnik i wiedzy o tym, jak działa proces uczenia się. Nie dlatego, że brzmi to modnie — dlatego, że uczniowie nie są identycznymi maszynami do przerabiania podstawy programowej. Są ludźmi.
Nie ma jednej metody dla wszystkich
Na co dzień pracuję również z osobami w spektrum autyzmu, z ADHD, dysleksją, dyskalkulią i innymi trudnościami, które wpływają na uczenie się.
Im dłużej pracuję, tym mocniej widzę, że nie istnieje jedna metoda „dla dziecka z ADHD”, jedna metoda „dla dziecka w spektrum” albo jedna metoda „dla ucznia z dysleksją”. Diagnoza może bardzo dużo wyjaśniać. Może pomóc zrozumieć trudności, dobrać narzędzia i przestać obwiniać dziecko za coś, co nie wynika z lenistwa.
Ale diagnoza nie opisuje całego człowieka. Dwie osoby z tą samą diagnozą mogą potrzebować zupełnie innych strategii. Dlatego dobra edukacja wymaga uwagi — nie automatycznych etykiet, nie gotowych recept z internetu, tylko uważnego sprawdzania, co naprawdę działa na konkretnego ucznia.
Kaliski Festiwal Nauki i warsztaty
Trzy lata z rzędu byłem prelegentem podczas Kaliskiego Festiwalu Nauki, gdzie prowadziłem warsztaty i wystąpienia dotyczące uczenia się, sztucznej inteligencji oraz projektów społecznych.
Prowadziłem między innymi zajęcia o optymalizacji procesu uczenia się i szybkim czytaniu, warsztaty „Mały mózg — wielkie możliwości”, wystąpienie o sztucznej inteligencji w edukacji pod hasłem „Nie pytaj, co AI może zrobić za Ciebie. Zapytaj, co Ty możesz zrobić z AI”, a także warsztaty o projektach społecznych.
Dobra edukacja nie kończy się na zeszycie, podręczniku i ocenie. Zaczyna się wtedy, kiedy młody człowiek widzi, że wiedza może coś zmieniać: w nim samym, w klasie, w szkole, w mieście albo w świecie wokół niego.
KFN 2025
Edukacja, AI i trochę dystansuProjekty społeczne, które uczą więcej niż podręcznik
Od 4 lat opiekuję się uczniami startującymi w Olimpiadzie Zwolnieni z Teorii. To ogólnopolska praktyczna olimpiada, w której młodzi ludzie realizują prawdziwe projekty społeczne.
Do tej pory opiekowałem się 34 projektami społecznymi, które dotarły do Finału Olimpiady Zwolnieni z Teorii, a w tych działaniach wspierałem ponad 100 finalistów.
To jedna z tych części mojej pracy, z których jestem szczególnie dumny. Bo tam nie wystarczy „wykuć i zapomnieć”. Trzeba wymyślić działanie, znaleźć problem, zbudować zespół, dogadać się z ludźmi, napisać wiadomości, pozyskać partnerów, przygotować materiały i dowieźć projekt.
Posiadam również odnawiane rok po roku certyfikaty związane z programem PMI Authorized Training Partner, czyli standardami pracy projektowej i szkoleniowej rozwijanymi przez Project Management Institute. To doświadczenie mocno wpływa na moje myślenie o edukacji: uczenie się też jest projektem. Tylko jego celem nie powinien być sam wynik na kartkówce, ale rozwój człowieka.
„Po co mi to w życiu?„
To pytanie słyszał chyba każdy nauczyciel matematyki. I ja je rozumiem.
Nie będę udawał, że każdy wzór z liceum przyda się każdemu dorosłemu przy robieniu zakupów. Matematyka nie jest jednak tylko o wzorach. Matematyka uczy myślenia.
Uczy zauważania zależności, sprawdzania, czy coś ma sens, wyciągania wniosków, cierpliwości wobec problemu i tego, że nie wszystko trzeba wiedzieć od razu, ale warto umieć szukać drogi.
To nie znaczy, że szkoła zawsze dobrze pokazuje sens matematyki. Często nie pokazuje go wcale — zbyt często sprowadza ją do schematu, oceny, kartkówki i stresu.
Co mnie najbardziej uwiera w edukacji?
Nie udaję, że szkoła działa idealnie. Nie działa.
Uwiera mnie system, który zbyt często nagradza wynik, a nie postęp. Uwiera mnie ocenianie zachowania, które próbuje sprowadzić złożonego młodego człowieka do rubryki w dzienniku. Uwiera mnie model „kija i marchewki”, który udaje wychowanie, a często jest tylko zarządzaniem posłuszeństwem.
Uwiera mnie brak interdyscyplinarności, narzędzi, czasu i budżetu. Przedmioty oderwane od siebie tak, jakby świat składał się z osobnych szufladek.
Ale samo narzekanie niczego nie zmienia. Dlatego wolę robić swoje: tworzyć materiały, pisać, uczyć, rozmawiać, wspierać uczniów i pokazywać rodzicom, że trudności w nauce nie muszą oznaczać końca drogi.
Jestem też tatą
Poza szkołą jestem tatą Felicji. Rodzicielstwo bardzo mocno zmieniło moje patrzenie na edukację. Dziś patrzę na dzieci nie tylko jak nauczyciel, ale też jak rodzic, który wie, że za każdym „nie umiem”, „nie chcę” albo „po co mi to” może stać coś więcej.
Zmęczenie. Lęk. Przebodźcowanie. Zbyt szybkie tempo. Złe doświadczenia. Brak wiary w siebie.
Dla Feli napisałem książkę dla dzieci „Przygoda w Muzeum Bombek”. Powstała specjalnie dla niej — jako osobisty, ciepły prezent i dowód na to, że najważniejsze historie często zaczynają się bardzo blisko.
Pracuję też nad książką o tym, jak rozwija się matematyczny umysł dziecka. Chcę pisać o tym tak, jakbyśmy siedzieli przy kawie, a nie na wykładzie akademickim. Bo o edukacji da się mówić mądrze i normalnie jednocześnie.
Balto, Muminek, Pongo i wszystkie zwierzątka świata
Jestem gigantycznym miłośnikiem zwierząt. Kocham właściwie wszystkie możliwe zwierzątka, ale szczególne miejsce w moim domu i sercu mają trzy koty: Balto, Muminek i Pongo.
To najkochańsze, najważniejsze i oczywiście absolutnie wyjątkowe kotki. Jak każdy opiekun kotów dobrze wiem, że to nie człowiek ma koty. To koty mają człowieka. I bardzo mi z tym dobrze.
Balto, Muminek i Pongo
Koci spokój
Miłośnik zwierzątDlaczego to robię?
Bo zbyt wiele dzieci wychodzi ze szkoły z przekonaniem, że są głupie, leniwe albo „niezdolne”. A bardzo często to nieprawda.
Czasem ktoś nie miał czasu im wytłumaczyć. Czasem metoda była niedopasowana. Czasem tempo było za szybkie. Czasem strach był większy niż ciekawość. Czasem problem nie leżał w dziecku, tylko w sposobie, w jaki próbowaliśmy je uczyć.
Nie Każ Mu Liczyć nie jest stroną o tym, żeby odpuścić wymagania. Jest stroną o tym, żeby wymagać mądrzej.
Najczęstsze pytania o Mateusza Będkowskiego
Kim jest Mateusz Będkowski?
Jestem nauczycielem matematyki, pedagogiem i autorem strony Nie Każ Mu Liczyć. Od 13 lat pracuję z uczniami indywidualnie i na kursach, a od 7 lat również w szkole. Zajmuję się matematyką, procesem uczenia się, trudnościami edukacyjnymi i wspieraniem dzieci bez zawstydzania.
Czym jest Nie Każ Mu Liczyć?
Nie Każ Mu Liczyć stworzyłem jako przestrzeń dla rodziców, nauczycieli i uczniów, którzy chcą spojrzeć na matematykę i edukację inaczej: spokojniej, mądrzej i bardziej po ludzku.
Jak pomagasz dzieciom w nauce matematyki?
W pracy z uczniami skupiam się nie tylko na materiale, ale też na emocjach, lęku przed błędem, sposobie myślenia dziecka i dopasowaniu metody nauki. Korzystam między innymi z multisensoryki, mentoringu, mnemotechnik i wiedzy o procesie uczenia się.
Czy Nie Każ Mu Liczyć jest tylko o matematyce?
Nie. Matematyka jest punktem wyjścia, ale piszę szerzej o edukacji, rozwoju dzieci, trudnościach w uczeniu się, dysleksji, dyskalkulii, ADHD, koncentracji, motywacji i budowaniu lepszych sposobów wspierania uczniów.
Czy diagnoza (ADHD, dysleksja, spektrum) oznacza jedną metodę?
Nie. Diagnoza może pomóc zrozumieć trudności, ale nie opisuje całego człowieka. Dwie osoby z tą samą diagnozą mogą potrzebować zupełnie innych strategii. Dlatego najważniejsze są uważność, obserwacja i dopasowanie pracy do konkretnego ucznia.
Czy prowadzisz warsztaty edukacyjne?
Tak. Prowadziłem warsztaty i prelekcje między innymi podczas Kaliskiego Festiwalu Nauki. Mówiłem o optymalizacji procesu uczenia się, szybkim czytaniu, sztucznej inteligencji w edukacji oraz projektach społecznych realizowanych przez młodzież.
Jaką książkę dla dzieci napisałeś?
Napisałem książkę dla dzieci „Przygoda w Muzeum Bombek”. Powstała specjalnie dla mojej córki Felicji jako osobisty, ciepły prezent.
Dla kogo jest ta strona?
Dla rodziców, nauczycieli i wszystkich dorosłych, którzy chcą pomagać dzieciom bez straszenia i zawstydzania. Piszę też dla osób, które same kiedyś źle wspominały matematykę i chcą zobaczyć, że można podejść do niej inaczej.
Matematyka naprawdę nie musi zaczynać się od strachu.
I nie musi się na nim kończyć. Na Nie Każ Mu Liczyć znajdziesz materiały, artykuły i narzędzia dla rodziców, nauczycieli i uczniów, którzy chcą uczyć się spokojniej, mądrzej i bardziej po ludzku.