Wypracowanie maturalne

Pozostałe tematy wypracowań — zadania maturalne — strona 2

Pełne tematy wypracowań wraz z kryteriami oceniania CKE.

16zadań przypisanych do tematu

Jak odpowiadać

  1. Ustal dokładny zakres polecenia.
  2. Oprzyj odpowiedź na tekście, lekturze albo wskazanym materiale.
  3. Sformułuj wniosek i uzasadnij go konkretną obserwacją.
  4. Porównaj zakres odpowiedzi z zasadami oceniania.

Najczęstsza pułapka

Realizacja ogólnego tematu bez podporządkowania argumentacji dokładnemu problemowi.

Pełny zestaw · strona 2 z 2

Zadania, odpowiedzi i kryteria

Na tej stronie znajduje się 5 z 16 zadań. Odpowiedzi oraz zasady oceniania są ukryte do chwili rozwinięcia.

Pozostałe tematy wypracowań

Zadanie 15

styczeń 2009podstawowy50 pkt
Temat 1. Dwie postawy człowieka wobec Boga i Jego dzieła. Porównaj pieśń Jana Kochanowskiego Czego chcesz od nas, Panie... i Hymn Juliusza Słowackiego. Zwróć uwagę na nastrój obydwu utworów. Jan Kochanowski Pieśń XXV (Czego chcesz od nas, Panie…) Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary? Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie, I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie. Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje, Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni2 swoje. Wdzięcznym Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy, Bo nad to przystojniejszej ofiary nie mamy. Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował I złotymi gwiazdami ślicznieś uhaftował; Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi. Za twoim rozkazaniem w brzegach morze stoi, A zamierzonych granic przeskoczyć się boi; Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają. Biały dzień a noc ciemna swoje czasy znają. Tobie k’woli rozliczne kwiatki Wiosna rodzi, Tobie k’woli w kłosianym wieńcu Lato chodzi. Wino Jesień i jabłka rozmaite dawa, Potym do gotowego gnuśna Zima wstawa. Z Twej łaski rosa na mdłe3 zioła padnie, A zagorzałe4 zboża deszcz ożywia snadnie5; Z Twoich rąk wszelkie źwierzę patrza swej żywności, A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości. Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie! Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie. Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi; Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi! Jan Kochanowski, Pieśń XXV, [w:] Antologia polskiej poezji renesansowej, Warszawa 1984. 2 mienić – głosić, twierdzić 3 mdłe – słabe, wątłe 4 zagorzałe – spalone słońcem 5 snadnie – łatwo Juliusz Słowacki Hymn Smutno mi, Boże! – Dla mnie na zachodzie Rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowej wodzie Gwiazdę ognistą… Choć mi tak niebo ty złocisz i morze, Smutno mi, Boże! Jak puste kłosy z podniesioną głową Stoję rozkoszy próżen i dosytu… Dla obcych ludzi mam twarz jednakową, Ciszę błękitu. Ale przed Tobą głąb serca otworzę, Smutno mi, Boże! Jako na matki odejście się żali Mała dziecina, tak ja płaczu bliski, Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali Ostatnie błyski… Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze, Smutno mi, Boże! Dzisiaj na wielkim morzu obłąkany, Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem, Widziałem lotne w powietrzu bociany Długim szeregiem. Żem je znał kiedyś na polskim ugorze, Smutno mi, Boże! Żem często dumał nad mogiłą ludzi, Żem prawie nie znał rodzinnego domu, Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi Przy blaskach gromu, Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę, Smutno mi, Boże! Ty będziesz widział moje białe kości W straż nie oddane kolumnowym czołom; Alem jest jako człowiek, co zazdrości Mogił popiołom… Więc, że mieć będę niespokojne łoże, Smutno mi, Boże! Kazano w kraju niewinnej dziecinie Modlić się za mnie co dzień… a ja przecie Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie, Płynąc po świecie… Więc, że modlitwa dziecka nic nie może, Smutno mi, Boże! Na tęczę blasków, którą tak ogromnie Anieli Twoi w niebie rozpostarli, Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie Patrzący – marli. Nim się przed moją nicością ukorzę, Smutno mi, Boże! Pisałem o zachodzie słońca na morzu przed Aleksandrią [19 października 1836] Juliusz Słowacki, Hymn, [w] Dzieła wybrane, Wrocław 1984. Temat 2. Fabryki, huty, kopalnie w oczach Stefana Żeromskiego – nowoczesność i postęp czy piekło dla pracujących tam ludzi? Odpowiedz na pytanie, analizując załączone fragmenty Ludzi bezdomnych oraz wykorzystując znajomość całości powieści. Zwróć szczególną uwagę na opisy maszyn i pracujących robotników. Rano przed ósmą Judym zdążał piechotą na dworzec kolejowy. Był to jeden z pierwszych dni września. Jeszcze słońce pieściło się z ziemią i posępne, czarne domy obłóczyły na się szaty jego świetliste. [...] Na dworcu spotkał już kilka osób, które go uchyleniem kapelusza witały. To jeszcze bardziej odbierało mu pewność siebie. W dali rozległ się sygnał zwiastujący pociąg i wkrótce, jak barwne dzwona węża6, długie ciało zaczęło się przeginać w zwrotnicach. W jednym z okien doktor zobaczył Joasię. Była ubrana w skromny kapelusik podróżny. Miała szarą suknię. [...] Szli szeroką ulicą, po bruku uwalanym w błocie, mówiąc o rzeczach obojętnych. Panna Joasia zmuszona była dbać o swą suknię. Kiedy niekiedy podnosiła oczy pełne blasku i wówczas odrobina żalu za tak sztywne przyjęcie ukazywała się na jej czystej twarzy. Judym dostrzegł i to także. – Będzie pan łaskaw pokazać mi fabryki tutejsze? – spytała z odrobiną zalotności. – Z wielką chęcią... Właśnie idziemy... [...] Weszli w podwórze fabryczne. Otoczyła ich puszcza machin i warsztatów. Tu hale otwarte, w których wiły się złote węże drutu, gdzie indziej zionęły ogniem jamy pieców martenowskich, dalej jęczały młoty parowe bijące w belki białej stali. Kupy węgla, szmelcu, stosy szyn [...] zagradzały im drogę. Judym miał już wyrobione pozwolenie zwiedzenia wszystkich robót, a nawet delegowanego specjalistę technika, który miał go, wraz z „kuzynką”, oprowadzić. Technik nawinął się wkrótce, bardziej zapewne usposobiony do oprowadzania „kuzynki”, choćby też w towarzystwie lekarza, niż do ślęczenia nad jakimś rysunkiem w kantorze. Poszli tedy we troje. [...] Weszli po schodach na wielki piec. Widzieli kaskadę ochładzającą mur rozpalony, trąbę, która prowadzi do jego wnętrza upalne powietrze i która zdaje się oddychać jak aorta. Joasia nie mogła się dosyć napatrzeć cienkiej smudze szlaki7 tryskającej jak krew z górnego otworu. Właśnie przy nich przebito piec i ognista rzeka wylała się na ziemię. Cudne iskry strzelały z tego złotego strumienia. Fale jego posłusznie płynęły do łożysk swoich, które im długimi drągami otwierali czarni ludzie w siatkach na twarzy. Łuna stała jeszcze nad tą sadzawką ognistą, gdy ją opuścić musieli dążąc gdzie indziej. Wprowadzono ich do sali maszyn pompujących gorący wicher. Olbrzymie koła o kilkunastu metrach średnicy, do połowy zanurzone w ziemię, toczyły się w swych miejscach bez szelestu, w jakimś milczeniu i chwale. W cylindrach, błyszczących jak lustra, coś nieustannie cmokało, jakby wielka gęba niechlujnego potwora chłeptała napój. Z innego miejsca wyrywał się dźwięk nie istniejący. Był to krótki, urwany śmiech szatana. Serce Joasi było strwożone. Czuła, że ten głos do niej się stosuje, że radosne marzenia o szczęściu, jej cichą miłość zobaczył. Spojrzała na Judyma szukając w jego oczach zaprzeczenia, ale ta twarz droga była martwa... 6 jak barwne dzwona węża – jak kolorowe ciało węża 7 szlaka – produkt odpadowy w procesach hutniczych Obejrzeli piece martenowskie8, które wytwarzają stal odlewaną w kubłach na belki. Te „kolby” wędrują stamtąd do walcowni, gdzie znowu w czeluść pieca wrzucone zostaną i do białości się rozpalą. W wielkich halach wyłożonych żelaznymi płytami wszystkie wrota stały otworem. Przeciągi rwały wzdłuż i w poprzek, ochładzając czoła, plecy i ręce, które pali białe żelazo. Nie istnieją tam płuca chore, nie ma nerwów. Kto chory, ten umiera. Jak ognista kula, pędzi na ręcznym wózku przez halę biała belka. Nie widać ludzi, którzy ją dźwigają. Pada na ruszt, który się z posadzki wydobywa. Jest on jak plecy o kilkunastu metrach długości, wyginające się zupełnie wzorem kręgosłupa i niby z kręgów złożone z kół wydłużonych. Czterej olbrzymi czarni ludzie z jednej i czterej z drugiej strony walców, w siatkach na twarzy, dzierżąc w ręku długie obcęgi, ujmują belkę w swą władzę. Pchną ją mocno między szeroko rozdziawione walce dolne. Jak bryła masła stal się między nią wślizguje. Po tamtej stronie czeka na nią ruszt, który się z ziemi wysunął. Czyny ludzi są płynne, rytmiczne, prawie jak taniec. [...] Tuż obok latają po ziemi węże stalowe. Biały ucinek9 sztaby płonącej, wprowadzony w ciasny otwór, wybiega co chwila w przestrzeń, zmierzając do coraz węższych kryjówek. Tam stoją młodzi ludzie z krótkimi szczypcami, którzy chwytają pysk węża, gdy się wysuwa, i niosą go swobodnie na salę. Dopiero gdy ogon stukać zacznie po ziemi, kierują go do innej szczeliny. Drut pędzi z szaloną szybkością. Ogon, ginąc w otworze, trzepie się na prawo i lewo jak żywy... Ogłuszający huk... Belka stalowa spada na kowadło. Nieruchomy młot parowy zlatuje na nią jak piorun, razem prostym niby uderzenie pięści. Zgnieciona kolba przybiera formę płaskiego kręgu. Wtedy w środek jego stawiają przyrząd, który ma wybić otwór, doskonale okrągły. Młot spada raz za razem ze wściekłą siłą. Dzwoni potężnym językiem, który odbija się w halach, w powietrzu, w ziemi... Z hukiem rozlega się lwi ryk żelaza... Stęka w nim gniew kopalni zwyciężonej przez silne ramię człowiecze. Krąg z wybitym otworem jest kołem lokomotywy. [...] Nim stanie na szynach, walczy z ujarzmicielem10. Wyżera mu oczy, a twarz zalewa potem; płomieniami, którym je poddał, napełnia jego płuca i serce, na ostre przeciągi wystawione. Szarpie mu nerwy w tej samej minucie, gdy młot parowy szarpie i rozbija jego cząsteczki... [...] Słychać było suchy szczęk żelaza o żelazo... Joasia doznała wrażenia, że to jest śpiew. Po wielkim huku organów w jakiejś katedrze daje się słyszeć śpiew, śpiew z tłumu, bojaźliwy, strwożony... Stygnące koło poszło dalej w swą drogę. Judym nachylił się do swej towarzyszki i zapytał: – Czy widzi pani dobrze pracę tych ludzi? – Widzę... – rzekła głosem zdumionym. – Tak, tak... niech się pani dobrze im przyjrzy. Nie mówili nic więcej ani w halach, ani na ogromnych dziedzińcach zawalonych istnymi górami miału, gruzów, piasku. Wiatr porywał i nosił z miejsca na miejsce pyły i dziwne jakieś rdze lotne. Gdy pożegnali uprzejmego mentora11, minęli wrota fabryki i gdy jej mury daleko zostały, szli za miasto. Stefan Żeromski, Ludzie bezdomni, Warszawa 1956. 8 piece martenowskie – piece hutnicze 9 ucinek – kawałek 10 ujarzmiciel – ten, który ujarzmił, to znaczy pokonał 11 mentor – doradca, nauczyciel (książk.)
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – dwie postawy wobec Boga i stworzenia: 1. Ustal wspólny punkt porównania Czego chcesz od nas, Panie Jana Kochanowskiego i Hymnu Juliusza Słowackiego: podmiot rozpoznaje obecność Boga przez piękno świata, ale inaczej przeżywa własne miejsce w stworzeniu. 2. U Kochanowskiego przeanalizuj pochwałę harmonijnego ładu natury, zbiorowe „my”, wdzięczność i pogodny, uroczysty ton. 3. U Słowackiego pokaż piękno zachodu słońca, samotność emigranta, powracające „Smutno mi, Boże” i napięcie między zachwytem a tęsknotą. 4. Porównaj nastrój, obraz Boga i relację jednostki ze wspólnotą; zakończ wnioskiem o ufnej afirmacji albo osobistym, melancholijnym dialogu. Temat 2 – przemysł w Ludziach bezdomnych: 1. Przeanalizuj opisy maszyn: potęgę, ruch, hałas i fascynującą energię nowoczesnej techniki. 2. Zestaw je z obrazem robotników, ich zmęczeniem, chorobami, ubóstwem i podporządkowaniem rytmowi produkcji. 3. Odwołując się do całej powieści, połącz obserwacje Judyma z jego programem społecznej odpowiedzialności lekarza i decyzją o rezygnacji z prywatnego szczęścia. 4. Zakończ wnioskiem, że postęp techniczny bez ochrony człowieka staje się piekłem pracy, a nie jednoznacznym znakiem cywilizacyjnego rozwoju.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Dwie postawy człowieka wobec Boga i Jego dzieła. Porównaj pieśń Jana Kochanowskiego Czego chcesz od nas, Panie... i Hymn Juliusza Słowackiego. Zwróć uwagę na nastrój obydwu utworów. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów) Punktacja 1. Określenie podmiotu mówiącego, np.: 0-4 „Czego chcesz od nas, Panie...” (2) a. podmiot zbiorowy przemawiający w imieniu zbiorowości, b. wierni Bogu ludzie wyrażający swe uczucia w dziękczynnej pieśni, c. człowiek afirmujący życie, Smutno mi… (2) d. podmiot jednostkowy; pielgrzym, wygnaniec, e. indywidualista (egocentryk) postrzegający świat podmiotowo, f. człowiek pozbawiony nadziei na lepsze jutro. 2. Określenie uczuć i postaw podmiotu mówiącego, np.: 0 - 6 „Czego chcesz od nas, Panie...” (3) a. wdzięczność dla Boga – Stwórcy, Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom podstawowy b. wyznanie wiary (podporządkowanie człowieka Bogu), c. poczucie małości człowieka wobec doskonałości świata, d. uwielbienie dla Boga – artysty, e. radość życia, Smutno mi...” (3) f. zachwyt nad pięknem świata, g. poczucie osamotnienia i zagubienia, h. przekonanie, że Bóg nie go opuścił (podczas gdy ludzie to zrobili), i. ufność wobec Boga – wyjawienie samotności i niepokoju tylko przed Bogiem (skrywanie uczuć przed innymi), j. cierpienie z powodu opuszczenia ojczyzny, do której nie wróci, k. bolesne wspomnienia wywołane skojarzeniem z polskim krajobrazem, l. poczucie nicości i marności człowieka wobec doskonałości świata (dzieła Boskiego), m. poczucie wspólnoty losu z innymi ludźmi w obliczu śmierci i przemijania, n. smutek. 3. Charakterystyka świata – Boskiego dzieła, np.: 0 - 6 „Czego chcesz od nas, Panie...” (3) a. piękny, pełen ładu i harmonii, b. doskonały jak dzieło sztuki (np. architektura sklepienia niebieskiego, uhaftowanego gwiazdami, podkreślenie walorów estetycznych darów pór roku), c. spokojny, pełen optymizmu i bliskości ( np. obraz zwierząt biorących pożywienie z rąk Boga), d. barwny, oddziałujący na wyobraźnię, „Smutno mi...” (3) e. ogromny i bezkresny (obraz statku zagubionego na pustkowiu morza), f. piękny (obraz morza błyszczącego w promieniach zachodzącego słońca), g. obcy (wizja grobu na obczyźnie), h. doskonały, i. wieczny (świadomość przemijania człowieka). 4. Dostrzeżenie różnic, np.: 0 - 3 a. nastrój: radość, optymizm – smutek, gorycz, niepokój, b. charakter wypowiedzi: pieśń o charakterze modlitewno – dziękczynnym, wypowiedź jednostki skupionej na swoich uczuciach, c. charakter refleksji: optymistyczna wiara w przyszłość wynikająca z przekonania o opiece Boskiej – smutna refleksja o ludzkiej egzystencji, w której pewna jest tylko Opatrzność. 5. Dostrzeżenie podobieństw, np.: 0 – 3 a. gatunek literacki, b. adresat wypowiedzi – Bóg, c. apostroficzny charakter utworów, d. ukazanie piękna świata – Boskiego tworu, e. uroczysty, podniosły ton. 6. Podsumowanie 0 – 3 pełne, np.: dostrzeżenie różnic i podobieństw w ukazaniu postaw człowieka wobec Boga i świata oraz odmiennego nastroju i charakteru wypowiedzi poetów (pieśń błagalno- dziękczynna Kochanowskiego i elegijno – refleksyjna Słowackiego), wynikających z podstawowych kontekstów utworów. (3) częściowe, np.: dostrzeżenie różnic i podobieństw pomiędzy utworami tylko w zakresie ich tematyki i nastroju (2) próba podsumowania, np.: sprowadzenie wniosku do stwierdzenia, że utwory różnią się od siebie nastrojem. (1) Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom podstawowy Temat 2. Fabryki, huty, kopalnie w oczach Stefana Żeromskiego – nowoczesność i postęp czy piekło dla pracujących tam ludzi? Odpowiedz na pytanie, analizując załączone fragmenty Ludzi bezdomnych oraz wykorzystując znajomość całości powieści. Zwróć szczególną uwagę na opisy maszyn i pracujących robotników. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów) Punktacja Analiza i interpretacja fragmentu zamieszczonego w arkuszu 1. Określenie sytuacji i przedstawienie bohaterów, np.: 0-2 a. Joasia w towarzystwie Tomasza zwiedza hutę, b. Tomasz Judym, lekarz, główny bohater powieści, c. Joasia Podborska, nauczycielka, zakochana z wzajemnością w Tomaszu. 2. Umiejscowienie fragmentu w strukturze powieści, np.: 0-1 a. opis dotyczy huty w Zagłębiu Dąbrowskim – Judym pracuje tam jako lekarz fabryczny, b. scena poprzedza finałową rozmowę Judyma z Joasią, poprzedza ich rozstanie. Obraz huty (maszyn i ich działania) 3. fascynacja nowoczesnością, np.: 0-3 a. w tekście jest bardzo wiele opisów pracy maszyn, b. potęga i ogrom maszyn, c. piękno maszyn, d. ruch, hałas, energia, e. maszyny zdają się żyć – porównania do żywych organizmów, f. patos i wzniosłość w opisie pracy maszyn. 4. poczucie zagrożenia, np.: 0-3 a. motyw piekła (wysoka temperatura, łuna, odgłos jak „krótki, urwany śmiech szatana”), b. maszyny i produkty porównane do potworów, węży itp., c. odgłosy jak „śpiew z tłumu, bojaźliwy, strwożony”, d. porównanie trąby tłoczącej powietrze do aorty, a szlaki do tryskającej krwi może kojarzyć się z niebezpieczeństwem, wypadkami, e. huta budzi w Joasi trwogę („serce Joasi było strwożone”), f. „martwa twarz” Judyma. Obraz pracujących robotników 5. jako silnych, panujących nad technologią, np.: 0-3 a. moc robotników panujących nad rozpalonym żelazem, b. fizyczna siła robotników („olbrzymi czarni ludzie”), c. praca w hucie jako ujarzmianie natury, d. praca robotników „płynna, rytmiczna, prawie jak taniec”. 6. jako ofiar huty, np.: 0-3 a. interpretacja symboliki czarnych ludzi, b. praca jest bardzo ciężka, ponad siły, c. huta niszczy zdrowie robotników, d. motyw walki żelaza z robotnikami i braku litości („kto chory, ten umiera”). Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom podstawowy Wykorzystanie znajomości całej powieści 7. Inne fabryki w powieści, np.: 0-5 fabryka cygar w Warszawie – a. miejsce pracy bratowej Judyma, b. robotnicy wykonują wciąż te same proste czynności, c. najważniejsze jest, aby robotnicy pracowali szybko, jak maszyny, automaty, huta w Warszawie – d. miejsce pracy Wiktora Judyma, e. praca bardzo ciężka i niszcząca zdrowie, f. zauważenie podobieństw między stalownią warszawską a hutą w Zagłębiu. 8. Ogólny obraz fabryk, kopalni i hut w powieści, np.: 0-2 a. bezwzględność właścicieli, b. nędza robotników, c. niebezpieczne warunki pracy, liczne wypadki. 9. Podsumowanie 0-3 pełne (np.: dostrzeżenie niejednoznaczności obrazu fabryk i kopalń w powieści – motywom pracy jako niszczącego przymusu ekonomicznego towarzyszy fascynacja techniką; podjęcie próby interpretacji przyczyn tej fascynacji – tradycja pozytywistyczna i/lub szybki rozwój techniki w II poł. XIX w.; zauważenie, że opis stosunków w powieściowych fabrykach ma charakter krytyki społecznej), 3 niepełne (np.: dostrzeżenie niejednoznaczności obrazu fabryk i kopalń w powieści – motywom pracy jako niszczącego przymusu ekonomicznego towarzyszy fascynacja techniką), 2 próba podsumowania (np.: stwierdzenie, że Żeromski krytykuje stosunki w fabrykach i kopalniach lub stwierdzenie jego zafascynowania techniką). 1 Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom podstawowy II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 5 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części, 3 – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, 5 – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka, 3 – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia i fleksja, 12 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 9 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne składnia, słownictwo i frazeologia, 6 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, słownikowych, frazeologicznych i fleksyjnych, 3 – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, słownikowych i frazeologicznych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy) ; 3 – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia); na ogół poprawna interpunkcja; 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0–4
Wymagania podstawy programowej
Analiza i interpretacja fragmentu zamieszczonego w arkuszu a. interpretacja symboliki czarnych ludzi, techniką; podjęcie próby interpretacji przyczyn tej fascynacji – tradycja pozytywistyczna

Pozostałe tematy wypracowań

Zadanie 10

styczeń 2009rozszerzony40 pkt
Temat 1. Jak opisać muzykę? Dokonaj analizy porównawczej fragmentów powieści Chłopi Władysława Reymonta i Cudzoziemka Marii Kuncewiczowej; zwróć uwagę na sposoby ujęcia motywu muzyki i jego funkcje w utworach. Władysław Stanisław Reymont Chłopi (fragment) To i z nagła huknęli w instrumenty obertasa, że mróz przeszedł kości, a Boryna do Jagny skoczył, przygarnął ją krzepko i z miejsca rymnął takiego oberka, aż dyle zaskowyczały, a on wiał po izbie, zawracał, podkówkami trzaskał, a przyklękaniem z nagła zawijał, to trząchający po izbie się nosił szeroko, od ściany do ściany, to przed muzyką piosneczki śpiewał, że mu po muzycku odkrzykali, i dalej hulał siarczyście i tan wiódł zapamiętale, bo za nim drugie pary jęły się z kup wyrywać i przytupywać, śpiewać, tańcować i co ten największy pęd brać, że jakby sto wrzecion, pełnych różnobarwnej wełny, wiło się po izbie z turkotem i okręcało tak szybko, że już żadne oko nie rozeznało, gdzie chłop, gdzie kobieta; nic, ino jakby kto tęczę rozsypał i bił w nią wichurą, że grała kolorami, mieniła się i wiła coraz prędzej, wścieklej, zapamiętalej, aż światła chwilami gasły od pędu, noc ogarniała taneczników, a tylko oknami lała się miesięczna poświata rozpierzchłą, świetlistą smugą, iskrzyła się wrzącym srebrem wskróś ciemności i wskróś wirującej gęstwy ludzkiej, co napływała spienioną, rozśpiewaną falą [...]. I tańcowali! ...Owe krakowiaki, drygliwe, baraszkujące, ucinaną, brzękliwą nutą i skokliwymi przyśpiewkami sadzone, jako te pasy nabijane, a pełne śmiechów i swawoli; pełne weselnej gędźby i bujnej, mocnej, zuchowatej młodości i wraz pełne figlów uciesznych, przegonów i waru krwie młodej kochania pragnącej. Hej! ...Owe mazury, długie kiej miedze, rozłożyste jako te grusze Maćkowe, huczne a szerokie niby te równie nieobjęte, przyciężkie a strzeliste, tęskliwe a zuchwałe, posuwiste a groźne, godne a zabijackie i nieustępliwe, jako te chłopy, co zwarci w kupę niby w ten bór wyniosły, runęli w tan z pokrzykami i mocą taką, że choćby w stu na tysiące iść, że choćby świat cały porwać, sprać, stratować, w drzazgi rozbić i na obcasach roznieść, i samym przepaść, a jeszcze tam i po śmierci tańcować, hołubce bić i ostro, po mazursku pokrzykiwać: „da dana!” ...Owe obertasy, krótkie, rwane, zawrotne, wściekłe, oszalałe, zawadiackie a rzewliwe, siarczyste a zadumane i żalną nutą przeplecione, warem krwie ognistej tętniące a dobrości pełne i kochania, jako chmura gradowa z nagła spadające, a pełne głosów serdecznych, pełne modrych patrzań, wiośnianych tchnień, woniejących poszumów, okwietnych sadów; jako te pola o wiośnie rozśpiewane, że i łza przez śmiechy płynie, i serce śpiewa radością, i dusza tęskliwie rwie się za te rozłogi szerokie, za te lasy dalekie, we świat wszystek idzie marząca i „oj da dana!” przyśpiewuje. Takie to tany nieopowiedziane szły za tanami. Bo tak ano chłopski naród się weseli w przygodny czas. Władysław Stanisław Reymont, Chłopi, Wrocław 1999. Maria Kuncewiczowa Cudzoziemka (fragment) Zmąciły się myśli. Liście i woda zaczęły szumieć, światło księżycowe zabrzęczało jak struna e. Róża cała przemieniła się w słuch. Dźwięk światła coraz był wyraźniejszy, chwytała już tonacje, rozróżniała klucze, rytm tętnił w skroniach. Nuciła. Melodie stawały się konkretne, zorkiestrowane coraz dokładniej, w końcu utworzyły allegro non troppo z koncertu D-dur Brahmsa. [...] Tak, niczym innym nie była piękna noc, tylko koncertem D- dur Brahmsa. Róża prędko przeszła do salonu i zapaliwszy świece wydobyła skrzypce z pudła. Na pulpicie rozłożyła partyturę. Gorączkowo podkręciła kołki, nastroiła instrument. [...] Zupełnie tak samo wyraźnie jak szelest liści za szybą, plusk sadzawki i szkliste dzwonienie księżyca słyszała wiolonczele, flety, altówki Brahmsowskiego koncertu. Wyczekała, aż rozwieje się akord trąbek… Pierwsze takty skrzypcowego partu zadźwięczały blado, w palcach nie było jeszcze ciepła, w piersi za wiele żaru. Niebawem wszakże wyrównał się bieg krwi, [...] ramiona stężały na marmur, kiście nabrały miękkości. [...] Palce sprawnie działały, pasaż skrzypcowy za pasażem pokrywał majaczenie oboju, fagotu, violi. Róża nie czuła zwykłej nieśmiałości wobec instrumentu; opór strun, włosia, drewniane przydźwięki, niedołęstwo mięśni – przestały istnieć. Muzyka zdawała się powstawać w sposób niematerialny, bez udziału pracy, jedynie za przyczyną zachwytu. Wyzwolona z praw fizycznych, Róża bez najmniejszego trudu przenikała wszystkie strefy i wszystkie uczucia: zarówno nieziemskie modlitwy, jak miłosne scherzanda. [...] Między domem a światem znikł przedział – księżycowa noc roztopiła ludzi, sny, niebo i mury, tajemnica zmieszała się z wiedzą, na miejsce chaosu weszła dźwięczna, jedwabista pełnia. [...] Szeroko rozwarła oczy, sprężyła znowu ramiona i – nieugięta, świetna – runęła w rytmy czardasza. Pierwszych kilka taktów, mimo podwójne nuty i szalone wzmożenie tempa, zapłonęło żywym, łatwym ogniem, nierzeczywista orkiestra brzmiała spoiście jak morze. Róża poczuła łzy w gardle, tak wiele łez, że krtań mało nie pękała od ich nadmiaru. Spróbowała westchnąć. Jednocześnie w melodii [...] coś zazgrzytało, obniżyło się, coś skłamało. Pot zrosił czoło Róży; szybko przełknęła łzy, podciągnęła intonację... Kiedy wszakże pasaż znowu rozbłysnął czystością, usłyszała rzecz straszną: wiolonczele, flety, viole odpływały w dal, zostawiając ją za sobą. Ścisnęła wargi, nadludzkim wysiłkiem pchnęła w przód, przyśpieszyła nutki trzy razy wiązane… Już, już miała dogonić tutti. Wtem huk bolesny ogłuszył ją i zamącił. Co to? – struchlała. Ach, nic! to serce śpieszy. Odzyskała otuchę, przydała mocy lewemu ramieniu, smyczek zamigotał w oktawach. Całą duszą wychyliła się poza siebie ku niknącej harmonii, szum krwi stawał się jednak głośniejszy niż melodia, nie odróżniała już instrumentów, wyrwa w rytmie ziała coraz okropniejsza pustką. Róża opuściła ręce. Siadła – nogi drżały. Rzuciła smyczek... Księżycowa orkiestra pod batutą Brahmsa grała dalej. Tylko na miejscu pieśni skrzypiec wystąpiła cisza – czarna jak zaskórna woda. Jeszcze tu i owdzie błyskał refleks sola… cisza przecież czyniła się coraz głębsza, szersza i pochłaniała resztę wibracji. Z wolna milkły także widmowe instrumenty. Po jednemu wsiąkały w próżnię... Chaos bezdźwięczny pokrył wreszcie harmonię. Róża łkała: – To przeze mnie, przeze mnie. Ja zniszczyłam wszystko! Ja, podła, przez swoje niedołęstwo zgubiłam piękno tej nocy. Maria Kuncewiczowa, Cudzoziemka, Warszawa 1962. Temat 2. Analizując i interpretując wiersze W Weronie Cypriana Norwida i Kochankowie z ulicy Kamiennej Agnieszki Osieckiej, porównaj kreacje świata przedstawionego w obu tekstach. Cyprian Kamil Norwid Agnieszka Osiecka W Weronie Kochankowie z ulicy Kamiennej 1. Oczy mają niebieskie i siwe, Nad Kapuletich i Montekich domem, dwuzłotówki w kieszeniach na kino, Spłukane deszczem, poruszone gromem, żywią się chlebem i piwem, Łagodne oko błękitu – marzną im ręce zimą: 2. Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów, Kochankowie z ulicy Kamiennej Na rozwalone bramy do ogrodów, pierścionków, kwiatów nie dają. I gwiazdę zrzuca ze szczytu – Kochankowie z ulicy Kamiennej 3. wcale Szekspira nie znają. Cyprysy mówią, że to dla Julietty, Kochankowie z ulicy Kamiennej. Że dla Romea, ta łza znad planety Wieczorami na schodach i w bramach, Spada – i groby przecieka; dotykają się ręce spierzchnięte, 4. trwają tak czasem aż do rana, A ludzie mówią, i mówią uczenie, kiecki są stare i zmięte. Że to nie łzy są, ale że kamienie, I – że nikt na nie nie czeka! Kochankowie z ulicy Kamiennej tramwajem jeżdżą w podróże. Cyprian Kamil Norwid, W Weronie, Kochankowie z ulicy Kamiennej w: Wiersze polskie, Wydawnictwo Łódzkie, 1988. boją się gliny i stróża. Kochankowie z ulicy Kamiennej. Aż dnia pewnego biorą pochodnie, w pochód ruszają, brzydcy i głodni. "Chcemy Romea – wrzeszczą dziewczyny – my na Kamienną już nie wrócimy". "My chcemy Julii – drą się chłopaki – dajcie nam Julię zbiry, łajdaki". Idą i szumią, idą i krzyczą, amor szmaciany płynie ulicą... ... Potem znów cicho, potem znów ciemno, potem wracają znów na Kamienną. (Na podstawie: Agnieszka Osiecka, Piosenki VIII, http://free.art.pl/osiecka/pio8.html)
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – sposoby opisywania muzyki: 1. Ustal, że w Chłopach Władysława Reymonta muzyka organizuje zbiorowy taniec i rytuał wspólnoty, natomiast w Cudzoziemce Marii Kuncewiczowej odsłania wewnętrzne doświadczenie jednostki. 2. U Reymonta przeanalizuj czasowniki ruchu, onomatopeje, rytmizację zdań, barwy i porównania oddające żywioł oberka. 3. U Kuncewiczowej pokaż subiektywizację opisu, związek dźwięku z pamięcią, niespełnieniem Róży i możliwością wyrażenia emocji niewypowiadalnych wprost. 4. Porównaj perspektywę, zmysłowość języka i funkcje muzyki; zakończ wnioskiem o jej wspólnotowej sile albo roli języka psychiki. Temat 2 – dwa światy miłości: 1. Ustal wspólny problem W Weronie Cypriana Norwida i Kochanków z ulicy Kamiennej Agnieszki Osieckiej: miłość istnieje pośród obojętności świata i zostaje ukazana przez kontrast mitu z codziennością. 2. U Norwida przeanalizuj ruiny Werony, personifikowaną naturę, spór cyprysów z ludźmi oraz gwiazdę interpretowaną jako łza. 3. U Osieckiej pokaż ubogą miejską przestrzeń, konkret materialny, brak romantycznych rekwizytów i czułość prostych gestów bohaterów. 4. Porównaj styl, bohaterów i reakcję otoczenia; zakończ wnioskiem, że uczucie może być uwznioślone przez pamięć kultury albo odnalezione w pozornie niepoetyckiej codzienności.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Jak opisać muzykę? Dokonaj analizy porównawczej fragmentów powieści Chłopi Władysława Reymonta i Cudzoziemka Marii Kuncewiczowej; zwróć uwagę na sposoby ujęcia motywu muzyki i jego funkcje w utworach. I ROZWINIĘCIE TEMATU (można uzyskać maksymalnie 26 punktów) Punktacja Chłopi 1. Wstępne rozpoznanie fragmentu, np.: 0-1 a. sytuacja: wesele Boryny i Jagny, b. bohater indywidualny i bohater zbiorowy (goście tańczący na weselu), c. narrator: trzecioosobowy obserwator, 2. Muzyka, np.: 0-3 a. ludowa, b. grana przez wiejską kapelę, c. głośna, bardzo dynamiczna, d. emocjonalna, pełna radości życia (porywa do tańca), e. dająca poczucie związku z naturą. 3. Sposoby ujęcia motywu muzyki, np.: 0-3 a. punkt widzenia słuchacza i widza, b. ukazana przez obraz tańczących i śpiewających, c. tańczący stają się całością, w której znikają pojedyncze osoby, d. tańce są zabarwione erotyzmem, e. tańczący stają się żywiołem przypominającym naturę, f. plastyczność, wielobarwność obrazu (elementy impresjonizmu). 4. Językowe środki wyrazu, np.: 0-3 a. bogactwo i różnorodność środków – podkreślenie żywiołowości, b. elementy stylizacji gwarowej, c. liczne metafory i metaforyczne epitety określające cechy tańców, d. hiperbolizacja – podkreslenie zwiąku świata i natury, e. synestezja – łączenie zmysłowego postrzegania elementów tańca, f. porównania melodii do krajobrazów, zjawisk pogody, ludzi itp., g. wielość czasowników nazywających ruch, h. wykrzyknienia (dynamizacja wypowiedzi), i. wyrazy dźwiękonaśladowcze, instrumentacja głoskowa (umuzycznienie tekstu) j. składnia nadająca tekstowi muzyczność, k. np.: paralelizmy składniowe, rytmizacja, wyliczenia, bardzo długie zdania. 5. Funkcje motywu muzyki, np.: 0-2 a. charakterystyka bohatera zbiorowego (przedstawienie natury chłopów), b. przedstawienie zbiorowych emocji, c. podkreślenie witalności, siły chłopów, d. ilustracja obyczajowości środowiska. Cudzoziemka 6. Wstępne rozpoznanie fragmentu, np.: 0-1 a. szczególnie dramatyczna noc w małżeństwie Róży i Adama, b. bohater indywidualny (Róża), c. narrator: trzecioosobowy, ale ukazujący świat z subiektywnego punktu widzenia Róży, 7. Muzyka, np.: 0-3 a. poważna (koncert Brahmsa), b. częściowo wyobrażona przez Różę, częściowo grana przez nią dla siebie samej, Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom rozszerzony c. sprowokowana światłem księżyca (zainspirowana naturą), d. cicha (jeden instrument) lub bezgłośna (wyobrażona orkiestra), e. jest przeżyciem niemal mistycznym (daje poczucie niezależności od praw fizyki), f. prowadzi do wewnętrznej harmonii, zawiera w sobie i łączy wszystkie uczucia, g. jednoczy ze światem. 8. Sposoby ujęcia motywu muzyki, np.: 0-3 b. punkt widzenia wykonawcy, c. ukazana przez wewnętrzne przeżycia Róży, d. fizyczne reakcje ciała (krople potu, przyspieszone bicie serca itp.) jako wyraz emocji związanych z grą, e. kontrast między statycznością sceny a gwałtownością emocji bohaterki, f. kontrast między harmonią muzyki a chaosem ciszy. 9. Językowe środki wyrazu, np.: 0-3 b. oszczędny język w opisach zachowań Róży, c. mowa pozornie zależna, d. metaforyczność opisów muzyki, e. synestezja – połączenie róznorodności wrażeń zmysłowych wywołanych muzyką, f. instrumentacja głoskowa, onomatopeje, g. wielość czasowników nazywających ruch dźwięków, h. nazwy i opisy instrumentów jako ekwiwalent ich brzmienia (metonimia), i. terminologia muzyczna. 10. Funkcje motywu muzyki, np.: 0-1 b. tworzenie portretu psychologicznego Róży, c. prezentacja pragnień i ambicji bohaterki, d. wyjaśnienie dręczącego Różę poczucia niespełnienia. 11. Podsumowanie: 0-3 pełne (np.: dostrzeżenie różnic i podobieństw w ujęciach motywu muzyki, zauważenie związku między sposobami ujęcia a funkcjami motywu), (3) niepełne (np.: dostrzeżenie różnic i podobieństw w ujęciach i funkcjach motywu muzyki), (2) próba podsumowania (np.: dostrzeżenie różnic lub podobieństw w ujęciach i funkcjach motywu muzyki). (1) Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom rozszerzony Temat 2. Analizując i interpretując wiersze W Weronie Cypriana Kamila Norwida i Kochankowie z ulicy Kamiennej Agnieszki Osieckiej, porównaj kreacje świata przedstawionego w obu tekstach. I ROZWINIĘCIE TEMATU (można uzyskać maksymalnie 26 punktów) Punktacja 1. Zasada zestawienia tekstów, np.: 0-1 a. nawiązania do dramatu Szekspira (Werona, domy Kapuletich i Montekich, imiona bohaterów), b. podejmowanie motywu szekspirowskiego w różnych epokach literackich, c. obecność motywu nieszczęśliwych kochanków w różnych formach liryki. W Weronie 2. Określenie podmiotu mówiącego i typu liryki 0-1 a. podmiot ukryty za światem przedstawionym, b. opowiadacz – narrator liryczny (podmiot liryczny zorientowany narracyjnie), zachowuje dystans i powściągliwość, c. liryka pośrednia (refleksyjno – filozoficzna). 3. Obraz świata przedstawionego, np.: 0–5 a. konkretyzacja miejsca w tytule wiersza, b. przeciwstawienie rozumu i uczucia, c. spokój i harmonia natury (łagodne oko błękitu), d. romantyczny charakter przyrody (współczuje nieszczęśliwym kochankom, zrzuca gwiazdę), e. kosmiczny wymiar natury (planeta), f. przemijanie wytworów kultury, g. niezrozumienie dla kochanków ze strony ludzi, h. uniwersalność, niezmienność uczuć, namiętności ludzkich, i. przeciwstawne sposoby rozumienia świata - „emocjonalny” (cudzysłów dodany po recenzji) charakter natury i racjonalna postawa ludzi, j. dystans między czasem wypowiedzi a czasem wydarzeń. 4. Ukształtowanie wypowiedzi poetyckiej, np.: 0–4 a. aluzja literacka podstawą kreacji świata, b. symbolika (np.: grobu, gwiazdy, łzy), c. animizacja i personifikacja przyrody, d. kontrasty (poruszone gromem – łagodne, gruzy grodów, łzy – kamienie) e. epitety o charakterze neutralnym, f. przemilczenia, g. ironia (epitet uczenie, wykrzyknienie), h. cztery tercynowe strofy (charakterystyczne dla refleksyjnej poezji włoskiej), i. regularność w budowie (regularna średniówka, układ rymów, wiersz sylabotoniczny) jako próba porządkowania świata. Kochankowie z ulicy Kamiennej 5. Określenie podmiotu mówiącego i typu liryki, np.: 0-1 a. podmiot ukryty za światem przedstawionym, b. podmiot – narrator, opisuje mieszkańców ulicy Kamiennej, c. relacjonuje i ocenia świat i bohaterów, d. liryka pośrednia (opisowo – refleksyjna). 6. Obraz świata przedstawionego, np.: 0–5 a. konkretne umiejscowienie bohaterów (tytuł wiersza), b. zderzenie codzienności życia kochanków z marzeniami o lepszym świecie, Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom rozszerzony c. zwykłość bohaterów – współczesnych kochanków, d. tęsknota za prawdziwą, romantyczną miłością, e. brud i zło życia bohaterów (brzydcy, głodni, biedni), f. niemoc wyrwania się ze środowiska (powrót na Kamienną), g. niemożność odmiany losu (determinizm), h. Romeo i Julia jako symbole postaw, i. zderzenie wzniosłości z szarą rzeczywistością, j. krytyczna ocena rzeczywistości, która krzywdzi człowieka, k. przestrzeń sugerująca negatywne skojarzenia. 7. Ukształtowanie wypowiedzi poetyckiej, np.: 0–4 a. słownictwo potoczne, b. powtórzenia eksponujące bohaterów, c. anafora podkreślająca dążenia bohaterów, d. dynamizująca funkcja czasowników, e. epitety wartościujące, f. metafora miłości (amor szmaciany płynie ulicą), g. kontrasty (np.: pochodnie – ciemność, Chcemy Romea – wrzeszczą.../My chcemy Julii – drą się), h. zamknięta budowa wiersza (symbolika koła), i. połączenie wiersza sylabicznego (przechodzącego w wiersz toniczny) z konwencjo- nalną balladą (paralelizm kompozycyjny, refren, regularny układ rymów), j. czas teraźniejszy i forma niedokonana czasowników wskazują, ze wszystko dzieje się „tu i teraz”. 8. Wykorzystanie kontekstu szekspirowskiego, np.: 0-2 9. Podsumowanie 0–3 pełne, np.: dostrzeżenie różnic w kreacji świata u Norwida i Osieckiej; wskazanie na zależność między kreacjami świata i ukształtowaniem (3) częściowe, np.: dostrzeżenie różnic i/lub podobieństw w kreacji świata u Norwida i Osieckiej; (2) próba podsumowania, np.: dostrzeżenie różnicy i/lub podobieństwa w kreacji świata wierszy Norwida i Osieckiej. (1) Odpowiedzi i schemat punktowania – poziom rozszerzony KOMPOZYCJA (maksymalnie 2 punkty) Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 2 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 2 punkty) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, 2 – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 8 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia, fleksja, 8 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 6 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia, 4 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, leksykalnych (słownictwo i frazeologia), fleksyjnych, 2 – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, leksykalnych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 2 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy), 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); na ogół poprawna interpunkcja. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0-4
Wymagania podstawy programowej
b. tworzenie portretu psychologicznego Róży, Temat 2. Analizując i interpretując wiersze W Weronie Cypriana Kamila Norwida g. niezrozumienie dla kochanków ze strony ludzi,

Pozostałe tematy wypracowań

Zadanie 1

maj 2006rozszerzony40 pkt
Temat 1. Analizując i interpretując wiersz Anny Świrszczyńskiej Budując barykadę oraz fragment Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, przedstaw i porównaj dwa sposoby prezentacji dramatu zwykłych ludzi uwikłanych w historię. Anna Świrszczyńska Budując barykadę Baliśmy się budując pod ostrzałem barykadę. Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer, wszystko tchórze. Upadła na ziemię służąca dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo, wszystko tchórze – dozorca, straganiarka, emeryt. Upadł na ziemię aptekarz wlokąc drzwi od ubikacji, baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka, krawcowa, tramwajarz, wszystko tchórze. Upadł chłopak z poprawczaka wlokąc worek z piaskiem, więc baliśmy się naprawdę. Choć nikt nas nie zmuszał, zbudowaliśmy barykadę pod ostrzałem. (Anna Świrszczyńska, Budowałam barykadę, Warszawa 1974) Miron Białoszewski Pamiętnik z powstania warszawskiego (fragmenty) W nocy szalały pociski i „szafy”. A jednak noce były lepsze. W nocy najwięcej było akcji. Takich dla cywilów. Na ochotnika. Tylko w nocy dało się przesunąć barykadę. Bo właśnie o to chodziło. Raz. Pamiętam. Widocznie straciliśmy kawałek terenu. A może to taktyka. Bo trzeba było przesunąć barykadę o ileś metrów. W naszą stronę. Na Rybakach. Już niedaleko przed Wytwórnią. Zbiórka. Ochotników. O pierwszej czy o drugiej. Sporo nas. Dwudziestu paru chyba. Łopaty. Kilofy. Łomy. Wszystko rozdane. Ruszamy. Cieplunio. Nawet w tym momencie cicho. Aż gwiazdy, wydaje mi się. Ale gdzie tam gwiazdy! Na pewno zasłonięte dymami. Prowadzi nas porucznik. Porucznik? Czyżby? Tak mi się powiedziało. Porucznik w czasie powstania to była figura. Więc to był ktoś taki jak kapral. Czy osoba cywilno – dyżurno – półwojskowa w ogóle. […] Dochodzimy do celu. Wszystko idzie w ruch. Za barykadą był jeszcze kawałek Rybaków. I wylot. Chyba zniżająca się jezdnia. Przeprowadzenie barykady było dosłowne. Płyta po płycie. Każdy kawał bruczku. Szyna po szynie. (Chyba tych narzędzi, które wymieniłem, nie rozdawali do tego; pomyliłem to z inną akcją nocną). Noc nie była długa. W każdej chwili mogło wybuchnąć nie wiadomo co. Cisza coraz bardziej robiła się podejrzana. Więc tempo. Tempo. Ruch. A dużo rzeczy ciężkich i brzęczących. Dużo – to pamiętam – blachy. A blacha robi echo. Dużo uwijania się, ludzi, dźwigania kłusem i latania po następne i znów. To wciąż wszyscy, jedni po drugich, w tym lataniu z dźwiganiem i mijaniem się, w tym chybciku, tylko siebie ciszyli: – Ćśśśś… A przecież przy tylu ludziach i rzeczach coś musiało się gubić. Bo jeszcze ten pośpiech. Więc układanie podobne do rzucania. Tyle że podobnego do przykładania. Ale tyle tego! – Ćśśśś… Lataliśmy z tym od starej barykady (coraz mniejszej, znikającej) w głąb Rybaków do nowej barykady, coraz większej. Mijając kamienice od Wisły. A drewniak od skarpy. I chyba od skarpy też kamienicę. Nagle ktoś – chyba nie ja? – upuścił blachę. Na kocie łby. Huk. Brzęk. Potworne echo. W tej chwili wszystko, i to tło z kompletnej ciszy, i to ciepło (sierpniowe), wydało nam się tak podejrzane, że zamarliśmy. I nie wiem, czy naprawdę to. Ale zaraz zaleciał nas ogień. Taki żywy. Z wyciem. I trzasnął gdzieś blisko. To pocisk. Potem drugi. Z wyciem. Jak kometa. I prask! Od mostu Kierbedzia. I trzeci: ogień – wycie – prask! Ogień – wycie – prask! – z naprzeciwka, od Gdańskiego. I od Kierbedzia. I prask! prask! Naraz. W dwa ognie nas wzięli. Dosłowne. […] Nie od razu się spostrzegłem. Co robić? I co inni? Jakoś zaczęli znikać. Trzeba zniknąć. Ale jak? Gdzie wpaść? Wpadam pod mur. Żadna osłona. Wpadam w bramę do kamienicy od Wisły. Właśnie była od Wisły. Od całej Pragi. Nie wiem, czy miała podwórze. Czy jak to się tam zwało. Wiem, że nic nie miała. Tylko Wisłę, Pragę, pociski i huki z echem. Ktoś jeszcze koło mnie. Ile tam można było być, stać? Raz, dwa, w minutę wyskoczyłem. I pod mur. I do bruku. Patrzę… to znaczy czuję: nagle zbawienie – okieneczko do piwniczki. Jak kot spłaszczyłem się. Siup. W dół. Ktoś za mną. Też jak kot. I jeszcze ktoś. Ze środka zawiało ciepełkiem. I gadaniną: – Ru-ru-ru… – Wpadłem w zbitą kupę ludzką, w ciasnotkę, chłop przy chłopie. Bo to ci – my, od barykady. Z czymś, z łopatami (właśnie, pamiętam łopaty)… Ale jak tu było ciasno. A żadnego nic innego, wyjścia, dziury zapasiku zakamarkowego. Tylko kocie okienko w górze i to miejsconko. Ciepełko. Tyle bycia, co smrodku i strachu. I zbijania się w kocią zaradność. Prawie miejsca na pięć worków kartofli. Ktoś co i jeszcze doszlusował, z okienka. Z naszych, z tej resztki. Szus! I jest. I coraz ciaśniej. Że ani nogą, ani ręką ruszyć. Więc się nie ruszało. Zresztą i tak szczęście – być tu. A za to co tam, o ten skok kota z ulicy. Co się działo. Bryzg! W naszą barykadę. Coś się roztego. Bryzg. W bruk! Tu zaraz. Bryzg w drewniak! Płomienie wysokie. Przez chwilę. I już się zniżały. Drewniak się dopalał. Ileśmy tam siedzieli? I długo, i jeszcze nie do rana. Za ciemka jeszcze zaczęło się uspokajać. Szybko. I ustało. Wylecieliśmy. Narzędzia w garść. Co nie – pozbierać. Szybko. Co jeszcze, nie pamiętam. Tylko że szybko. Kocie łby. To niebo. Sierpień. Pod pachą coś (łopata)? Kościelna. Róg. Przy barykadzie…tej tu cisza – tylko para – on i ona – powstaniec i powstańczyni – siedzą z boku barykady – na dyżurze. I rajcują. Jakby nic innego nie było, nie miało być. Tylko ciepło. Siedzi się. Barykada jak bok mebla. I rajce. To, że byłem szczęśliwy, że wracałem, to też pamiętam. (Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, Warszawa 1988) Temat 2. Analizując i interpretując utwór Jarosława Iwaszkiewicza Wiewiórka, przedstaw wzajemne relacje między narratorem a światem przedstawionym. Jarosław Iwaszkiewicz Wiewiórka Dla Tereski Wczoraj byłem na cmentarzu. Pogodny poranek późnej jesieni usposabiał melancholijnie. Wzdłuż drogi, którą przeszedłem, rosły stare wiśniowe drzewa i wyglądały jak duże wiązki różowych i kremowych liści. Perspektywy były mgliste, ale niebo bezchmurne i niebieskie, jakie tylko u nas w jesieni bywa. Stałem sobie nad ,,moimi” grobami, zastanawiając się nad jałowością podobnej wędrówki. Nic ja im już nie pomogę, nic oni mnie nie pomogą. Śpią, nic ich nie obchodzą ani ja, ani moje wszystkie tak skomplikowane sprawy. Jeden był tylko pożytek z takich odwiedzin: z niskich mogiłek, z uschłych wieńców, ze wspaniałych, pochylonych zachodnim wiatrem drzew, jakimi porośnięty był cmentarz — wiało wielkim spokojem. Wszystko, co się we mnie ostatnio gotowało, co falowało, co niepokoiło — wygładzało się. Pochylałem się ku ziemi, ale jednocześnie wyprostowywałem się, wygładzałem. Wiedziałem, że to nie na długo, ale może po ten spokój przychodziłem właśnie w to miejsce. Naokoło było cicho. Dzień był pogodny nad wszelki wyraz, ale powszedni. Ludzie byli przy pracy. Z kartofliska, które rozciągało się za cmentarzem, dochodziły dalekie odgłosy rozmów i chwilami trzepanie się koparki. Tym ciszej wydawało się w sąsiedztwie. Zatęskniłem bardzo do takiego spokoju, chciałem, aby już wszystko się we mnie ostatecznie uspokoiło. Aby nie szastał się we mnie gniew, wściekłość, sprzeciwy losowi i inne takie ciężkie do znoszenia namiętności. Cicho tu było całkowicie, wszystko tu było zakończone. I mnie się chciało już wszystko zakończyć. W momencie kiedy cisza naciągnęła się jak nitka, kiedy pochyliłem głowę przybitą jak gdyby tą ciszą, usłyszałem jakiś szelest. Z sosny, która stała nad grobem, obrywając pazurkami jesienne płatki sosnowej kory, podobne do brunatnych płatków kwiatowych — zsuwała się wiewiórka. Wszystkie jej ruchy były zadziwiająco precyzyjne i celowe. Zwierzątko zainteresowało mnie i począłem się mu pilnie przypatrywać. Wiewiórka zeszła z drzewa na ziemię, stanęła słupka i spojrzała na mnie. Ponieważ stałem nieruchomo, zdecydowała, że to jest nieważne, i zajęła się swoimi sprawami. Przechodząc szybkimi ruchami wzdłuż mogił wybrała takie miejsce, gdzie naokoło jakiegoś pomnika powstał rowek wycięty sztychami łopaty. Na tym kancie rosła obfita, sucha już w tej chwili trawa. Wiewiórka zatrzymała się przez chwilę, powąchała trawę, a potem zszedłszy na dół skarpy szybko zaczęła grzebać w gliniastym sztychu i podkopywać się do korzeni trawy. Zadziwiało mnie zdecydowanie i dokładność bystrych ruchów jej małych łapek. Kiedy dostatecznie podkopała korzenie trawy, wychwyciła z ziemi cały jej duży pęk razem z korzeniami. Uczyniła to pyskiem, a potem zwróciła się do mnie, jakby mi chciała pokazać swoje dzieło. Siedziała teraz słupkiem przede mną z dużym pękiem trawy w zębach. Sprężynowym ruchem łapek naprzód otrzepała trawę z ziemi, oczyściła korzonki z piasku. A potem gestem blaszanego robota uderzyła parę razy w obie strony paczki trawy, spłaszczając je na kształt miniaturowej beli siana, takiej, jakie widzimy czasami na ciężarówkach czy na wagonach kolejowych przy dostawach wojskowych. Gdy doprowadziła paczkę trawy do zwartego, sprasowanego kształtu, jeszcze chwileczkę postała, a potem pomknęła z powrotem na tę sosnę, z której zlazła. Na szczycie sosny zniknęła na chwilkę i natychmiast pojawiła się znowu, już bez pęku trawy, i nie mieszkając ani chwilki w te pędy zeszła z sosny pomiędzy mogiłki. Powtórzyła się ta sama scena: popatrzyła na mnie, podkopała nowy pęk trawy, wyrwała go, otrzepała z ziemi (łapki naprzód), doprowadziła do żądanego kształtu (łapki w tył) i znowu pomknęła na sosnę. Tak to się powtarzało może z pięć razy. Dłużej nie miałem już cierpliwości stać. Zapewne pracowała tak przez cały dzień. Zrozumiałem łatwo cel tej czynności: wiewiórka wyściełała sobie dziuplę na sośnie. Tam miała zamieszkać na zimę, tam miała przeczekać te chwile, kiedy cmentarz i drzewa, i groby, i zeschłe kwiaty pokryje warstwa śniegu. Śledząc zwinne ruchy wiewiórki przerwałem na chwilę moje rozmyślania o śmierci. I po prawdzie powiedziawszy, już do nich nie powróciłem. Spostrzegłem w krajobrazie mnie otaczającym sprawy i rzeczy, które mnie zainteresowały. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego ta koparka kartofli tak często się zatrzymuje. Zacząłem myśleć o tym, że to tak późno, a ludzie jeszcze kopią kartofle. I nie mogłem sobie przypomnieć, czy to jest pole księżowskie — to za cmentarzem — czy to jest to, co zostało po folksdojczu Berze, który uciekł z Niemcami. Pomyślałem z pewnego rodzaju czułością o gniazdku, które sobie słała wiewiórka. I gdy już wyszedłem za cmentarne wrota i znowu szedłem do domu, aleją różową od wiśniowych liści, wyobrażałem sobie, jak to ona wyjdzie z tej dziupli na wiosnę i niefrasobliwie rozpocznie swoje dzielne, beztroskie, bezcelowe życie — na cmentarzu. (Jarosław Iwaszkiewicz, Wiewiórka, w: Opowiadania wybrane, Czytelnik 1964)
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – zwykli ludzie uwikłani w historię: 1. Ustal wspólny problem Budując barykadę Anny Świrszczyńskiej i Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego: powstanie jest doświadczeniem cywilów działających mimo strachu, bez heroicznej pozy. 2. U Świrszczyńskiej przeanalizuj wyliczenie zawodów, powtarzane przyznanie się do lęku, proste zdania i finałowy paradoks dobrowolnego zbudowania barykady. 3. U Białoszewskiego pokaż narrację świadka, mowę potoczną, fragmentaryczność wspomnień oraz koncentrację na schronieniu, przemieszczaniu się i codziennych reakcjach tłumu. 4. Porównaj sposób budowania wspólnoty i obraz odwagi; zakończ wnioskiem, że dramat historii ujawnia się najpełniej w konkretnym doświadczeniu niepozornych uczestników. Temat 2 – narrator i świat Wiewiórki: 1. Określ sytuację narratora odwiedzającego cmentarz i jego początkową melancholię, poczucie bezradności oraz potrzebę uspokojenia. 2. Przeanalizuj zmysłowy opis jesiennej przestrzeni i sposób, w jaki obserwacja wiewiórki kieruje uwagę od grobów ku ruchowi żywego świata. 3. Pokaż zmienność emocji mówiącego, jego refleksyjny dystans i świadomość, że natura nie podporządkowuje się ludzkiej żałobie. 4. Zakończ wnioskiem o relacji opartej na uważnej obserwacji: świat łagodzi niepokój narratora, ale zarazem przypomina o obojętnym, ciągłym rytmie życia i śmierci.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Analizując i interpretując wiersz Anny Świrszczyńskiej Budując barykadę oraz fragment Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, przedstaw i porównaj dwa sposoby prezentacji dramatu zwykłych ludzi uwikłanych w historię. Anna Świrszczyńska Budując barykadę Baliśmy się budując pod ostrzałem barykadę. Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer, wszystko tchórze. Upadła na ziemię służąca dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo, wszystko tchórze – dozorca, straganiarka, emeryt. Upadł na ziemię aptekarz wlokąc drzwi od ubikacji, baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka, krawcowa, tramwajarz, wszystko tchórze. Upadł chłopak z poprawczaka wlokąc worek z piaskiem, więc baliśmy się naprawdę. Choć nikt nas nie zmuszał, zbudowaliśmy barykadę pod ostrzałem. (Anna Świrszczyńska, Budowałam barykadę, Warszawa 1974) Miron Białoszewski Pamiętnik z powstania warszawskiego (fragmenty) W nocy szalały pociski i „szafy”. A jednak noce były lepsze. W nocy najwięcej było akcji. Takich dla cywilów. Na ochotnika. Tylko w nocy dało się przesunąć barykadę. Bo właśnie o to chodziło. Raz. Pamiętam. Widocznie straciliśmy kawałek terenu. A może to taktyka. Bo trzeba było przesunąć barykadę o ileś metrów. W naszą stronę. Na Rybakach. Już niedaleko przed Wytwórnią. Zbiórka. Ochotników. O pierwszej czy o drugiej. Sporo nas. Dwudziestu paru chyba. Łopaty. Kilofy. Łomy. Wszystko rozdane. Ruszamy. Cieplunio. Nawet w tym momencie cicho. Aż gwiazdy, wydaje mi się. Ale gdzie tam gwiazdy! Na pewno zasłonięte dymami. Prowadzi nas porucznik. Porucznik? Czyżby? Tak mi się powiedziało. Porucznik w czasie powstania to była figura. Więc to był ktoś taki jak kapral. Czy osoba cywilno – dyżurno – półwojskowa w ogóle. […] Dochodzimy do celu. Wszystko idzie w ruch. Za barykadą był jeszcze kawałek Rybaków. I wylot. Chyba zniżająca się jezdnia. Przeprowadzenie barykady było dosłowne. Płyta po płycie. Każdy kawał bruczku. Szyna po szynie. (Chyba tych narzędzi, które wymieniłem, nie rozdawali do tego; pomyliłem to z inną akcją nocną). Noc nie była długa. W każdej chwili mogło wybuchnąć nie wiadomo co. Cisza coraz bardziej robiła się podejrzana. Więc tempo. Tempo. Ruch. A dużo rzeczy ciężkich i brzęczących. Dużo – to pamiętam – blachy. A blacha robi echo. Dużo uwijania się, ludzi, dźwigania kłusem i latania po następne i znów. To wciąż wszyscy, jedni po drugich, w tym lataniu z dźwiganiem i mijaniem się, w tym chybciku, tylko siebie ciszyli: – Ćśśśś… A przecież przy tylu ludziach i rzeczach coś musiało się gubić. Bo jeszcze ten pośpiech. Więc układanie podobne do rzucania. Tyle że podobnego do przykładania. Ale tyle tego! – Ćśśśś… Lataliśmy z tym od starej barykady (coraz mniejszej, znikającej) w głąb Rybaków do nowej barykady, coraz większej. Mijając kamienice od Wisły. A drewniak od skarpy. I chyba od skarpy też kamienicę. Nagle ktoś – chyba nie ja? – upuścił blachę. Na kocie łby. Huk. Brzęk. Potworne echo. W tej chwili wszystko, i to tło z kompletnej ciszy, i to ciepło (sierpniowe), wydało nam się tak podejrzane, że zamarliśmy. I nie wiem, czy naprawdę to. Ale zaraz zaleciał nas ogień. Taki żywy. Z wyciem. I trzasnął gdzieś blisko. To pocisk. Potem drugi. Z wyciem. Jak kometa. I prask! Od mostu Kierbedzia. I trzeci: ogień – wycie – prask! Ogień – wycie – prask! – z naprzeciwka, od Gdańskiego. I od Kierbedzia. I prask! prask! Naraz. W dwa ognie nas wzięli. Dosłowne. […] Nie od razu się spostrzegłem. Co robić? I co inni? Jakoś zaczęli znikać. Trzeba zniknąć. Ale jak? Gdzie wpaść? Wpadam pod mur. Żadna osłona. Wpadam w bramę do kamienicy od Wisły. Właśnie była od Wisły. Od całej Pragi. Nie wiem, czy miała podwórze. Czy jak to się tam zwało. Wiem, że nic nie miała. Tylko Wisłę, Pragę, pociski i huki z echem. Ktoś jeszcze koło mnie. Ile tam można było być, stać? Raz, dwa, w minutę wyskoczyłem. I pod mur. I do bruku. Patrzę… to znaczy czuję: nagle zbawienie – okieneczko do piwniczki. Jak kot spłaszczyłem się. Siup. W dół. Ktoś za mną. Też jak kot. I jeszcze ktoś. Ze środka zawiało ciepełkiem. I gadaniną: – Ru-ru-ru… – Wpadłem w zbitą kupę ludzką, w ciasnotkę, chłop przy chłopie. Bo to ci – my, od barykady. Z czymś, z łopatami (właśnie, pamiętam łopaty)… Ale jak tu było ciasno. A żadnego nic innego, wyjścia, dziury zapasiku zakamarkowego. Tylko kocie okienko w górze i to miejsconko. Ciepełko. Tyle bycia, co smrodku i strachu. I zbijania się w kocią zaradność. Prawie miejsca na pięć worków kartofli. Ktoś co i jeszcze doszlusował, z okienka. Z naszych, z tej resztki. Szus! I jest. I coraz ciaśniej. Że ani nogą, ani ręką ruszyć. Więc się nie ruszało. Zresztą i tak szczęście – być tu. A za to co tam, o ten skok kota z ulicy. Co się działo. Bryzg! W naszą barykadę. Coś się roztego. Bryzg. W bruk! Tu zaraz. Bryzg w drewniak! Płomienie wysokie. Przez chwilę. I już się zniżały. Drewniak się dopalał. Ileśmy tam siedzieli? I długo, i jeszcze nie do rana. Za ciemka jeszcze zaczęło się uspokajać. Szybko. I ustało. Wylecieliśmy. Narzędzia w garść. Co nie – pozbierać. Szybko. Co jeszcze, nie pamiętam. Tylko że szybko. Kocie łby. To niebo. Sierpień. Pod pachą coś (łopata)? Kościelna. Róg. Przy barykadzie…tej tu cisza – tylko para – on i ona – powstaniec i powstańczyni – siedzą z boku barykady – na dyżurze. I rajcują. Jakby nic innego nie było, nie miało być. Tylko ciepło. Siedzi się. Barykada jak bok mebla. I rajce. To, że byłem szczęśliwy, że wracałem, to też pamiętam. (Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, Warszawa 1988) Temat 2. Analizując i interpretując utwór Jarosława Iwaszkiewicza Wiewiórka, przedstaw wzajemne relacje między narratorem a światem przedstawionym. Jarosław Iwaszkiewicz Wiewiórka Dla Tereski Wczoraj byłem na cmentarzu. Pogodny poranek późnej jesieni usposabiał melancholijnie. Wzdłuż drogi, którą przeszedłem, rosły stare wiśniowe drzewa i wyglądały jak duże wiązki różowych i kremowych liści. Perspektywy były mgliste, ale niebo bezchmurne i niebieskie, jakie tylko u nas w jesieni bywa. Stałem sobie nad ,,moimi” grobami, zastanawiając się nad jałowością podobnej wędrówki. Nic ja im już nie pomogę, nic oni mnie nie pomogą. Śpią, nic ich nie obchodzą ani ja, ani moje wszystkie tak skomplikowane sprawy. Jeden był tylko pożytek z takich odwiedzin: z niskich mogiłek, z uschłych wieńców, ze wspaniałych, pochylonych zachodnim wiatrem drzew, jakimi porośnięty był cmentarz — wiało wielkim spokojem. Wszystko, co się we mnie ostatnio gotowało, co falowało, co niepokoiło — wygładzało się. Pochylałem się ku ziemi, ale jednocześnie wyprostowywałem się, wygładzałem. Wiedziałem, że to nie na długo, ale może po ten spokój przychodziłem właśnie w to miejsce. Naokoło było cicho. Dzień był pogodny nad wszelki wyraz, ale powszedni. Ludzie byli przy pracy. Z kartofliska, które rozciągało się za cmentarzem, dochodziły dalekie odgłosy rozmów i chwilami trzepanie się koparki. Tym ciszej wydawało się w sąsiedztwie. Zatęskniłem bardzo do takiego spokoju, chciałem, aby już wszystko się we mnie ostatecznie uspokoiło. Aby nie szastał się we mnie gniew, wściekłość, sprzeciwy losowi i inne takie ciężkie do znoszenia namiętności. Cicho tu było całkowicie, wszystko tu było zakończone. I mnie się chciało już wszystko zakończyć. W momencie kiedy cisza naciągnęła się jak nitka, kiedy pochyliłem głowę przybitą jak gdyby tą ciszą, usłyszałem jakiś szelest. Z sosny, która stała nad grobem, obrywając pazurkami jesienne płatki sosnowej kory, podobne do brunatnych płatków kwiatowych — zsuwała się wiewiórka. Wszystkie jej ruchy były zadziwiająco precyzyjne i celowe. Zwierzątko zainteresowało mnie i począłem się mu pilnie przypatrywać. Wiewiórka zeszła z drzewa na ziemię, stanęła słupka i spojrzała na mnie. Ponieważ stałem nieruchomo, zdecydowała, że to jest nieważne, i zajęła się swoimi sprawami. Przechodząc szybkimi ruchami wzdłuż mogił wybrała takie miejsce, gdzie naokoło jakiegoś pomnika powstał rowek wycięty sztychami łopaty. Na tym kancie rosła obfita, sucha już w tej chwili trawa. Wiewiórka zatrzymała się przez chwilę, powąchała trawę, a potem zszedłszy na dół skarpy szybko zaczęła grzebać w gliniastym sztychu i podkopywać się do korzeni trawy. Zadziwiało mnie zdecydowanie i dokładność bystrych ruchów jej małych łapek. Kiedy dostatecznie podkopała korzenie trawy, wychwyciła z ziemi cały jej duży pęk razem z korzeniami. Uczyniła to pyskiem, a potem zwróciła się do mnie, jakby mi chciała pokazać swoje dzieło. Siedziała teraz słupkiem przede mną z dużym pękiem trawy w zębach. Sprężynowym ruchem łapek naprzód otrzepała trawę z ziemi, oczyściła korzonki z piasku. A potem gestem blaszanego robota uderzyła parę razy w obie strony paczki trawy, spłaszczając je na kształt miniaturowej beli siana, takiej, jakie widzimy czasami na ciężarówkach czy na wagonach kolejowych przy dostawach wojskowych. Gdy doprowadziła paczkę trawy do zwartego, sprasowanego kształtu, jeszcze chwileczkę postała, a potem pomknęła z powrotem na tę sosnę, z której zlazła. Na szczycie sosny zniknęła na chwilkę i natychmiast pojawiła się znowu, już bez pęku trawy, i nie mieszkając ani chwilki w te pędy zeszła z sosny pomiędzy mogiłki. Powtórzyła się ta sama scena: popatrzyła na mnie, podkopała nowy pęk trawy, wyrwała go, otrzepała z ziemi (łapki naprzód), doprowadziła do żądanego kształtu (łapki w tył) i znowu pomknęła na sosnę. Tak to się powtarzało może z pięć razy. Dłużej nie miałem już cierpliwości stać. Zapewne pracowała tak przez cały dzień. Zrozumiałem łatwo cel tej czynności: wiewiórka wyściełała sobie dziuplę na sośnie. Tam miała zamieszkać na zimę, tam miała przeczekać te chwile, kiedy cmentarz i drzewa, i groby, i zeschłe kwiaty pokryje warstwa śniegu. Śledząc zwinne ruchy wiewiórki przerwałem na chwilę moje rozmyślania o śmierci. I po prawdzie powiedziawszy, już do nich nie powróciłem. Spostrzegłem w krajobrazie mnie otaczającym sprawy i rzeczy, które mnie zainteresowały. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego ta koparka kartofli tak często się zatrzymuje. Zacząłem myśleć o tym, że to tak późno, a ludzie jeszcze kopią kartofle. I nie mogłem sobie przypomnieć, czy to jest pole księżowskie — to za cmentarzem — czy to jest to, co zostało po folksdojczu Berze, który uciekł z Niemcami. Pomyślałem z pewnego rodzaju czułością o gniazdku, które sobie słała wiewiórka. I gdy już wyszedłem za cmentarne wrota i znowu szedłem do domu, aleją różową od wiśniowych liści, wyobrażałem sobie, jak to ona wyjdzie z tej dziupli na wiosnę i niefrasobliwie rozpocznie swoje dzielne, beztroskie, bezcelowe życie — na cmentarzu. (Jarosław Iwaszkiewicz, Wiewiórka, w: Opowiadania wybrane, Czytelnik 1964) WYPRACOWANIE na temat nr 1. Utwór poetycki i fragment „Pamiętnika z powstania warszawskiego” łączy motyw barykady i sytuacja, w jakiej znalazł się podmiot mówiący wiersza oraz fragmentu epickiego. Odmienność obu form literackich decyduje o odmienności kreacji obu przedstawień, choć warto podkreślić wspólną dla tekstów perspektywę wspomnienia. Jest ona zaznaczona formą czasu przeszłego eksponowaną zarówno w narracji epickiej, jak i lirycznymi wyznaniami. Użycie natomiast środków wyrazu różnicuje obie wypowiedzi i wynika z odmienności form literackich: liryki i epiki. W utworze Świrszczyńskiej pierwsze zdanie jest wyznaniem „ja” lirycznego, w którym ukazane zostają negatywne emocje: „baliśmy się budując pod ostrzałem / barykadę” Całej wypowiedzi brak patosu i wzniosłości. Bohaterowie pokazywanej „sceny” to reprezentanci najniższych warstw społecznych: fryzjer, służąca, dozorca, straganiarka, szmuglerka, a wśród nich: krawcowa, kochanka jubilera i knajpiarz mogą stanowić elitę towarzyską. Świat przywołany z pamięci składa się z przedmiotów, którym brak dostojeństwa i wielkości. To świat skamieniałego bruku, drzwi od ubikacji, worka z piaskiem i ludzi, krzątających się między tymi przedmiotami. Doświadczenie ludzi to wysiłek identyczny dla „służącej”, „aptekarza” i „chłopaka z poprawczaka”. Pochodzenie społeczne, funkcja czy rola przestają być ważne – wszystkich zrównuje i jednoczy wysiłek, który podkreślony zostaje trzykrotnie powtórzoną, identycznie brzmiącą formą: „Upadła na ziemię służąca” „Upadł na ziemię aptekarz” „Upadł chłopak z poprawczaka” Ta anaforyczna konstrukcja podkreśla identyczność doświadczenia bez względu na pochodzenie, ale można ją także odczytać jako przywołanie figury upadku cierpiącego Chrystusa, dopiero bowiem wers kolejny przełamuje tę figurę upadku pod ciężarem krzyża – dopowiedzenie: „dźwigając kamień z bruku”, „wlokąc drzwi od ubikacji,” czy „wlokąc worek z piaskiem”. Swoista gra motywem upadku pokazuje jak odległe od wzniosłości cierpienia jest doświadczenie zwykłych ludzi, „wrzuconych w historię”, której nie chcieli tworzyć, w historię, której „bali się”. Utwór pokazuje między innymi paradoks ludzkiego doświadczenia i działania: „baliśmy się budując” i „choć nikt nas nie zmieniał / zbudowaliśmy barykadę.” Paradoks wyostrzony zostaje zwłaszcza trzykrotnym nazwaniem uczestników zdarzeń „tchórzami”. Finezja kompozycyjna utworu poetyckiego ujawnia się w bardzo precyzyjnej konstrukcji anaforyczno – epiforycznej: trzykrotnie nazwanej sytuacji upadania zaznaczonej w inicjalnej części trzech wersów, towarzyszy trzykrotne powtórzenie w klauzuli wersów określeń „tchórze”. To bardzo znacząca konstrukcja, której interpretacja pozwala odczytać stosunek podmiotu lirycznego do świata przedstawionego. Oto forma „my” na początku i końcu wiersza pokazuje identyfikację „ja” lirycznego ze światem, który został wykreowany. „Tchórzostwo” nie jest tu negatywną oceną, jest natomiast prezentacją przekraczania ludzkich możliwości, pokazaniem człowieka w sytuacji ekstremalnej, zmuszającej go do podejmowania działań, które nawet jemu samemu wydają się niemożliwe: „zbudowaliśmy barykadę pod ostrzałem”. W klamrowej zatem koncepcji utworu: „baliśmy się budując” – „zbudowaliśmy pod ostrzałem” pokazani zostali ludzie, którzy – wykonawszy zadanie – mogli o sobie powiedzieć słowami innej poetki (Szymborskiej) „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Analogicznemu sprawdzianowi poddani zostali bohaterowie pokazani w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego. O ile poetycka wypowiedź Świrszczyńskiej utrzymana jest w tonie spokojnym, a emocje bojaźni nazwane wprost, o tyle narracja w tekście Białoszewskiego jest bardzo emocjonalna. Budują ją zdania krótkie i urywane: „A jednak noce były lepsze”, „Zbiórka”, „Pamiętam”, „Ruszamy”. Narracja przechodzi w formę czasu teraźniejszego, jakby prezentujący zdarzenia narrator przeżywał je ponownie: „Prowadzi nas porucznik. Porucznik? Czyżby? Tak mi się powiedziało. Porucznik w czasie powstania to była figura. Więc to był ktoś taki jak kapral. Dochodzimy do celu”. Emocjonalna narracja buduje z jednej strony wizerunek samego mówiącego, a z drugiej atmosferę zdarzenia, które jest przywoływane. Język narratora pełen zdrobnień: „okieneczko”, „piwniczka”, „ciepluni” i tok wyliczeń, urywanych zdań jest świadectwem nie tylko emocji, ale i statusu społecznego człowieka, który opowiada. To człowiek prosty, ktoś jak fryzjer, knajpiarz, straganiarka czy szmuglerka z wiersza Świrszczyńskiej. Dominacja zdrobnień typu: „miejsconko”, „ciepełko”, „dziewczonko”, „piwniczka” to bardzo charakterystyczny sposób mówienia warszawiaków. Sytuacja pokazana we fragmencie utworu Białoszewskiego wolna jest od jakiegokolwiek patosu. Szczęście polega na tym, że zbudowano barykadę i zachowano życie. Scena kończy się przywołaniem obrazu dyżurujących na barykadzie, którzy „rajcują” ze sobą. Sposób opowiadania pokazuje zwyczajność, powszedniość powstańczego zdarzenia, w którym uczestniczą zwykli ludzie, owładnięci bojaźnią, ale jednocześnie podejmujący działania. Budowanie barykady jest koniecznością, więc uczestniczą w niej ludzie. Ale w sytuacji zagrożenia wszyscy szukają schronienia i znajdują je w piwnicy. W opisie sytuacji nie ma heroizmu. Eksponowane są emocje strachu i chęć ratowania życia: „co robić? I co z nimi? Jakoś zaczęli znikać.” Urywane, chwilami nieskładne wypowiedzenia są świadectwem zagubienia, rozbiegania, ucieczki. Oba teksty łączy zatem sytuacja przedstawiona: budowanie barykady w ekstremalnych warunkach wojny i zagrożenia życia. Wojna i powstanie warszawskie bywały w literaturze przedstawiane jako rodzaj wielkiego romantycznego zrywu. Tymczasem oba przedstawione utwory pokazują sytuacje zwykłych ludzi, których postawy pozbawione są patosu i heroizmu. Ten swoisty rodzaj demitologizacji wojny i powstania osiągnięty został przez zastosowanie wiersza wolnego, który „naśladuje” tok spokojnej wypowiedzi. Natomiast narracja w utworze Białoszewskiego jest naśladowaniem opowiadania „mówionego”, które ujawnia emocje i nieporadności mówiącego. Jednocześnie oba teksty uzmysławiają dramat ludzi poddanych działaniu historii, dramat tym silniej przemawiający, że pozbawiony wzniosłego patosu, pokazany tonem wyciszonym (w wierszu) i neutralnie opowiedziany przez uczestnika w prozie Białoszewskiego. WYPRACOWANIE na temat nr 2. Utwór Jarosława Iwaszkiewicza to rodzaj prozy poetyckiej, w której narrator pokazuje świat ze swej osobistej perspektywy. Narracja rozpoczyna się krótkim, retrospektywnym stwierdzeniem: „Wczoraj byłem na cmentarzu”. Wszystkie elementy kolejnych zdań budują nastrój elegijny, sprzyjający prezentacji nastroju narratora i zarazem bohatera opowiadania. Oto bowiem cmentarz, jesienny pogodny poranek, cisza, groby – stają się tłem, rodzajem przestrzeni, w której ujawniają się emocje narratora. Z jednej strony są „sny grobów”, z drugiej „moje emocje”, emocje przybyłego na cmentarz poszukującego spokoju człowieka, który nie chce dłużej żyć. Chce zasnąć, jak zasnęli jego bliscy, których groby odwiedził. Nie wiadomo dlaczego, bo przecież nie wierzy w „obcowanie dusz”. Cała pierwsza część narracji skupia się na swoistym zderzeniu przestrzeni i ciszy cmentarza, by jednocześnie zasygnalizować wewnętrzny brak spokoju. „Zatęskniłem do takiego spokoju, chciałem, aby wszystko się we mnie ostatecznie uspokoiło. Aby nie szastał się we mnie gniew, wściekłość, sprzeciw losowi i inne takie ciężkie do zniesienia namiętności”. Atmosfera cmentarza w pierwszej części opowiadania staje w swoistej sprzeczności z człowiekiem, który znalazł się w jego przestrzeni. Cmentarz to spokój i paradoksalnie rodzaj harmonii, a wnętrze narratora to emocje i namiętności, które narrator z chęcią uciszyłby śmiercią. „Wszystko tu było zakończone. I mnie się chciało już wszystko zakończyć”. Niespodziewanie jednak pojawia się coś, co zmienia całkowicie sposób patrzenia na świat. W przestrzeni cmentarza pojawia się „życie” – wiewiórka, która wykonuje wiele czynności. Uwaga narratora skupia się na działalności zwierzątka: „zdziwiło mnie: zdecydowanie, dokładność (...) zrozumiałem łatwo cel tej czynności: wiewiórka wyściełała sobie dziuplę na sośnie. Tam miała zamieszkać na zimę...”. Obserwowane na cmentarzu zdarzenie odmieniło sposób myślenia narratora. Oto cmentarz, zwykle kojarzony z przestrzenią śmierci, tu pod wpływem metodycznych działań wiewiórki przywraca narratora – bohatera do życia. Małe zwierzątko staje się znakiem życia. Człowiek, który przychodzi na cmentarz, by znaleźć na nim spokój i odgrodzić się od przestrzeni świata, znajduje motywację do życia i chęć kontaktu ze światem. „Ludzie byli przy pracy. Z kartofliska, które rozciągało się za cmentarzem, dochodziły dalekie odgłosy rozmów i chwilami trzepanie się koparki. Tym ciszej wydawało się w sąsiedztwie”. I tak jak na początku wędrówki po cmentarzu mamy chęć „zakończenia wszystkiego”, tak obserwacja wiewiórki zwraca człowieka ku życiu, ku temu, co za cmentarną bramą. „Zacząłem się zastanawiać, że to tak późno, a ludzie jeszcze kopią kartofle”. Bohater – narrator przechodzi swoistą metamorfozę. Człowiek owładnięty namiętnościami, poszukujący ciszy, zrezygnowany, otrzymuje od miejsca, w którym się znalazł – prezent. Wiewiórka, która z tytułowego zwierzątka staje się rodzajem symbolu, znakiem przekazanym zagubionemu człowiekowi, pokazuje mu sens w codziennej krzątaninie. Obserwacja działań zwierzątka doprowadza do refleksji, która odwraca myśli o śmierci i beznadziejności życia: „Pomyślałem z pewnego rodzaju czułością o gniazdku, które sobie słała wiewiórka. I gdy już wyszedłem za cmentarne wrota i znowu szedłem do domu, aleją różową od wiśniowych liści, wyobrażałem sobie, jak to ona wyjdzie z tej dziupli na wiosnę i niefrasobliwie rozpocznie swoje dzielne, beztroskie, bezcelowe życie — na cmentarzu.” Narrator powraca więc do życia. Myślenie o przyszłości jest projekcją także własnej egzystencji. W zwyczajnej krzątaninie człowiek odnajduje sens. Jeśli bowiem wiewiórka wyjdzie na wiosnę, by zacząć dzielne, beztroskie życie – na cmentarzu, to człowiek, którego koniec jest zmierzaniem ku cmentarzowi, swojemu życiu będzie umiał nadać cel, bo człowiek, tak jak narrator opowiadania, odzyskuje sens życia, zwracając się ku drugiemu człowiekowi. (nie podlega ocenie)
Wymagania podstawy programowej
Temat 1. Analizując i interpretując wiersz Anny Świrszczyńskiej Budując barykadę Temat 2. Analizując i interpretując utwór Jarosława Iwaszkiewicza Wiewiórka, konstrukcja, której interpretacja pozwala odczytać stosunek podmiotu

Pozostałe tematy wypracowań

Zadanie 11

listopad 2006rozszerzony40 pkt
Temat 1. Dwa obrazy wojny – dwa sposoby mówienia o niej. Dokonaj analizy porównawczej poniższych fragmentów Potopu Henryka Sienkiewicza i Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. Henryk Sienkiewicz Potop Ledwie tedy rozbłysło na niebie, rozpoczęła się walka artylerii; lecz tym razem pierwsze zagrały działa szwedzkie. Działa klasztorne odpowiadały grzmotem na grzmot, błyskawicą na błyskawicę, ile mogły, ile ludziom sił i tchu w piersi starczyło. Ziemia zdawała się trząść w posadach. Morze dymu rozciągnęło się nad klasztorem i nad kościołem. Co za chwile, co za widoki dla ludzi, którzy nigdy w życiu nie patrzyli w krwawe oblicze wojny! Ów huk nieustający, błyskawice, dymy, wycia kul rozdzierających powietrze, straszliwy chychot granatów, szczękanie pocisków o bruki, głuche uderzenia o ściany, dźwięk rozbijanych szyb, wybuchy pękających kul ognistych, świst ich skorup, chrobot i trzaskanie dylowań2, chaos, zniszczenie, piekło!... Nagle na wieży odezwały się trąby wspaniałą harmonią pobożnej pieśni. Płynęła z góry ta pieśń i słychać ją było naokół, słychać wszędy, aż na bateriach szwedzkich. Do dźwięku trąb dołączyły się wkrótce głosy ludzkie i wśród ryku, świstu, okrzyków, łoskotu, grzechotania muszkietów rozlegały się słowa: Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja!... Tu wybuchło kilkanaście granatów; trzask dachówek i krokwi, a potem krzyk: „Wody!” targnął słuchem i … znów pieśń płynęła dalej spokojnie: U Twego Syna, hospodyna Spuści nam, ziści nam Chlebny czas, zbożny czas. Jak czasem stada wędrownych żurawi, znużone długim lotem, obsiadają wzgórza wyniosłe, tak roje ognistych posłanników padały na szczyt kościoła i na drewniane dachy zabudowań. Kto nie brał udziału w walce, kto nie był przy armatach, ten siedział na dachach. Jedni czerpali wodę w studniach, drudzy ciągnęli sznurami wiadra, trzeci tłumili pożar mokrymi płachtami. (…) Ledwie pogaszono jedne pociski, ledwie wody spłynęły po zrębach, leciały nowe stada rozpalonych kul, płonących szmat, skier, żywego ognia. Cały klasztor był nim objęty, rzekłbyś: niebo otworzyło się nad nim i ulewa piorunów nań spada; jednak gorzał, a nie palił się, płonął i nie zapadał w rumowisko; co więcej, wśród tego morza płomieni śpiewać począł jak ongi młodzieńcy w piecu ognistym. Ludziom stojącym na murach i pracującym przy działach, którzy w każdej chwili mogli sądzić, że tam już wszystko płonie i w gruzy się wali za ich plecami, pieśń ta była jakby balsam kojący, zwiastowała im bowiem ciągle i ustawicznie, że stoi klasztor, stoi kościół, że płomień dotąd nie zwyciężył wysileń ludzkich. (Henryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1980) Miron Białoszewski Pamiętnik z powstania warszawskiego Wpadliśmy po pachnących betonem, cegłami i niewykończeniem schodach do głębokich piwnic z grubymi murami. Od tej pory, od tego wejścia tam zaczęła się nowa, potwornie długa historia wspólnego życia na tle możliwości śmierci. Co pamiętam? I dużo, i nie tak dużo. Mogę coś pomylić w kolejności, w jakiejś dacie . Ta groza. Dzienna. Samoloty przylatywały. Czyli zniżały się nad dachy. I wtedy, jak już było słychać, że są… drrrrr… i zlatują nad nasze dachy, to wiadomo było, że i bomby. I zaraz od tego świdrowania z góry na dół samolotowego odłączało się wycie bomby; chwilę się czekało, ale króciutką. Ta chwila to było samo trafienie. A dalej huk, czyli wybuch. I dalej – łomot, trzask, rozsypywanie się czegoś, czyli skutki trafienia. To był dzień. A w nocy. Leżymy. Potokiem. Potokami. Piwnicami. I nagle: trzszach… trzszach… trzszach… tszach… tszach… tszach… 2 dylowanie – podłoga, pomost lub przegroda ułożona z grubych desek. Podmuchy, ogień i rwanie murami – po sześć razy, przeważnie. Ale jak te mury chodziły… raz patrzę – a one chodzą chyba na metr w tę i w tę…i w tę… i w tę… rozlatujemy się?!... niee – pohuśtały się… trochę mniej, coraz mniej, i ustawiły… tak jak stały. Przecierałem oczy ze zdumienia. I znów: wh…sz…wh rzsz…wh…sz – ognie, podmuchy, latające mury. O, nie. Noce od 12 sierpnia nie były dobre. Zaczęło się źle. To nie to, że dopiero wtedy. (Bo ileś razy zaczynało się źle.) Ale samopoczucie. Osaczenia. Tym razem narastające do niemożliwości. Oczywiście przyzwyczajenie, opanowanie, coraz większy sposób na sposób. – Zdrowaś, Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą… I odmawianie. To mało. Śpiewanie. To dopiero. Pod Twoją obroonę uciekamy się… Nagle głośniej, bomby i Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami Walenie, latają ściany. – I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom… Ta rzeczywistość – marniuchno – dymi – oczy wciąż trzeba wtykać w kołnierzyk – albo zatykać rękami – pył, gruzik, siwo, czerwono, sucho i gorąco w nosie, w zębach i na języku, oddychanie tym, upał, wszystko gryzie, pocenie się – – Coś się wali – – – Pocieszycielko nasza Niepokój się zaczął, to trzeba było spokoju. Śpiewanie. Błaganie. Stanie. Już bez ciskań się. Różańce. Zacierki. Jedzenie pod framugą. Bo się brało ze sobą. Jak zasypie, to co? Trudno. Chyba że jak dużo. To się odtego, łyżką. I się je. (Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, Warszawa 1970) Temat 2. Kontrast jako sposób wyrażania refleksji o świecie i człowieku. Zanalizuj i zinterpretuj wiersz Wisławy Szymborskiej Dom wielkiego człowieka. Wisława Szymborska Dom wielkiego człowieka Wypisano w marmurze złotymi zgłoskami: Tu mieszkał i pracował wielki człowiek. Te ścieżki osobiście posypywał żwirem. Tę ławkę – nie dotykać – sam wykuł z kamienia. I – uwaga – trzy schodki – wchodzimy do wnętrza. Jeszcze w stosownym czasie zdążył przyjść na świat. Wszystko, co miało mijać, minęło w tym domu. Nie w blokach, nie w metrażach umeblowanych a pustych, wśród nieznanych sąsiadów, na piętnastu piętrach, dokąd trudno by było wlec wycieczki szkolne. W tym pokoju rozmyślał, w tej alkowie spał, a tu przyjmował gości. Portrety, fotel, biurko, fajka, globus, flet, wydeptany dywanik, oszklona weranda. Stąd wymieniał ukłony z krawcem albo szewcem, co szyli mu na miarę. To nie to samo, co fotografie w pudełkach, zeschnięte długopisy w plastykowym kubku, konfekcja z magazynu w szafie z magazynu, okno, skąd lepiej widzi się chmury niż ludzi. Szczęśliwy? Nieszczęśliwy? Nie o to tu chodzi. Jeszcze zwierzał się w listach, bez myśli, że po drodze zostaną otwarte. Prowadził jeszcze dziennik dokładny i szczery, bez lęku, że go straci przy rewizji. Najbardziej niepokoił go przelot komety. Zagłada świata była tylko w rękach Boga. Udało mu się umrzeć jeszcze nie w szpitalu, za białym parawanem nie wiadomo którym. Był jeszcze przy nim ktoś, kto zapamiętał wymamrotane słowa. Jakby przypadło mu w udziale życie wielokrotnego użytku: książki słał do oprawy, nie wykreślał z notesu nazwisk osób zmarłych. A drzewa, które sadził w ogrodzie za domem, rosły mu jeszcze jako juglans regia3 i quercus rubra4 i ulmus5 i larix6 i fraxinus excelsior7. (Wisława Szymborska, Widok z ziarnkiem piasku, Poznań 1996) 3 juglans regia – orzech włoski 4 quercus rubra – dąb czerwony 5 ulmus – wiąz 6 larix – modrzew 7 fraxinus excelsior – jesion wyniosły
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – dwa sposoby mówienia o wojnie: 1. Ustal kontrast między Potopem Henryka Sienkiewicza a Pamiętnikiem z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego: heroizowana historia walki zostaje zestawiona z cywilnym doświadczeniem chaosu. 2. U Sienkiewicza przeanalizuj monumentalne obrazy, personifikacje, porównania do żywiołu, dynamikę bitwy i perspektywę budującą podziw dla obrońców. 3. U Białoszewskiego pokaż język mówiony, fragmentaryczność, konkret codziennego przetrwania i ograniczoną wiedzę uczestnika wydarzeń. 4. Porównaj bohaterów, narrację, styl i cel pamięci; zakończ wnioskiem o wojnie jako narodowym micie albo dezorganizującym doświadczeniu zwykłych ludzi. Temat 2 – kontrasty w Domu wielkiego człowieka: 1. Postaw tezę o demaskowaniu mechanizmu, który po śmierci wybitnej osoby przekształca jej zwyczajne życie w uporządkowaną, muzealną legendę. 2. Przeanalizuj kontrast złotych napisów i deklarowanej wielkości z banalnymi przedmiotami, codziennymi czynnościami oraz drobiazgowym komentarzem przewodnika. 3. Zestaw zachowany dom z anonimowym mieszkaniem w bloku i sławnego z tłumem ludzi, po których zostają jedynie fotografie oraz zużyte przedmioty. 4. Zwróć uwagę na ironię, wyliczenia i paradoksy; zakończ refleksją o przypadkowości pamięci zbiorowej i wspólnym, ludzkim wymiarze przemijania.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Dwa obrazy wojny – dwa sposoby mówienia o niej. Dokonaj analizy porównawczej poniższych fragmentów Potopu Henryka Sienkiewicza i Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można otrzymać maksymalnie 26 punktów) Punktacja 1. Cechy wspólne obu obrazów, np.: 0-4 a. bohaterami są ludzie zjednoczeni w sytuacji zagrożenia, b. pociski powodujące zniszczenie, c. wyeksponowanie efektów dźwiękowych, d. apokaliptyczna groza, przerażenie, e. motyw pieśni religijnej i modlitwy. Potop 2. Sytuacja, np.: 0-3 a. ostrzał oblężonego klasztoru, b. symbolika Jasnej Góry, c. bohater zbiorowy: obrońcy klasztoru, d. heroizm obrońców: wszyscy (również ludność cywilna) biorą udział w walce, e. rola pieśni religijnej. 3. Narrator, np.: 0-2 a. trzecioosobowy, spoza świata przedstawionego, b. ukazuje całościowy obraz, c. ocenia rzeczywistość przedstawioną. 4. Konwencja epickiej opowieści. 0-1 5. Styl uwznioślający, (bogactwo środków stylistycznych). 0-1 6. argumenty, np.: 0-2 a. wielość tropów stylistycznych (metafory, epitety i porównania), b. antropomorfizacja, c. porównanie homeryckie, d. wyrazy dźwiękonaśladowcze, e. hiperbole, f. wykrzyknienie, g. długie, rozbudowane zdania, h. rytmizacja zdań (paralelizmy składniowe). Pamiętnik z powstania warszawskiego 7. Sytuacja, np.: 0-3 a. ostrzał miasta, b. znaczenie miejsca, c. bohater zbiorowy: cywile chroniący się w piwnicy, d. strach, poczucie osaczenia ukrywających się, e. rola modlitwy. 8. Narrator, np.: 0-2 a. pierwszoosobowy (uczestnik wydarzeń; elementy autokomentarza), b. subiektywny, emocjonalny, c. ukazuje rzeczywistość fragmentarycznie, d. dostrzeganie szczegółów podkreślające realizm. 9. Konwencja wspomnienia. 0-1 10. Styl deheroizujący prezentowaną sytuację (naśladowanie języka mówionego). 0-1 11. argumenty, np.: 0-2 a. niewiele tropów stylistycznych, b. neologizmy dźwiękonaśladowcze, c. formy bezosobowe, podkreślające zbiorowy charakter opisywanych przeżyć, d. rzeczowniki odczasownikowe, e. krótkie, proste zdania, f. równoważniki zdań, g. anakoluty, h. elementy języka potocznego, i. groteskowe zestawienia (np. różańce–zacierki). 12. Podsumowanie 4 pełne podsumowanie (np.: dostrzeżenie związku między charakterem obrazu wojny a zastosowaną konwencją oraz interpretacja różnic między fragmentami we właściwym kontekście), 4 niepełne podsumowanie (np.: dostrzeżenie związku między charakterem obrazu wojny a sposobami mówienia o niej; dostrzeżenie różnic między porównywanymi fragmentami), (2) próba podsumowania (np.: dostrzeżenie różnic między porównywanymi fragmentami).(1) Temat 2. Kontrast jako sposób wyrażania refleksji o świecie i człowieku. Zanalizuj i zinterpretuj wiersz Wisławy Szymborskiej Dom wielkiego człowieka. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 26 punktów) Punktacja: 1. Wstępne rozpoznanie całości, np.: 0-1 a. typ wiersza charakterystyczny dla poezji współczesnej (wiersz wolny), b. wiersz o przemianie kulturowej, jaka zaszła w II połowie XX wieku. 2. Rozpoznanie nadawcy, np.: 0-1 a. nie ujawnia się wprost (liryka pośrednia), b. jest jednym ze zwiedzających muzeum (wchodzimy). 3. Rozpoznanie przedstawionej sytuacji – zwiedzania muzeum. 0-1 4. argumenty, np.: 0-1 a. wypowiedzi przewodnika, b. porządek zwiedzania (wejście do domu, kolejne pomieszczenia, ogród za domem). Analiza ukształtowania wypowiedzi 5. Kontrast między światem przeszłości a współczesnym. 0-1 6. argumenty (różne płaszczyzny kontrastu), np.: 0-5 a. przestrzeń (dom – mieszkanie w blokowisku; pokoje wypełnione oswojonymi sprzętami – pustka standardowo umeblowanych mieszkań), b. przedmioty (tworzone „na miarę” – produkowane masowo; szlachetne – tandetne, trwałe – jednorazowe), c. relacje międzyludzkie (ludzie znani – obcy; zindywidualizowani – anonimowi), d. samopoczucie (poczucie bezpieczeństwa – poczucie osaczenia; zaufanie do Boskiego porządku świata – poczucie zagrożenia), e. śmierć (wśród bliskich w domu – osamotniona w szpitalu). 7. Ironia. 0-1 8. argumenty, np.: 0-1 a. „wielkość” bohatera zestawiona ze zwykłością jego codziennego życia, b. groteskowe cechy kultu wielkich ludzi i funkcjonowania muzeów ku ich czci, 9. Język potoczny. 0-1 10. Środki językowe podkreślające kontrasty, np.: 0-2 a. przeciwstawienia, b. formuły przeczące, c. wykorzystanie partykuły „jeszcze”. 11. Środki językowe kreujące sytuację, np.: 0-3 a. anafory, b. zaimki wskazujące, c. charakterystyczne słownictwo (złotymi zgłoskami, nie dotykać), d. wyliczenia. 12. Wykorzystanie w odczytaniu utworu miejsc znaczących, np.: 0-4 a. interpretacja tytułu, b. interpretacja dwóch pytań w środkowej części wiersza, c. interpretacja metafory życie wielokrotnego użytku, d. interpretacja zakończenia. 13. Podsumowanie 4 – pełne podsumowanie (np.: odczytanie refleksji mówiącej o sytuacji człowieka w zdegradowanym świecie i interpretacja jej we właściwym kontekście; dostrzeżenie związku ukształtowania tekstu z jego przesłaniem), (4) – częściowe podsumowanie (np.: odczytanie refleksji mówiącej o sytuacji człowieka w zdegradowanym świecie), (2) – próba odczytania przesłania wiersza. (1) II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 2 punkty) Punktacja Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 2 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 2 punkty) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, 2 – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 8 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia i fleksja, 8 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 5 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne składnia, słownictwo i frazeologia, 3 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, słownikowych, frazeologicznych i fleksyjnych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 2 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy), 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); na ogół poprawna interpunkcja. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0-4
Wymagania podstawy programowej
a zastosowaną konwencją oraz interpretacja różnic między fragmentami we właściwym Zanalizuj i zinterpretuj wiersz Wisławy Szymborskiej Dom wielkiego Analiza ukształtowania wypowiedzi a. interpretacja tytułu, b. interpretacja dwóch pytań w środkowej części wiersza, c. interpretacja metafory życie wielokrotnego użytku, d. interpretacja zakończenia. w zdegradowanym świecie i interpretacja jej we właściwym kontekście;

Pozostałe tematy wypracowań

Zadanie 16

grudzień 2005podstawowy50 pkt
Temat 1. Carska Rosja i jej stolica. Na podstawie załączonych fragmentów Pana Tadeusza i Dziadów cz. III napisz, czym charakteryzowało się życie ludzi w Rosji początku XIX wieku. [...] Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką, [...] Otóż na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie Jakiś mały czynownik1 siedzący na śledztwie; Trzymał kilkoro chartów; co to za męczarnie, Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie! [...] Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło. Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka, Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina! Miałam ją w podarunku od księcia Sukina Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka, Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biurka. Widząc ją zadławioną, z wielkiej alteracji Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji. Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było; Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło Gawrylicz Kozodusin, Wielki Łowczy Dworu, Pyta się o przyczynę tak złego humoru. Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy; Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy. „Jak śmiesz, krzyknął Kiryło piorunowym głosem, Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?” Osłupiały czynownik darmo się zaklinał, Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał, Że z Wielkiego Łowczego wielkim pozwoleniem, Zwierz uszczuty zda mu się być psem, nie jeleniem. „Jak to? Krzyknął Kiryło, to śmiałbyś hultaju, Znać się lepiej na łowach i źwierząt rodzaju Niźli ja, Kozodusin, Carski Jegermajster? Niechajże nas rozsądzi zaraz Policmajster!” Wołają Policmajstra, każą spisać śledztwo: „Ja, rzecze Kozodusin, wydaję świadectwo, Że to łania; on plecie, że to pies domowy: Rozsądź nas, kto zna lepiej źwierzynę i łowy!” Policmajster powinność swej służby rozumiał, Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał I odwiódłszy na stronę, po bratersku radził, By przyznał się do winy i tym grzech swój zgładził. Łowczy udobruchany przyrzekł, że się wstawi Do cesarza, i wyrok nieco ułaskawi; Skończyło się, że charty poszły na powrozy, A czynownik na cztery tygodnie do kozy.[...] (Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, Warszawa 1982) [...] Tu ludzie biegą, każdego mróz goni, Żaden nie stanie, nie patrzy, nie gada; 1 czynownik – urzędnik niskiej rangi. 8 Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania Język polski – grudzień 2005 r. Każdego oczy zmrużone, twarz blada; Każdy trze ręce i zębami dzwoni, I z ust każdego wyzioniona para Wychodzi słupem, prosta, długa szara. Widząc te dymem buchające gminy, Myślisz, że chodzą po mieście kominy. Po bokach gminnej cisnącej się trzody Ciągną poważnie dwa ogromne rzędy, Jak procesyje w kościelne obrzędy Lub jak nadbrzeżne bystrej rzeki lody. I gdzież ta zgraja wlecze się powoli, Na mróz nieczuła jak trzoda soboli?- Przechadzka modna jest o tej godzinie; Zimno i wietrzno, ale któż dba o to! Wszak Cesarz tędy zwykł chodzić piechoto, I cesarzowa, i dworu mistrzynie. Idą marszałki, damy, urzędniki, W równych abcugach: pierwszy, drugi, czwarty, Jako rzucane z rąk szulera karty, Króle , wyżniki, damy i niżniki, Starki i młodki, czarne i czerwone, Padają na tę i na ową stronę, Po obu stronach wspaniałej ulicy, Po mostkach lsnącym wysłanych granitem. A naprzód idą dworscy urzędnicy: Ten w futrze ciepłem, lecz na wpół odkrytem, Aby widziano jego krzyżów cztery; Zmarznie, lecz wszystkim pokaże ordery, Wyniosłym okiem równych sobie szuka I, gruby, pełznie wolnym chodem żuka. Dalej gwardyjskie modniejsze młokosy, Proste i cienkie jak ruchome piki, W pół ciała tęgo związane jak osy. Dalej z pochyłym karkiem czynowniki, Spode łba patrzą, komu się pokłonić, Kogo nadeptać, a od kogo stronić; A każdy giętki, we dwoje skurczony, Tuląc się pełzną jako skorpijony. Pośrodku damy jako pstre motyle, Tak różne płaszcze, kapeluszów tyle; Każda w paryskim świeci się stroiku I nóżką miga w futrzanym trzewiku, Białe jak śniegi, rumiane jak raki.- Wtem dwór odjeżdża; stanęły orszaki. Podbiegły wozy, ciągnące jak statki Obok pływaczów w głębokiej kąpieli. Już pierwsi w wozy wsiedli i zniknęli; Za nimi pierzchły piechotne ostatki. Niejeden kaszlem suchotniczym stęknie, A przecież mówi: <<Jak tam chodzić pięknie! Cara widziałem, i przed Jenerałem Nisko kłaniałem, i z paziem gadałem!>> (Adam Mickiewicz Dziadów części III Ustęp [w:] Utwory dramatyczne, t.3, Warszawa 1982) Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania 9 Język polski – grudzień 2005 r. Temat 2. Koncepcja ludzkiego losu w Chłopach Władysława Stanisława Reymonta. Przedstaw temat, analizując wskazany fragment oraz wykorzystując znajomość I tomu powieści. Siadali, jak było poręczniej, kapoty rozpinali z gorąca, pokładali się na stołach. Walili pięściami, aż miski podskakiwały, chwytali się wpół, to za orzydla1, to ułapiali za szyję a raili2, wyżalali się - jak brat przed bratem, kiej ten krześcijan prawy przed krześcijanem i somsiadem. — Źle jest na świecie! Juści! Marnacja człowiekowi a to biedowanie jeno... — Poszły, psiekrwie... — Pod stołami psy gryzły się o kości. ...A pociecha ino w tym, kiej somsiad z somsiadem się zejdzie i przy tym kieliszku poredzą, wyżalą się i odpuszczą sobie, co tam jeden drugiemu winowaty — juści, nie to wypasione zboże ni przeoranie granicy, bo to już sądy wiedzą i świadkowie przytwierdzą, komu krzywda i komu sprawiedliwość, ale to, co tam po sąsiedzku przytrafić się przytrafi - czy kiej gadzina spyszcze3 w sadzie, czy baby się poswarzą abo dzieciaki się pobiją, jak to różnie się zdarzy... Dyć wesele od tego, bych zawziętość stajała i braterstwo a zgoda rosły między ludźmi! — Choćby jeno na ten czas weselny, na dzień jeden! — A jutro samo przyjdzie! Hej! nie uciekniesz przed dolą, chyba pod tę świętą ziemię; przyjdzie, za łeb ułapi, jarzmo4 na kark włoży, biedą popędzi i ciągnij, narodzie, a potem i krwią się oblewaj, swego bacz, z garści nie popuszczaj ni na to oczymgnienie, byś się pod koła nie zaplątał! — Na braci Pan Jezus stworzył ludzi, a wilkami są la siebie! — Nie wilkami, nie, to jeno bieda podjudza, kłyźni5 i jednych na drugich rzuca, że gryzą się jak te psy o gnat objedzony! — Nie sama bieda, nie, zły to ćmę6 na naród rzuca, że nie rozeznają, co dobre, a złe! — Prawda, prawda, i dmucha w duszę kiej w to zarzewie przygasłe, aż chciwość i złość, i wszystkie grzechy rozdmucha! — Juści, któren głuchy jest na przykazania, ten ochotniej słucha piekielnej muzyki! — Drzewiej7 nie tak bywało! Posłuch był, poszanowanie starszych i zgoda! (...) — Jak pić, to już całą kwartą, jak się weselić, to już całą niedzielę. A masz, człowieku, robotę? - pilno rób, kulasów nie żałuj i szczerze się przykładaj! A zdarzy się na ten przykład okazja - wesele, chrzciny albo i zamrze się komu — pofolguj sobie, odpoczywaj, obserwuj i uciechę miej! - A źle wypadnie - kobieta się zmarnuje, bydle ci zdechnie, pogorzel8 przyjdzie - wola boska, nie przeciw się, bo i cóż, chudziaku, poredzisz krzykaniem a płaczem? — nic; spokojności się ino zbędziesz, - że nawet to jadło pokrzywą ci się w gębie wyda! — Cierp przeto i dufaj w Panajezusowe miłosierdzie... Przyjdzie gorsze, kostucha ułapi cię za grdykę i w ślepie zajrzy — nie próbuj się wypsnąć9, nie twoja moc — bo wszystko jest w boskim ręku... — Juści, kto tam wymiarkuje, kiej Jezus rzeknie: „Do tela twoje — od tela moje, człowieku". — Tak to, tak! Górą, kiej to błyskanie, lecą boskie przykazy, a nikt, żeby ksiądz, żeby najmądrzejszy, ich nie przejrzy przódzi, aż padną na naród ziarnem dojrzałym! — A ty, człowieku, masz tylko jedno wiedzieć — byś swoje robił i żył, jak przykazania święte nakazują, a przed się nie wyglądał... Pan Jezus wszystkim zasługi szykuje i wypłaci rzetelnie, co ino komu przypadnie... — Tym ci polski naród stojał — to i tak ma być aż po wiek wieków. Amen! — A cierpliwością i bramy piekielne przemoże. Tak sobie pogwarzali, gęsto przepijając, a każdy wypowiadał, co miał na sercu i co mu dawno ością stało w grdyce. 1 orzydla – klapy, kołnierze, wyłogi u odzienia mężczyzny, 2 raili – rozmawiali żywo, 3 kiej gadzina spyszcze – gdy zwierzęta domowe zrobią szkodę w sadzie, 4 jarzmo – tu: ciężkie obowiązki, 5 kłyźni – skłóca, 6 ćma – ślepota, 7 drzewiej – dawniej, 8 pogorzel – pożar (spalenie domostwa), 9 wypsnąć – wymknąć się 10 Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania Język polski – grudzień 2005 r. WYPRACOWANIE Wybieram temat numer ......... Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania 11 Język polski – grudzień 2005 r. 12 Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania Język polski – grudzień 2005 r. Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania 13 Język polski – grudzień 2005 r. 14 Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania Język polski – grudzień 2005 r. Materiał pomocniczy do doskonalenia nauczycieli w zakresie diagnozowania, oceniania i egzaminowania 15 Język polski – grudzień 2005 r. (nie podlega ocenie)
Wskazówka do rozwiązania — opracowanie serwisu
Temat 1 – carska Rosja i jej stolica: 1. W Panu Tadeuszu przeanalizuj opowieść Telimeny: znaczenie pozycji urzędnika, sieci protekcji, arbitralnej kary i podporządkowania słabszych kaprysowi osób związanych z dworem. 2. W Ustępie III części Dziadów pokaż monumentalny Petersburg zbudowany kosztem poddanych, militaryzację życia, hierarchię rang oraz powszechny lęk przed carską władzą. 3. Porównaj ton fragmentów: komizm salonowej anegdoty z gorzką, historiozoficzną oceną imperium. 4. Zakończ wnioskiem, że życie w Rosji organizują despotyzm, biurokracja i pozór wielkości, za którym kryją się przemoc oraz brak wolności jednostki. Temat 2 – koncepcja ludzkiego losu w Chłopach: 1. Wyjdź od fragmentu weselnej wspólnoty: ludzie dzielą troski, łagodzą sąsiedzkie konflikty i szukają chwilowej ulgi w rozmowie, obrzędzie oraz zabawie. 2. W I tomie pokaż zależność losu od ziemi, pracy, pór roku, pozycji w gromadzie i rodzinnych interesów. 3. Przeanalizuj przykłady Boryny, Antka, Hanki i Jagny, wskazując ograniczenia społeczne, ale też zakres osobistych decyzji. 4. Zakończ wnioskiem, że życie człowieka jest częścią powtarzalnego rytmu natury i wspólnoty, a indywidualne pragnienia stale zderzają się z koniecznością, cierpieniem i przemijaniem.
Odpowiedź lub przykład realizacji

Ta część materiału nie zawiera osobnej odpowiedzi wzorcowej.

Klucz i zasady oceniania
Temat 1. Carska Rosja i jej stolica. Na podstawie załączonych fragmentów Pana Tadeusza i Dziadów cz. III napisz, czym charakteryzowało się życie ludzi w Rosji początku XIX wieku. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można uzyskać maksymalnie 25 punktów) Punktacja: Obraz Rosji we fragmencie Pana Tadeusza 1. Obraz Petersburga z punktu widzenia Telimeny (dystans autora). 0-1 2. Petersburg – metafora wielkiego świata. 0-1 3. Strach jako metoda sprawowania władzy; 0-1 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. reakcja Kozodusina, b. przerażenie czynownika, c. czynownik musi się przyznać do winy, aby zmniejszyć karę. 4. Silne zhierarchizowanie, 0-1 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. uznanie przez czynownika absurdalnych sądów władzy, b. podważenie przez czynownika sądu Wielkiego Łowczego uznane za zuchwalstwo. 5. Prawo (władza) służy bogatszym; 0-1 argumenty: (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. policmajster nie spełnia swej roli stróża prawa; służy bogatszym, wyżej postawionym społecznie ludziom, b. kara zależy od łaski (niełaski) cara. 6. Protekcja i kontakty towarzyskie jako podstawa funkcjonowania społeczeństwa 0-1 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. Telimena jest pod opieką Kozodusina, b. Kozodusin powołuje się na cara. Obraz Rosji we fragmencie Dziadów 7. Petersburg z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego. 0-1 8. Petersburg – metafora państwa, reżimu, samodzierżawia. 0-1 9. Silne zhierarchizowanie; 0-1 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. kolejność miejsca na spacerze zależy od stopnia zajmowanego w dworskiej hierarchii, b. postawa czynowników pokazuje funkcjonowanie carskiego systemu: kłanianie się wyższym od siebie i pogardzanie niższymi. 10. Kult cara i dworu; 0-1 argumenty, 0-1 np.: porównanie spaceru dworu carskiego do procesji religijnej (car – pomazaniec Boży, sakralizacja władzy carskiej). 11. Ceremonialność życia dworskiego; 0-1 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: spacer stał się rodzajem ceremonii, udział w nim nobilituje, staje się obowiązkiem towarzyskim (co najmniej 1 argument), 12. Cechy społeczeństwa – pycha, służalczość, snobizm, 0-2 argumenty (co najmniej 1 argument), 0-1 np.: a. ludzie ponoszą ofiary (marzną, chorują – suchotniczy kaszel), jednak potrzeba zobaczenia dworu jest zbyt wielka, by się jej oprzeć, b. zachowanie urzędnika idącego w rozpiętym futrze, żeby wszyscy widzieli jego ordery. Uwaga: jeżeli uczeń zauważy np.: obecność porównań animalistycznych (trzoda soboli, chód soboli, chód żuka, jak osy, jak skorpiony, pstre motyle, rumiane jak raki), podkreślenie umownej hierarchiczności struktury społecznej zaznaczone porównaniem do talii kart (króle, damy, niżniki), należy mu przyznać punkty z puli „szczególnych walorów pracy”. 13. Podsumowanie pełne, 4 np.: Mickiewicz satyrycznie (groteskowo) przedstawia stosunki panujące w carskiej Rosji oraz postawy żyjących tam ludzi. System carski opiera się na biurokracji i wszechogarniającym strachu, protekcji, układach towarzyskich. Ludzie są ofiarami systemu albo tępymi wykonawcami rozkazów. częściowe, (2) np.: System społeczny w Rosji carskiej był autorytarny. Ludzie żyli w strachu, za wszelką cenę starali się przypodobać władzy i donosili na siebie. próba podsumowania; (1) np.: lakoniczne stwierdzenie, że życie ludzi w Rosji początku dziewiętnastego wieku opierało się na strachu i urzędniczej zależności. Temat 2. Koncepcja ludzkiego losu w Chłopach Władysława Stanisława Reymonta. Przedstaw temat, analizując wskazany fragment oraz wykorzystując znajomość I tomu powieści. I. ROZWINIĘCIE TEMATU (można uzyskać maksymalnie 25 punktów) Punktacja: 1. Wstępne rozpoznanie fragmentu – hipoteza interpretacyjna, 0-1 np.: fragment ukazuje mentalność mieszkańców wsi (poglądy dotyczące istoty losu ludzkiego, miejsca człowieka w świecie); fragment przedstawia zbiorową psychikę mieszkańców wsi (co najmniej 1 wskazanie). 2. Określenie kreacji narratora, 0-1 np.: narrator trzecioosobowy („realistyczny obserwator”); narrator identyfikuje się z poglądami chłopów (jest związany ze światem wsi; w narracji pojawia się dialektyzacja); narrator nie informuje, kto mówi (nie ma imion bohaterów) (co najmniej 1 określenie). 3. Określenie sytuacji narracyjnej, 0-1 np.: wesele Boryny i Jagny Paczesiówny (dopuszcza się: spotkanie sąsiedzkie), które odbywa się jesienią, kiedy dobiega końca cykl natury (spotkanie, będące okazją do podsumowania minionego czasu); czas odpoczynku, będący czasem refleksji nad życiem (co najmniej 1 określenie). Fragment 4. Odczytanie koncepcji ludzkiego losu, 0-10 np.: a. człowiek jest istnieniem niesamodzielnym ( wszystko jest w Boskim ręku), b. życie ludzkie jest walką o byt, o swoje (z garści nie popuszczaj), c. człowiek jest podatny na wpływy zła – szatana (Zły rządzi światem), d. życie ludzkie jest nieustannym trudem, e. ludziom towarzyszy poczucie utraty, tęsknota za nieokreśloną przeszłością (drzewiej nie tak bywało), f. konflikty ludzkie (powodowane przez egoizm, zachłanność, biedę) są nieuniknione, g. człowiekowi towarzyszy poczucie nieuchronności śmierci, h. człowiek wszystkie swoje nadzieje łączy z miłosierdziem Boskim, i. człowiek nie jest w stanie przejrzeć wyroków Boskich, j. należy żyć według przykazań Bożych, k. człowiek skazany na cierpienie musi znosić swój los z pokorą, l. nagroda za życie czeka w niebie, m. szansę wytchnienia przynoszą człowiekowi święta (kompensacyjna rola obrzędu, obyczaju), n. człowiek odnajduje źródła otuchy w życiu we wspólnocie (w braterstwie, w życiu w zgodzie z innymi, wyżaleniu się innym; w przebaczaniu innym, w przezwyciężaniu zawziętości), o. człowiek powinien żyć pełnią życia, intensywnie (Jak pić, to już całą kwartą, masz człowieku robotę? – pilno rób, kulasów nie żałuj i szczerze się przykładaj!). 5. Dostrzeżenie tonu refleksji nad ludzkim losem: (uczeń może zauważyć, że jest optymistyczna lub pesymistyczna ,lub taka i tak,), ale punkt przyznajemy, jeśli stwierdzenie wynika z analizy). 0-1 I tom powieści 6. Odczytanie koncepcji ludzkiego losu, 0-6 np.: a. ludzie podlegają zmienności pór roku i rytmowi prac na roli, b. ludzki los jest określony przez porządek liturgiczno–obrzędowy, c. człowiek jest zdeterminowany biologicznie (popęd seksualny, dziedziczone geny), d. o powodzeniu w życiu decyduje natura – zdrowie, siły do pracy, młodość, np. los Agaty), los małżeństwa Macieja (Jak stary młódkę bierze, diabeł się cieszy...), e. człowiek ma swoje miejsce w porządku społecznym (hierarchiczna struktura gromady i rodziny), f. człowiek jest ograniczony przez normy moralne akceptowane przez społeczność – przekroczenie jest karane, g. kultura stanowi drugą naturę człowieka, h. los człowieka jest w powieści uwznioślony, wpisany w sferę mitu. 7. Wskazanie podstawowych kontekstów, 0-1 np.: literackiego, biblijnego, filozoficznego (co najmniej 1 kontekst). 8. Podsumowanie pełne, (4) np.: wskazanie zdeterminowania losu człowieka przez naturę, kulturę, religię, porządek społeczny, porządek życia i śmierci; podkreślenie trudu ludzkiego życia; wskazanie możliwości przezwyciężenia trudu egzystencji poprzez religijność, kultywowanie tradycji, życie we wspólnocie z innymi ludźmi i całym światem; częściowe, (2) np.: człowiek, należąc do świata natury i kultury, może w swoim życiu osiągać stan równowagi wewnętrznej; próba podsumowania (1) np.: mieszkańcy wsi są zdeterminowani przez naturę. II. KOMPOZYCJA (maksymalnie 5 punktów) Punktacja Kompozycję wypracowania ocenia się wtedy, gdy przyznane zostały punkty za rozwinięcie tematu. – podporządkowana zamysłowi funkcjonalnemu wobec tematu, spójna wewnętrznie, przejrzysta i logiczna; pełna konsekwencja w układzie graficznym, 5 – uporządkowana wobec przyjętego kryterium, spójna; graficzne wyodrębnienie głównych części, 3 – wskazująca na podjęcie próby porządkowania myśli, na ogół spójna. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. III. STYL (maksymalnie 5 punktów) – jasny, żywy, swobodny, zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi; urozmaicona leksyka, – zgodny z zastosowaną formą wypowiedzi, na ogół jasny; wystarczająca leksyka, – na ogół komunikatywny, dopuszczalne schematy językowe. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. IV. JĘZYK (maksymalnie 12 punktów) – język w całej pracy komunikatywny, poprawna, urozmaicona składnia, poprawne: słownictwo, frazeologia i fleksja, 12 – język w całej pracy komunikatywny, poprawne: składnia, słownictwo, frazeologia i fleksja, 9 – język w całej pracy komunikatywny, poprawna fleksja, w większości poprawne składnia, słownictwo i frazeologia, 6 – język w pracy komunikatywny mimo błędów składniowych, słownikowych, frazeologicznych i fleksyjnych, 3 – język w pracy komunikatywny mimo błędów fleksyjnych, licznych błędów składniowych, słownikowych i frazeologicznych. 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. V. ZAPIS (maksymalnie 3 punkty) – bezbłędna ortografia; poprawna interpunkcja (nieliczne błędy); 3 – poprawna ortografia (nieliczne błędy II stopnia); na ogół poprawna interpunkcja; 2 – poprawna ortografia (nieliczne błędy różnego stopnia); interpunkcja niezakłócająca komunikacji (mimo różnych błędów). 1 Uwaga: jeśli powyższe kryteria nie zostały spełnione, nie przyznaje się punktów. VI. SZCZEGÓLNE WALORY PRACY 0 – 4
Wymagania podstawy programowej
1. Wstępne rozpoznanie fragmentu – hipoteza interpretacyjna, 0-1
Mateusz Będkowski — wydawca serwisu Nie każ mu liczyć

Nie każ mu liczyć! — opracowanie

Baza matury z języka polskiego

Bazę zadań z języka polskiego opracowano na podstawie publicznych arkuszy i zasad oceniania CKE. Redakcja dodaje podział tematyczny, wskazówki do rozwiązania i odnośniki do źródeł. Poznaj moje podejście →

Ostatnia aktualizacja: 2026-10-04